Skarbówka może zniszczyć polski e-handel

Kilka dni temu Ministerstwo Finansów pochwaliło się wyjątkowo udanymi żniwami w zakresie „strzyżenia” tzw. „przestępców podatkowych”, u których zabezpieczyło blisko 1 mld złotych. Kto czeka w kolejce do osuszania portfela przez fiskusa? Na wysokie ryzyko zajęcia należności od Urzędu Skarbowego narażeni są również przedsiębiorcy z branży e-commerce. Dlaczego?

Ponieważ aktualna praktyka aparatu kontroli skarbowej za szczególnie interesujące uznaje wszelkie transakcje związane z odzyskiwaniem podatku VAT, transakcje transgraniczne i umowy barterowe. Poza tym możemy spodziewać się kontroli ZUS, który będzie sprawdzał, czy aby przypadkiem nie stosujemy umów o dzieło w miejsce umów o pracę.

Na co warto zwrócić uwagę?

Z gruntu podejrzane są transakcje, którym efektem jest wystąpienie o zwrot podatku VAT. US w ramach obligatoryjnej kontroli sprawdzać będzie, czy dana operacja nie była fikcyjna. W tym celu należy bardzo starannie przygotować wszelkie dowody potwierdzające faktyczną realizację usługi albo zakupu/dostawy towaru. Znam firmę po przejściach, która posuwa się do tego, że robi dokumentację fotograficzną każdej wysłanej za granicę dostawy, a zdjęcia załącza do faktur. Co nam grozi jeśli US nam nie uwierzy – przedłużanie kontroli w nieskończoność pod byle pretekstem, rozlanie się kontroli na wszelkie podmioty, które z nami współpracują, a przede wszystkim zatrzymanie należnego nam podatku VAT na koncie US.

Szczególnie podejrzane są transakcje z podmiotami zagranicznymi i transakcje barterowe (które stanowią istotną część biznesu elektronicznego). Kolejnym istotnym polem ryzyka są umowy o dzieło. Obecne restrykcyjne podejście ZUS stawia pod znakiem zapytania istnienie wielu szkół wyższych, firm szkoleniowych, ochroniarskich czy budowlanych, w których praktyką było zatrudnianie pracowników na umowy o dzieło. W efekcie kontroli ZUS są one często przekwalifikowywane na umowy o pracę, czego skutkiem jest ich „oskładkowanie”. Dla wielu firm oznacza to ustalenie zaległości wobec ZUS na poziomie kilkuset tysięcy a nawet kilku milionów złotych. Co gorsza, nawet upadłość takiej spółki nie załatwia sprawy, ponieważ za te zobowiązania odpowiada osobiście i bez ograniczeń jej zarząd…

Krótko mówiąc wszyscy – bez względu na to jak jesteśmy ostrożni w swojej działalności – możemy znaleźć się na celowniku fiskusa, który tylko szuka pretekstu do dobrania się do naszych pieniędzy, którymi sfinansuje dziurę budżetową. Warto mieć w pamięci jak to się skończyło dla Optimusa czy JTT.

Radosław Tadajewski, prezes Grupy Trinity S.A.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*