Polak stworzył aplikację, która walczy z uzależnieniem od telefonu

Czy z uzależnieniem od mediów społecznościowych można walczyć, ściągając nową aplikację mobilną? Pomysł wydaje się kontrowersyjny, ale Bartek Wierzchowski, tworząc seep., takie miał właśnie założenie. Poznaj nowe miejsca i ludzi, wyjdź z nimi z domu zamiast całymi dniami skrolować – mówi pomysłodawca aplikacji.

Grzegorz Marynowicz: Czym jest aplikacja seep i jak to działa? 

Bartek Wierzchowski: Aplikacja działa w bardzo prosty sposób. Wybierasz to, na co masz ochotę, bez żadnych ograniczeń. A wyboru możesz dokonać między najlepszymi według nas rozwiązaniami, których ludzie dzisiaj poszukują w internecie. Są to: randka, pasja i mapa miejsc. Każdy znajdzie zatem coś dla siebie. Możemy poznać osoby podobne do nas i umówić się na spotkanie. Możemy także podzielić się swoją pasją, tworząc własną tablicę ze zdjęciami lub własne grupy tematyczne. Jest też rozwiązanie, którego na rynku mocno brakowało – Mapa Miejsc, gdzie znajdziemy lokale wokół nas, w dedykowany kategoriach: jedzenie, rozrywka oraz kultura.

Celem seep. jest wyciągnięcie ludzi z domów. W ten sposób chcemy powalczyć z uzależnieniem ludzi od telefonów i wiecznego skrolowania m.in. Facebooka. Dlatego dzięki aplikacji mogą się oni poznać w wirtualnej rzeczywistości, ale kolejnym celem są spotkania i np. wspólna gra w tenisa, czy nauka chińskiego albo podróż w najdalsze zakątki miasta, kraju, świata. Pasja to słowo klucz w tej aplikacji, bo miejsce pozwala wymieniać się opiniami, doświadczeniami z określonych obszarów, ale także poznać ludzi, których łączą wspólne zainteresowania.

Kiedy wystartowaliście i skąd w ogóle pomysł na aplikację?

Aplikacja wystartowała w lipcu 2017 r. Działaliśmy przez ponad rok bez reklamy i rozgłosu, a powód był prosty. Ludzie nie korzystają dzisiaj z aplikacji kolorowych czy super zaprojektowanych, ale takich, w których mogą znaleźć osoby podobne do siebie. Dlatego przez prawie rok krok po kroku pozyskiwaliśmy nowych użytkowników, aby w sierpniu 2018 r. mieć ich prawie 10 000 i móc działać reklamowo.

Pomysł powstał z potrzeby. Brakowało na rynku aplikacji, która po pierwsze skróci dystans między ludźmi, a po drugie – będzie odpowiedzią na problemy, z jakimi borykają się dzisiaj aplikacje społecznościowe. Mowa tu o wrzucaniu do koszyka, nadawaniu łatek. Każda aplikacja ma mocno określonych odbiorców, przez co bycie jej użytkownikiem określa nas w ten czy inny sposób.

Stworzyliśmy aplikację, która ten problem rozwiązuje. Tak powstał seep. – aplikacja, w której sam decydujesz kogo i jak chcesz poznać. To trzy aplikacje w jednej – platforma dla ludzi z pasjami i zainteresowaniami. Narzędzie z założenia unika niefunkcjonalnych dodatków – jest proste i wygodne także dla tych, którzy do tej pory nie korzystali z żadnej z dostępnych na rynku aplikacji.

Do kogo kierujecie aplikację? Macie jakiś profil użytkownika?

Działamy obecnie wyłącznie w Polsce. Naszym odbiorcą jest praktycznie każda osoba, która posiada pasję i chce poznać nowych ludzi, choć niekoniecznie musi, bo posiadamy wiele rozwiązań jak własna tablica ze zdjęciami czy mapa miejsc, gdzie niekonieczna jest interakcja z innymi. Seep. to aplikacja, która łączy, a nie dzieli – dla nas najważniejszy jest człowiek. Chcemy, żeby każdy mógł poczuć się tu dobrze i znaleźć coś dla siebie.

Ile czasu zajęło Wam stworzenie aplikacji? Były jakieś trudności? Jakie błędy popełnialiście?

