Nadawanie prędkości – tego oczekują start-upy (materiał partnera)

Akceleracja — magiczne słowo rodem z nauk przyrodniczych, popularne w środowisku młodych firm. W ich języku oznacza skrócenie procesów, przyspieszenie rozwoju i ułatwienie szybkiego wzrostu.

Przykład kariery Drew Houstona, założyciela Dropboxa i jego spotkania z ekspertami z Y-Combinator, dowodzi, że akcelerator biznesu może dać młodemu przedsiębiorcy korzyści znacznie cenniejsze niż wkład finansowy, a mianowicie wiedzę, jak poprowadzić biznes. Nie chodzi tylko o prelekcję, ale o rzeczywisty program, w którym startujący przedsiębiorcy skorzystają z mentoringu najlepszych ekspertów, spotkań warsztatowych, branżowych, zaczerpną z doświadczenia guru biznesowych, uzyskają wiedzę i dostęp do kontaktów nieosiągalnych dla nich w innych warunkach oraz kapitału w różnej postaci. Często udział w programie akceleracyjnym kończy się spotkaniem z inwestorem, a niemal zawsze uświadomieniem sobie, jak wiele procesów można przeprowadzić inaczej, w krótszym czasie, z lepszym efektem i mniejszym kosztem.

Dowiedzieć się jak najwięcej

Start-up UserEngage, twórca aplikacji, której zadaniem jest zamienienie jak największej liczby odwiedzających stronę WWW w klientów firmy, uczestniczy w dwóch programach — realizowanym przez Sebastiana Kulczyka InCredibles oraz Google Residency Program.

— W obu przypadkach dano nam możliwość spotkania z bardzo doświadczonymi ekspertami, do których normalnie nie mielibyśmy dostępu. To niesamowici, niezwykle ciekawi ludzie z wielką wiedzą i doświadczeniem. Dobrze rozumieją nas — młode firmy i nasze problemy. Robili podobne rzeczy w przeszłości i wiedzą jak się przez to przechodzi — opowiada Lech Gorlewicz, dyrektor marketingu Userengage.

Młode spółki potrzebują kapitału, ale, jak twierdzą ich przedstawiciele, nie wyłącznie lub nie w pierwszej kolejności.

— Oczywiście sprawy finansowe są ważne, ale tak naprawdę każdy stat-up ma inne potrzeby. W naszym przypadku bezcenne okazało się spotkanie z osobami, które wiedzą jak skalować biznes. Wiele firm ma z tym problem — już mają produkt, zainteresowanych klientów, ale nie radzą sobie ze skalowaniem zespołu czy działań marketingowych. Dopóki nie spotkamy się z takimi programami jak inCredibles czy Google Residency, trudno nawet uświadomić sobie, jak wiele pracy wymaga przygotowanie skalowalnego modelu biznesowego — tłumaczy Lech Gorlewicz.

Kontakty i reputacja

Michał Mojżesz, dyrektor generalny Archdesk, firmy oferującej oprogramowanie typu ERP dla firm budowlanych, podkreśla znaczenie autorytetów biznesowych i ich kontaktów.

— Program inCredibles był jedynym, do którego aplikowaliśmy. Głównie ze względu na osobę Sebastiana Kulczyka. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jego pula kontaktów byłaby bardzo pomocna w naszym biznesie, nie myliliśmy się. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem zaangażowania mentorów oraz ekspertów pomagających programowi. W jego trakcie nawiązaliśmy kontakt z wieloma osobami, z którymi będziemy współpracować nawet po oficjalnym ukończeniu programu — opowiada Michał Mojżesz.

Lech Gorlewicz dodaje, że w programie akceleracyjnym powstaje zupełnie inny kontakt, pewnego rodzaju więź z mentorem. Dzięki niej ci, którzy wcześniej pomagali młodym przedsiębiorcom, często przedstawiają ich później kolejnym osobom, bo po prostu im ufają.

Jeśli spytać twórców start-upów, czego oczekują przystępując do akceleratora, podkreślają głównie kontakty, wiedzę, reputację. — Przede wszystkim oczekiwaliśmy świetnego grona mentorów. Ich sieci kontaktów oraz reputacji wśród funduszy. Na ostatnim miejscu, jest sam grant oferowany przez program akceleracyjny. Są to kwoty, które pomagają w niewielkiej inwestycji w firmę i pozwalają na pokrycie ewentualnych kosztów związanych z partycypacją w programie. Często takie programy kończą się tzw. demo day, podczas których firmy pokazują swój produkt, wizję oraz zespół potencjalnym inwestorom wyselekcjonowanym przez mentorów programu — wyjaśnia Michał Mojżesz.

Kontakt z inwestorami

Istotnym składnikiem programu, wymienianym przez przedstawiciela UserEngage, jest to, że rozmawia się z pewną liczbą inwestorów.

