Pomysł rozwijali po godzinach pracy

Po skończeniu studiów długo pracowaliśmy nad projektem po godzinach pracy zawodowej. Trzecią cześć każdego dnia pracy poświęcaliśmy na realizację projektu. Trwało to aż do czasu pozyskania inwestora i kapitału na wynajęcie biura, zatrudnienie pracowników i skupienie się na projekcie – mówi Kamil Janiszewski, współtwórca projektu Listonic.pl, mobilnej listy zakupów.

Rozmawia Grzegorz Marynowicz: Czym jest projekt Listonic?

Listonic pierwotnie był wygodną listą zakupów, która usprawnia codzienne zakupy, pomaga zrobić je szybciej i wygodniej.  Stworzyliśmy aplikacje mobilne na wszystkie popularne platformy mobilne i stronę www będącą centrum zarządzania domowymi zakupami. Aplikacja zastąpiła tradycyjną kartkę i długopis. Przede wszystkim dlatego, że daje zdecydowanie więcej możliwości, które przydają się na zakupach. Teraz rozwijamy projekt w kierunku wygodnych zakupów proponując także aplikację Listonic – Zamów Zakupy. Dzięki niej możemy, bezpośrednio z telefonu, zamówić zakupy w jednym z internetowych sklepów spożywczych. 

Skąd pomysł na stworzenie takiego narzędzia?

Ja, Filip Miłoszewski i Piotr Wójciki podczas studiów w Wielkiej Brytanii. Byliśmy współlokatorami i wspólnie robiliśmy zakupy. Organizując wspólną listę zakupów na kartach wpadliśmy na pomysł przeniesienia listy zakupów w świat technologii. Dodatkowo przewidywaliśmy, że wszystko, co robimy teraz na kartkach, będziemy wykonywać za pomocą komputerów, a w przyszłości też telefonów i innych urządzeń mobilnych. Wielu wykorzystuje komórki do słuchania muzyki czy fotografowania. Dlaczego więc nie robić listy zakupów? Na zaliczenie jednego z akademickich przedmiotów opracowaliśmy prototyp mobilnej listy zakupów, obecnego Listonica. 

Kiedy powstał Listonic, wszyscy byli na etapie cieszenia się z aparatu fotograficznego w telefonie komórkowym. Wtedy był to mocno innowacyjny projekt, który dopiero zapowiadał, że w niedalekiej przyszłości będziemy korzystać z aplikacji mobilnych. Obecnie program do listy zakupów w telefonie nie jest niczym niezwykłym. 

Ile czasu minęło od pomysłu do uruchomienia aplikacji?

Jak już wspomniałem nad Listonic zaczęliśmy pracować jeszcze na studiach, choć jego pierwsze wersje nigdy nie ujrzały światła dziennego. Oficjalną aplikację na Javę udostępniliśmy w maju 2009 roku. Cały proces od pomysłu do wypuszczenia aplikacji trwał około dwa i pół roku. 

Skąd kapitał na realizację idei? Ile zainwestowaliście na starcie?

Bardzo ciężko jest to obliczyć. Po skończeniu studiów długo pracowaliśmy nad projektem po godzinach pracy zawodowej. Otworzyliśmy firmę programistyczną i realizowaliśmy zlecenia na strony internetowe. Trzecią cześć każdego dnia pracy poświęcaliśmy na mobilną listę zakupów. Trwało to aż do czasu pozyskania inwestora i kapitału na wynajęcie biura, zatrudnienie pracowników i skupienie się na projekcie. Na pewno na starcie zainwestowaliśmy ogromną ilość czasu i wiedzy zdobytej podczas kształcenia w Polsce i Wielkiej Brytanii. Poświęciliśmy także pracę w firmie informatycznej, która pozyskała klientów i od razu zaczęła zarabiać dla innowacyjnego przedsięwzięcia, które dopiero po kilku latach zmieniło się w realny biznes.

