Minęło pół roku od zamknięcia gastronomii na dwa tygodnie. Właściciele restauracji chcą otwarcia lokali

Rząd od drugiej połowy marca pracuje nad rozwiązaniem, które ma wesprzeć chylącą się ku upadkowi branżę gastronomiczną. Restauratorzy działają w ograniczonym trybie od 6 miesięcy. Możliwość sprzedaży „na wynos” i z dowozem nie gwarantuje im szans na zyski i utrzymanie działalności. Pojawił się pomysł stworzenia bonu gastronomicznego na wzór obowiązującego od roku bonu turystycznego. Pytani o zdanie przez Północną Izbę Gospodarczą przedsiębiorcy – mówiąc delikatnie – nie wyrażają entuzjazmu myśląc o tej inicjatywie.

Fot. Pexels

„Czas na konkrety, a nie na zapowiedzi”

Pomysł póki co jest bardzo enigmatyczny. Według ostatnich ministerialnych zapowiedzi miałby być on konsultowany przed ostatecznym ogłoszeniem jego kształtu. Możliwe, że konkretna kwota przekazywana byłaby jako bon pracodawcy, a ten dysponowałby je wśród pracowników, którzy mogliby korzystać z usług gastronomii. Nie wiadomo kiedy program mógłby wystartować i jaka byłaby jego ostateczna wartość.

– To taka sytuacja, że z jednej strony należy się cieszyć, bo lepsza jakaś pomoc niż żadna, ale z drugiej strony: czy bon byłby w stanie realnie pomóc branży, która nie zarabia lub zarabia szczątkowo od pół roku? Jako Północna Izba Gospodarcza oczekujemy konkretnych rozwiązań pomocowych dla branż najsilniej dotkniętych lockdownem i bez żadnych wątpliwości gastronomia znajduje się w położeniu wręcz dramatycznym. Mówimy więc wprost: czas na konkrety, a nie na zapowiedzi. Przedsiębiorcy jako płatnicy do budżetu mają prawo do pomocy w tak trudnych sytuacjach jak obecnie – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Przedstawiciele gastronomii: możliwość prowadzenia działalności zamiast bonu gastronomicznego

Przedsiębiorcy branży gastronomicznej zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie nie przyjęli pomysłu optymistycznie. Jest tutaj więcej wątpliwości niż radości z ewentualnego wsparcia: – Dla mnie rozwiązaniem sytuacji jest umożliwienie nam funkcjonowania. Moje stanowisko jest proste: mam osiem stolików, proszę pozwolić mi zająć cztery. Nie chcę żadnego bonu gastronomicznego, nic nie oczekuję, chciałbym po prostu możliwie normalnie funkcjonować – mówi Mariusz Prengel z restauracji Kraftowa przy ul. Tkackiej w Szczecinie. – Nie znam szczegółów tego rozwiązania, więc na dzień dzisiejszy trudno jest komentować coś, co jest tylko pomysłem, luźno rzuconym sformułowaniem – dodaje Maciej Szabałkin z restauracji Piastów 30. – Wydaje mi się, że to może być pomysł, którego celem jest ucieszenie i uciszenie branży gastronomicznej. Spodziewam się, że nic z tego i tak nie wyjdzie – dodaje Szabałkin.

Inni zwracają uwagę na to, że branża jest zamknięta od sześciu miesięcy i z mapy miast i regionów znikają raz po raz zarówno restauracje jak i kawiarnie oraz bary: – Powstrzymuję się od uśmiechu. Gdzie wykorzystywane będą takie bony? W miejscach jak pizzerie czy burgerownie, czyli miejscach relatywnie pozytywnie przechodzących czas pandemii. Restauratorzy mający najtrudniejsza sytuacje znów pozostaną bez wsparcia. Pomocą jest np. umorzenie kosztów za prąd czy za energię elektryczną. Wielu przedsiębiorców nie stać na opłatę zamówionej mocy, a przecież teoretycznie większość restauracji jest zamknięta – mówi Iwona Niemczewska z restauracji Z drugiej strony lustra.

Gastronomia jest gigantycznie zadłużona. „Nadzieja wystawiona na poważną próbę. Przedsiębiorcy czekają od… 6 miesięcy”

Branża gastronomiczna to obecnie jedna z najbardziej zadłużonych branż. Według szacunków pracę w niej straciło w ciągu roku ponad 200 tysięcy osób. Zniknęła już co czwarta restauracja, a to nie koniec dramatycznego obrazu po lockdownie, bo tak naprawdę nie wiadomo ile lokali nie wróci na wiosnę do działania. – Największy przyrost postępowań windykacyjnych widzimy właśnie w gastronomii. To rodzaj działalności oparty na pewnym zespole naczyń połączonych. Restauratorzy, którzy popadają w kłopoty nie płacą np. swoim dostawcom czy właścicielom nieruchomości. To powoduje, że kolejne podmioty popadają w zadłużenie i stratny jest cały sektor gospodarki. Z informacji, które zdobywam od klientów wynika, że gastronomia jest w dramatycznej sytuacji, a właściciele lokali są zadłużeni na ogromne kwoty, ale wciąż mają nadzieję na poprawę sytuacji. Z tym, że ta nadzieja jest coraz bardziej wystawiana na próbę. Przypomnę, gastronomia miała zostać zamknięta na dwa tygodnie. Minęło pół roku – mówi Prezes Grupy AVERTO, widnykator Małgorzata Marczulewska.

– Sytuacja pracowników gastronomii jest bardzo trudna. Wielu straciło pracę, pojawiają się informacje o zaległościach w wypłatach czy o tym, że pracownicy otrzymują tylko „gołe” wynagrodzenia, co i tak zmusza ich do odejścia z pracy lub szukania dodatkowego zatrudnienia. Dopełnia to tylko bardzo dramatyczny obraz poważnego kryzysu polskiej gastronomii – mówi Małgorzata Marczulewska.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*