Robią biznes na kubkach. „Czasami musimy zamknąć sprzedaż, ze względu na zbyt dużą liczbę zamówień”

Zaczęły od tworzenia aniołków z masy solnej. Jednak po pewnym czasie zdecydowały się na sprzedaż ręcznie malowanych kubków. Od początku istnienia firmy sprzedały już ponad 22 tys. sztuk.Zdarzają się momenty, że musimy zamykać sprzedaż, bo nie jesteśmy w stanie przyjąć już większej ilości zamówień z gwarancją dostawy w odpowiednim terminie – mówi Justyna Nazarko, współzałożycielka Pracowni Faramuszki.

Na zdjęciu Justyna Nazarko i Katarzyna Tekieli

Bartłomiej Godziszewski: Skąd wziął się pomysł na taki biznes i jak to się zaczęło?

Justyna Nazarko: Faramuszka to my — Kasia i Justyna, z wielkim wsparciem naszych mężów Maćka i Waldka.

Poznałyśmy się na studiach i szybko okazało się, że mamy wspólne hobby, czyli rękodzieło, które na dodatek mogłoby być sposobem na podreperowanie skromnego studenckiego budżetu. Pierwszym wspólnym „projektem” były ręcznie lepione aniołki z masy solnej. Klejone na stole kuchennym w mieszkaniu rodziców Kasi.  Rozprowadzane wśród znajomych i rodziny, okazały się przedświątecznym hitem. Aniołki te z resztą  lepimy do dziś, z sentymentu, jako naszą Faramuszkową tradycję świąteczną. Później przyszła pora na zaproszenia ślubne. Wymyśliłyśmy kilka kolekcji i ich zdjęcia umieściłyśmy na naszej pierwszej stronie internetowej.

Pracownia Faramuszka działa od 5 czerwca 2014 roku. Do zajęcia się rękodziełem na poważnie, w charakterze pracy i do założenia firmy zmotywowała nas klientka, która znalazła naszą stronę i chciała złożyć zamówienie właśnie na zaproszenia. Kiedy zakładałyśmy naszą firmę, miałyśmy zajmować się głównie tworzeniem zaproszeń ślubnych!  Pomysł na malowanie kubków powstał w głowie Kasi i początkowo wcale nie spotkał się z ciepłym przyjęciem. Tyle jest już kubków na rynku, po co malować kolejne. Jednak skoro firma już miała powstać, co szkodziło spróbować i sprawdzić, czy się przyjmą wśród klientów. Poza tym Kasia jest uparta i to na szczęście! Wymyśliłyśmy pierwszą serię Kubków Oswajaczy. Były to kubeczki z rysunkami przedstawiającymi różne lęki, miały pomagać w ich „oswajaniu”. Okazało się, że ludzie bardzo chętnie kupują oswajacze lęku przed pająkami, lęku wysokości czy lęku przed potworem spod łóżka. Przy okazji pytali o możliwość namalowania kubków ze wzorami według własnego pomysłu. Cześć z tych pomysłów wprowadzałyśmy do naszej stałej oferty. I tak nasza kolekcja rozrosła się o inne modele, a także o ofertę kubka na specjalne życzenie. Teraz mamy ponad 200 wzorów i wciąż wymyślamy nowe…

Jak wyglądały początki tego biznesu?

Na początku było kameralnie. Zamówienie spływały powoli, znów głównie spośród znajomych i znajomych. Kręciło się powoli i to dobrze, bo Kasia miała małe dziecko w domu, a ja pracę na pełen etat. Wkrótce zarejestrowałyśmy się na  kilka portali sprzedażowych m.in. DaWanda i Pakamera, założyłyśmy FanPage na FB i zamówienia od klientów zaczęły spływać na początku powolutku, stopniowo coraz więcej. Nasza strona internetowa nie była sklepem, więc klienci musieli składać zamówienia przez maile, część przez FanPage na FB. Na każdego maila trzeba było odpisać, zamówienie wpisać odręcznie, wraz z adresem i dodatkowymi życzeniami, do arkusza w Excelu oraz sprawdzić, czy wpłynęła płatność. Kubek namalować, zapakować i nadać wypełniając odręcznie list przewozowy oraz zawieźć na pocztę. Gdy zamówień było kilkanaście — kilkadziesiąt, żaden problem, ale nadszedł Dzień Matki 2015 roku gdzie zamówień było nagle kilkaset. Pracy był ogrom, zaczęły się zarwane noce, pomyłki w zamówieniach, braki towaru, oczywiste stało się, że jeśli nie usprawnimy pracy to nie przetrwamy kolejnego tak intensywnego miesiąca. Nikt nam nie doradzał co robić, wszystkich rozwiązań szukałyśmy same, z dużym wsparciem rodziny i znajomych. W styczniu 2016 roku miałyśmy już sklep internetowy stworzony przez profesjonalną firmę, umowy z przewoźnikami, kontakty u hurtowników i internetowy program do obsługi zamówień. Życie stało się łatwiejsze, kryzys zażegnany! 🙂

Fot. Katarzyna Straube-Czyż

Jak wygląda proces tworzenia takich kubków?

