Polka znalazła niszę na rynku bielizny erotycznej. Sprzedaje nasutniki do Arabii Saudyjskiej i Rosji

Zaczynała od projektowania bielizny erotycznej dla wiodących marek. Po różnicy zdań z szefem postanowiła odejść z firmy i zacząć przygodę z biznesem. Początki nie były łatwe, ale znalazła swoją niszę. Jednym z jej flagowych produktów są nasutniki, które sprzedaje głównie do Arabii Saudyjskiej i Rosji. Ma własną szwalnię, zyskującą popularność markę, a niedawno otrzymała dotację z PARP, która pomogła jej zaistnieć na zagranicznych rynkach. Edyta Szczekocka, założycielka Me Seduce opowiada o swoim biznesie.

Fot. materiały prasowe

Grzegorz Marynowicz: Zanim stworzyła Pani swoją markę zaczynała od projektowania dla innych wiodących marek. Skąd decyzja by spróbować swoich sił na swoim? 

Edytą Szczekocka: Dobrych kilka lat projektowałam bieliznę erotyczną dla wiodących marek polskich i zagranicznych. Niestety pozwoliłam na to, że projekty nie były sygnowane moim nazwiskiem. W końcu przyszedł moment, w którym stwierdziłam, że mam dość szefów, pracy od – do i w ogóle, z naciskiem na „w ogóle”. Po kolejnej wymianie zdań z szefem na temat kolekcji, podczas której usłyszałam tekst: „Edzia, pojechałaś za bardzo, to za ostre”, trzasnęłam drzwiami i naprawdę pojechałam … ale do domu. Decyzja była szybka i nieodwołalna – zakładam swoja własną markę i robię własne kolekcje. Wiedziałam, że chcę stworzyć bieliznę dla kobiet sukcesu, kobiet świadomych swego charakteru, marzeń, doskonałości i słabych stron. Takich, które dążą do celu, mając z tego przyjemność. Nie interesowało mnie projektowanie „mniamnuśnych” modeli, jakich jest wiele na rynku. Tak właśnie narodziła się marka Me Seduce – marka bielizny do uwodzenia

Co innego projektowanie bielizny, a co innego jej produkcja, która wymaga ogarnięcia wielu innych kwestii. Jak się to Pani udawało na początku?

Wcześniejsza praca w zakładach produkcyjnych i odzieżowych sprawiła, że nabrałam doświadczenia także w kwestiach zarządzania produkcją. Mam równie ukończony kurs konstruktora odzieży. W związku z tym na starcie było mi znacznie łatwiej niż wielu innym na moim miejscu, ale nie uniknęłam błędów. Zleciłam pierwszą produkcję szwalni zewnętrznej. Efekt był taki, że produkcja wymagała mnóstwa poprawek, a do jakości było wiele zastrzeżeń. O terminowości zaś można było tylko pomarzyć. Wtedy to po raz pierwszy pomyślałam o otworzeniu własnej szwalni, a pomysł ten bardzo szybko doczekał się realizacji. Miałam już wyrobione nazwisko wśród dostawców materiałów, koronek, półproduktów itp., znali mnie już, a że zawsze byłam z nimi w dobrych układach, to przynajmniej w tej kwestii nie było żadnych problemów. Graficy, fotografowie, drukarnie – wiele osób chciało ze mną współpracować.

Początki nie były łatwe? Trudno było przekonywać dystrybutorów do nowej marki?

Pierwszy rok był bardzo ciężki, musieliśmy przekonać dystrybutorów do zainwestowania swojego czasu i finansów w nową, nieznaną przecież jeszcze markę markę Me Seduce. Ten rok stał pod znakiem, nie zysków, a inwestycji, inwestycji i jeszcze raz inwestycji. Nieprzespane noce, ciągły stres, martwienie się o byt pracowników, bo za ich przyszłość i finanse byłam przecież odpowiedzialna. W pewnym momencie zaczęły kończyć mi się oszczędności, a jeszcze nie odrobiłam tego co włożyłam w firmę. Przychodziły takie momenty, kiedy zastanawiałam się nad zamknięciem firmy i likwidacją marki. Tak naprawdę to wierzyła we mnie tylko rodzina, która twierdziła, że skoro moje projekty się sprzedawały, to moja własna marka też musi osiągnąć sukces. Teraz cieszę się, że jej posłuchałam i przetrwałam ten trudny okres.

