Natalia Kieszek: Sprzedaż systemu PCR|ONE do Bio-Rad była momentem przełomowym dla polskiego rynku biotechnologicznego. Patrząc z perspektywy czasu, co było kluczowym czynnikiem, który przekonał globalnego giganta do tego ruchu?
Piotr Garstecki: PCR|ONEadresuje jeden z najbardziej marżowych i jednocześnie dynamicznie rozwijających się segmentów diagnostyki molekularnej. Od czasów pandemii większość z nas wie co to PCR – metoda wykrywania konkretnego genu, który świadczy o obecności konkretnego patogenu w próbce. PCR|ONE wyróżnia się tym, że potrafi wykryć kilkadziesiąt genów w jednym teście, zrobić to bardzo szybko i w bardzo prostym do użycia formacie. Nasz system wszedł na rynek z bardzo atrakcyjną kombinacją cech – szybkość wykrycia poniżej 30 minut, bardzo duża kompleksowość, niski koszt wytworzenia cartridga i bardzo prosta obsługa.
Prace nad PCR|ONE rozpoczęliśmy w 2012 roku. Postanowiliśmy stworzyć system diagnostyczny, który będzie bardzo szybki i łatwy w użyciu. Nie bacząc na brak pełnego doświadczenia postawiliśmy sobie bardzo ambitny cel. Kierowaliśmy się naszymi aspiracjami i radziliśmy sobie w miarę postępu prac. Ostatecznie globalne firmy z obszaru diagnostyki dostrzegły potencjał systemu i postanowiły w niego zainwestować, a rozmowy wygrał koncern Bio-Rad.
Sprawia nam wielką satysfakcję, że pokazaliśmy w praktyce, że w Polsce można od zera tworzyć głęboko-technologiczne rozwiązania na rynki światowe. Przykłady sukcesów są stymulujące dla środowiska innowacyjnego, a powstający ekosystem ludzi mających doświadczenie w takich projektach wspiera nowe inicjatywy. Patrząc szerzej, w Polsce brakuje nam epicentrum naukowo-technologicznego klasy światowej. Nie przypadkowo znakomita większość technologicznych produktów, które podbijają świat, powstaje jedynie w kilku czy kilkunastu epicentrach na świecie. Powinniśmy część środków na naukę przeznaczyć na budowę konkurencyjnego, super-uniwersytetu.
A czy dostrzega Pan dialog między polską nauką a biznesem?
Polska gospodarka radzi sobie świetnie. Inwestorzy coraz chętniej patrzą na ryzyko oraz innowacje – na inwestycje w przedsięwzięcia z szansą na dużą wygraną dzięki przewadze technologicznej. Jednak co do dialogu, mamy zbyt „skostniały” system, jeśli mówimy o własności intelektualnej w sferze publicznej. Skostniałe procedury, konieczność wyceniania własności intelektualnej przed przekazaniem jej do gospodarki sprawia, że ten dialog jest niepraktycznie trudny z punktu widzenia przedsiębiorców. Publicznie finansowane badania są za darmo publikowane w prasie naukowej, a zgłoszenia patentowe powinny w maksymalnie uproszczonej procedurze trafiać do gospodarki, bo dopiero tam tworzona jest wartość, która może wrócić do skarbu państwa.
Bacteromic to system znacznie bardziej złożony niż PCR|ONE. Na jakim etapie jest ten projekt?
Prace nad Bacteromic rozpoczęły się w 2017 roku. Zaczęliśmy podobnie jak w przypadku PCR|ONE, czyli od idei. Widzieliśmy, że coraz więcej zakażeń powodowanych jest przez bakterie, które są oporne na wiele antybiotyków. Natomiast testy antybiotykoodporności bakterii testują tylko kilkanaście antybiotyków na raz. Korzystając z dostępności do technologii mikroprzepływowych, stwierdziliśmy, że możemy w tej samej cenie testować wszystkie antybiotyki i to w pełnym, ilościowym, formacie.
Obecnie jesteśmy w niesłychanie ekscytującym dla nas momencie – uzyskaliśmy pierwsze dopuszczenie do rynku według nowych reguł IVDR w Europie. Pierwszy panel testowy Bacteromic jest już dopuszczony na rynku europejskim i możemy zacząć go sprzedawać. Jesteśmy w toku prac nad kolejnymi rejestracjami.
Scope Discovery ma za zadanie wyszukiwać nowe kierunki rozwoju. Jak ocenia Pan rozwój modelu venture studio w Polsce?
Z Marcinem Izydorzakiem, z którym zakładaliśmy Scope Fluidics, chcieliśmy stworzyć miejsce dla ambitnych młodych ludzi, którzy chcą zmieniać świat tworząc technologie nakierowane na konkretny efekt, przede wszystkim w obszarze ochrony zdrowia. Temu służy konstrukcja venture studio. Z założenia jest ona dedykowana dla młodych ludzi i założycieli, którzy chcą pokonywać trudności i korzystać z doświadczenia zespołu, który przeszedł już przez cały proces – od pomysłu przez tworzenie produktu i rejestrowanie go w odpowiednich urzędach.
