Zarobić na chemii i krewetkach

Z jednej strony urządzenia do mycia i dezynfekcji plus chemiczne preparaty. Z drugiej, przysmaki całego świata. To, wbrew pozorom, jedna bajka biznesowa. Wszystko zaczęło się prawie równocześnie z pożegnaniem nad Wisłą realnego socjalizmu. Spółka SaneChem pojawiła się w 1989 r. Od tamtego czasu wyrosła na lidera krajowego segmentu chemii spożywczej – produkuje profesjonalne preparaty chemiczne oraz urządzenia do mycia i dezynfekcji. Niewiele się przesadzi, jeśli powiemy, że firma znana jest w całym polskim przemyśle mięsnym, piwowarskim, mleczarskim…

Również gastronomia korzysta z produkowanych przez spółkę preparatów. Do tego dochodzą centralne systemy mycia i wytwornice piany. Rynek się rozwija, a firma ze swoją chemią wykracza również poza granice Polski. SaneChem ma swojego przedstawiciela generalnego na Ukrainie, gdzie już są prowadzone rozmowy wstępne z tamtejszymi zakładami. Spółka ma wszelkie zezwolenia i certyfikaty uprawniające do sprzedaży swoich produktów na rynku ukraińskim. W listopadzie 2007 r. z powodzeniem przebiegły próby środków chemicznych w ukraińskich zakładach mięsnych, a w styczniu tego roku rozpoczęły się próby w zakładach mleczarskich. Rocznie SaneChem produkuje około 5 tys. ton preparatów. W tej chwili ma około 15-procentowy udział w polskim rynku chemii spożywczej.

Druga noga biznesowa

I chociaż chemia pozwalała, i nadal pozwala, na godny zarobek, Ryszard Dymny, szef SaneChemu, chciał spróbować sił również w innej dziedzinie. Takiej dużo bardziej smakowitej niż środki do dezynfekcji. Dlaczego?– Jestem z wykształcenia technologiem żywności, jak również mam ukończone technikum chemiczne. Chemia i żywność przeplatały się więc u mnie zawsze – mówi R. Dymny.

Tak więc najpierw trochę nieśmiało, a później z impetem założyciel i prezes SaneChemu zaczął rozwijać swoją drugą biznesową nogę – import i dystrybucję żywności oraz towarów wykorzystywanych w kuchniach narodowych. Był w tym zakresie jednym z pionierów na naszym rynku, co bez wątpienia dało mu ogromną przewagę nad całą resztą, która do przysmaków świata zaczęła przyzwyczajać Polaków dużo później.

„Żywnościowa noga” firmy Ryszarda Dymnego zaczynała od zaopatrywania kuchni ambasad. Potem ruszyło to dużo szerzej. Ale właśnie ów początek był takim bardzo swoistym rozeznaniem potrzeb. Zresztą, cały czas decyzje o sprowadzaniu nowych towarów SaneChem podejmuje po bezpośrednich rozmowach z klientami. – Firma realizuje najbardziej wyszukane zlecenia, w ramach których może wykazać się najwyższymi kompetencjami – mówi z przekonaniem prezes spółki.

Mule i ośmiornice

Oferta handlowa SaneChemu prezentowana jest pod marką „Kuchnie Świata”. Obejmuje ona wszystkie grupy asortymentowe żywności z zakresu kuchni narodowych, a także owoce morza i ryby. Firma importuje przeszło osiem tysięcy produktów z Meksyku, Japonii, Tajlandii, Chin, Wietnamu, Indii, Nowej Zelandii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Pakistanu, Libanu, Grecji… Spółka jest krajowym liderem w dostarczaniu produktów spożywczych do hoteli i restauracji na terenie całego kraju (w tym także świeżych przysmaków z egzotycznych mórz). Ma własną sieć transportową spełniającą surowe kryteria przewozu żywności oraz chłodnie w różnych miastach Polski.

– Produkty przez nas sprowadzane są dostępne także dla klientów indywidualnych. Można je kupić w sieciach specjalistycznych delikatesów „Kuchnie Świata”, które są zlokalizowane w największych centrach handlowych w Polsce – mówi Ryszard Dymny.

Obecnie SaneChem ma dziesięć sklepów na terenie całego kraju, w tym dwa w Warszawie. W tym roku planowane jest otwarcie kolejnych czterech lub pięciu. Okazuje się bowiem, że zasmakowaliśmy w kuchennej egzotyce. I chociaż nie zrezygnowaliśmy ze schabowego z kapustą, gołąbków czy pierogów, to równie chętnie wielu z nas sięga po mule, krewetki, ośmiornice… Coraz częściej poszukujemy również egzotycznych przypraw, sosów, warzyw…

Spółka, wychodząc naprzeciw zróżnicowanym potrzebom, stara się sprowadzać niespotykane jeszcze niedawno na naszym rynku przysmaki, niedostępne u żadnych innych polskich dystrybutorów. Jeśli do jakiejś egzotycznej potrawy brakuje komuś produktów, sklepy SaneChemu są dzisiaj chyba jedynym miejscem, gdzie można się w nie zaopatrzyć.

