Stworzyli narzędzie, które pozwala zarabiać wydawcom. „Przywracamy sens pojęcia content is the king”

Wydawcy przede wszystkim zarabiają. Naprawdę dobre pieniądze, bo reklamodawca kupuje wymierne korzyści i jest za to gotowy dobrze zapłacić. Dzięki temu wydawcy nie muszą już zasypywać swoich czytelników masą reklam. Wystarczy jedna, ale za to z pytaniem. Cenę ustala każdy wydawca z osobna. Adquesto potrąca od niej 30% prowizji, reszta trafia na konto serwisu –  mówi Adam Majewski, CEO i współzałożyciel Adquesto. 

Na zdjęciu Adam Majewski

Grzegorz Marynowicz: Wyjaśnij krótko, jak działa Adquesto.

Adam Majewski: Idea jest stosunkowo prosta, ale przewrotna jednocześnie. Stworzyliśmy coś w stylu bezpłatnego paywall`a. Warunkiem dostępu do dalszej części tekstu jest rozwiązanie questu. Quest składa się z reklamy, pytania dotyczącego treści reklamy oraz trzech odpowiedzi do wyboru. Nie opłaca się strzelać, ponieważ wskazanie błędnej odpowiedzi blokuje na chwilę możliwość udzielenia innej. Czyli, aby móc czytać dalej, należy zapoznać się z treścią reklamy. Zajmuje to tylko kilka sekund, więc nie jest specjalnie uciążliwe.

Jakie korzyści odnoszą reklamodawcy?

W Adquesto dostają gwarancję, że ich reklama naprawdę została wyświetlona odbiorcy. Gwarancję! Nie przypuszczenie oparte o zwodnicze kryterium tzw. viewability. Mało tego, Adquesto daje też pewność, że reklama została przeczytana, a jej przesłanie… zrozumiane. Tego nie daje żadne inne narzędzie.

Co na to rynek?

A to zależy. Nierzadko obserwujemy zjawisko, który jeden z domów mediowych nazwał „efektem junior brand managera”. Oznacza to tyle, że kadra kierownicza szybko podłapuje nasz pomysł i przystępuje do testów. Ale na końcu wyniki dostaje wspomniany junior brand manager, który nie za bardzo wie, w którą tabelkę swojego pliku Excela je wpisać, ponieważ oferujemy coś, co dotąd było nieosiągalne dla reklamy – przyswojenie komunikatu reklamowego. Nie są to klasyczne „kliki”, ponieważ przejście na stronę docelową reklamodawcy nie jest esencją naszego formatu. Jest nią pewność, że czytelnik zapoznał się z komunikatem i go zrozumiał. To trochę tak, jakbyś dał komuś samochód, a on zastanawiał się, w którym boksie swojej stajni ma go zaparkować. Oczywiście trochę żartuję, ale faktem jest, że sporo energii wkładamy w pokazywanie rynkowi, że mamy coś naprawdę innego i to działa.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

I jak to się udaje?

Coraz lepiej. Specjaliści od reklamy szybko dostrzegają potencjał Adquesto. Domy mediowe również. Dlatego staramy się docierać do osób decyzyjnych, które nie boją się nowości, a jednocześnie rozumieją, że rozwiązanie, które im dajemy, jest tym, czego od zawsze szukali. Po prostu daje pewność, że reklama dotarła do odbiorcy. Czyż nie tego pragnęli od zawsze marketerzy?

A jakie korzyści odnoszą wydawcy?

Zarabiają. Naprawdę dobre pieniądze, bo reklamodawca kupuje wymierne korzyści i jest za to gotowy dobrze zapłacić. Dzięki temu wydawcy nie muszą już zasypywać swoich czytelników masą reklam. Wystarczy jedna, ale za to z pytaniem.

Systemów pomagających w zarabianiu na stronach było już sporo. Pamiętasz zapewne Adtaily i dopuszczasz zapewne, że projekt może nie wypalić?

Pamiętam, ale Adquesto jest z zupełnie innej bajki. I wygląda na to, że nasz model się przyjmuje. Robiliśmy testy m.in. na portalu Weszlo.com, który czytają głównie mężczyźni i to tacy raczej nie stroniący od krytyki w komentarzach. I wielkiego hejtu na Adquesto nie było. Polscy internauci coraz lepiej rozumieją, że wydawcy muszą zarabiać, żeby istnieć i pisać wartościowe teksty. A kliknięcie w odpowiedź na pytanie z questu zajmuje 2-3 sekundy. Jeśli tekst jest ciekawy, czytelnicy zwykle nie widzą problemu, więc przy takim interesującym artykule prawidłowej odpowiedzi udziela nawet 90% osób, które weszły na podstronę z artykułem.

Jak oceniasz wyniki dotychczasowych testów, jakie już przeprowadziliście? Jakie opinie spływają?

Widzimy już, że Adquesto przywraca sens nieco zapomnianej sentencji „content is the king”. Konwersja rozwiązanych questów zależy głównie od tego, jak ciekawy jest konkretny artykuł. Drogą wydawców do sukcesu w Adquesto jest więc tworzenie jak najlepszych tekstów, co powinno ucieszyć też czytelników – w końcu wszyscy życzymy sobie artykułów na możliwie wysokim poziomie.

A jeśli ktoś nie chce rozwiązywać questów?