Często mały, początkujący startup musi mierzyć się z szeregiem przeciwności, z którymi nie poradzi sobie sam. Dlatego stawiamy na model venture studio, gdzie łączymy energię i ambicje młodych ludzi z wypracowanymi procesami i doświadczeniem kadry studio.
Jakimi kryteriami, poza czysto ekonomicznymi, kierujecie się oceniając początkowe projekty?
Mamy precyzyjnie określone kryteria, według których oceniamy i wybieramy projekty. W pierwszej kolejności sprawdzamy identyfikację potrzeb na rynku i weryfikację z użytkownikami końcowymi. Jest to fascynujące zadanie, ponieważ rozwój technologicznego produktu trwa kilka lat. Dlatego często musimy przewidywać jak rynek będzie się rozwijać w przyszłości. Mamy do tego odpowiednie osoby i lubimy ten proces weryfikacji.
Model Discovery zakłada, że nie każdy pomysł trafi do etapu spółki celowej. Ile projektów średnio odrzucacie na etapie wstępnych analiz i co jest najczęstszym powodem dyskwalifikacji?
Odrzucamy około 90% pomysłów nad którymi pracujemy. Powodów negatywnych decyzji jest mnóstwo. Pamiętam projekt, który był moim zdaniem fantastyczny i przydałby się w ochronie zdrowia. Niestety stwierdziliśmy, że przekonanie systemu do wdrożenia takiego rozwiązania byłoby zbyt trudne. Dlatego go odrzuciliśmy.
Najczęściej odrzucamy projekty ze względu na rozmiar rynku albo wielkość potencjalnego oddziaływania w ochronie zdrowia. Obserwujemy też dużych graczy, którzy toczą „wojny patentowe” i nie chcemy się w nie angażować.
Wśród projektów, które już wybraliście, jest Edocera, która ma diagnozować udar na podstawie subtelnych sygnałów od razu w momencie zdarzenia, oraz Hybolic, który ma pomóc monitorować i wykrywać m.in. insulinooporność. Dlaczego akurat te pomysły Was przekonały?
To są niesłychanie ambitne projekty. Edocera tworzy rozwiązanie do natychmiastowego wykrywania udaru w mózgu. Najczęściej to osoby starsze są najbardziej narażone na udar i statystyki pokazują, że w przypadku 20% z nich może on się wydarzyć w trakcie snu. Niestety znam również przypadek osoby, która dostała udaru w szpitalu i personel medyczny potrzebował kilku godzin, żeby go zdiagnozować. Na podjęcie skutecznego leczenia mamy właśnie tylko te kilka godzin. Dlatego system tworzony przez Edocerę jest naprawdę potrzebny. Mamy już kilkunastoosobowy zespół, który przeprowadził proof-of-concept i tworzony jest obecnie pierwszy prototyp.
Hybolic to projekt, który dotyczy urządzeń przenośnych dostępnych w formacie poinf-of-care. Mówimy o pomiarze zawartości cząsteczek np. białek w formie przenośnej. Na pierwszy target wybrano insulinę, czyli marker biorący udział w metabolizmie. Hybolic jest w trakcie sprawdzania wykonalności tego systemu. Pracuje z dwoma rożnymi technologiami, aby wybrać najlepszą.
Gdzie widzi Pan Scope Fluidics za kilka lat? Czy macie docelową liczbę projektów, które chcecie mieć w swoim portfolio?
Jesteśmy w trakcie skalowania naszej działalności. Chcemy wykorzystać naszą wiedzę i doświadczenie, aby prowadzić kilka projektów równolegle. Jesteśmy spółką giełdową, dlatego zależy nam, aby częściej informować inwestorów o postępach w naszych projektach. Dzięki temu nie będziemy musieli czekać kilku lat na ogłoszenie przełomu. Ponadto, naszą ambicją jest, by w przyszłości generować jeden „exit” rocznie.
Materiał powstał w ramach patronatu medialnego wydarzenia „MIT Universal AI Summit” stanowiącego drugą edycję cyklu „Shaping Tomorrow”, które odbędzie się już 23-24 marca w Warszawie. W evencie wezmą udział liderzy branży technologicznej, którzy podzielą się swoją wiedzą, doświadczeniem oraz wizją przyszłości sektora. Na scenie pojawią się przedstawiciele najbardziej obiecujących polskich startupów, a także czołowi eksperci MIT, przedstawiciele Miasta Stołecznego Warszawy czy Ministerstwa Cyfryzacji. Współorganizatorem konferencji jest Massachusetts Institute of Technology.
Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy :)