Polski jednorożec już istnieje? Przyglądamy się polskiemu rynkowi startupów

Wiele osób wyczekuje pierwszego polskiego jednorożca wśród start-upów, a może nie ma takiej potrzeby, bo już takie istnieją? Takiego właśnie zdania jest Łukasz Blichewicz, prezes zarządu Grupy ASSAY, który przygląda się polskiemu rynkowi start-upów dla MamBiznes.pl.

Na zdjęciu Łukasz Blichewicz

Bartłomiej Godziszewski: Co jest dzisiaj największą bolączką polskich start-upów i z czego to wynika?

Łukasz Blichewicz: Polskie start-upy, których jest w Polsce w tej chwili około 3 tysiące napotykają wiele przeszkód na swojej drodze. Sam pomysł, nawet najbardziej genialny nie gwarantuje sukcesu. Potrzebny jest zgrany zespół, potrzebna jest znajomość rachunkowości, zasad prowadzenia działalności firmy, umiejętność pozyskania finansowania czy inwestorów. To nie jest tak, że jestem startupem to świat na mnie czeka. Tu trzeba dotrzeć do tych, których projekt zainteresuje, do tych którzy pomogą przy jego realizacji, a następnie wdrażaniu. Najwięcej start-upów poddaje się w walce z biurokracją. Wiele zależy od szczęścia, miejsca i czasu , a przede wszystkim od ludzi, z którymi się współpracuje. My jako firma dajemy pewnego rodzaju bufor bezpieczeństwa, zdejmujemy częściowy ciężar, jakim są te najbardziej prozaiczne, aczkolwiek wymagane czynności w codziennym funkcjonowaniu młodej spółki.

Spotykacie się z wieloma start-upowcami. Jakie błędy organizacyjne popełnianie są najczęściej?

Nie można uogólniać, ale często źle są ustawione priorytety i cele. To jest kluczowy czynnik przy podejmowaniu decyzji i realizacji projektu. Oczywiście wiele zależy od branży – inaczej poukłada działania informatyk, inżynier, a inaczej lekarz,  naukowiec, a jeszcze inaczej restaurator, rolnik itp. Oczywiście te kompetencje czasem się łączą, ale żeby budować od początku dobre biznesowe podstawy, trzeba sobie otwarcie powiedzieć, w czym jesteśmy mocni,  a czego w ogóle nie czujemy.

Pokutuje przekonanie, że start-upowcy to ludzie bardzo uparci, nieprzyjmujący zbytnio uwag z zewnątrz. Czy faktycznie tak jest?

To nie jest tak, że są uparci. Oni tylko chcą wdrażać swój projekt po swojemu, dlatego, że znają go najlepiej, są z nim emocjonalnie związani i każda potencjalna zmiana wywołuje u nich opór. Ale to nie jest cecha start-upwca, tylko każdego twórcy, który pomimo opisania, zaprezentowania pomysłu, nadal ma w swojej głowie wiele niewyartykułowanych zagadnień i rozwiązań i trzeba się namęczyć, żeby poznać całość.

Niemal co czwarty start-up powstaje w Warszawie. Jest to dość dużo jak na jedno miasto w 40-milonowym kraju. Co może być tego przyczyną?

Po pierwsze w Warszawie jest najważniejszym centrum biznesowym, tu można spotkać potencjalnych inwestorów, można realizować finansowanie, bo centrale instytucji są na miejscu tak jak urzędy i firmy doradcze i inwestycyjne z gotowymi rozwiązaniami dla startu-pów. Łatwiej i szybciej jest zrealizować projekt w stolicy. Z drugiej z kolei strony w Warszawie dostęp do dofinansowań publicznych jest znacznie ograniczony, a te są w stanie znacznie wpłynąć na tempo rozwoju projektu.

Przeczytaj także Minister przedsiębiorczości: Część instytucji centralnych trafi poza Warszawę

Pomimo dużych pieniędzy, które idą na innowacyjnych przedsiębiorców wciąż nie doczekaliśmy się „polskiego jednorożca” wśród start-upów. Co może być tego przyczyną? Może to tylko kwestia czasu?

Nie mogę zgodzić się z tak postawioną tezą. W Polsce funkcjonuje cała masa spółek, które kiedyś były startupami. Dysonans poznawczy sprawia, że dziś już o tym nie pamiętamy, bo to ogromne korporacje, takie jak CD Projekt, Cinkciarz.pl i dziesiątki innych spółek. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że większość z TOP 500 firm w Polsce można potraktować jako niegdysiejsze startupy. Kwestia oczywiście jak potraktujemy coś na kształt „progu jednorożca” – czy CD Projekt osiągnął dostateczny sukces, żeby być godnym takiego miana? Moim zdaniem tak, ale to pewnie kwestia indywidualnych ocen.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*