Runmageddon chce z inwestorem pokonywać przeszkody

Choć pierwszych przeszkód za granicą nie udało się pokonać, to prezes Runmageddonu spróbował jeszcze raz, bo marzy mu się biznes globalny nie tylko z nazwy. Gotów jest też wpuścić do firmy inwestora.

16 eventów w Polsce, 74 tys. dorosłych uczestników i 14 tys. dzieci, zmagających się z przeszkodami, błotem i zimna wodą – to bilans 2018 r. serii biegów Runmageddon. Startujących jest więcej niż w tradycyjnych maratonach biegowych i ponad 20 razy więcej niż ledwie 4 lata temu.

– Mądrze i jasno zdefiniowaliśmy swoje przewagi konkurencyjne. Rozglądałem się po świecie, podpatrywałem inne biegi ekstremalne i widziałem, jak działają najlepsi wówczas na świecie. Postanowiłem, że będziemy wyróżniać się największą liczbą przeszkód, połączymy formułę rywalizacji ze współpracą oraz postawimy na jakość na każdym etapie doświadczeń uczestnika.

MamBiznes.pl: W listopadzie w Siedlcach odbył się Finał Ligi Runmageddonu. Dlaczego wybraliście mniejsze miasto?

-Jesteśmy obecni w większości dużych miast Polski, bo w aglomeracjach potencjał frekwencyjny eventu jest największy. W Ełku czy w Siedlcach nie będziemy mieć aż tak wielu entuzjastów ekstremalnego biegu z przeszkodami, jednak  samorządy lokalne dostrzegają, jak mocnym impulsem możemy być dla lokalnej gospodarki i jak możemy pomóc w promocji miasta. Przyciągamy uczestników z całej Polski, którym często towarzyszą rodziny.

W tym roku zorganizowaliście też zawody za granicą.

– Przyjęliśmy formułę Runmageddonu Global. Nazywamy tak imprezy, które zaliczyć można do turystyki ekstremalnej. Zabieramy grupę kilkudziesięciu osób w ciekawe miejsca, jak Sahara i Kaukaz. Do tych miejsc wcześniej wysyłamy naszą ekipę, przygotowujemy trasę i dbamy o kontakt z lokalnymi władzami. Imprezy trwają 4 dni i rozgrywane są na czterech różnych trasach, tj. każdego dnia w nowym terenie. Zapewniamy opiekę od momentu pojawienia się na lotnisku przez dojazd, zakwaterowanie, sprzęt, ubiór aż po chociażby namioty i śpiwory do spania, jak było na Kaukazie. Na razie do tego biznesu sporo dokładamy, ale traktujemy to jako inwestycję. Z jednej strony zbieramy doświadczenia, a z drugiej tworzymy bazę ambasadorów. W przyszłości chcemy, aby w takich wyjazdach uczestniczyło minimum 100-200 osób.

Jaki jest koszt wyjazdu na Kaukaz?

Pakiet startowy i logistyczny to koszt obecnie około 910 euro. Dla porównania, koszt uczestnictwa w zawodach w Polsce to około 200 zł. Mamy kilkanaście swoich pomysłów na to, gdzie zorganizować zagraniczne wyjazdy, jednocześnie interesujące lokalizacje podpowiadają nam również sami uczestnicy. Testujemy miejsca, rozmawiamy z ambasadami i biurami turystycznymi, zastanawiamy się na co postawić i jak może się to sprawdzić w naszym pomyśle. Jeśli chodzi o Kaukaz, dostaliśmy potężne wsparcie od ambasadora Gruzji. Od pierwszego spotkania pomagał nam i to głównie dzięki niemu udało się zorganizować coś, co w Polsce nadal jest nieosiągalne, czyli przeprowadzenie trasy biegu przez park narodowy wśród szczytów 4-5 tysięcznych, gdzie widoki są po prostu fantastyczne. Dzięki niemu również mieliśmy wsparcie w gruzińskim ministerstwie sportu i rolnictwa, które odpowiada tam za parki oraz od władz lokalnych.  Nasze wydarzenia przyciągają coraz więcej osób, w Runmageddonie Sahara wzięło udział ponad 40 osób, a pół roku później w Gruzji na starcie stanęło prawie dwa razy więcej uczestników. Dodatkowo, na pierwszym evencie na Saharze biegł z nami Jerzy Dudek, który przyczynił się do tego, że Runmageddon Sahara pojawiał się bardzo często w mediach. Dzięki niemu o naszym wydarzeniu było głośno zarówno w programach śniadaniowych, jak i w wiadomościach sportowych.

Jaki jest kierunek zagranicznego rozwoju?

– Rozwijając formułę Global musimy sięgnąć po klientów z zagranicy. Nie bez znaczenia jest tutaj zasobność portfela, która w krajach zachodnich jest nadal wyższa. Przeszkodą, jaką widzę, jest póki co mała rozpoznawalność naszego brandu na tamtych rynkach. Stawiamy więc na zagranicznych influencerów po to, by promowali Runmageddon Global i dzielili się swoimi przeżyciami. Przykładowo podczas eventu w górach Kaukazu biegły osoby z  Wielkiej Brytanii, Szwecji, Włoch, Danii oraz Gruzji. Na 2019 r. mamy zaplanowane zawody na Saharze i Kaukazi, ale w przyszłości myślimy o nowych kierunkach, takich jak Ameryka Południowa, Skandynawia i Syberia. Drugim pomysłem na rozwój naszego biznesu zagranicą jest franczyza, czyli robienie wydarzenia w stylu polskim z zagranicznymi franczyzobiorcami. Prowadzimy rozmowy z kilkoma partnerami, m.in. z Rosji.

