Polski napój energetyczny podbija Afrykę

Ich biznesowa historia ma początek w 2015 roku. Postawili na rynek afrykański i dziś mogą pochwalić się liczbą kilkudziesięciu milionów puszek napoju energetycznego sprzedanych na Czarnym Lądzie. Jednak jak sami zaznaczają twórcy, kontynent afrykański nie jest najprostszym rynkiem do prowadzenia biznesu. – Doświadczenie zdobyte na krajowym czy europejskim rynku nie przekłada się w żadnym stopniu na realia państw afrykańskich. Afryka to jest inna planeta, równie dobrze można wysyłać towar na Marsa. Jeżeli ktoś ma rynek i odbiorców w Europie, to polecam żeby na tym się skupił, bo straci czas i pieniądze – mówi Kaja Nowowieyska z Mutalo Group.

Grzegorz Marynowicz: Od kiedy prowadzicie sprzedaż napoju energetycznego KABISA i skąd pomysł na taki biznes?

Tomasz Nowowieyski: Zaczęliśmy na początku 2015 roku. Stworzenie produktu z którego bylibyśmy zadowoleni zajęło nam ponad pół roku, jeszcze dłużej stworzenie prototypu i testowa produkcja.

Skąd decyzja, by z napojem podbijać akurat rynki afrykańskie?

Kaja Nowowieyska: Przed założeniem Mutalo Group, Prezes spółki Tomasz Nowowieyski, zakładał od zera serwis aukcyjny Jumia dla niemieckiego funduszu Rocket Internet. Przez 5 lat miał możliwość pracy w 17 Afrykańskich krajach, co pozwoliło mu dostrzec potencjał afrykańskiego rynku napojów. Współzałożycielka firmy, Kaja Nowowieyska, rozwijała biznes w Zambii, Mozambiku i Kenii, również zauważając duży wzrost zainteresowania produktami z tej kategorii. Wspólnie postanowili stworzyć unikalny napój który odpowiadałby zapotrzebowaniu konsumentów.

Do jakich krajów sprzedajecie?

TN: KABISA jest obecnie dostępna w 12 krajach, między innymi Wybrzeże Kości Słoniowej, Malawi, Mauritius, Ghana czy Mozambik. W Europie produkt dostępny jest w wybranych klubach, barach i restauracjach w Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii czy na Malcie.

Proszę powiedzieć coś więcej o specyfice tego rynku, który jest dla nas bardzo egzotyczny?

KN: Rynek afrykański w niczym nie przypomina dzisiejszego rynku europejskiego. To z czym można go porównać to początek lat 90-tych w Polsce, gdzie widać było ogromny wzrost, ale też liczne problemy instytucjonalne i infrastrukturalne. Dużym problemem jest słabość instytucji i korupcja. Trzeba też pamiętać, że Afryka to 54 kraje o bardzo zróżnicowanej kulturze, językach, systemie politycznym i gospodarczym.

Jak wyglądały początki firmy?

TN: Był to czas wytężonej pracy nad produktem. Pracowaliśmy bez ustanku po kilkanaście godzin dziennie w wynajętym mieszkaniu, za darmo, ale z ogromną pasją dla projektu.

Gdzie mieścił się zakład, ile osób, jakie trudności itp.

KN: Właściwie każdy dzień to seria trudności, które trzeba przezwyciężyć. Dużo wymagamy od siebie i od innych i dlatego możemy iść do przodu.

W każdym kraju na początku wyzwaniem jest przekonanie konsumentów do nowego produktu oraz zbudowanie dostępności w sklepach. W tym roku wystartowała nasza kampania telewizyjna z udziałem iworyjskiej gwiazdy pop: DJ Kerozenem.

Kampania została bardzo pozytywnie przyjęta, a dzięki obecności w telewizji o wiele łatwiej jest przekonać klientów. Organizujemy też liczne eventy, koncerty i inne wydarzenia, ale co najważniejsze, jesteśmy sami obecni na miejscu.

Jakiej inwestycji wymagało uruchomienie działalności?

TN: Ogromnym początkowym nakładem dla nas było przygotowanie produktu, liczne testy, badanie rynku. Żadne z nas nie odziedziczyło majątku, więc zaczynaliśmy tylko z tym co udało nam się zaoszczędzić z własnej pracy zarobkowej. Ogromnym kosztem jest budowa sieci dystrybucji, żeby produkt mógł trafić w ręce finalnego konsumenta.

Jak wyglądały początki wchodzenia na rynki afrykańskie? Skąd kontakty, pozyskiwanie pierwszych klientów itp?

