„Dotacja nie zwalnia z rzetelnej kalkulacji rentowności”

Marek Ignor to kolejny ekspert, który przygląda się polskiej scenie biznesu. Od kilku lat jest prezesem Dolnośląskiego Funduszu Rozwoju, który finansuje pomysły na biznes w imieniu samorządu dolnośląskiego. Podobne inicjatywy powstały już m.in. w Małopolsce, Wielkopolsce czy też na Podkarpaciu. Jednak udzielane przez nie wsparcie, w przeciwieństwie do innych źródeł podlega zwrotowi. – Generalnie w Polsce i Europie odchodzi się od finansowania bezzwrotnego na korzyść finansowania zwrotnego. – mówi Marek Ignor, prezes Dolnośląskiego Funduszu Rozwoju. – Niestety niektórzy zapominają, że dotacja nie zwalnia z rzetelnej kalkulacji rentowności i wymogu realizacji planów komercyjnych, a jedynie koncentrują się na kalkulacji wydatków i realizacji wskaźników projektowych – dodaje.

Na zdjęciu Marek Ignor

Bartłomiej Godziszewski: Jest Pan prezesem Dolnośląskiego Funduszu Rozwoju, który dość często finansuje pomysły na biznes Dolnoślązaków. Czy są podobne podmioty w innych regionach kraju?

Marek Ignor, prezes DFR: Dolnośląski Fundusz Rozwoju jako wyspecjalizowana regionalna instytucja finansowa w całości należąca do samorządu województwa, finansuje biznesy Dolnoślązaków. Realizujemy typ finansowania nazywany „zwrotnym” w odróżnieniu od finansowania „bezzwrotnego” zwanego dotacyjnym. W praktyce zadaniem spółki jest organizowanie programów wsparcia dla dolnośląskich firm przy wykorzystaniu finansowych instrumentów zwrotnych, tj. pożyczek, gwarancji, poręczeń, instrumentów quasi-kapitałowych i kapitałowych. W pewnym uproszczeniu można stwierdzić, że DFR instrumentami dłużnymi wspiera standardowe biznesy, natomiast w celu wspierania innowacyjnych lub prorozwojowych przedsięwzięć oferuje model finansowania kapitałowego. Najważniejszym wyzwaniem dla Funduszu jest zbudowanie trwałej, możliwie szerokiej i dostępnej dla przedsiębiorstw oferty finansowania, od dłużnego po kapitałowe. Jest kilka podmiotów w Polsce, które na poziomie regionalnym działają w podobnym modelu i tak dużej skali. Oprócz Dolnego Śląska, wiodącymi ośrodkami są fundusze rozwoju z województwa wielkopolskiego, pomorskiego, zachodniopomorskiego, małopolskiego. W innych regionach również dostrzega się rolę instrumentów zwrotnych w finansowaniu firm sektora MSP. Powstają kolejne fundusze, czego przykładem są województwa podkarpackie, opolskie, kujawsko-pomorskie. Warto podkreślić, że tylko w 2018 roku pożyczyliśmy dolnośląskim firmom ok 200 mln zł, a także zainwestowaliśmy w innowacyjne start-upy.

Skąd pochodzą środki, które zasilają DFR?

Pieniądze pochodzą ze zrealizowanego unijnego programu zwanego Inicjatywą JEREMIE. JEREMIE (ang. Joint European Resources for Micro-to-Medium Enterprises Wspólne zasoby dla małych i średnich przedsiębiorstw) to inicjatywa pozadotacyjnego wsparcia powołana w 2007 r. przez Komisję Europejską i Europejski Bank Inwestycyjny. JEREMIE to mechanizm, którego działanie odchodzi od tradycyjnego dotacyjnego wsparcia na rzecz mechanizmu odnawialnego (rewolwingowego) (kredyty, pożyczki oraz poręczenia dla firm a także inne instrumenty kapitałowe). Program został zrealizowany w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego na lata 2007-2013, z którego od 2010 roku do 2015 roku na Dolnym Śląsku skorzystało ok 6 tys. firm. Pierwotna alokacja w ramach programu wyniosła 405 mln zł, natomiast ze względu na zwrotny charakter środków, ta wielkość środków pozwoliła wygenerować akcji kredytowej na ponad 800 mln zł.