To nie musi. Może wykupić subskrypcję dla danego serwisu, wtedy przez 30 dni nie będzie widział żadnych questów.

Przykład reklamy Adquesto

Ile kosztuje taka subskrypcja?

Cenę ustala każdy wydawca z osobna. Adquesto potrąca od niej 30% prowizji, reszta trafia na konto serwisu.

Pod questami jest też informacja o wspieraniu potrzebujących z fundacji Siepomaga. Jak to dokładnie działa?

Tak, to prawda, Adquesto ma też swój aspekt CSR-owy. Doceniają go zarówno wydawcy jak i reklamodawcy. Ale także sami czytelnicy – w końcu miło jest mieć świadomość, że nasza każda poprawna odpowiedź wspiera potrzebujących. A tak właśnie się dzieje – grosz z każdego rozwiązanego questu trafia na cele charytatywne za pośrednictwem fundacji Siepomaga.

Jednym z pierwszych Waszych klientów był Lidl. Trudno się było przebić do decydentów w tej dużej sieci?

Klientów pozyskujemy z trzech źródeł. Albo bezpośrednio – jak wspomnianą sieć handlową – albo przez domy mediowe, które optymalizują budżety swoich klientów. Są więc w naturalny sposób zainteresowane nowościami na rynku reklamowym, takimi jak Adquesto. Trzecim źródłem są ci klienci, którzy sami się do nas odzywają, ponieważ ich marketerzy zauważyli nasze questy reklamowe gdzieś w sieci i wyczuli potencjał nowego formatu. Do tej ostatniej grupy należy jeden z banków, który podszedł do testów bardzo profesjonalnie we współpracy ze swoim domem mediowym. Kampania rusza już niedługo.

Na czym się obecnie koncentrujecie?

Obecnie mamy końcówkę roku, więc skupiamy się głównie na prowadzeniu testów dla nowych reklamodawców. Wielu jest ciekawych nowego formatu, więc pragnie sprawdzić, jakie wyniki są w stanie u nas osiągnąć. Większy ruch zacznie się zimą, wraz z nowymi budżetami rocznymi.

Czy reklamodawcy wracają z kolejnymi kampaniami?

Wystartowaliśmy niespełna dwa miesiące temu, a pierwsi reklamodawcy już wrócili z kolejnymi kampaniami, np. marka odzieżowa Lancerto. Adquesto – z racji swojej konstrukcji – tworzy bardzo mocny ślad pamięciowy. Kto pierwszy zbuduje silne połączenie „konkretna potrzeba = konkretna marka” zdobędzie przewagę, ponieważ jego konkurenci będą musieli włożyć dużo większy wysiłek i zainwestować znacząco większe środki, aby to połączenie przemodelować na swoją korzyść.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Alek

24 listopada 2018 Odpowiedz

Dobry pomysł z perspektywy wydawców i reklamodawców, grzej będzie przekonać czytelników-cebulaków, którzy najchętniej wszystko by blokowali adblokerami. Ale spokojnie i na tych przejdzie czas. Jak większość będzie używało adbloków, to i większość serwisów wprowadzi płatny abonamentu (już się to dzieje) na swoje treści i założę się że większość (jako cebulaki), będzie wolała kliknąć w odpowiedź, zamiast płacić 🙂

ewarysta

26 listopada 2018 Odpowiedz

Ten format reklamowy to zło. To powód, dla którego ludzie instalują adbloki – reklamy są zbyt intruzywne, przeszkadzają, zasłaniają treść. Jaka jest jakość kontaktu użytkownika z takim przekazem reklamowym jeżeli został on do kontaktu i interakcji zmuszony? Statystyki być może się poprawią ale to będzie ściema, jak linkowane białe tapety na portalach, które wymuszają kliki – CTRy może i wzrosną ale wartości dla marki nie będzie z tego żadnej.

meti

26 listopada 2018 Odpowiedz

@ewarysta – to jaki format reklamowy (którego oczywiście nie zblokujesz) będzie dla Ciebie dobrem? Bo chyba nie powiesz, że chciałbyś czytać treści za darmo i nie oglądać/klikać reklam? No chyba, że też chciałbyś pracować i nie dostawać za to żadnego wynagrodzenia:D

ewarysta

27 listopada 2018 Odpowiedz

1. Widzę, że nie udało się rozpoznać płci na podstawie podpisu
2. Ja akurat płacę za wiele treści, które są dla mnie interesujące. Na wielu serwisach też mam wyłączone adbloki i nie cierpię z tego powodu – doceniam pracę twórców i nie mam tam wrażenia, że ktoś mnie reklamami w twarz uderza. Tak się też składa, że pracuję w branży reklamowej. Użytkownicy nie mają obowiązku klikania w reklamy, szczególnie jeżeli ich one nie interesują. To, że w PL 45% korzysta z adbloków (dane za GWI) to jest wina wielkich i intruzywnych reklam, które blokują ludziom dostęp do treści. Reklamy należy tworzyć tak, żeby były dla ludzi interesujące albo przydatne. Opisane wyżej rozwiązanie to „hack”, który markom/reklamodawcom nic nie daje. CTR jako główny KPI to średni pomysł, szczególnie taki CTR.

Krzysztof

27 listopada 2018 Odpowiedz

Rzeczywiście poczułem się zmuszony do odpowiedzi – Co mi nie odpowiadało…

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*