Momentem przełomowym dla marki Me Seduce były targi w Hanoverze. Proszę o tym opowiedzieć.

Targi eroFame w Hanowerze to jedne z największych i najbardziej prestiżowych targów branżowych. Od zawsze je śledziłam i jeździłam tam w charakterze odwiedzającego, albo wystawiając się wspólnie z jednym z naszych dystrybutorów. Przełomowy okazał się rok 2016, w którym postanowiłam po raz pierwszy wystawić się samodzielnie, i to z zupełnie nową, niezwykle odważną i „pojechaną” kolekcją. Przy projektowaniu kolekcji Bond Me byliśmy pełni obaw, tak bardzo różniła się od wszystkich innych kolekcji dostępnych na rynku, że martwiliśmy się, że się nie sprzeda. Na targi do Hanoweru jechaliśmy z bardzo mieszanymi uczuciami. Do obsługi targów mieliśmy 4 osoby. Już w pierwszy dzień zainteresowanie okazało się tak wielkie, że mieliśmy problemy nawet z wygospodarowaniem chwili na lunch.

Proszę sobie wyobrazić ludzi czekających na swoją kolej, żeby móc obejrzeć nasz towar i porozmawiać na jego temat. Niestety gospodarze sąsiadującego stanowiska nie wykazali się zrozumieniem i mieli do nas pretensje, że kolejka do naszego stanowiska zasłania ich wystawę. Większość odwiedzających myślała, że jesteśmy potężną firmą z Ameryki, a nie małą rodzinną firmą z Polski. Niesamowite doświadczenie. Odwiedzający codziennie składali nowe zamówienia, a my z przerażeniem zastanawialiśmy się, kiedy to zrealizujemy, bo nasza szwalnia była wówczas niewielka. Zamówienia realizowaliśmy 3 miesiące. Przywieźliśmy około 20 zamówień, z których większość opiewała na 500-1000 sztuk.

Fot. materiały prasowe

Ma Pani zakład produkcyjny, czy zleca Pani wytwarzanie zewnętrznym partnerom?

Mając na względzie wspomnianą wyżej sytuację, 2 lata temu mąż otworzył drugi zakład produkcyjny w mieście, z którego pochodzimy, to jest w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie znaleźliśmy fachowców, którzy szyli dla największych marek bieliźnianych, głównie z Francji. Powstała też druga marka – Lume di Luna – z pięknymi i wysublimowanymi piżamkami i koszulkami nocnymi. Jest to marka skierowana jednak do tego samego odbiorcy, co Me Seduce.

Jednym z flagowych Pani produktów są nasutniki. To bardzo ciekawe. Skąd w ogóle pomysł, aby je wytwarzać?

Pomysł z nasutnikami dojrzewał we mnie parę dobrych lat. W końcu przyszedł czas, żeby go zrealizować. Największym problemem był silikon-klej, który miał trzymać nasutniki na ciele. Zależało mi, żeby był bardzo dobry jakościowo i z dobrą przyczepnością, a jednocześnie, żeby był neutralny dla skóry, nie pozostawiał na niej żadnych śladów i był wielokrotnego użytku. Poszukiwania takiego produktu to było pół roku dzwonienia po firmach z całej Polski. Problem polegał na tym, że większość ludzi, z którymi rozmawiałam nigdy nie słyszało o czymś takim jak nasutniki. W końcu znalazłam firmę, gdzie na dzień dobry zapytałam szefa produkcji, czy wie co to takiego. Pan stwierdził, że tak i już wtedy wiedziałam, że jestem w domu. Wytłumaczyłam mu, na czym mi najbardziej zależy i jakie właściwości powinien mieć silikon. Już po miesiącu dostałam pierwszą próbkę do testowania. Nasutniki to nasz hit, tym bardziej, że nikt w Europie nie zajmuje się ich ręczną produkcją.

