Zbudował polski samochód elektryczny do rallycrossu

W mojej ocenie i z mojego doświadczenia wynika, że samochody elektryczne krytykują najbardziej te osoby, które nigdy nimi nie jeździły. Fanami samochodów elektrycznych stają się znowu wtedy, gdy do auta elektrycznego wsiądą po raz pierwszy. Z tego prosty wniosek – to jest choroba, którą trzeba się zarazić – a potem już tylko nie należy się z tego leczyć – mówi Przemysław Rozmysłowicz. Przedsiębiorca i pasjonat elektromobilności najpierw stworzył ultralekki samochód do logistyki, a teraz finalizuje prace nad pierwszym polskim pojazdem elektrycznym do rallycrossu. 

Daniel Śliwka oraz Przemysław Rozmysłowicz, twórcy elektrycznego samochodu do rallycrossu

Grzegorz Marynowicz: Ciągle słyszymy, że samochody elektryczne to przyszłość, ale jednocześnie w Polsce ten rynek rośnie chyba wolniej niż by chcieli jego promotorzy? Jak Pan to ocenia?

Przemysław Rozmysłowicz: Z jednej strony mamy potencjalny system zachęt proponowany przez rząd, z drugiej strony czysto praktyczne korzyści z wprowadzania elektrycznej mobilności do naszego życia. Każdy z nas samodzielnie może ocenić, czy korzyści ze zmiany samochodu na elektryczny są dla niego osiągalne już teraz czy dopiero za parę lat. Mamy czasem skłonności do skupiania naszej energii na wyszukiwaniu argumentów „przeciw”… ale może warto spojrzeć na temat bardziej długofalowo? Elektryczna mobilność staje się elementem naszego życia i musimy się z tym pogodzić. Oczywistym jest, że nie każde narzędzie nadaje się do każdej pracy. Podobnie jest z samochodem elektrycznym – z pewnością nie nadaje się do długich tras i szybkiej jazdy po autostradzie. Ale nie zanieczyszcza środowiska i nie hałasuje stojąc w korku – przez co na pewno nadaje się do jazdy miejskiej, na dojazdy z przedmieść do centrów aglomeracji miejskich. W ten sposób w znaczący sposób może się przyczynić do poprawy warunków życia w mieście. Krytykom pozostawię pod rozwagę pewną uwagę – uprzedzając powtarzające się często komentarze – jeżeli argumentem przeciw korzystaniu z samochodu elektrycznego dla kogoś jest fakt, iż energia pochodzi z węgla i z tego powodu nie będę jeździł elektrycznym samochodem to pozwolę sobie zwrócić uwagę na fakt, że niewielkim wysiłkiem organizacyjnym i finansowym można rozwiązać ten problem inwestując pewne środki w małą elektrownię fotowoltaiczną, która w całości zapewni produkcję energii dla samochodu z którego korzystamy. Wtedy z czystym sumieniem będzie można powiedzieć „jeżdżę całkowicie bez emisyjnie”.

Dlaczego zajął się Pan w ogóle produkcją pojazdów elektrycznych? Miał Pan jakieś know-how, doświadczenie, czy raczej było to poznawanie nowych rejonów, szukanie nowej niszy?

Daniel Śliwka: Napędami elektrycznymi do łodzi i pojazdów zajmowaliśmy się z grupą współpracowników od ponad 10 lat. Stworzyliśmy zaplecze projektowe dla tworzenia specjalistycznej elektroniki dla zarządzania systemami bateryjnymi wykonanymi w technologii baterii litowych, opracowaliśmy modułowe rozwiązania systemów szybkiego ładowania pojazdów elektrycznych, a także systemy telemetryczne dla tego rodzaju urządzeń, dodatkowo mieliśmy w trakcie projektowania sterownik silnika elektrycznego o mocy 500KM. Prywatnie jesteśmy pasjonatami motoryzacji oraz mamy za sobą doświadczenia ze sportem samochodowym, na co dzień sami korzystamy z samochodów elektrycznych. W zeszłym roku, po ponad 15 latach przerwy, znów mogę wychodząc do pracy uśmiechnąć się na widok pięknego, pełnego blizn zebranych na torach wyścigowych i odcinkach specjalnych, wiekowego ale nadal 300 konnego, czteronapędowego samochodu rajdowego. Po kilku startach w imprezach sportowych – trochę zainspirowani propozycją zaprzyjaźnionego kierowcy rallycrossowego – dojrzeliśmy do pomysłu pod roboczym tytułem „robimy elektryczny samochód do rallycrossu” kwitując to refrenem szlagieru „bo jak nie my to kto?”. Krótka analiza tematu – potrzebujemy samochodu na którym możemy zrobić dobry pojazd do sportu, potrzebujemy wsparcia merytorycznego w zakresie nowoczesnych rozwiązań w motorsporcie, potrzebujemy napędu, baterii oraz dobrego sterowania…

