Holender rozwija w Polsce swój start-up

Przełożył program nauczania w szkole podstawowej na język gier komputerowych. Zaczynał w jednym pokoju dzielonym z inną firmą, a dziś zatrudnia 50 pracowników i tylko w Holandii ma 110 tys. płacących klientów. Andre Haardt, po sukcesach w swoim rodzimym kraju oraz Francji postanowił ze swoim start-upem wejść także do Polski.

Grzegorz Marynowicz: Jaki start-up Pan rozwija i skąd idea takiego projektu?

Andre Haardt: Squla to przykład startup’u z sektora Edtech (z ang. Educational Technology), łączącego edukację z nowoczesnymi technologiami. To platforma edukacyjna dla dzieci, która pozwala im uczyć się poprzez zabawę. Wszystko zaczęło się w 2010 roku. Pomysł wziął się z mojej obserwacji. W czasach kiedy zaczynaliśmy, nie było spersonalizowanego szkolnictwa, dostosowanego indywidualnie do potrzeb uczniów. Zauważyłem też jak dużo czasu dzieci spędzają przed komputerem – to około aż 2 godzin dziennie! Postanowiłem to wykorzystać i połączyć naukę z zabawą. Rozpoczęliśmy testy. Przez trzy tygodnie dzieci po szkole, w swoim wolnym czasie, odpowiadały na przygotowane przez nas pytania quizowe, zdobywały punkty i rywalizowały między sobą. Nauczyciele byli zdziwieni, jak łatwo można było zmotywować uczniów do nauki w ten sposób. Ten eksperyment przekonał mnie do rzucenia pracy w wydawnictwie i postawieniu na rozwój start-upa.

Projekt znajduje się już w tzw. fazie Scaleup’u – tak określa się firmy, które po 3 latach działania przynoszą co najmniej 20% zysku rocznie i zatrudniają minimum 10 osób. W naszym wypadku to już 50 pracowników: 40, którzy są z nami na etacie oraz 10 freelancerów.

Czym zajmował się Pan przed uruchomieniem tego projektu?

Zajmowałem się marketingiem, pracując dla wydawnictwa De Agostini, Accenture i Philipsa, ale zawsze wiedziałem, że inwestycja w start up to jest dokładnie to, co chcę robić. . Zdobyte wcześniej doświadczenie okazało się bardzo przydatne w rozwoju platformy Squla.

Jak działa platforma edukacyjna?

Mechanizm jest dość prosty. Wystarczy zalogować się na platformie, wybrać klasę, dowolny przedmiot szkolny i rozwiązać quizy, które utrwalają wiedzę zdobytą w szkole. Warto podkreślić, że wszystkie zadania są przygotowane przez polskich metodyków i zgodne z aktualną podstawą programową Ministerstwa Edukacji Narodowej. Dzieci mogą na naszej platformie rozwiązywać zadania nie tylko z polskiego, przyrody czy matematyki, ale również uczyć się wybranych języków obcych. W tej chwili to hiszpański, angielski, francuski, niemiecki, włoski. Stale rozbudowujemy tę bazę. Za każdą dobrą odpowiedź, użytkownicy otrzymują wirtualne punkty, a rodzice mogą śledzić na bieżąco ich postępy. Dzieci mogą też rywalizować między sobą, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa, co nierzadko działa na nie motywująco. Obecnie mamy prawie 600 tyś. zarejestrowanych kont indywidualnych. Natomiast szkoły korzystają z platformy za darmo.

Skąd decyzja żeby Holender po swoim kraju oraz Francji wszedł ze swoim projektem akurat w Polsce?

Niewątpliwie ważnym czynnikiem były zmiany zachodzące w systemie edukacji w Polsce. Zauważyłem, że na polskim rynku brakuje odpowiedniego produktu, który pomoże dzieciom zdobywać wiedzę w sposób dopasowany do ich oczekiwań. Postanowiłem wykorzystać tę niszę. Poziom szkolnictwa w Polsce oceniłem bardzo wysoko, jednak brakowało takiego multimedialnego uzupełnienia. Nie bez znaczenia był również stabilny wzrost gospodarczy. Polacy każdego roku coraz więcej i chętniej inwestują w rozwój swoich dzieci. Doskonale zdają sobie sprawę, że te inwestycje będą miały wpływ na ich przyszłość i późniejszą drogę zawodową.