Czy do rozwoju nowych pomysłów potrzebny jest inwestor zewnętrzny?

– Zdiagnozowaliśmy niemal 40 nowych, pokrewnych obszarów biznesowych, z których w kilkanaście moglibyśmy i chcielibyśmy wejść już teraz przy odpowiednim wsparciu. Zaczynamy pracę w tym kierunku, by pozyskać inwestora, który objąłby  pakiet mniejszościowy i pozwolił nam jeszcze szybciej się rozwijać.

Jak będzie wyglądał Runmageddon za 5 lat?

– Jestem przekonany, że trend bycia fit nie zmieni się w najbliższych latach. Nadal będziemy chcieli dbać o swoje zdrowie, sylwetkę, będziemy się lepiej odżywiać. Wskaźniki dotyczące aktywności fizycznej Polaków są niższe niż w krajach zachodnioeuropejskich. Liczba naszych uczestników nadal stopniowo się powiększa. Tegoroczne 74 tysięcy uczestników to kolejny rekord frekwencji, po ubiegłorocznych 57 tys. Widzę też ogromny potencjał wzrostu – w końcu ponad 30 mln Polaków jeszcze u nas nie wystartowało.

Atutem Runmageddonu jest olbrzymia dostępność mimo wysokiego poziomu ekstremalności. Tak naprawdę każdy może znaleźć dla siebie produkt, a dokładniej mówiąc subprodukt, który może być do niego dostosowany i każdy może razem z nami rozwijać się wraz ze zdobywaniem kolejnych umiejętności. Można więc rozpocząć od startu na dystansie 3 km i zmierzać do wielogodzinnych wysiłków.  Jednocześnie początkujący nie muszą trenować wiele miesięcy, tak jak np. triathloniści. To powoduje, że można dozować swoje emocje i samemu się dopingować stawiając przed sobą kolejne, trudniejsze wyzwania. Potencjał widzę również w firmach i coraz liczniejszym zbiorowym udziale ich pracowników. Zdarza się, że w Runmageddonie bierze udział prawie cała firma. Naszym zadaniem jest umożliwienie tym ludziom pokonania trasy. Mały procent jej nie kończy. To pokazuje, że to nie fizyczność decyduje o sukcesie, ale psychika. Idąc dalej, widzimy, jak te elementy wpływają na motywację do zmian i podjęcia systematycznego treningu u zarejestrowanych uczestników. Jak już się ktoś zapisze, to jest świadom tego wysiłku i wie, że nie można odpuścić treningu. O tym efekcie słyszałem wielokrotnie od uczestników. Często ich życie i poziom motywacji zmienia się jeszcze przed startem. Po ukończeniu Runmageddonu zmiany w sposobie myślenia są jeszcze bardziej budujące i zauważalne. Od uczestników słyszę że wyzwania  Runmageddonu dają siłę do walki z ograniczeniami, barierami, pomagają podejmować odważne decyzje i wpływają na rozwój w sferze osobistej i zawodowej. Na tyle dużo jest tych historii, że kończymy już przygotowanie drugiej książki z relacjami ludzi, dla których Runmageddon stał się inspiracją do zmiany życia.

Ciekawym jest też projektowanie doświadczeń uczestnika. To powód, dla którego najbardziej wymagające przeszkody znajdują się na samym końcu jak np. „Lodowa”.  Pokonanie kilkunastu przeszkód wzmacnia pewność siebie i poczucie pewności siebie. To widać szczególnie na przykładzie kobiet, które przed startem zarzekają się, że do lodowatej wody nie wejdą, a w efekcie wskakują do niej i czerpią z tego przyjemność. W normalnym życiu te osoby same z siebie nie podjęłyby się takiej aktywności. Pomagamy więc i tworzymy przestrzeń dla nowych emocji i przekraczania swoich granic.

Na kogo bardziej stawia Runmageddon – na amatorów czy sportowców?

Tak naprawdę musimy koncentrować się na tych dwóch grupach. Z jednej strony wyczynowcy z serii Elite mają zapewnioną najwyższą sportową jakość jak np. obecność sędziów na przeszkodach i ich kontrolę, jasny regulamin, efektowaną ceremonię nagradzania i całkiem przyzwoite nagrody. Pozostałe 98-99% uczestników to osoby, które nie przyjechały ścigać się z innymi, tylko walczyć ze swoimi słabościami, sprawdzić się, przeżyć przygodę bądź też spędzić ciekawie czas ze znajomymi. Oni już nie muszą pokonywać wszystkich przeszkód, bo istnieje tu możliwość wykonania zastępczych ćwiczeń. Dodatkowo, w przeciwieństwie do Elity, mogą sobie nawzajem pomagać, co wspiera współpracę. Przeszkody są tak skonstruowane, by  zachęcać (a czasem wręcz zmuszać) uczestników do wzajemnej pomocy, co znowu przyczynia się do powstawania więzi miedzy startującymi i buduje pozytywny klimat wydarzeń.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Natalia Grzebiesz

Komentarze

Magda Kowalczyk

7 grudnia 2018 Odpowiedz

Ten Bieniecki to zamiast szukać nowych Inwestorów, niech się najpierw zacznie wywiązywać ze zobowiązań do starych. Na rynku to już jest tajemnica poliszynela, że ten człowiek kantuje swoich kumpli, partnerów biznesowych i tych co mu dawali kase na rozwój.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*