KN: KABISA dopasowana jest do potrzeb rynku afrykańskiego, jednak nie oznacza to, że początki były przez to łatwe. Każdy biznes musi na początku zmierzyć się z trudnościami, potrzeba czasu żeby klienci zaufali nowej marce. Doświadczenie w pracy na tym rynku zdecydowanie jednak ułatwiło wdrożenie się w panujące tam warunki, a stworzona przez ten czas sieć kontaktów pozwoliła pozyskiwanie pierwszych zainteresowanych produktem.

Jak to wygląda od kuchni? Domyślam się, że nie macie własnej rozlewni tylko zleca produkcję na zewnątrz?

TN: Mamy zarówno biuro w Polsce, jak i lokalne biura w Afryce, gdzie pracują nasi pracownicy. Żeby stworzyć i utrzymać produkt wysokiej jakości nie można po prostu zlecić produkcji rozlewni. Konieczna jest ciągła kontrola nad jakością, zarówno składników jak i procesu produkcji, żeby mieć pewność co trafia w ręce konsumentów.

Pamiętacie kto był pierwszym klientem? Od kogo przyszło pierwsze zamówienie na napoje KABISA?

KN: Pierwszymi klientami byli nasi znajomi w różnych afrykańskich krajach, którym opowiedzieliśmy o naszych działaniach. Ich informacje zwrotne pozwoliły nam dopracować produkt i zrozumieć lepiej potrzeby konsumentów

Kto jest głównym odbiorcą Waszego napoju?

TN: Odbiorcami KABISY są osoby młode i w średnim wieku, które chcą aktywnie spędzać czas i rozwijają się zawodowo.

Gdzie najlepiej idzie sprzedaż?

KN: KABISA sprzedaje się najlepiej w barach, klubach i restauracjach.

Co Wasz napój ma takiego czego nie mają inne, konkurencyjne?

TN: Napoje energetyczne w Polsce i na świecie cieszą się bardzo złą opinią przez niską jakość składników, które są w nich stosowane. Producenci napojów zastępują naturalne składniki syntetycznymi odpowiednikami co prowadzi do powstania produktu szkodliwego dla zdrowia. Masa do rozlewu produktu jest też czasem transportowana z daleka np. z Chin, co powoduje niską jakość końcowego produktu

To na czym nam najbardziej zależało w tworzeniu KABISY, to produkowanie napoju, który moglibyśmy sami pić i być pewni, że będzie miał pozytywny wpływ na zdrowie i samopoczucie naszych klientów.

Dlatego KABISA jest produktem innym niż wszystkie. Do produkcji używamy naturalnego cukru, zamiast syropu glukozowo-fruktozowego czy aspartamu, jak wiodąca międzynarodowa marka. KABISA jest naturalnie pasteryzowana i zawiera liczne witaminy niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Woda używana do jej rozlewu jest też specjalnie filtrowana, by zapewnić najwyższą jakość produktu dla naszym klientów.

To co odróżnia również nasz produkt, to innowacyjny, charakterystyczny, tropikalny design, co sprawia że wyróżnia się ona na półkach sklepowych.

Ile punktów w tej chwili zaopatrujecie w swój napój?

KN: Według najnowszych danych KABISA sprzedawana jest w kilkudziesięciu tysiącach punktów sprzedaży. Tak jak w Polsce w latach 90-tych, w krajach afrykańskich dominuje handel tradycyjny, czyli kioski, sklepy osiedlowe, minimarkety. Duże sieci handlowe są obecne na rynku, jednak ich udział w zależności od kraju waha się od 5 do 25% wartości rynku.

Odbywa się to bezpośrednio czy za pośrednictwem hurtowni?

TN: Zarówno bezpośrednio, jak i przed hurtowników.

Jak wygląda logistyka w tego typu biznesie uwzględniając afrykańską specyfikę?

KN: Towar płynie statkiem, następnie przewożony jest transportem samochodowym lub koleją, a ostatecznie dostarczany do punktów sprzedaży.

Z perspektywy czasu były jakieś momenty, w których zrobilibyście coś inaczej ze swoim biznesem?

TN: Nie popełniliśmy zbyt wielu błędów, dzięki temu jesteśmy na rynku. Trzeba być bardzo ostrożnym, zawsze będzie wielu oszustów, którzy będą próbowali swoich sił. Byliśmy kilka razy blisko popełnienia błędu, ale ogromne zaufanie którym się darzymy pozwoliło nam na zimną analizę sytuacji i uniknięcie błędów.