Nikt nam nie wierzy, ale prawda jest taka, że samochód klasy WRC załatwiliśmy w jeden dzień – dostaliśmy go do testów od człowieka, który znał nas tylko przez telefon i uwierzył że nam się uda. Dostaliśmy 6 miesięcy na zbudowanie prototypu. Zrobiliśmy go w 6 tygodni – dokładnie tak jak obiecaliśmy. Projekt rallycrossowy nazwaliśmy ELIMEN RACING, tak aby promował inną naszą inicjatywę, o której za chwilę. Historia tego pojazdu pełna jest ciekawych zbiegów okoliczności – okazało się, że Tatą jednego z naszych Klientów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest pierwszy Mistrz Europy Rallycross’u z 1973 roku, Szkot John Taylor. Zafascynowany naszym projektem był na pierwszych testach pojazdu w połowie 2018 roku, został Ambasadorem Marki i czynnie włącza się w rozwój projektu. Wiele wcześniejszych znajomości ze świata motorsportu, mediów motoryzacyjnych oraz innych projektów pozwoliło nam stworzyć w niewiarygodnie krótkim czasie podstawy do tego, aby myśleć o utworzeniu pierwszej na świecie klasy pojazdów elektrycznych w dyscyplinie jaką jest Rallycross. I do tego uda nam się to na 2 lata przed resztą świata – FIA ogłosiła, że start klasy pojazdów elektrycznych w ramach Mistrzostw Świata Rallycross będzie miał miejsce dopiero w 2021 roku.

Niedawno wypuściliście na rynek ultralekki samochód ciężarowy. Proszę opowiedzieć coś o tym pojeździe i jego przewagach nad konkurencyjnymi samochodami?

PR: Prowadziliśmy wcześniej projekt stworzenia małego auta dostawczego do logistyki miejskiej – na potrzeby którego stworzono brand ELIMEN CITY. Jest to ultralekki samochód w całości oparty na strukturze kompozytowej – z założenia przygotowany był do tego, aby produkować go mogły małe zakłady produkujące łodzie i motorówki w technologiach kompozytowych. Proszę pamiętać, że na terenie Polski znajduje się ok 70 % europejskich mocy produkcyjnych w tej gałęzi przemysłu. Daje to więc szansę na to, aby ELIMEN CITY powstawał wykorzystując przemysł, który już mamy – a nie który musielibyśmy olbrzymimi nakładami tworzyć – co zajęłoby wiele lat i pochłonęłoby ogromne środki finansowe. Samochód jest bardzo lekki – waży 600kg. Może przewozić ponad 4,5m3 ładunku o masie max 800 kg. Nie ma więc konkurencji w swojej klasie. Jesteśmy podczas procesu homologacji pojazdu, co nie będzie aż takie trudne, ponieważ pojazd od początku był projektowany jako „czterokołowiec lekki” w kategorii L7E – a więc procedura homologacji jest prostsza niż dla konwencjonalnego pojazdu. Projekt cieszy się ogromnym zainteresowaniem w branżach, których nawet nie braliśmy pod uwagę – hotelarstwie, obsłudze cateringowej eventów, jako food truck, mobilna kawiarnia, w ogrodnictwie…

Teraz czas na samochód elektryczny do rallycrossu. Co to w ogóle za dyscyplina i dlaczego potrzebuje Waszego pojazdu?

