Food truck pomysłem na firmę. Ile kosztuje założenie biznesu?

Historia food trucków wiąże się z budowniczymi Nowego Jorku. W Polsce food trucki zawdzięczamy bywalcom muzycznych festiwali. Choć biznes wozów z jedzeniem może być całkiem intratny, to wcześniej trzeba zainwestować minimum 50 tys. zł.


foto: YAY Foto 

 

W Polsce działa kilkaset pojazdów serwujących jedzenie, a nowych pojazdów przybywa z sezonu na sezon. W Stanach Zjednoczonych – kraju, w którym na placach budowy Nowego Jorku narodziły się samochody z jedzeniem – funkcjonuje ich kilkadziesiąt tysięcy, we Francji i Wielkiej Brytanii – po kilka tysięcy. Wartość samego amerykańskiego biznesu food truckowego szacowana jest na ponad 1,2 mld dolarów i ciągle rośnie.

– W Polsce food trucki często zakładają ludzie, dla których to pierwszy pomysł na własny biznes. Zwykle mają już jakieś doświadczenie z branżą gastronomiczną, choćby z pracy w knajpach za swoich studenckich czasów. Pieniądze na rozkręcenie biznesu najczęściej mają z własnych oszczędności, od rodziny, czasem się zapożyczają.

Inwestycja w food truck nie należy do najtańszych, choć i tak kosztuje nieporównywalnie mniej niż założenie własnej restauracji czy kawiarni. Wystarczy mieć sprawny pojazd, który można przerobić na food trucka, kilkadziesiąt tysięcy gotówki i gotowość do podjęcia pracy o bardzo różnych porach. 

– Gastronomia to bardzo trudny biznes, i to zależny od ludzi, z którymi pracujesz. A food trucki dają Ci niezależność. Jeśli potrafisz samemu dobrze gotować, możesz zarobić znacznie więcej niż pracując w tradycyjnym przemyśle gastronomicznym – wylicza zalety biznesu „jedzenia na kółkach” Bolesław Dubowski, właściciel marki Wurst Kiosk.

Po pierwsze samochód

Planując założenie własnej furgonetki z jedzeniem najpierw trzeba zdecydować się, czy działać w sieci franczyzowej czy pod własną marką. W Polsce zdecydowanie popularniejsze jest to drugie rozwiązanie. Jego podstawową zaletą jest fakt, ze można rozwijać swój autorski pomysł i dowolnie wybrać serwowane dania – czy to będą burgery, kiełbaski, wrapy, dania wegańskie czy klasyczne zapiekanki.

Samochód to podstawowe narzędzie pracy. Najpopularniejszą opcją jest zakup używanej furgonetki, następnie przerobienie jej na punkt gastronomiczny. Nie każdy samochód się jednak do tego nadaje. Po pierwsze powinno to być auto o gabarytach dostawczaka na tzw. konstrukcji na ramie. Rama jest bardziej wytrzymała niż konstrukcja samonośna, dlatego lepiej nadaje się pod zabudowę gastronomiczną. Popularne marki wykorzystywane do przeróbki na food trucki to np. Fiat Ducato, Citroen Jumper czy Peugeot Boxer. Koszt używanej i sprawnej technicznie 10-letniej furgonetki wynosi ok. 20-30 tys. zł.

Odpowiednie przerobienie pojazdu u sprawdzonego mechanika to koszt rzędu 10 tys. zł. Wyposażenie go w kuchnię, lodówki, naczynia, płyty do smażenia i inny niezbędny sprzęt to koszt rzędu 20-30 tys. zł. 

Po drugie dobre miejsce do postoju

Najwyższe koszty stałe należą do tzw. prawa do postoju w czasie dużych, masowych imprez. Bolesław Dubowski z Wurst Kiosku wylicza, że w ich przypadku trzeba liczyć się z wydatkami od 300 zł do nawet 3 tys. zł za udział w danym evencie. Często organizatorzy imprez życzą sobie opłat w wysokości 5, 10, a nawet 20 proc. od całkowitego obrotu. Mimo to, weekendowe imprezy to najbardziej dochodowe dni dla właścicieli food trucków. W czasie 2-, 3-dniowego zlotu można zarobić od kilku do kilkunastu tysięcy zł. 