W jakich krajach nasutniki sprzedają się najlepiej? Jak udało się wejść na te rynki?

Nasutniki sprzedają się świetnie właściwie wszędzie, ale naszymi największymi rynkami zbytu na nie są Arabia Saudyjska oraz Rosja i Niemcy. Przedstawialiśmy naszą ofertę różnym potencjalnym kontrahentom i okazało się, że dla wielu z nich to nowość, która rzeczywiście może znaleźć popyt wśród ich klienteli. Oprócz tego rozdawaliśmy nasutniki na targach branżowych, jako gratisy, żeby zachęcić klientów do testowania i zapoznać ich z tym produktem.
Nasi kontrahenci z Arabii i Rosji życzą sobie, żeby produkt był wytwarzany w Europie. Dlatego też wysyłamy im zawsze świadectwo pochodzenia. Mogę śmiało powiedzieć, że chińskie produkty mają się nijak do naszych.

Śmieje się Pani, że sprzedajecie nasutniki na kilogramy. Co Pani przez to rozumie? Jest tak duży popyt?

Sporo firm kupuje nasze nasutniki na zamknięte imprezy, gdzie są rozdawane jako gratisy, wtedy zamówienia opiewają na 5-10 tysięcy nasutników. Do tego nasi dystrybutorzy też zamawiają duże ilości, gdyż jest to produkt, który się bardzo przyjął. Ich popularność bierze się stąd, że każdej kobiecie będą pasować pod względem rozmiaru. Z ręką na sercu możemy powiedzieć, że nasutniki, jakie sprzedaliśmy można liczyć w setkach, o ile nie w tysiącach kilogramów.

Jakie jeszcze produkty są bestellerami?

Mamy w ofercie wiele takich produktów, które okazują się bestsellerami, czasem nawet ku naszemu zaskoczeniu. Przede wszystkim są to rzeczy wykonane z gum. Bardzo odważne, otwarte, a przy tym oryginalne modele. Dużym zainteresowaniem cieszą się również projekty z ekoskóry, a także sukienki typu clubwear.

Czy sprzedaż mocno uzależniona jest od sezonowości? Jak to wygląda w tej branży?

Mocno nie, ale na pewno odczuwalny jest spadek sprzedaży w okresie letnim. Na szczęście sprzedajemy wtedy nasze kostiumy kąpielowe. Najlepsza sprzedaż trwa od jesieni, ze szczytem w okolicach Bożego Narodzenia i oczywiście Walentynek i Dnia Kobiet.

Sprzedaje Pani głównie poprzez dystrybutorów? Jak ważny jest kanał sprzedaży internetowej?

Współpraca z dystrybutorem pozwala dotrzeć szybciej i do większej liczbyklientów końcowych, a nam skupiać się mocniej na produkcji. Oprócz tego, wysyłka niewielkich zamówień np. do Stanów Zjednoczonych nie bardzo opłacałaby się klientowi końcowemu, dla którego jednostkowy koszt okazałby się bardzo wysoki. Zdecydowanie bardziej opłaca się mieć dystrybutora na dany kraj. W tej chwili internet to podstawa sprzedaży. Nasi dystrybutorzy też opierają się głównie na internecie. Nie tylko ze względu na powszechną dostępność tego kanału. Bielizna erotyczna to nadal produkt dosyć specyficzny i wiele ludzi wstydziłoby się zakupić je w sklepie. Internet zapewnia anonimowość.

Jakie ma Pani plany na najbliższy czas?