Rozumiem, że Listonic zastępuje tradycyjną listę zakupów? Czym przekonujecie użytkowników, aby porzucili karteczki na rzecz Waszego narzędzia?

Przede wszystkim listę zakupów w Listonic mamy zawsze przy sobie – kiedy ostatnio wyszedł Pan z domu bez telefonu? Kartki możemy zapomnieć, może się zgnieść w czasie drogi do sklepu, a o telefon zawsze dbamy. Od początku w aplikacji dodawaliśmy kolejne funkcje i każda z nich pozwalała zrobić z listą zakupów w Listonic to, czego z kartką nigdy nie zrobimy. 

Produkty zapisane na liście sortują się według ułożenia na sklepowych półkach. Dzięki temu, bez względu na kolejność wpisywania na listę, mleko zawsze będzie obok jogurtu, a papryka obok jabłek. Listonic zapewnia wygodę wspólnego robienia zakupów. Każdą listę można współdzielić w rodzinie lub ze znajomymi, a zmiany synchronizują się w czasie rzeczywistym. 

Aplikacja podpowie, co możemy kupić taniej. Narzędzie  automatycznie dopasowuje najlepsze oferty z gazetek promocyjnych marketów do przedmiotów zapisanych na liście zakupów. Do tej pory to konsument musiał szukać interesującej oferty, a teraz ofert pasujących do przedmiotów już zapisanych na liście zakupów szuka Listonic. Aplikacja posiada też skaner kodów kreskowych rozpoznający 99% polskich produktów FMCG. 

Narzędzie pomoże także przygotować pyszny obiad lub romantyczną kolację. W aplikacji dostępne są Inspiracje Kulinarne. Użytkownik może w telefonie przejrzeć najnowsze przepisy publikowane na blogach i serwisach internetowych współpracujących z Listonic, a następnie jednym kliknięciem zapisać listę potrzebnych produktów. Dzięki temu pomysły na obiady nigdy się nie skończą.

Ile osób pracuje obecnie nad rozwojem projektu?

Nad aplikacją pracuje obecnie 11 osób. Wśród nich są programiści mobilni i webowi, graficy, osoby odpowiadające za testy, public relations i marketing. Rozwijamy aplikację na trzy najpopularniejsze systemy mobilne: Android, iOS oraz Windows Phone 7. Wspieramy technicznie także aplikacje na Windows Mobile, BlackBerry OS oraz Javę.

Korzystanie z aplikacji jest bezpłatne. Na czym więc zarabiacie?

Projekt zarabia na obecności innych marek w aplikacji. Nie są to tylko standardowe reklamy, ale także partnerstwa czy dodatkowe formy współpracy. Aplikacja jest darmowa i nie będziemy wprowadzać płatności dla użytkowników. 

Platforma skierowana jest na rynek globalny? Jak sobie radzicie poza granicami Polski?

Z Polski jest ponad 90% użytkowników. Wynika to z tego, że co prawda przetłumaczyliśmy Listonic’a na wersję angielską, ale nie traktujemy go jako produktu, który wyszedł poza polski rynek. Ta mała grupa użytkowników, którzy korzystają z Listonic’a poza Polską jest fajnym sposobem, żeby zobaczyć co im się podoba i budować pewne hipotezy, które pozwolą nam ulepszyć aplikację przy realnym wyjściu na rynek międzynarodowy. 

Ilu użytkowników udało Wam się przekonać do korzystania z aplikacji?

Na wszystkich platformach mamy około 400 tys. użytkowników. Tylko z Google Play aplikacja została pobrana ponad 200 tys. razy. Dla nas wyznacznikiem popularności aplikacji są liczby dotyczące aktywnego korzystania z niej. Co miesiąc tworzonych jest prawie 100 tys. list zakupów i zapisywanych ponad milion produktów.

Jakimi metodami docieracie do użytkowników?