Zapewne niejednokrotnie Pan spotykał się z osobami, które przychodzą ze „świetnymi” pomysłami. No właśnie jak duża część pomysłów faktycznie może odnieść komercyjny sukces? Z czego to może wynikać?

Faktycznie w mojej ponad dwudziestoletniej praktyce, będąc przedsiębiorcą, inwestorem i menadżerem, spotykałem się z wieloma tzw. „świetnymi” pomysłami. Pierwszym wyznacznikiem do oceny „świetnych” pomysłów jest rozróżnienie dotyczące charakteru danego przedsięwzięcia gospodarczego. Czyli identyfikacja standardowych rodzajów biznesu, od tych które mają potencjał rozwojowy, innowacyjny lub po prostu skalowalny. Z przykrością stwierdzam, że istnieje wiele przedsięwzięć kwalifikowanych jako innowacyjne, a ich rzeczywisty potencjał nie ma takiego faktora. W dużym uproszczeniu, im bardziej nieprzewidywalny jest efekt ekonomiczny/komercyjny danego przedsięwzięcia, tym trudniej ocenić „świetne” pomysły. Jednocześnie to może oznaczać, że mamy do czynienia z niestandardowym pomysłem, a tu występuje kolejny problem. Generalnie kwalifikacja jest prosta „twórczy” lub „odtwórczy” projekt biznesowy. W pierwszym przypadku możemy określać go jako start-up. Niestety to co w teorii wydaje się proste, w praktyce inwestycyjnej jest bardzo skomplikowanym procesem.

Czy nie sadzi Pan, że za dużą wagę przywiązujemy do technologicznych start-upów, a brakuje wsparcia dla osób, które zamierzają założyć bardziej tradycyjne biznesy?

Po 30 latach transformacji i przejścia Polski na gospodarkę wolnorynkową, naturalnie szukamy swojej drogi. Grozi nam pułapka „średniego wzrostu”, dlatego uważam, że aktualnie szczególną uwagę należy poświęcić spółkom innowacyjnym oraz tym z dużym potencjałem rozwoju. To nie oznacza, że mamy zapominać o standardowych biznesach. Jako prezes Dolnośląskiego Funduszu Rozwoju dbam o właściwą proporcję. Ponad 98 % wspieranych przez nas firm to klasyczne biznesy, w przeważającej części małe firmy, często rodzinne. Uważam, że ostatecznie start-upy nie zajmują tak istotnego miejsca na rynku finansowym, jak wynika to z doniesień medialnych. W dużej mierze nasza gospodarka narodowa opiera się na działalności sektora MSP, dlatego musimy umiejętnie podchodzić do naszych planów, szczególnie w zakresie tzw. interwencjonizmu państwowego.

Spora część osób twierdzi, że dotacje to nie jest najlepsza forma wsparcia. Pozwolę sobie tutaj także przytoczyć jedną z wypowiedzi Pana Piotra Żółkiewicza zarządzającego funduszem Zolkiewicz & Partners „Dotacje unijne i rządowe mocno zaburzają rynek start-upów i psują go”. Pan też tak uważa?