DŚ: Rallycross to rodzaj wyścigów samochodowych rozgrywanych na zamkniętym torze (przeważnie o długości do 1 km), o nawierzchni mieszanej asfaltowo-szutrowej. W biegu startuje jednocześnie kilku zawodników. Sport ten cieszy się olbrzymią popularnością w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Miejsca dla widzów zlokalizowane są powyżej toru wyścigowego – co po pierwsze daje gwarancję bezpieczeństwa, a z drugiej strony pozwala obserwować cały wyścig z jednego miejsca – w odróżnieniu od rajdów czy wyścigów F1, gdzie kibic może obserwować jedynie niewielki wycinek trasy i szybko przejeżdżające obok niego kolorowe pojazdy, które ze względu na prędkość trudno nawet dobrze sfotografować.

Jeden wyścig rallycrossowy to od 4 do 6 okrążeń toru, więc czas trwania takiego wyścigu to ok 4-6 minut. Przerwy pomiędzy wyścigami wynoszą pomiędzy 60 a 120 minut. Jest więc to idealne miejsce do wykorzystania wszystkich wad oraz zalet pojazdów elektrycznych. Mamy możliwość wykorzystania olbrzymiej mocy, momentu obrotowego oraz dynamiki jakie gwarantuje napęd elektryczny. Energię zużytą podczas 5 minutowego wyścigu naładujemy ponownie w czasie ok. 30 minut podczas przerwy. Jest więc wszystko co najlepsze – emocje, rywalizacja i wreszcie możliwość, aby samochody elektryczne górowały nad spalinowymi – przyspieszenie od 0 do 100 km na godzinę w wersji samochodu 4×4 to ok 2 sekund, w wersji z napędem na jedną oś (tylną oczywiście, aby było więcej emocji i widowiskowo) to ok 4 sekund.

Start samochodem spalinowym w tego rodzaju imprezie to w ciągu całego sezonu duży koszt. My oferujemy zupełnie inną formułę współpracy dla kierowców. Jeżeli każdy zawodnik musiałby opracować samochód z napędem elektrycznym do sportu ponosiłby olbrzymie koszty, proponujemy więc wynajęcie samochodu wraz z obsługą, częściami zamiennymi, logistyką między imprezami, treningami, specjalistycznym ogumieniem. Całość ryzyka finansowego i technologicznego zbudowania samochodów, zapewnienia serwisu oraz systemu szybkiego ładowania bierzemy na siebie. Kierowca otrzymuje do dyspozycji sprawnie działający zespół specjalistów oraz gotowy do walki na torze samochód.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Projekt jest w tej chwili na etapie prototypu, ale mnie interesuje z jakich etapów składa się projektowanie, a następnie produkcja takiego pojazdu?

PR: Projekt jest na etapie przygotowania konstrukcji do homologacji krajowej jaką wydaje PZM , czyli przedstawiciel międzynarodowej federacji jaką jest FIA. Wszystkie założenia techniczne dla pojazdu zostały przez FIA określone, na bodajże 167 wymogów technicznych niejako „z marszu” spełnialiśmy praktycznie wszystkie. To spowodowało dosyć wysokie notowania naszego zespołu technicznego w oczach ekspertów.

Konstrukcja elektrycznego zespołu napędowego wymusiła sporo zmian konstrukcyjnych w pojeździe – trzeba było opracować od podstaw konstrukcję zawieszenia pojazdu oraz przeniesienie napędu, które wytrzyma oszałamiający moment obrotowy, który od startu wynosi ponad 330Nm… ale na koła, po wyjściu z przekładni moment ten wzrasta dziesięciokrotnie! !ięc na koła musieliśmy przenieść ponad 3000 Nm. Taki moment obrotowy pozwoliłby, aby autobus miejski ruszał z piskiem opon. W przypadku konstrukcji małego osobowego pojazdu wiązało się ze zniszczeniem kilku kolejnych wersji przeniesienia napędu zanim startującemu pojazdowi przestały towarzyszyć sypiące się spod niego elementy półosi i przegubów. Sytuację udało się szybko opanować po decyzji o zastosowaniu elementów przeniesienia napędu znanych w sporcie samochodowym, dostępnych na rynku a dedykowanych do popularnego pojazdu japońskiej marki znanej z rajdów. Od tamtej pory nie udało się uszkodzić ani jednego zespołu napędowego.
Nadwozia do naszych pojazdów są specjalne budowaną konstrukcją, odpowiednio wzmocnioną i opartą o homologowaną klatkę bezpieczeństwa. Całość konstrukcji powstaje w Polsce pod nadzorem naszego Zespołu.