Proces jest prosty. Potrzebny jest kubek, pisak do ceramiki i wprawna ręka. Wszystkie wzory rysujemy odręcznie, bez szkicu. Następnie kubek leżakuje 3-4 godziny w oczekiwaniu na wypalenie w piecu, gdzie spędza kolejne 1,5 godziny w cieple oraz kilka godzin stygnąc. Czeka je jeszcze wycieczka do stanowiska pakowania, gdzie każdy kubek dostaje swoją saszetkę herbatki owocowej, otulany jest wiórkami drzewnymi i pakowany do tekturowego pudełeczka. Pudełko przewiązujemy dratwą, dołączamy wizytówkę i zabezpieczamy do transportu.

Skąd czerpiecie inspiracje?

Najtrudniej wymyślić nowy wzór. Wpaść na pomysł na rysunek i tekst, który spodoba się klientom. Najczęściej przeprowadzamy burzę mózgów i angażujemy do tego naszych mężów, rodziny i znajomych. To naprawdę świetne ćwiczenie na kreatywność… Czasem ogłaszamy konkurs dla naszych fanów na portalach społecznościowych na hasło i rysunek na kubek. Nasi klienci mają świetne pomysły! A czasem pomysł przychodzi tak o, po prostu, pod prysznicem 😉

Na jakie okazje najczęściej wasi klienci zamawiają kubki?

Są takie okresy, w których działamy na najwyższych obrotach i ku naszemu zdziwieniu okazuje się, że sumarycznie jest to ponad pół roku! W styczniu bardzo gorący Dzień Babci i Dziadka, w lutym Walentynki, w maju Dzień Matki, w czerwcu Dzień Ojca oraz zakończenie roku szkolnego, w październiku Dzień Nauczyciela i na koniec roku Mikołajki i Boże Narodzenie. W tych okresach malujemy kubki w każdej wolnej chwili, a że przy dzieciach w domu nie ma ich zbyt wiele, to pracujemy głównie na nocną zmianę 🙂 Zdarzają się momenty, że musimy zamykać sprzedaż, bo nie jesteśmy w stanie przyjąć już większej ilości zamówień z gwarancją dostawy w odpowiednim terminie. Najtrudniej jest wtedy odmawiać prośbom klientów o przyjęcie „jeszcze tylko tego jednego” zamówienia, często ćwiczymy naszą asertywność (wciąż marnie nam to idzie). Gdybyśmy nie lubiły  tego co robimy, to pewnie po kilku miesiącach szalonego ruchu chciałybyśmy się zwolnić z własnej firmy, ale cieszy nas każde nowe zamówienie, bo oznacza przecież, że nasze kubeczki się podobają!

Jak dużo już sprzedałyście kubków?

Od 2014 do końca sierpnia 2019 sprzedałyśmy około 22600 kubków i filiżanek.

Nasz bestseller to o dziwo nasz kubek dla przedszkolanki. Już od kilku lat jest naszym hitem na zakończenie roku oraz Dzień Nauczyciela. Jego prototyp powstał dla koleżanki, która poszukiwała drobnego upominku do przedszkola, a rynek nie oferował niczego sensownego. Teraz mamy wrażenie, że w co drugim przedszkolu jest już jakaś nasza przedszkolanka!

Czy otrzymujecie również zlecenia zza granicy?

Tak, ale sporadycznie. Siła przekazu naszych kubków opiera się na grze słownej i neologizmach zrozumiałych tylko w języku polskim, stąd naszymi klientami są głównie Polacy. Zdarzały się jednak zamówienia zagraniczne, głównie z Niemiec, Austrii i Wielkiej Brytanii. Z kolei nasze zaproszenia polubili Niemcy, a nawet Ambasada RP w Grecji.

Fot. Pracownia Faramuszka

Czy miałyście jakieś nietypowe zamówienia?