— W Google Campus mamy możliwość nawiązania kontaktów z funduszami inwestycyjnymi przez osoby, które z jednej strony nas znają, bo współpracują z nami, z drugiej mogą nas komuś polecić. W przypadku programu inCredibles zostaliśmy przedstawieni reprezentantom bardzo znanych funduszy i naturalnie ten rodzaj kontaktu jest zupełnie inny niż podejście do nich, że tak powiem z ulicy. Zupełnie inaczej to wygląda kiedy ktoś zaufany przedstawiając nas powie, że zna ten start-up, przeanalizował go i uważa za godny uwagi. Taka rekomendacja jest bezcenna — opowiada Lech Gorlewicz.

Dodaje, że nawet jeśli nie znajdzie się inwestora bezpośrednio, to nabyta w akceleratorze wiedza pozwala na ułożenie pewnych procesów w firmie, podniesienie efektywności jej działania, osiągnięcie większego wzrostu, a w końcu zwiększa szansę znalezienia funduszy. Tym bardziej że firmując młodą firmę swoją marką, organizator akceleratora wspiera ją w kontakcie z potencjalnym inwestorem i ułatwia późniejsze rozmowy — reasumuje Lech Gorlewicz.

Jak tłumaczy, bardzo wiele start-upów, które biorą udział w programach akceleracyjnych, zwraca uwagę na poziom komplikacji prawnych. A dostęp do prawników, którzy mogą przeanalizować przypadek konkretnej firmy, jest bardzo trudny i kosztowny

Różne problemy

— W programach akceleracyjnych możemy porozmawiać z prawnikami czy z osobami, które prowadzą duże firmy i potrafią rozwiązać problem. To duża rzecz dla takich spółek, jak nasza — wyjaśnia Lech Gorlewicz.

Jako marketingowiec bardzo docenia pomoc w zaplanowaniu kampanii promujących ofertę firmy.

— Otrzymaliśmy bardzo dużo pomocy przy konkretnych kampaniach. Osoby, które już przeprowadziły te procesy wiedzą, gdzie najczęściej pojawiają się błędy, gdzie można zmieścić dodatkową wartość czy uprościć pewne elementy. Mieliśmy zaplanowanych wiele kampanii marketingowych ale — mimo że pomysł był bardzo dobry — po konsultacji z ekspertami zostały one całkowicie przeorganizowane. Okazało się, że można zwielokrotnić ich efekt przez mądre wykorzystanie sprawdzonych procesów — zauważa Lech Gorlewicz.

Podkreśla, że eksperci pokazali też, w jaki sposób budować firmę pod kątem ludzi. Jak zaplanować rozwój, ułożyć struktury związane z kadrami już na wczesnym etapie.

Produkt i klient

Czasem po rozmowie z mentorem trzeba spojrzeć na swój biznes od początku. Przemodelować niektóre założenia. — Program akceleracyjny pomógł nam lepiej zrozumieć do kogo powinniśmy kierować nasz produkt. Jak skupić się na poszczególnych grupach odbiorców. Na początku chcieliśmy oferować produkt praktycznie każdemu. Ale — wiadomo — jak coś jest dla każdego, to jest dla nikogo. Nauczyliśmy się dokładnie określić kim jest nasz klient, jak do niego docierać i jak go przekonać, że ten produkt przeniesie mu korzyści. To pozwoliło na przeniesienie naszej oferty na wyższą półkę cenową i proponowanie bardziej rozbudowanych wdrożeń. Precyzyjne określenie produktu i klienta całkowicie zmieniło nasze podejście. Teraz dużo mniej czasu poświęcamy na przygotowanie kampanii i dotarcie do najbardziej dla nas wartościowych klientów. Nagle okazało się, że mamy mniej pracy, zarabiamy więcej, rozwijamy się szybciej, a cała praca stała się dużo przyjemniejsza.

Praca w akceleratorze

Idea pomagania młodym firmom jest bardzo ważna. Jak podkreśla Lech Gorlewicz, pozwala też firmom tworzącym akceleratory wnosić swój wkład w budowanie środowiska biznesowego. Młode przedsiębiorstwa mają w przyszłości odnieść sukces, by mogły pomagać innym, kolejnym start-upom.

— To podejście bardzo mi się podoba. Zresztą w trakcie procesu akceleracji młode firmy są zachęcane do pomagania sobie nawzajem i wymiany doświadczeń. Jedni mają kompetencje np. w dziedzinie marketingu elektronicznego, inne np. w generowaniu ruchu na stronie WWW. Dlaczego nie mogą sobie pomóc? W akceleracji bardziej działa się na zasadzie społeczności, nie odczuwa się konkurencji. Programy akceleracyjne, w których uczestniczymy, pod wieloma względami znacznie przekraczają nasze oczekiwania. Zwłaszcza że wiele problemów uzmysłowili- śmy sobie już w trakcie programu, w czasie spotkań mentoringowych czy networkingowych — tłumaczy Lech Gorlewicz.

Podkreśla on jednocześnie, że spotkania z googlersami, czy możliwość uczestniczenia w wykładzie bardzo znanego menedżera, który zorganizował InCerdibles, to były elementy, które w znaczący sposób wpłynęły na całą strategię firmy i sposób myślenia jej menedżerów.

Materiały partnera

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*