Praca nad takim projektem wiąże się również z pewnymi ryzykami – błąd podwykonawcy na jesieni 2018 zaowocował widowiskowym pożarem naszego prototypu. Cytując specjalistów z branży – „pali się jak każdy inny samochód sportowy tylko dużo wolniej i dużo bezpieczniej”. Wyczynowy samochód spalinowy uznawany jest za pojazd stracony, jeżeli nie uda się go ugasić w ciągu 30 sekund. W przypadku samochodu elektrycznego na opuszczenie auta i wezwanie straży pożarnej było ponad 12 minut. W naszej opinii oraz ekspertów jest więc dużo bezpieczniej niż w przypadku pojazdu spalinowego. W tym miejscu wielkie podziękowania za wsparcie dla Leszka Kuzaja, a najbardziej za te kilka słów, które usłyszałem od niego kiedy bezsilnie patrzyłem się na płonące auto: „Przemo, trzymaj się… wiem że dzisiaj jest ciężko na to patrzeć, ale wytrzymaj, dacie radę”. Dzięki Leszku!

Fot. materiały prasowe

DŚ: Ciekawostką jest to, że profesjonaliści patrzą na temat inaczej od przeciętnego hejtera internetowego, dla którego „zjarał się kolejny elektryk”. Dzięki uporowi i konsekwencji w działaniu zainteresowaliśmy specjalistów z F1H2O – czyli Formuły 1 na wodzie. Dla nich nasz „pożar” był dowodem na to, że potrafimy szukać limitów i przekraczać granice. Kilka dni potem zostaliśmy zaproszeni do rozmów o ciekawym projekcie – elektryfikacji łodzi wyczynowej do F1 przy użyciu opracowanego do rallycrossu napędu i baterii. Podjęliśmy się zbudowania takiej łodzi samodzielnie – jak już wspomniałem wcześniej projekt ELIMEN RACING potrzebował kilku „przypadków”. Jednym z nich jest moja prywatna znajomość z Bartkiem Marszałkiem – jedynym Polakiem walczącym dzielnie w serii F1H2O.

Szczęśliwie się więc złożyło – Bartek był człowiekiem, który 4 lata wcześniej przyglądał się na pomoście w Augustowie testom naszego elektrycznego skutera wodnego. Okazał się jednym z zaledwie 20 ludzi na świecie, który posiada licencję F1 do ścigania się na wodzie i może z nami współtworzyć ten drugi projekt e-sportu. Warunkiem rozwoju tego projektu w strukturach F1H2O było znalezienie zawodnika z licencją, który włączy się w projekt. Załatwiliśmy to jednym telefonem. Bo jak nie my to kto?

Ile trwa taki proces i jakiego kapitału wymaga?

PR: Koszt jednego pojazdu klasy SuperCar w wersji spalinowej to > 400 000 funtów czyli ok. 2 miliony złotych. Duża część kosztów to silnik, części zamienne do silnika oraz skrzynia biegów. W naszym samochodzie elektrycznym nie ma ani jednego ani drugiego.
Koszt zbudowania serii 5 maszyn dla celów utworzenia pierwszej klasy pojazdów elektrycznych w Rallycrossie to projekt na który musieliśmy pozyskać ok 3,5 mln PLN we wstępnej fazie. Możliwość tak znaczącej redukcji kosztów wiązała się z tym, że całość technologii jaką wykorzystujemy w projekcie to nasze autorskie rozwiązania i nie musimy płacić za technologię. Musieliśmy zapłacić za wyczynowe nadwozia, klatki bezpieczeństwa, wyczynowe zawieszenia (4 amortyzatory to koszt > 50 000 PLN netto na auto). Opony zakupiliśmy z kolosalnym rabatem, mamy wspaniałą ekipę serwisową na co dzień związaną ze sportem samochodowym. Budują się dla nas dwie duże naczepy serwisowe TIR. Chcemy być jak najbardziej przygotowani do profesjonalnego ścigania. Będziemy mieli na zawodach ze sobą swoje systemy zasilania gwarantowanego, specjalistyczne części zamienne, opony na każdą pogodę. Staramy się uczyć od najlepszych. Tutaj należą się podziękowania za kilka lekcji od Tomka Kuchara – wielokrotnego Mistrza Polski Rallyccrossu – to Tomek wskazał nam drogę do tego jak profesjonalnie przygotować się do sezonu, wykazał się wiele razy wielką cierpliwością i pomimo natłoku własnych zajęć zawsze znalazł dla nas kilka minut.