W drugiej połowie roku 2018 otrzymaliśmy dofinansowanie z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach programu Go to Brand, którego celem jest wspieranie promocji polskich marek na rynkach zagranicznych. Dzięki temu w lutym wzięliśmy udział w targach branżowych Curve Las Vegas, gdzie nasze stoisko cieszyło się sporym zainteresowaniem. Z targów przywieźliśmy dużo nowych kontaktów, a także kilka zamówień, Już dwa tygodnie po powrocie z Las Vegas wzięliśmy udział w kolejnych targach – tym razem były to targi Lingerie Show Forum w Moskwie. Także i tam odwiedzający nas doceniali wysoką jakość wykonania oraz oryginalność i niepowtarzalność naszych modeli. Bielizna od Me Seduce zagościła jednocześnie na odbywających się w ramach targów pokazach mody. Równolegle z moskiewskimi targami marka Me Seduce była obecna na targach Curve New York, gdzie mieliśmy sposobność zaprezentowania części naszej kolekcji na wieszakach, a także na modelce.
Przed nami kolejne wydarzenia, to jest targi w Paryżu i Nowym Jorku, latem tego roku. Planujemy także wypuścić na rynek całkiem nową kolekcję, ale na razie nie możemy zdradzić szczegółów. Chcemy też zwiększyć naszą obecność na ryku polskim, gdyż zdarza nam się, że polscy dystrybutorzy dowiadują się o nas np. widząc nasze produkty w Hiszpanii.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Oprócz tego planujemy rozwijać specjalną, autorską aplikację opartą na koncepcji rozszerzonej rzeczywistości, dzięki której można obejrzeć model z każdej strony bez otwierania pudełka Jesienią zeszłego roku marka Me Seduce została laureatem prestiżowej nagrody branżowej XBiz Europe. Była to pierwsza edycja, mieliśmy więc zaszczyt otrzymać pierwszy w historii tej nagrody tytuł Marki Bielizny Roku. Warto jednocześnie podkreślić, że byliśmy jedyną polską marką w gronie zwycięzców. W styczniu tego roku otrzymaliśmy dwie nominacje do amerykańskiej edycji nagrody – w kategorii Marka Bielizny Roku oraz Kolekcja Bielizny Roku.
W tym miesiącu odebraliśmy jeszcze dwie nagrody: Lider najwyższej jakości bielizny erotycznej (dla Me Seduce) oraz Osobowość sukcesu (to już nagroda imienna dla mnie) zdobyliśmy je w konkursie Polish Businesswomen Awards. Mamy zatem dosyć wysoko zawieszoną poprzeczkę i trudne, ale i pasjonujące projekty do zrealizowania w przyszłości.

Na koniec proszę powiedzieć osobom, które myślą o biznesie w tej branży jakie elementy są konieczne by zbudować swoją markę? Czy rynek bielizny to trudny rynek?

Rynek bielizny jest bardzo trudny i kapryśny. Klienci z dużą dozą niepewności i nieufności podchodzą do zakupu nowych marek. Potrzeba bardzo dużego doświadczenia, wytrwałości. Konieczne jest również spore zaplecze finansowe, żeby osiągnąć sukces i pomysł, żeby zrobić coś, co będzie się wyróżniać na tle konkurencji. Trzeba zadać sobie pytanie: czy jestem na tyle cierpliwy, żeby poczekać na sukces? Ważnym czynnikiem są ludzie, których zatrudniamy – jeśli ich praca jest równocześnie ich pasją, to ich wartość nie ma ceny. Jednakże satysfakcja płynąca z zadowolenia klientów, albo z oglądania własnych projektów na modelce podczas pokazu mody jest bezcenna.

Co decyduje o sukcesie i powodzeniu?

Czasem trochę szczęścia albo jedna udana kolekcja potrafi zmienić postrzeganie marki przez klientów. Dla mnie liczy się przede wszystkim jakość wykonania i oryginalność. Nie mogę konkurować z chińskimi towarami cenowo, ale moje kolekcje to majstersztyk, ręcznie wykonane ozdoby są nie do podrobienia. Oczywiście, jak wszędzie do osiągnięcia sukcesu potrzeba bardzo dużo pracy i wytrwałości. Kluczowe jest również skupianie wokół siebie ludzi, dla których to też jest pasja, a nie tylko forma zarobku.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*