Zarobić na pizzy

Czy pizza może być dobrym biznesem? Na pewno nie jeden raz rozważał to Grzegorz Kłos, który zamienił fotel w biurze maklerskim BPH na własną firmę. Tak powstała Fabryka Pizzy. W planach od razu było stworzenie całej sieci. Na początek musiał jednak wystarczyć jeden lokal, bo pomysłodawca wraz z żoną dysponowali niewielkim kapitałem – 30 tys. zł. Pierwsza Fabryka Pizzy powstała Krakowie.

Szef kuchni został wybrany w swoistym castingu – zadaniem było przyrządzenie spodu do pizzy, a jurorem był sam Kłos. Postawił na kucharza, który pracuje u niego do dziś. Gdy udało się skompletować cały personel i wyposażyć lokal, rozpoczęto walkę o klienta. Mimo dobrego punktu nie było to łatwe.

Małe problemy

Największym kłopotem w początkowej fazie rozwoju był brak pozwolenia na sprzedaż alkoholu. Kiedy jednak koncesję udało się zdobyć, nawet ograniczone środki na marketing przestały być przeszkodą. W jego lokalu pojawiało się coraz więcej klientów, a wkrótce potem restauracja została powiększona. Lokal osiągnął rentowność, a Kłos mógł myśleć o budowie sieci.

Rozwój

W trzy lata po debiucie działała już druga restauracja – tym razem w najmodniejszej dzielnicy Krakowa – na Kazimierzu. Dzięki zdobytej renomie nie tylko rosły przychody, ale pojawiły się także pierwsze propozycje od osób, które również chciały otworzyć swoje Fabryki Pizzy – na zasadzie franczyzy. Grzegorz Kłos nie zdecydował się jednak na to do tej chwili – wcześniej uważał, że firma nie jest na to gotowa. Dzisiaj choć przekonuje się do tej koncepcji, nie zamierza robić nic za wszelką cenę.

Marzy się GPW

O „Fabryce” zrobiło się jeszcze głośniej, gdy firma ogłosiła plan wejścia na giełdę. Początkowo ma być to rynek NewConnect, ale konkretnego terminu debiutu na parkiecie nie ogłoszono. Czas korekty nie jest bowiem – szczególnie dla małych spółek – najlepszym momentem do pozyskiwania kapitału na GPW. Tymbardziej, że Fabryka Pizzy rozwija się prężnie nawet bez zewnętrznego finansowania i niedawno otworzyła czwarty lokal (w Krakowie, trzeci powstał w Katowicach).

Zyski rosną

Prognozy firmy na rok 2008 zakładają niemal 5 mln zł obrotu netto i przeszło pół miliona złotych zysku. Pieniądze te są inwestowane nie tylko w nowe lokale. W maju i czerwcu na Śląsku odbyła się pierwsza kampania reklamowa Fabryki Pizzy. W kinach i na billboardach firma promowała się poprzez nazwy swoich produktów. Na pewno przyciągają uwagę i budzą rozmaite skojarzenia – w tym roku pojawiło się wiele nowości, a wśród nich m.in. zboczek na gorąco i serdeczna foczka.

Śląsk to z resztą region, w którym mają powstawać kolejne restauracje. W aglomeracji katowickiej tkwi duży potencjał – kilkaset tysięcy mieszkańców i stosunkowo niewiele punktów gastronomicznych. Do połowy przyszłego roku ma powstać kilka kolejnych lokali i na pewno nie jest to ostatnie słowo założyciela firmy.

Jak pokazuje przykład fabryki pizzy dobry interes można zrobić nawet jeśli konkurencja na rynku jest silna. Fabryka Pizzy zaproponowała nie tylko produkt najwyższej jakości, ale również ubrała go w intrygujące opakowanie. I chociaż dziś Grzegorz Kłos nie wyklucza sprzedaży swojej firmy, to na pewno pozostanie w biznesie. Tym razem z dużo większymi możliwościami.

MamBiznes.pl