To czego się szybko nauczyliśmy, to że trzeba być blisko biznesu, a nie w Polsce za biurkiem.

Czy polecacie Afrykę jako kierunek i rynek warty obserwacji z perspektywy własnego biznesu?

KN: Rynek afrykański jest bardzo trudny. Doświadczenie zdobyte na krajowym czy europejskim rynku nie przekłada się w żadnym stopniu na realia państw afrykańskich. Afryka to jest inna planeta, równie dobrze można wysyłać towar na Marsa. Jeżeli ktoś ma rynek i odbiorców w Europie, to polecam żeby na tym się skupił, bo straci czas i pieniądze.

Niemniej, oczy Polski jako kraju powinny być bardziej skierowane na Afrykę, bo w niej jest przyszłość. To jest ostatni dziki zachód, jak Azja 25 lat temu. Wyznacza się na rynki perspektywiczne dla polskiej branży spożywczej Niemcy, USA i Japonię – ciężko znaleźć coś bardziej absurdalnego, bo o ile są to duże rynki, to polskich firm nie będzie stać przez najbliższe sto lat, żeby na tych rynkach zaistnieć przy samych opłatach półkowych zaczynających się od kilku milionów dolarów.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Jakie produkty z Polski mogą być tam popularne, poszukiwane?

TN: Naszym zdaniem nie jest to kwestia produktów. Rynek polski i, dla przykładu, malawijski, są tak różne, że całe kategorie produktów, które istnieją w Malawi są w Polsce nieobecne i na odwrót. To, że gdzieś nie ma w sklepach kabanosów to nie znaczy, że komuś ich brakuje. Produkty, które są niedopasowane do rynku nie przetrwają.

Co młodzi przedsiębiorcy z Polski mogą tam sprzedawać?

KN: Nie można z góry powiedzieć czy jakiś produkt może się dobrze sprzedawać. Powinna to poprzedzić odpowiednia analiza. A nawet świetnie dopasowany produkt może przegrać jeżeli nie będzie za nim stała odpowiednia praca, kapitał i strategia.

Na pewno jednak zachęcamy młodych przedsiębiorców do podejmowania odważnych kroków i próbowania swoich sił również w branżach, które wydają się trudne. Nie wszyscy muszą prowadzić sklep internetowy albo software house.

Jakie czynniki muszą być spełnione, by osiągnąć sukces branży napojów?

TN: Jak we wszystkim co się robi w życiu – nie tylko w branży napojów; trzeba osiągnąć strategicznie skupienie nad projektem. Jest to połączenie wiedzy branżowej, doświadczenia, dostępu do kapitału, ale też częściowo szczęścia i umiejętności podejmowania trafnych decyzji. Dodatkowo, uzupełniamy się jako zespół i dzięki tym komplementarnym umiejętnościom możemy działać sprawniej niż inni.

Porozmawiajmy chwilę o liczbach(jakieś ciekawe dane typu): Czy liczyliście napojów do tej pory sprzedaliście, ile litrów napoju wyprodukowaliście, ile cukru lub innych składników zużył, ile osób zatrudniacie?

KN: Sprzedaliśmy łącznie już kilkadziesiąt milionów puszek KABISY. Dzięki kampanii billboardowej i obecności w mediach, w 2018 roku odnotowaliśmy ponad trzykrotny wzrost sprzedaży.

W Polsce zatrudniamy kilkanaście osób, w Afryce – łącznie kilkadziesiąt.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Franek

19 grudnia 2018 Odpowiedz

Dokładnie- to jak Polska lat 90-tych. Tylko my byliśmy murzynami i nas skolonizowano.. Obecnie jesteśmy ‚konsumentami’ dla zachodnich firm. Biedronka, Tesco, Lidl, Intermarche, Castorama, Leroy Merlin, Auchen, Żabka i dzięsiątki innych. Zniszczyli polski handel… zniszczyli 0.5 miliona polkich sklepów. Zagarneli … ok. 200 -500 mld złotych, które wykorzystali by polacy do rozwoju różnych biznesów. I obecnie niszczą polski przemysł po przez własną produkcje i sprzedaż w swoich sklepach własnych wyrobów. Nie wspominając o ‚opłatach półkowych’ i niszczeniu polskich firm spożywczo-produkcyjnych. Z tym, że jakościowo ich produkty wcale nie są jakieś dobre… po prostu są TANIE.

Nihil Novi

19 grudnia 2018 Odpowiedz

Ciekawe czy napoj panstwa Nowowieyskich jest tak polski jak poglady pani redaktor Wielowieyskiej…

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*