Zainwestowali 100 tys. zł własnych oszczędności. Polacy stworzyli czujnik, z którego korzystają piloci Boeinga

Dotarcie do tego punktu pochłonęło ponad 100 tysięcy złotych. Najcięższy etap, wbrew pozorom, to nie był sam proces projektowania i tworzenia prototypu, a wdrożenie do masowej produkcji, gdzie trzeba było naprawdę się napracować, aby zapewnić i weryfikować jakość oraz poprawność montażu urządzeń. Obecnie wśród naszych klientów mamy np. firmę Boeinga, która ma swoją filię w Gdańsku i korzysta z naszych urządzeń do badania odpowiedzi fizjologicznej szkolonych pilotów – mówi Jakub Domaszewicz, jeden z twórców czujnika Aidlab.

Grzegorz Marynowicz: Kiedy zaczęła się Wasza przygoda z biznesem? Skąd w ogóle decyzja o założeniu start-upu zamiast pracy na etacie?

Jakub Domaszewicz: Tworzyć własny projekt zaczęliśmy jeszcze podczas pracy na etacie. W pewnym momencie chyba u każdego, kto wykonuje zlecenia, pojawia się myśl — skoro robię to dobrze, to czemu nie na własny rachunek? My od razu poszliśmy krok dalej — postanowiliśmy wyjść poza standardowe świadczenie usług i na bazie zdobywanego wiele lat doświadczenia stworzyć coś od podstaw. Firma powstała w marcu ubiegłego roku i od tamtego czasu nawet na moment nie przemknęła nam myśl o powrocie na etat.

Czym jest Aidlab? Jak to działa i dlaczego uznaliście, że jest potrzebne na rynku?

W uproszczeniu — Aidlab jest urządzeniem pozwalającym monitorować co w danej chwili dzieje się z naszym ciałem. Jeśli zmieni się twój rytm serca, wzrośnie temperatura lub podczas snu doświadczysz epizodu bezdechu, dzięki zapisom które robi Aidlab, nie umknie to twojej uwadze. Osiągnęliśmy to przez scalenie czujników temperatury, ruchu, oddechu i elektrod, dzięki którym uzyskujemy zapis EKG. Obecnie używany jest przede wszystkim przez naukowców prowadzących badania nad stresem i odpowiedzią fizjologiczną człowieka, choć zapaleńcy mający świra na punkcie zdrowia lub technologii również znajdują dla niego zastosowania.

Dlaczego akurat taki biznes? Skąd pomysł na start-up? Co jest Waszym produktem?

Zebraliśmy się wszyscy i zaczęliśmy myśleć o innowacji, której brakuje na rynku, nie jest opracowywana przez wielkie korporacje i jednocześnie będzie znakiem przyszłości. Padło na połączenie hardware’u z telemedycyną — stworzyliśmy od podstaw produkt, który nie tylko samodzielnie pełni funkcje kilku dotychczas używanych tradycyjnych sprzętów, ale także usprawnia cały proces przez całkowite pozbycie się kabli, zarówno do pomiaru, jak i przesyłania danych. Naszym produktem nie jest samo urządzenie, ale także stojący za nim system teleinformatyczny, oraz algorytmy pozwalające na automatyczną detekcję nieprawidłowości.

Z tego co widzę to od razu nastawiacie się na rynek globalny?

Tak, od początku uruchomienia sprzedaży znakomita większość urządzeń trafia do Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych.  W Polsce, ze względu na niedofinansowanie badań, ciężko znaleźć ośrodek, który jest w stanie pokryć koszty nowego sprzętu potrzebnego do ich przeprowadzenia. Nie zawodzą jednak niepublicznie finansowane instytucje, takie jak Jeppensen; firma Boeinga, która ma swoją filię w Gdańsku i korzysta z naszych urządzeń do badania odpowiedzi fizjologicznej szkolonych pilotów.

Ile kapitału wymagało stworzenie produktu? Jak wyglądały etapy pracy nad jego finalizacją? Jakie trudności napotykaliście?