Samo tworzenie aplikacji zajęło prawie rok. Rozpisywałem ekran po ekranie, guzik po guziku, przejście za przejściem. Potrafiłem zmieniać je kilkanaście razy na godzinę, a wszystko po to, żeby stworzyć najlepsze możliwe narzędzie. Najpierw było 376 ekranów, 491 przejść i kombinacji, po czym po roku i tysiącach godzin pracy było ich finalnie 72. Oczywiście pojawiło się mnóstwo trudności. Znaczna większość miała związek z pieniędzmi. Mieliśmy ograniczone środki i każdą złotówkę oglądaliśmy kilkanaście razy, musieliśmy zrezygnować z wielu początkowych założeń, które były za drogie do wprowadzenia w tym etapie. Błędów popełniliśmy sporo i dalej popełniamy, jak pewnie każdy startup, jednak różnica jest taka, że obecnie staramy się ograniczać je do minimum. Na pewno za szybko wprowadziliśmy pierwszy etap reklamy, kiedy aplikacja wymagała dopracowania, ale z drugiej strony nie pojawiłoby się kilka kluczowych funkcji, które mamy obecnie, jak wall czy grupy dyskusyjne. W każdej rzeczy szukamy pozytywów i to motywuje nas każdego dnia do działania. Nie załamujemy się, tylko idziemy dalej.

Czy start aplikacji finansowaliście wyłącznie ze środków własnych?

Na początku był pomysł, następnie, jak mówiłem wcześniej, powstały makiety, projekty, rozpisy funkcjonalne, strategia monetyzacji i plan działania, aż po pitch deck w najczystszej postaci. Kiedy już to miałem, poznałem na swej drodze Rafała Kordela, który dzięki swoim znajomościom i wiedzy w branży finansowej skontaktował mnie z wieloma potencjalnymi inwestorami, z których udało się pozyskać kilku. Dzięki ich początkowym środkom zrobiliśmy pierwszą wersję aplikacji i moglibyśmy dalej planować działania, aby pozyskać kolejny kapitał, aż do tego momentu, kiedy rozpoczęliśmy współpracę z inwestorem zajmującym się rozwijaniem startupów.

Czego Wam obecnie brakuje do szybszego rozwoju aplikacji? Kapitał, know how, doświadczenie, mentoring?

Myślę, że jak w przypadku większości startupów największym wyzwaniem jest pozyskanie  kapitału finansowego i mentoringu. Dlatego znaleźliśmy inwestora, który specjalizuje się w wyłapywaniu startupów jak nasz i rozwijaniu go na tyle, aby pozyskać jeszcze większe środki, głównie na marketing. Dzisiaj mamy bardzo trudny rynek i bez odpowiednio wysokich wydatków na marketing nie da się przyciągnąć ludzi. Aplikacji jest mnóstwo i nawet jeśli mają super funkcje, to na koniec dnia liczy się moda, trend. Podobnie zaczynał Twitter czy nawet Instagram. Na początku mało kto widział w tym biznes, bo porównywali ich do Facebooka. Podobnie jest z nami. Jeśli chodzi zaś o kwestię mentoringu, to jest on niezbędny, aby wyeliminować kluczowe błędy, co uchroni nas od palenia budżetu reklamowego czy niewłaściwego wydawania środków i pozwoli na rozwój w odpowiedni sposób.

Ilu użytkowników pobrało aplikację do tej pory?

Po pierwsze, liczba użytkowników – jest ich już ponad 25 000.

Po drugie, wiek – to jest klucz – blisko 60% osób w seep. to osoby powyżej 21 roku życia, co osobiście uważam za spory sukces.

Po trzecie, blisko 80% osób znajduje się w miastach pow. 100 tys. mieszkańców.

Po czwarte, posiada ponad 500 najlepszych lokali w Polsce.

Po piąte, seep. ma ponad 1500 grup w 12 kategoriach.

Jak docieracie do osób, które pobierają aplikację?

Docieramy do naszych odbiorców poprzez media masowe oraz media społecznościowe. Mam tu na myśli YouTube, Instagram oraz Facebook. Poza tym działamy również poprzez imprezy okolicznościowe i kreatywne akcje jak np. własna biżuteria dedykowana wybranym 50 kobietom w Polsce.

Czego Wam obecnie potrzeba do szybszego rozwoju? Gdzie widzicie swoje słabsze strony?

