Niemieckie i francuskie sposoby na kryzys

Dwie wizje walki z kryzysem i różnice zdań w sprawie euroobligacji. Niemcy i Francja pozostały przy swoich zdaniach, co potwierdził unijny szczyt w Brukseli.

Paryż chce wprowadzenia wspólnych obligacji w strefie euro i naciska na działania pobudzające wzrost gospodarczy. Berlin z kolei jest przeciwny euroobligacjom i podtrzymuje stanowisko, że dyscyplina finansowa jest kluczowa w walce z kryzysem. Żadna ze stron nie zamierza ustąpić. Niemiecka kanclerz Angela Merkel odrzuca argumenty, że euroobligacje, pozwalające słabszym finansowo krajom pożyczać pieniądze na niższy procent, przy gwarancjach tych najsilniejszych państw, są niezbędne. Euroobligacje nie przyczynią się do wzrostu gospodarczego – mówiła niemiecka kanclerz. Nierażony tym francuski prezydent Francois Hollande ponawiał odpowiadał – wszystkie propozycje są wciąż na stole. Trudno sobie jednak wyobrazić szybkie porozumienie.

Podobnie jest z dyskusją na temat tego, czy cięcia i dyscyplina finansowa, czy też pobudzanie wzrostu są lepszym sposobem na kryzys. Nie można tego przeciwstawiać – to są dwie strony jednej monety – argumentował przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy. W podobnym tonie wypowiadał się premier Donald Tusk. Nie można poświęcić stabilizacji finansowej, czyli dyscypliny, modelu niemieckiego, na rzecz wzrostu, ale nie można też poświęcić wzrostu dla dyscypliny – podkreślił szef polskiego rządu. Dyskusje na te tematy zapoczątkował francuski prezydent dla którego był to debiut na unijnym szczycie. Choć już zaznaczył swoją obecność – po raz pierwszy przed unijnym szczytem nie odbyły się francusko-niemieckie konsultacje. Francois Hollande w przeciwieństwie do poprzednika nie szukał sojuszników w Niemczech, ale w krajach Południa.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*