Aby food trucki nie okazały się tylko weekendowym biznesem, i to wyłącznie w okresie letnim, warto zadbać o atrakcyjną lokalizację do postoju także w dni robocze. Ponieważ większość miast nie wydaje pozwoleń na parkowanie food trucków w miejscach publicznych, najlepiej porozumieć się z właścicielami prywatnych terenów przy biurowcach. Zwykle koszt takiego kilkugodzinnego postoju wynosi kilkadziesiąt złotych.

– Aby poważnie myśleć o biznesie food truckowym trzeba dysponować min. 50 tys. zł. I to przy założeniu, że samemu będzie się stało za kuchnią i kasą. Przy odpowiedniej determinacji i szczęściu taka inwestycja może jednak zwrócić się nawet w jeden wiosenno-letni sezon.

Joanna Tokarska 

Kokos.pl 

Komentarze

Avatar

degustator

7 maja 2016 Odpowiedz

Pomysł na mobilne jedzenie bardzo mi się podoba.
Nie podobają mi się natomiast rupiecie na jakich jest prowadzony. Cieknący olej, który pozostawia po sobie mobilny lokal, smrodzący wydech i stan wizualny, który zniechęca. Jak widzę zlot foodtrucków to w pierwszej kolejności oceniam ich wygląd, to czy zachęcają mnie do podejścia i zamówienia jedzenia. Niestety zbyt często bylejakość skutecznie zniechęca. Podobnie też nie wejdę do knajpy, która wygląda nie przyciąga do jej odwiedzenia. Tak, wygląd ma znaczenie. W drugiej kolejności obsługa. I tu jest znacznie lepiej. Zaangażowanie młodych przedsiębiorców jest przyjemnym doznaniem. A wielkie hamsy z prawdziwą wołowiną dają dużo frajdy i kalorii 😉

Avatar

prosba_o_konkrety

9 maja 2016 Odpowiedz

a sanepid, kontrola, tak ot można auto przerobić i sprzedawać? chyba nie, skąd prąd, woda, odprowadzanie „ścieków” ze zlewu? Jak podejmujemy temat, to poproszę ze szczegółami a nie ogólnikowo 50tys, co się w sezon zwróci.

Avatar

kurkej

9 maja 2016 Odpowiedz

dokładnie j.w.i to warto zainteresować się, czy po przeróbce to auto ma jeździć po drogach.bo jak tak to jak przejdzie przegląd po przeróbce? jakaś homologacja czy cuś? fajny pomysł, ale w Polsce pisać trzeba od razu odnośnie „urzędowych możliwości zrobienia pod górkę…”

Avatar

IgraŻka

20 września 2016 Odpowiedz

Mi się kiedyś marzył foodtruck, jednak to kolejny „amerykański sen”, który w naszym kraju ciężko jest zrealizować. Wiem, że jest to jednak możliwe, w stolicy coś takiego funkcjonuje. Z opinii wnioskuję, że jest to biznes raczej sezonowy i w zimie przeżywa praktycznie martwy okres. Osobiście postawiłam na małą gastronomię stacjonarną, przynajmniej jest to coś pewniejszego i łatwiej sprostać przepisom i wymogom. Współpracuję z marką Holly Powder i mogę powiedzieć, że ciężko nazwać to franczyzą, a już na pewno nie franczyzą ścisłą. 🙂 Warunki są bardzo dogodne, Know How sprawdzony, a co ważne nie ma konieczności dostosowywania wystroju i zmiany nazwy pod sieć (choć jest taka możliwość, oczywiście). Moi klienci chwalą sobie przyzwoite ceny i jakoś dań, a zwłaszcza chrupiącą panierkę, w której obtoczony jest kurczak, który zawitał do mojego menu. 🙂

Avatar

Jarski91

26 września 2016 Odpowiedz

To świetny pomysł, ale nie każdy ma na tyle odwagi żeby to zrobić :] Dobra robota.

projektowan

Avatar

asasdas

26 września 2016 Odpowiedz

[URL=http://diamond-druk.pl/]tanie drukowanie[/URL]

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*