Przede wszystkim staramy się, aby nasze aplikacje dostępny były wszędzie tam, gdzie mogą ich szukać użytkownicy. Mam na myśli oficjalne sklepy z aplikacjami na wszystkie platformy mobilne. Staramy się, aby Listonic był łatwy do odnalezienia także, gdy szukamy po prostu „listy zakupów”. Jesteśmy numerem jeden zarówno w Google na www jak i w sklepach Google Play czy AppStore. Dbamy o to, żeby oceny i komentarze przy aplikacjach były jak najlepsze. Jeśli są tam zgłaszane problemy czy sugestie, bierzemy je pod uwagę i w miarę możliwości informujemy zainteresowanych o naszych decyzjach. Dlatego też jesteśmy aktywni na Sugesterze i chętnie zbieramy opinie od użytkowników poprzez e-maile czy Facebook’a.

Jesteśmy obecni w internetowych kulinariach. Rozwijamy Przyciski Listonic, które pozwalają jednym kliknięciem zamienić przepis na listę zakupów. Przyciski „zamień na listę zakupów” umieszczone są na prawie 500 blogach i serwisach z przepisami, a także w kilku popularnych aplikacjach mobilnych, np. Przepisy.pl czy Kuchnia+.

Mocno stawiamy na obecność w mediach. Listonic jest rozpoznawalny wśród osób interesujących się nowymi technologiami. Obecnie coraz częściej udaje się przebić do mediów mainstream’owych. Listonic powstał w czasach, gdy każdy cieszył się, że może zrobić zdjęcie telefonem. Dlatego teraz mamy ugruntowaną pozycję jednego z liderów technologii mobilnych w Polsce. 

Udało się Wam pozyskać inwestora – fundusz BBI Seed Fund. Jak doszło do kontaktu z inwestorem?

Zaczęło się od konkursu organizowanego przez Akcelerator Technologii Uniwersytetu Łódzkiego i Technoparku Politechniki Łódzkiej. Manager z funduszu BBI Seed Fund był w jury. Konkurs wygraliśmy, a później skontaktował się z nami przedstawiciel funduszu. Pamiętam ten stres przed pierwszą prezentacją pomysłu na biznes przed funduszem. Na szczęście udało się nam zarazić ideą list zakupów w telefonie i udowodnić, że jest to dobry pomysł na biznes.

Na co potrzebny był kapitał inwestora?

Otrzymaliśmy nie tylko realne fundusze na działalność firmy, zatrudnienie pracowników, kupienie sprzętu i wynajem biura. Bardzo przydała nam się merytoryczna wiedza i wsparcie na pierwszych spotkaniach z partnerami biznesowymi. Dużo poważniej wygląda towarzystwo managera dużego funduszu inwestycyjnego na spotkaniu z przedstawicielami największych marek FMCG w Polsce. Na początku naszej przygody z biznesem było to niezbędne. Teraz coraz rzadziej korzystamy z pomocy managerów, ale zawsze możemy liczyć na cenne wskazówki. Czujemy, że gramy w jednej drużynie, dobrze mieć takie wsparcie.

Wskaż proszę milowe kroki rozwoju Waszego projektu. Czy takim przełomem była współpraca z Orange? Opowiedzcie jak do niej doszło i na czym polegała?

Współpraca z Orange nastąpiła bardzo wcześnie, była to połowa 2010 roku. Listonic nie był jeszcze popularny, Polacy nie korzystali z takiej ilości smartfonów, nie było mody na aplikacje mobilne. Orange pozwolił nam dotrzeć do nowych użytkowników, abonentów tej sieci. Listonic do tej pory jest promowany na stronie głównej operatora, jako „must have” na smartfonie. W zamian zrobiliśmy pomarańczową wersję aplikacji i strony www. 

