Założył firmę i prowadzi błyskotliwy biznes

Na początku w ogóle nie widziałem się w roli sprzedawcy błyskotek – śmieje się Wojtek. – Teraz coraz bardziej mi się to podoba. Głównie dzięki temu, że bardziej zdaję sobie sprawę z tego, czego pragną kobiety i co im sprawia przyjemność. Wojciech Przybysz ma 34 lata, z wykształcenia jest geologiem. Przez siedem lat pracował w toruńskiej Geofizyce. I pracowałby tam pewnie dalej, gdyby nie pewne wydarzenie.- Właściwie wszystko się zaczęło, kiedy złamałem nogę i leżałem przez dłuższy czas w domu – opowiada.

– Znalazłem wtedy informacje o dofinansowaniu dla osób, które chcą otworzyć własną firmę, a ponieważ zawsze chciałem mieć swój biznes, zainteresowało mnie to. Wojtek zaczął wtedy „na poważnie” myśleć o założeniu własnej firmy. Pomysł na konkretny rodzaj działalności zaproponowała mu siostra jego dziewczyny.

– Zmobilizowała mnie do działania mówiąc, że dziewczyny ze Żnina jeżdżą do Bydgoszczy po różne świecidełka i ozdoby – mówi. – Od tego się zaczęło. Pomyśleliśmy, że dobrze by było otworzyć w Żninie taki sklepik, żeby dziewczyny nie musiały już nigdzie jeździć po biżuterię, ale miały ją na miejscu. Pierwszy sklep powstał więc w Żninie i działa tam od lipca. Ponieważ zaczął przynosić zyski, powstał pomysł utworzenia całej sieci podobnych punktów. Drugi sklep z biżuterią otworzono w Toruniu, na ulicy Podmurnej.

– Ten sklep w Toruniu to chyba strzał w dziesiątkę, bo jest to duże miasto, które odwiedza mnóstwo turystów – mówi Wojtek. – Póki co mam te dwa sklepy, ale później chcę otworzyć ich więcej, np. w Pile, bo mam tam rodzinę. W Toruniu pracuję sam, a w Żninie pracuje mama mojej dziewczyny. Generalnie ma to być biznes rodzinny. Pieniądze potrzebne do uruchomienia sklepów pochodziły z własnych oszczędności oraz dofinansowania z CEWIR-u.

– Poszliśmy z tym pomysłem do CEWIR-u, a tam powiedziano nam, że ma to szansę rozwoju – opowiada Wojtek. – Obawy, czy pomysł wypali, oczywiście były, ale kto nie ryzykuje, ten nie ma. Póki co nie mogę narzekać. We wrześniu zwolniłem się z Geofizyki, bo czuję, że tutaj bardziej się realizuję. Wojtek sam wymyślił, jaki będzie wystrój sklepów. Jego ulubione kolory to pomarańczowy i zielony i chce, aby właśnie one kojarzone były z siecią nazwaną U la la. Właśnie, skąd ta nazwa? – Wymyśliła ją moja dziewczyna, kiedy jechaliśmy samochodem – opowiada. – Są to słowa piosenki i trzeba przyznać, że łatwo wpadają w ucho.

Towar, jaki można kupić w sklepach sieci U la la pochodzi w większości z hurtowni i od polskich producentów. W planach jest jednak sprzedaż jak największej ilości biżuterii ręcznie robionej.
– Nie chcę, żeby była to biżuteria jak z targowiska, ale oryginalna, jedyna w swoim rodzaju – mówi. – Ogłaszam się np. w internecie, jeżdżę na targi, bo chcę nawiązać współpracę z ludźmi „z ulicy”, którzy robią coś fajnego. Chodzi mi o to, żeby sprzedawać biżuterię elegancką, oryginalną, ale niedrogą. Jak podkreśla Wojtek sklep nie miał jeszcze żadnej większej akcji reklamowej, ale jak się okazuje, nic nie zastąpi poczty pantoflowej.

– Słyszę często od klientek, że dowiedziały się o moim sklepie od kogoś znajomego i przyszły kupić coś dla siebie – mówi Wojtek. – Panie proszą mnie też o radę przy wyborze np. kolczyków i prawdę mówiąc nigdy nie przypuszczałem, że tak mi się to doradzanie będzie podobać. Wojtek podkreśla, że w jego sklepie nie ma problemów z wymianą, czy naprawą towaru. Wszystko jest robione z myślą o klientach. Planuje też wprowadzić męską biżuterię bo, jak mówi, panowie w tej kwestii mogą czuć się poszkodowani.

Agnieszka Wirkus

Gazeta Pomorska

Komentarze

Avatar

lukasz

14 października 2008 Odpowiedz

dobre swietny pomysł na biznes i ta nazwa hehe 🙂

Avatar

natalia

3 stycznia 2011 Odpowiedz

Znam sklep i uwielbiam tam robić zakupy 🙂

Pańska pomysłowość nie zna granic 🙂

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*