W naszej ofercie mamy również kubki malowane według pomysłu klienta. Z dowolnym tekstem i rysunkiem, który tworzymy na podstawie opisu słownego, a przed utrwaleniem na kubku przesyłamy do akceptacji. Te kubki to nasz bestseller i bardzo często są projekty, które nas dziwią, rozśmieszają, a nawet szokują. Malowałyśmy już kubki z szalonym meksykaninem, zakrwawionymi żyletkami, audi w ciemnym lesie z pasażerami prowadzącymi intrygującą rozmowę, z kangurem w koronie, obrażonym kotem, mamą z pięcioma rękami, medytującym dentystą, pingwinem- aniołem, dedykacją „sobie – ja”, a także kubki dla królowej dancehall, BHP-owca, triatlonisty, kulturysty i kociej mamy. Długo by wymieniać, czasem jest bardzo ciekawie 🙂

Skąd wziął się pomysł na nazwę?

Chciałyśmy sympatyczną nazwę, bez zbytecznej pompy, pomyślałyśmy, że mogłoby to być jakieś stare, zapomniane polskie słowo, określające jakiś miły upominek, drobiazg, przedmiot. Tak odkryłyśmy faramuszkę — czyli drobiazg, błahostkę. Pasowała idealnie 🙂

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Jakie macie plany na przyszłość?

Chcemy wysłać dzieci do przedszkola i zająć się w końcu tą firmą na poważnie 🙂 To jest nasz najtrudniejszy plan długoterminowy. Mamy też plany na najbliższą przyszłość.

Wprowadzamy nowe wzory kubków do jednej z kolekcji, które powstały w wyniku konkursu wśród naszych fanów na FB i Instagramie. Wychodząc na przeciw oczekiwaniom klientów wprowadzamy nowy model dużego kubka 500 ml. Częściej również będzie nas widać na targach w Krakowie. Zaczęłyśmy naszą przygodę z targami w kwietniu tego roku i bardzo nam się spodobał taki bezpośredni kontakt z klientami, więc chcemy bywać częściej stacjonarnie, a nie wyłącznie internetowo. Poszukujemy również bardziej ekologicznych rozwiązań w zabezpieczaniu naszych przesyłek podczas transportu, tak aby zrezygnować całkowicie z plastikowej folii pęcherzykowej. A moim marzeniem w odległej przyszłości jest otworzenie małej kawiarni, gdzie z naszych kubków będzie można się również napić pysznej kawy i przegryźć domowym ciastem…

Co was najbardziej cieszy w tej pracy?

Pozytywne reakcje klientów. W obecnych czasach, w których nikt nie ma na nic czasu, nasi klienci bardzo często piszą do nas maile z podziękowaniem  za piękny produkt lub wystawiają publiczne pochlebne recenzje, a także przesyłają zdjęcia z naszymi kubkami w użyciu. To bardzo cieszy, a czasem nas nawet wzrusza.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

polimereko

9 września 2019 Odpowiedz

Świetna historia. Super, że paniom udało się wybić z ich biznesem, ich kubki są piękne. Rękodzieło jest teraz w modzie, więc zamówień z pewnością nie brakuje.

_____________________
https://polimer-eko.pl/

Avatar

hienius

9 września 2019 Odpowiedz

prymitywna reklama

Avatar

Krzysztof Kornatowicz

10 września 2019 Odpowiedz

Ale pierdoły otumanionym ludziom prawicie ! Policzmy ; dwadzieścia tysięcy kubków, po 5 zeta zysku netto za sztukę daje około 100 000 dochodu netto przez pięć lat. 5 zł zysku netto i to dobrze, korzystnie liczone, bo przecież koszt wysyłki, koszt opakowania, koszt zakupu kubka, oraz malutki koszt pisaka to około 13 złotych, a taki marny kubek nie znajdzie nabywcy za więcej, niż 18 złotych. A zatem 100 tyś. zysku netto przez 5 lat to 20 tyś. co daje w roku. 20 tyś. podzielone na 12 miesięcy to około 1650 zł miesięcznie. Panie sugerują, że działają w zespole, czyli te 1650 zł należy podzielić na dwie panie, co daje 825 zeta na głowę miesięcznie, za (jak rzekomo same panie wspominają) ciężką prace z licznymi zamówieniami – no naprawdę przykład godny naśladowania. I to w obecnym w czasach, kiedy na kasie w Biedronce, czy innym miejscu każda kundzia można zarobić od 1600 zł na rękę z płatnym urlopem, płatnymi świętami, płatnym chorobowym i tym podobne – O CZY WY ZATEM TU PIEPRZYCIE ?! A przecież ja nie wspominam nic o podatkach, kosztach paliwa, ZUS-ie, księgowości. Jednak najważniejszy jest zbyt, którego śmiem twierdzić, że nie ma. Nie ma, albowiem Polska sta la sie panstwem przesyconym dobrem rozmaitem i to po śmiesznych cenach. A kubków, kubeczków to już jest chyba najwięcej. po co komu skromny kubeczek z amatorskim ręcznym podpisem za 18 zeta, kiedy w co drugim markecie pięknie udekorowane przez Azjatów kubki są po 14 złotych ? Ludziska przecie głupawe nie som. Dziś ciężko jest sprzedać naprawdę piękne rzeczy po rozsądnej taniej cenie, a co dopiero marny kubas z ręcznym napisem mazakiem do porcelitu, po konkretnej cenie. Reasumując – o czym wy ludziskom pieprzycie ?! Moja wyliczanka demaskuje wasz fałsz i drukowanie naiwnym świadomości.