Oferta „Kuchni Świata” jest w głównej mierze skierowana do osób, które lubią i chcą gotować. Natomiast dla słabiej zorientowanych w sztuce kulinarnej pracownicy sklepów i eksperci SaneChemu są w stanie na miejscu wyjaśnić, w jaki sposób należy przygotować konkretne dania i jak dobrać do nich odpowiednie składniki. Dla zainteresowanych zgłębieniem tajników kuchni egzotycznej organizowane są także specjalistyczne szkolenia i prezentacje. W ich trakcie można nie tylko się nauczyć robienia sushi, ale również poznać podłoże kulturowo-geograficzne kuchni narodowych.

Więcej niż inni

Oferta „Kuchni Świata” rozrasta się dość często także „na zlecenie”. Od innych na rynku firma różni się między innymi tym, że stara się dostarczyć do Polski towar, który jest poszukiwany przez szefów kuchni – a ci są bardzo wymagający. Tym sposobem asortyment firmy ogromnie się rozrósł. Na przykład, w hipermarketach są 3-4 rodzaje krewetek, natomiast w ofercie „Kuchni Świata” nawet 60 rodzajów. Szacunkowy obraz rynku wskazuje, że konkurencja ma w swojej ofercie jakieś 10 proc. tego, co spółka kierowana przez R. Dymnego.
Prezes SaneChemu nie kryje, że trochę to utrudnia biznes, bo dużo łatwiej obracać setkami ton jednej ryby niż kilkudziesięcioma gatunkami po tonie. Z drugiej strony, jednak nie bez znaczenia jest pozycjonowanie marki, jej prestiż. To z czasem procentuje.

Być może giełda…

Przykład SaneChemu pokazuje, że jeśli wszystko się dobrze przemyśli, można z sukcesem rozszerzać swoją działalność, jednocześnie ją dywersyfikując. Strategia rozwoju spółki opiera się na umacnianiu pozycji rynkowej zarówno w sektorze chemii spożywczej, jak również imporcie i dystrybucji żywności dla odbiorców indywidualnych i sieciowych. W niedalekich planach firma ma debiut na warszawskiej giełdzie. Prezes przedsiębiorstwa mówi nawet o czerwcu, o ile nie załamie się koniunktura na GPW. SaneChem szuka bowiem pieniędzy na dalszy rozwój.

Od inwestorów chciałby uzyskać około 25 mln zł. Środki te mają zostać przeznaczone na rozwój spożywczej części firmy oraz przejęcie innych podmiotów na rynku. 10 mln zł z oferty publicznej zostanie przeznaczone na poszerzenie infrastruktury spółki, w tym budowę nowych magazynów i sklepów. Dzisiaj trzy czwarte obrotów SaneChemu wypracowują „Kuchnie Świata”, a roczny przyrost obrotów w tej części działalności jest na poziomie 30-40 proc.

Artykuł pochodzi z magazynu

Komentarze

Avatar

Piotrek321

22 listopada 2008 Odpowiedz

macie błąd, gdzie sa wymieniane kraje z których mają produkty, zmaiast Grecji jest gecji . Prosze poprawcie to. Mój kolega zajmuje się w tej firmie sprowadzaniem greckich produktów do SaneChemu, jest ich dostwaca,to denna firma jak usłyszałem od niego

Avatar

Laffayet

6 maja 2011 Odpowiedz

Zgadzam się,bardziej niż denna a prezes Dymny to wyżej się nosi niż robi obrotu.Mój znajomy był tam dyrektorem,którego po powrocie z urlopu wygrzmocili na pysk…Dymny i ta jego klika.Pac warty Pacana.Tak można określić tą spółkę.A do sklepów to niestety Dymny dokłada więc niech nie ściemnia,że to taki zarąbisty interes.

Avatar

praco jaco

11 sierpnia 2014 Odpowiedz

Pracowalem w tym burdelu 3lata na chemii. Jeszcze w lomiankach i chwile w deblinie. Brod syf oszustwo jedno wielkie i nic wiecej .sprawdzac daty przydatnosci bo produkty spozywcze przeterminowane i po 4lata tylko ttzeba bulo calymi dniami etyliedy z datami zmieniac .zarobki male wyzysk pracownika maksymalny za minimalne pieniadze syf jeden wielki do tej pory tak jest mam tam duzo znajomych co pracuje jeszcze ale nie dlugo pewnie .powinna byc kontrola tam .chemia smiechu warta a raczej ludzie co kupuja hehe .na 1000kg mydla dodaje sie 40kg soli zeby bylo geste i plyn do naczyn to samo .pozdrawiam

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*