To ryzykowna branża i ryzyko niepowodzenia jest większe, czy może to biznes jak każdy inny?

DŚ: Z jednej strony – na motorsporcie zarabiają nieliczni. Z drugiej strony muszą oni płacić za technologię, którą my mamy już opracowaną i mamy po kosztach wytworzenia komponentów. To znacząco ogranicza ryzyka technologiczne i finansowe projektu. Z drugiej strony jako jedyni będziemy mieli przez pewien czas flotę pojazdów wyczynowych z napędem elektrycznym. Mamy ogromną ilość zapytań o możliwość wynajęcia tych aut na eventy, imprezy firmowe, pokazy czy różne imprezy sportowe. W związku z tym, że nasze silniki nie wymagają kosztownych remontów a prąd na pokonanie pięciu okrążeń toru rallycrossowego kosztuje ok 3 PLN widzimy sens biznesowy rozbudowy takiego projektu. W wyścigach rallycrossowych samochody pojadą 7 razy w sezonie. Pozostałe ponad 40 tygodni w roku mogą być wykorzystywane w inny sposób, a wygląda na to, że na chwilę obecną mamy już wstępnie rozplanowane wynajęcie aut na rok do przodu przez średnio co drugi weekend. Z każdym dniem coraz ciekawiej wyglądają finanse ELIMEN RACING. Dokładając do tego możliwości dostarczania napędów do serii wyścigowej w ramach E1H2O.COM dla kilku pierwszych serii wyścigowych, które mamy na horyzoncie – zaryzykowałbym twierdzenie, że nie martwię się teraz o finanse ale o rozbudowę zasobów ludzkich.

Rozumiem, że pojazd, który ma wyjechać na drogę musi spełniać określone standardy, homolgację itp? Jak to wygląda od strony obostrzeń prawnych?

PR: Pojazd, który ma wyjechać na tor wyścigowy często musi spełniać zupełnie inne wymagania niż pojazd dopuszczony do ruchu na drogach publicznych. W przypadku rallycrossu nie obowiązują na torze przepisy kodeksu drogowego. Pojazd musi spełniać wiele wytycznych w zakresie bezpieczeństwa w sporcie (homologowane pasy, homologowany fotel, homologowana klatka bezpieczeństwa, odpowiednie zawieszenia oraz hamulce). W przypadku napędu elektrycznego – wymagania są bardzo wyśrubowane i w praktyce żaden samochód homologowany do ruchu na drodze publicznej nie ma możliwości spełnić wymagań stawianych przed pojazdem do sportu. Całość instalacji elektrycznej, baterii, zabezpieczeń baterii, monitoringu izolacji instalacji wysokiego napięcia – musi być zbudowane od nowa, aby mogło spełniać wymagania techniczne określone obecnie przez FIA dla pojazdów wyczynowych o napędzie elektrycznym.

To wszystko pięknie brzmi tzn. prototyp, plany, ale czy jest już realne zainteresowanie? Są pierwsze zamówienia? Bo rozumiem, że ostatecznie chodzi przecież o pozyskiwanie klientów, generowanie sprzedaży.

DŚ: W chwili obecnej mamy duże zainteresowanie ze strony zarówno klientów na wynajem aut (kierowcy z licencją) jak i ze strony klientów komercyjnych na dostawy kompletnych samochodów do sportu. Na dzień dzisiejszy mamy jako Klientów wśród czynnych kierowców, którzy chcą z nami jeździć wynajmując od nas samochody jak i wśród prywatnych kierowców, którzy zamówili już 4 pojazdy na podstawie testów pojazdu prototypowego. Strumieniem przychodów dla nas są również takie usługi jak wynajem pojazdów na imprezy integracyjne, szkolenia i pokazy. W tej materii również mamy potwierdzone zainteresowanie wielu firm zarówno z branży motoryzacyjnej, energetycznej jak i od profesjonalnych firm eventowych.