Avatar

immo

10 września 2019 Odpowiedz

Typowy Polak – dopierniczyć drugiemu. Po pierwsze, co łatwo sprawdzić, ale Szanownemu Panu nie chciało się, kubki są trochę droższe niż te 18zł, a średnio z tego co widziałem to około 26zł/szt. Po drugie, przez zastosowane uproszczenia koszty wyszły bardzo wysokie, kubek max 5zł w hurcie (białe są najtańsze), koszt pisaka ok – wysoki, ale rozkłada się na wiele kubków , więc dla jednego jest marginalny i wynosi kilka groszy. Koszt opakowania to max 2zł, więc kosztów na sztukę wychodzi 7zł a nie 13, to już podwaja zysk. Idziemy dalej – koszty stałe – księgowość, no bez przesady, każdy w miarę rozgarnięty człowiek potrafi sobie ją prowadzić, przynajmniej do momentu gdy ma na to czas i nie ma niczego bardziej skomplikowanego niż zakupy/koszty i sprzedaż krajowa. ZUS? Firma na męża z etatem i płacą tylko „zdrowotne”. Koszty paliwa można pominąć jeśli się ma umowy z kurierami i dostawcami. A podatki… no cóż – każdy płaci tak czy inaczej. W każdym bądź razie te wyliczone kwoty są dużo zawyżone jeśli chodzi o koszty i dużo zaniżone jeśli chodzi o zyski. Proszę zauważyć że Panie w „międzyczasie” wychowują dzieci i jest to dla nich (firma) tylko dodatkowe zajęcie,. Należy tylko gratulować że nie siedzą na 500+ i zasiłkach jak to szanowny Pan raczy sugerować, tylko robią coś!!!

Avatar

Gorti

16 września 2019 Odpowiedz

szkoda ze opan nie rozumie konstruktywnej krytyki, pan przed panem chlodno przekalkulowal (czytnalem gorna polowe) i chyba rozsadnie pisal.

Avatar

adam

10 września 2019 Odpowiedz

ciesze sie z waszego sukcesu pamiętajcie jednak by nie przestrzelić…

Avatar

Marcin

10 września 2019 Odpowiedz

Może i typowy Polak ale trochę racji ma, nawet jeśli potroimy zysk z jego obliczeń to nadal jest słabo, niemniej chwali się prace a nie leżenie i czekanie aż samo przyjdzie

Avatar

Szarotka

13 września 2019 Odpowiedz

Coś mi się nie wydaje aby znalazło się do tej pory aż 20 tys. osób gotowych wydać 18zł (nie mówiąc, że rzekomo więcej) za w sumie przemysłowo wyglądający kubek, a jedyną urodą tego pospolitego kubka za tak chorendalną cenę jest dodatkowa monochromatyczna grafika. Nie twierdzę, że to zły pomysł, ale to zwykły kubek pachnący myszką, to nie jest trendy, i naprawdę ze świecą szukać osób , które używają taki kubek w realu. Może tylko jako rodzaj doniczki. Więc podsumowując, w zalewie ekstremalnie taniej chińszczyzny oraz gigntycznej ilości wyspecjalizowanych substytutów w zakresie kubków/termosów etc., to szanse powodzenia tego biznesu, uważam za poniżej progu wejścia w rynek.

Avatar

K.

10 września 2019 Odpowiedz

Nic sam nie robisz, więc krytykować najprościej. Zazdrość zżera, kiedy innym się udaje…

Komentarze

Pozostaw odpowiedź adam Anuluj pisanie odpowiedzi

*
*