Jak mówiłem wcześniej, myślę, że wyłącznie potrzeba nam środków i czasu. Nasz pomysł to zupełna nowość, bo przecież chcemy zachęcać ludzi do odrzucania aplikacji i wychodzenia z domu, co w dzisiejszych czasach brzmi jak szaleństwo! Ale w tym w szaleństwie jest naszym zdaniem metoda i na to potrzeba czasu. Druga sprawa, równie ciężka to fakt, że chcemy nauczyć Polaków, że można poznawać innych nie tylko w celach randkowych. A to równie duży, jeśli nie większy, orzech do zgryzienia. Jednak czujemy, że zarówno my, ludzie, którzy nas otaczają, jak współcześni rówieśnicy, my wszyscy możemy dorównać zachodowi i także wychodzić z domu na wspólny lunch czy kawę z nieznajomymi. Musimy się otworzyć i o to mocno będziemy zabiegać i wpajać młodym ludziom.

Czy planujecie wyjście z aplikacją poza Polskę? A może już tam jesteście?

Aplikacja działa w całej Polsce, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Australii. Celem do 2020 roku jest rozwój właśnie w kierunku USA. Wszystko jest możliwe, kluczem jest tutaj pozyskanie większego inwestora, najlepiej stamtąd.

Jakie cele sobie stawiacie na najbliższy czas?

Aplikacja będzie rozwijana jeszcze bardziej w kierunku zachęcania ludzi do spotykania się w realnym świecie. Seep. stawia i dalej będzie stawiać, mimo, że może obecnie jest to trudne, na wychodzenie z domu. Zależy nam na tym, żeby ludzie kojarzyli aplikację z rozwiązywaniem problemów, potrzeb. Chcę wyjść zjeść – wybieram seep. Chce skoczyć na lunch, wybieram seep. Chcę wyjść z kimś na drinka, wybieram seep. Chcę znaleźć poradę, co mogę zwiedzić w danym mieście, wybieram seep. Chcę pograć w piłkę z nowymi ludźmi, wybieram seep. To są największe cele – odwrócić panujące trendy i sprawić, by ludzie ponownie spotykali się z innymi. Dla twórcy seep. aplikacja to rodzaj niekończącej się opowieści, dlatego będą tworzone nowe funkcjonalności i rozwiązania odpowiadające potrzebom użytkowników. Nowe ulepszenia, nowe funkcje, wszystko po to, żeby na końcu dnia ktoś powiedział – super, że mam seep., bo dzięki niemu poznałem mnóstwo osób i korzystam z życia.

Co mógłbyś poradzić osobom, które myślą o własnym startupie?

Myślę, że przede wszystkim, patrząc na swoje doświadczenia – pomysł to za mało. Musi być dzisiaj bardzo dobrze dopracowany, przeliczony, sprawdzony. Bez tego to tylko pomysł, który ktoś może nam zabrać. Do tego dorzuciłbym nutę szaleństwa i ogromną ilość pewności siebie, przebojowości, bez których całość spali na panewce. Musimy przekonać kogoś, aby zainwestował w nasz pomysł, zatem najpierw sami musimy przekonać siebie, że warto i to jest najtrudniejsze, dalej już będzie tylko łatwiej.

Jednak najważniejsza kwestia to otwartość. Często wydaje nam się, że nasze jest najlepsze i zamykamy się na porady czy sugestie z zewnątrz. Trzeba najlepiej całkowicie wyłączyć dysonans poznawczy i posłuchać, a następnie podziękować za każdą radę, jaką ktoś chce nam zaoferować. To bezcenne, a nawet z czegoś zupełnie odmiennego od naszego pomysłu możemy zaczerpnąć coś dla siebie, dla swojej ideii

Przeczytaj także:

Rozmawiał Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Avatar

Takmisie wydaje

14 listopada 2018 Odpowiedz

To tak jakby zabic kaca klinem. Z jednej strony niby wyciagnac z domu, a z drugiej i tak czlowiek jest przywiazany do telefonu bo przeciez musi sie jakos kontaktowac, szukac tych nowych miejsc etc, wiec mowienie o odtrudce jest na wyrost. To bardziej podejscie biznesowe, zabrac klienta komus, niech przyjdzie do mnie. Przynajmniej tak to widze.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*