Świat polskich start-upów okiem Michała Sadowskiego

Polski rynek start-upów to mieszanka sukcesów i porażek. Jednak młody, polski biznes z każdym rokiem radzi sobie coraz lepiej. Wiele pomysłów ma szansę przebicia się, bo coraz częściej są to projekty, które stanowią bardziej ewolucję niż rewolucję. Start-upy z Polski często zapominają, że pozyskanie finansowania jest trochę jak kredyt hipoteczny – to przede wszystkim zobowiązanie, gwarancja większej presji i początek jeszcze cięższej pracy.  – mówi Michał Sadowski CEO Brand 24 i youtuber.

Fot. Puls Biznesu/ Tomasz Ras

Grzegorz Marynowicz, Bartłomiej Godziszewski: Jak oceniasz dzisiejszy kondycję polskich start-upów? Czy rodzime projekty mają potencjał?

Michał Sadowski: Oceniam bardzo dobrze. Młodzi przedsiębiorcy zaczynają dziś wcześniej, mają niezbędną determinację i przede wszystkim wiarę w to, że można budować coś wielkiego. Mają bowiem przykłady takie jak CD Projekt, Ten Square Games czy Livechat. Łatwiej więc uwierzyć, że biznes budowany z Polski może zawojować Świat.

Wiele realizacji ma szansę przebicia się, bo coraz częściej są to projekty które stanowią bardziej ewolucję niż rewolucję. Młodzi przedsiębiorcy coraz częściej widzą, że nowy projekt nie musi być absolutną nowością i najlepiej miksem drona, drukarki 3D, wirtualnej rzeczywistości i kryptowaluty. Coraz częściej, „wystarczy” rozwiązać istniejący problem trochę lepiej niż poprzednicy.

Jakie widzisz różnice pomiędzy start-upami z Polski, a z Doliny Krzemowej?

Startupy z Doliny Krzemowej wierzą mocniej w siebie. Celują wyżej. Nie wynika to z arogancji, a raczej z doświadczenia. Łatwiej jest uwierzyć, że mogę zrobić coś gigantycznego w miejscu, w którym mój znajomy chodził do klasy z Markiem Zuckerbergiem, a jeżdżąc do pracy systematycznie mijam dom Elona Muska. Sukces jest bardziej namacalny.

O ile jednak dostęp do kapitału i know-how jest ogromną przewagą Doliny Krzemowej, o tyle ma ona także swoje wady. Przede wszystkim bardzo trudno o utalentowanych ludzi, których pulę wysycają giganci. Czytając zagraniczne serwisy branżowe słyszymy o gigantycznych rundach jakie podniosły tamtejsze start-upy. Myślimy sobie wtedy np. „10 mln dolarów! kosmiczna kasa!”. Nie do końca jednak tak to działa. Faktycznie jest to na nasze realia dużo pieniędzy, ale dla start-upu, który musi zrekrutować ludzi w Dolinie Krzemowej często jest to „rozbiegówka” na 1-2 lata.

Co trzeci start-up w Polsce upada po roku swojej działalności. Co jest najczęstszą przyczyną, że polskie młody firmy bankrutują za nim tak naprawdę rozpoczną swoją działalność?

Częste porażki wynikają naturalnie ze słabej, czy wręcz braku sprzedaży. Wpływa na to kilka czynników. Po pierwsze, założyciele młodych firm rzadko kiedy zdają sobie sprawę z ilości pracy i wysiłku jaki ich czeka. Wyobrażają sobie bycie przedsiębiorcą jako ekscytującą pracę nad swoim produktem, jego start, a potem życie długo i szczęśliwie na egzotycznej wyspie i garażem pełnym sportowych aut. W rzeczywistości, po ekscytującej pracy nad swoim produktem czeka nas harówka. Na początku bardzo manualny kontakt z setkami, tysiącami potencjalnych klientów. W przypadku Brand24, przez kilka miesięcy po starcie przeprowadziłem około 3000 rozmów zachęcających do testów, z których 1000 zgodziło się przetestować, z których 40 kupiło produkt. Młodzi przedsiębiorcy nie są świadomi tych liczb. Często poddają się po 10-tym „nie” jakie usłyszą od potencjalnego klienta. A warto podkreślić, że w przypadku udanego biznesu Brand24, nawet w przypadku jakościowych, personalizowanych rozmów z klientami – słyszałem 74 „nie”, aby usłyszeć jedno „tak”.

Często jest też tak, że młodzi przedsiębiorcy boją się zderzyć swoją wizję produktu z klientami. Odkładają to często miesiącami, a nawet latami. W większości przypadków, nasza wizja tego co klient potrzebuje, a to czego faktycznie potrzebuje to zupełnie różne rzeczy. Dlatego kluczem jest szybkie zderzanie tych wizji i zmiany produktu tak, aby jak najlepiej rozwiązywał problem faktycznych klientów.

Czy dla polskich start-upów samo pozyskanie finansowania, inwestora nie jest zbyt często celem samym w sobie? Czy problemem nie jest brak weryfikacji prototypu, MVP i zainteresowania klientów? 

Zdecydowanie jest to jeden z istotnych problemów. Dyskusje w grupach start-upowych często pokazują, że podniesienie finansowania potrafi być celem samym w sobie. Tu jednak wina jest nie tylko po stronie młodych przedsiębiorców, ale chyba nas wszystkich. Codziennie czytamy o rundzie, którą podniósł ten, czy tamten produkt. Widzimy setki gratulacji na Facebooku pod wpisami founderów ogłaszających rundę. To naturalne, że w radości często zapominają podkreślać, że runda jest trochę jak kredyt hipoteczny – to przede wszystkim zobowiązanie, gwarancja większej presji i początek jeszcze cięższej pracy.

Czy podejście państwa do przedsiębiorców jest dziś w Polsce istotnym problemem? Co należałoby poprawić?

Trudno powiedzieć, bo dużo zależy od segmentu. Niektóre branże są wspierane mocniej, inne mniej. Z naszej skromnej perspektywy, ze strony państwa nie spotkało nas nic poza wsparciem. Dzięki programowi wsparcia polskich start-upów po raz pierwszy odwiedziliśmy USA i uruchomiliśmy wersję globalną. Ten sam program pomógł znaleźć pierwszych klientów za granicą. W tej chwili mamy ich już ponad 2500 ze 110 krajów. Jest naturalnie sporo wyzwań, sporo rzeczy do poprawy. Sporo udogodnień do wdrożenia i niepraktycznych przepisów do przemyślenia. Nie lubię jednak narzekać, bo jednym z hamulców dla młodych przedsiębiorców jest jak wspomniałem wyżej – brak wiary. Kompleksy. Lubimy sobie mówić „Polska…” w odpowiedzi na zasłyszaną negatywną historię. Dlatego tak ważne jest, żeby pokazywać że się da.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Rozmawiał
Bartłomiej Godziszewski
Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Avatar

Michał Sadowski

30 sierpnia 2018 Odpowiedz

Dzięki bardzo za rozmowę! 🙂

Komentarze

Pozostaw odpowiedź Michał Sadowski Anuluj pisanie odpowiedzi

*
*