Z punktu widzenia makroekonomicznego dotacje w sposób oczywisty wpływają na rynek krajowy, jednak, aby gospodarka nie odczuwała negatywnych skutków takiej interwencji, należy skupić na właściwym i jakościowym programowaniu tego typu wsparcia. Nie ma znaczenia, czy finansowanie bezzwrotne dotyczy start-upów, klasycznych biznesów czy samorządów, istotą jest wypełnianie zdefiniowanych luk finansowych czy kapitałowych na danym rynku. W sensie efektywnościowym jestem zwolennikiem finansowania zwrotnego, natomiast nie można całkowicie odrzucać finansowania dotacjami lub mechanizmów mieszanych. Generalnie w Polsce i Europie odchodzi się od finansowania bezzwrotnego na korzyść finansowania zwrotnego. Natomiast czym innym jest pewne przyzwyczajenie i oczekiwanie firm (w tym start-upów) do finansowania dotacjami, które są dużo bardziej korzystne dla pomysłodawców. Niestety niektórzy zapominają, że dotacja nie zwalnia z rzetelnej kalkulacji rentowności i wymogu realizacji planów komercyjnych, a jedynie koncentrują się na kalkulacji wydatków i realizacji wskaźników projektowych. W tym sensie dotacje faktycznie mogą mieć negatywny wpływ na dany segment gospodarki w tym przypadku start-upów. W mojej ocenie wszelkiego rodzaju typy wsparcia powinny być programowane w sposób bardziej elastyczny i dostosowany do danej sytuacji gospodarczej i segmentu. Aktualnie dostępnych jest wiele form finansowania i w niektórych przypadkach receptą mogłoby być dokonywanie częstszych przeglądów i dokonywania jakościowych korekt.

Czy to prawda, że dziś dla polskich start-upów głównym celem stało się pozyskanie dotacji czy też wsparcia od inwestora, zapominając o samym pomyśle na biznes?

To nie jest reguła, a ten problem nie dotyczy wyłącznie polskich start-upów. Czasami pomysłodawcom zwyczajnie brakuje kompetencji, a czasami projekt nie jest wystarczająco przepracowany. Dlatego w swoim działaniu zawsze wymagamy od pomysłodawców przedstawienia koncepcji biznesowej.

Pomimo dużych pieniędzy, które idą na innowacyjnych przedsiębiorców wciąż nie doczekaliśmy się „polskiego jednorożca” wśród start-upów. Co może być tego przyczyną? Może to tylko kwestia czasu?

Wydaje się, że pieniędzy na innowacyjne projekty w Polsce jest wystarczająca ilość, jednak według różnych szacunków luka finansowa/kapitałowa w zakresie finansowania innowacji wynosi od kilku do kilkudziesięciu miliardów złotych. Myślę, że doczekanie się polskiego jednorożca wśród start-upów jest kwestią czasu. W dużym uproszczeniu, wszystkie elementy naszej gospodarki rozwijają się proporcjonalnie. Wraz z rozwojem polskich firm zmienia się system finansowy, zmieniają się technologie, a zatem rozwój rynku firm innowacyjnych ma również ogromny potencjał wzrostowy.

Ma Pan swoich faworytów do miana „polskich jednorożców?

Chciałbym, aby w przyszłości jednym z nich był któryś ze start-upów w które zainwestował DFR 😊. Zarówno Scanway jak i Bioavlee mają taki potencjał, jednak nie są jeszcze na tym etapie rozwoju. Śledzę wyceny polskich start-upów, jednak do niektórych z nich podchodzę z pewną ostrożnością. Pytanie ile z nich będzie w stanie przynieść realne korzyści biznesowe, mimo osiąganych wysokich wycen.

Jakie widzi Pan szanse i zagrożenia dla polskich przedsiębiorców w najbliższym czasie?

Istotne jest, aby polskie firmy szybciej niż dotychczas reagowały na zmieniające się otoczenie, inwestowały w nowe technologie oraz permanentnie szukały swoich indywidulnych szans. Szansą dla naszych przedsiębiorstw jest wzrost gospodarczy, a zagrożeniem przyjmowanie tego jako pewnik w kolejnych latach. Następuje zmiana pokoleniowa w polskich firmach i ten element może być zarówno szansą jak i zagrożeniem. Jestem optymistą i uważam, że polska przedsiębiorczość będzie się rozwijała, a w poszukiwaniu drogi rozwoju powinny pomagać takie instytucje jak Dolnośląski Fundusz Rozwoju.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*