Dotarcie do tego punktu pochłonęło ponad 100 tysięcy złotych. Najcięższy etap, wbrew pozorom, to nie był sam proces projektowania i tworzenia prototypu, a wdrożenie do masowej produkcji, gdzie trzeba było naprawdę się napracować, aby zapewnić i weryfikować jakość oraz poprawność montażu urządzeń.

Cały czas finansujecie działalność bez środków z zewnątrz czy może przy tego typu produktach inwestor był potrzebny na starcie?

Wystartowaliśmy jedynie z własnymi środkami, po drodze wygrywając konkursy innowacyjności i zdobywając dodatkowe dotacje. Inwestor potrzebny jest nam, teraz kiedy mamy gotowe urządzenie wymagające walidacji i certyfikacji, co pochłania największą ilość pieniędzy w tego typu projektach.

Czy w momencie startu mieliście doświadczenie w biznesie? Czym się zajmowaliście przed Aidlab?

Owszem, działaliśmy w Insalgo, software house’ie, który prowadziłem. Doświadczenie stamtąd nie przełożyło się bezpośrednio na tworzenie tego projektu, ale na pewno zyskaliśmy cenne umiejętności zarządzania firmą i nawiązywania relacji z klientami.

Czy produkt jest już w sprzedaży? Możecie się pochwalić ilu klientów już kupiło Aidlab?

Produkt oczywiście znajduje się w sprzedaży, współpracujemy w tym momencie z ponad 15 uniwersytetami i ośrodkami badawczymi, które używają Aidlaba.

Sprzedajecie przez dystrybutorów, reklamę na Facebooku, Adwordsa, SEO? Jak docieracie do potencjalnych klientów?

Ze względu na specyfikę naszej grupy odbiorców, reklamy w internecie nie przynoszą spektakularnych rezultatów. Tak naprawdę dalej opracowujemy strategię marketingową, a obecnie zadowalające efekty uzyskujemy przez bezpośredni kontakt z instytucjami i naukowcami zajmującymi się tematyką, która pokrywa się z możliwościami naszego urządzenia.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

W dobie darmowych aplikacji na telefon i produktów typu Fitbit czym przekonujecie klientów?

Nasz target to przede wszystkim naukowcy, którzy potrzebują dokładnych pomiarów, o czym nie może być mowy w przypadku aplikacji czy opasek na rękę. Na dobrą sprawę nie musimy nikogo przekonywać, a jedynie sprawnie przekazać to, czym się zajmujemy. Oczywiście zwykły użytkownik również odczuje korzyść z większej ilości dostępnych pomiarów, które w przeciwieństwie do tych ze zwykłych opasek, nie są zakłamane.

Jaki odsetek przychodów generuje Polska, a jaki zagranica? Jakie kraje dominują?

Z wymienionych wcześniej powodów, jesteśmy właściwie nieobecni na polskim rynku, nieliczne firmy, z którymi lokalnie nawiązaliśmy współpracę i tak należą do kapitału zagranicznego.

Czy moment i przekonanie, że pomysł wypalił i ten biznes ma sens jest już za Wami?  Z każdym kolejnym inwestorem, który się do nas zgłasza i chce powierzyć swoje środki właśnie nam, utwierdzamy się w tym przekonaniu. Wątpliwości co do sensu i rentowności biznesu zostały już dawno rozmyte, jesteśmy na etapie, w którym już na własne oczy widzimy owoce naszej pracy,

Jakie macie rady dla osób myślących o własnym start-upie hardwarowym?

Jest to bardzo ciężki temat, którego nie ma co podejmować bez doświadczonego zespołu, dysponującego wiedzą i umiejętnościami z wielu dziedzin. Poza tym sądzę, że należy zacząć od obiektywnej analizy atrakcyjności rynkowej swojego projektu, inaczej może okazać się, że od samego początku byliśmy skazani na porażkę.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

mnie_tu_nie_ma

21 czerwca 2019 Odpowiedz

Zycze chlopakom wielkiego, globalnego sukcesu! i jeszcze prosba: trzymajcie sie z daleka od panstwowych „pomagaczy” i „specjalistow” od inwestycji w innowacje, ktorzy pogrzebali szanse juz niejednego… (np. Kudelskiego, Karpinskiego, tych od grafenu i wielu, wielu innych…)

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*