Podzieliłbym kroki milowe na te biznesowe i te w życiu aplikacji. Z biznesowych najważniejsze było pozyskanie pierwszego partnera, który zaufał naszemu modelowi biznesowemu. Reklamy marki Indykpol jako pierwsze pojawiły się na listach zakupów. Dzięki kampanii reklamowej pisały o nas wszystkie popularne media marketingowe. Drugim ważnym wydarzeniem było nawiązanie „partnerstwa na rzecz wygodnych zakupów” z MasterCard. Zmieniło to trochę nasze podejście do samego Listonic’a jako narzędzia, z którego korzystamy w sklepie, podczas procesu zakupowego.

W rozwoju aplikacji każda nowa funkcja jest dla nas sporym wydarzeniem. Zawsze jest ryzyko czy rozwiązanie będzie wykorzystywane, czy użytkownicy będą z niego chętnie korzystać. Najważniejszą zmianą było wprowadzenie ofert z gazetek promocyjnych sklepów. Zrobiliśmy to pierwsi na świecie, przecieraliśmy szlaki wybierając odpowiednie narzędzia i tworząc algorytmy. Ta funkcja jest jedną z najczęściej używanych.

Ostatnim krokiem milowym było udostępnienie nowej aplikacji – Listonic – zamów zakupy. Umożliwia ona zamówienie zakupów smartfonem z jednego z internetowych sklepów spożywczych. Aplikację uruchomiliśmy pod koniec listopada a już kilka tysięcy Polaków z niej skorzystało. W tym przypadku też stale pracujemy nad tym, żeby powiększyć ilość sklepów, z których mogą wybierać użytkownicy.

Jakie macie plany na najbliższy czas?

Priorytetem na najbliższe miesiące jest zwiększenie liczby dostępnych sklepów w aplikacjach Listonic. Następnie planujemy wydać wersję na tablety (iPad + Android). Kolejnym krokiem będzie start aplikacji w Stanach.

Czy z perspektywy czasu zrobilibyście coś inaczej?

Przede wszystkim nie opublikowalibyśmy aplikacji tak wcześnie. Miały one trochę błędów i na początku zraziliśmy do siebie część potencjalnych użytkowników. W mobile’u bardzo trudno przekonać takie osoby  do ponownego pobrania i zrewidowania swojego poglądu. 

Co moglibyście poradzić osobom, które myślą o biznesie w sieci? Jakich błędów powinny się wystrzegać?

By odnieść sukces w tej branży trzeba przede wszystkim myśleć perspektywicznie i nie skreślać pomysłów dlatego, że w tym momencie nie da się ich zrealizować lub są nierentowne. Technologie mobilne rozwijają się tak szybko, że to, co dziś wydaje się nam daleką przyszłością, jutro wejdzie w życie. Z drugiej strony ten sam powód sprawia, że produkty mobilne szybko się dezaktualizują. Gdy ma się już pomysł na biznes, trzeba non stop go rozwijać. Z bardziej konkretnych porad możemy dać jedną, o której już wcześniej wspomniałem – nigdy nie należy pokazywać produktu, który nie jest w 100% sprawny i przetestowany. Dzisiejsze aplikacje, nie tylko musza działać bezawaryjnie, ale również olśniewać wyglądem i intuicyjnością obsługi.  inne wywiady:

– iTaxi.pl, czyli pomysł zrodzony na peronie

– ZnanyLekarz.pl: jak zdobyć 3 mln zł na start-up?

– Gdy start-up ponosi porażkę: Monetto.pl

Dziękuję za rozmowę

fot. Magazyn Proseed www.proseedmag.pl.

Komentarze

jiwko

5 marca 2013 Odpowiedz

Żeby biznes się udał, trzeba wiele pracy. Nawet jak już wydaje się, że sytuacja jest stabilna to i tak cały czas trzeba dbać o rozwój zgodnie z wymaganiami rynku. W serwisie http://www.optihr.pl/ są świetne rady dotyczące skutecznych metod rozwoju biznesu, które oparte sa o human resources.

liike

4 maja 2013 Odpowiedz

Pomysł na biznes to pierwszy krok do własnej firmy 🙂
http://starlit.pl/pierwszy-krok-do-wlasnej-firmy-cz-1/

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*