Czy za „polską” część projektu odpowiada ktoś kto zna nasz rynek? Jak to wygląda?

Tak, powodzenie projektu na danym rynku jest niemożliwe bez udziału najwyższej klasy specjalistów z kraju, w którym rozpoczynamy działalność. Nie chodzi o to, aby kopiować jeden do jednego założenia, jakie sprawdzają się np. w Holandii, ale żeby wypracować model, który jest zgodny z zainteresowaniami, a przede wszystkim potrzebami użytkowników w Polsce. Dlatego zatrudniamy cenionych w Polsce twórców treści edukacyjnych. Także w dziale marketingu i wsparcia technicznego pracują Polacy. Ich wiedza na temat lokalnych uwarunkowań jest dla nas najważniejsza, jest gwarancją jakość i decyduje o sukcesie.

Proszę opowiedzieć coś o wynikach startup’u na rynkach, na których działa dłużej?

Tylko w Holandii mamy 110 tys. użytkowników korzystających odpłatnie z platformy. Można powiedzieć, że podwajamy swoje zyski z każdym rokiem. To bardzo cieszy, ale trzeba też zauważyć, że na początku działalności jest to zawsze prostsze, ponieważ w grę wchodzi, m.in. efekt nowości. Teraz, gdy zwiększamy swój zasięg, będzie to wymagało więcej pracy, ale wszystko wskazuje na to, że osiągniemy zamierzony cel i znowu wyjdziemy na plus.

Rozwija Pan biznes w Holandii oraz Francji. Jak w tych krajach wygląda ekosystem startup’ów? Czy pomysłodawcy mogą liczyć na jakieś rządowe programy/wsparcie? Jak wygląda ten rynek w tych krajach?

Startup’y z każdej branży i w każdym kraju muszą przede wszystkim zmierzyć się z wymogami rynku, na którym funkcjonują. Najważniejszy jest pomysł i jego przemyślana realizacja, co oznacza, m.in. konieczność dokładnej analizy potrzeb naszych odbiorców i sensownego biznesplanu. W Holandii startupy mogą liczyć np. na pewne ulgi podatkowe, czego we Francji już nie ma. Proces rejestracji jest dość prosty: wystarczy zgłosić swoją działalność w urzędzie, wypełnić formularz rejestracyjny i wkrótce można już zacząć działać.

Czy są jakieś istotne różnice w prowadzeniu start up w Holandii, Francji i w Polsce?

Różnica jest chociażby w systemie płatności – w Polsce nie używa się tak często automatycznego systemu odnawiania subskrypcji, jak chociażby w Holandii czy Francji. System szkolnictwa, rynek edukacji i zachowania konsumenckie są także inne niż w Holandii.

Jakie cele stawiacie sobie w Polsce? Czy po Polsce planujecie ekspansję na innych rynkach?

Chcemy być bezkonkurencyjni wśród dzieci, rodziców i szkół pod względem liczby użytkowników korzystających z platformy oraz świadomości, że takie rozwiązanie jak Squla w ogóle istnieje. Planujemy ekspansję na kolejne rynki takie jak Hiszpania, Niemcy, Anglia i Włochy. Prace nad rozwojem platformy w tych krajach już trwają.

A gdyby tak polski startup chciał wejść na rynek holenderski? Co by Pan poradził przed podjęciem takiej decyzji?

Trzeba próbować i stale się uczyć – każdy rynek jest inny, ale pomimo to istnieje też wiele podobieństw. Tak, jak wszędzie najważniejsze jest zrozumienie potrzeb ludzi i dostosowanie rozwiązań do ich oczekiwań. Wysoka jakość i funkcjonalność to podstawa powodzenia. Ważne są też osoby, z którymi pracujemy. Nie mogą być przypadkowe, najlepiej aby byli ekspertami na danym rynku. Dzięki nim jesteśmy w stanie doskonale poznać potrzeby danego rynku.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl: 

Rozmawiał Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Avatar

kibol

18 sierpnia 2017 Odpowiedz

Jak dobrze mówi po polsku.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*