Wasz projekt wspiera pierwszy w historii mistrz Europy w rallycrossie. Jak doszło do tej współpracy co ona Wam daje poza standardowym PR-em?

PR: John Taylor – pierwszy Mistrz Europy w Rallycrossie wspomaga nas nie tylko w zakresie PR’owym. Otwiera nam wiele drzwi zarówno w kwestiach wsparcia dla marketingu projektu ale i kontaktów w branży sportów samochodowych. Wielu spośród jego kolegów z torów wyścigowych stworzyło duże firmy produkujące akcesoria do sportów samochodowych. Dzięki wsparciu Johna możliwe było znaczące przyspieszenie wielu działań. John z wielkim zaangażowaniem i wielką ciekawością przygląda się naszym działaniom. Najbliższą okazją do spotkania będzie pierwsza eliminacja Mistrzostw Polski Rallycrossu w której wystartują nasze pojazdy. John Taylor będzie oficjalnym gościem na tej imprezie i oficjalnie jako Ambasador ELIMEN RACING wprowadzi na arenę międzynarodową samochody elektryczne do dyscypliny jaką współtworzył ze swoimi przyjaciółmi na przełomie lat ’60 i ’70.

Obecny rząd ustami premiera sporo mówi o elektromobilności, a jak Pan ocenia działalność państwa w tym zakresie?

DŚ: Pomysłów na rynku jest wiele – dzieje się też trochę ciekawych rzeczy, przynajmniej w temacie planowanych zmian prawnych. Zapewne, kiedy zostanie wprowadzony plan dopłat do zakupów pojazdów elektrycznych będzie to miało znaczący wpływ na zwiększenie dynamiki rozwoju tego tematu. O ile zapisy nowych aktów prawnych nie wprowadzą możliwości do rozwoju takiej patologii jak w przypadku prób wdrożenia w życie zapisów ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, kiedy to zarządzający spółkami komunalnymi zaczęli sprawdzać czy kupienie pojazdu L4E (mikrosamochód ważący 400kg z ograniczeniem prędkości do 45km/h z przyczepką do wywozu śmieci o ładowności 100 kg) spełni wymogi odpowiednich „%” floty zeroemisyjnej śmieciarek o masie 12 ton i możliwościach załadunku 4-6 ton śmieci. Mam nadzieję, że osoby odpowiedzialne za wdrożenie w życie aktów prawnych określających zasady rozwoju elektrycznej mobilności podejdą do tematu równie poważnie jak Ustawodawca, bo temat mikrosamochodów z przyczepkami o ładowności 100kg jako zastępstwo dla wielkogabarytowej śmieciarki pasuje bardziej do komedii Alternetywy 4 niż do rzeczywistości w nowoczesnej Europie.

Czego potrzeba polskiemu rynkowi żeby się szybciej rozwijał? Jakie bariery trzeba zlikwidować, jakie propozycje poprawiłyby sytuację?

PR:  zdaniem po prostu krok po kroku trzeba działać. Nie oglądać się na innych – na sąsiada czy na kolegę w pracy. Jeżeli uważamy, że samochód elektryczny może zaspokoić nasze potrzeby – po prostu działajmy. Jeżeli stać nas na nowy, myślmy o nowym, jeżeli stać nas na używany – o używanym. Warto przyjrzeć się nowym trendom w zakresie finansowania pojazdów – to co mogło być nieopłacalne trzy lata temu teraz może okazać się dużo bardziej interesującą propozycją. Stykamy się z nowinkami technologicznymi w zakresie komputerów, urządzeń mobilnych – zastanówmy się w takim przypadku nad tym, czy na przykład nie jest interesujący dla nas popularna ostatnio idea współdzielenia pojazdów, auto na minuty, auto w abonamencie. Samochód w pewien sposób spełnia nasze potrzeby transportowe – wcale nie musimy go „mieć” żeby nim jeździć. Jeżeli mamy nim jeździć – to chcemy aby był jak najtańszy w eksploatacji. Więc zastanówmy się, czy już nie nadszedł moment kiedy może być już tym najtańszym rozwiązaniem. W mojej ocenie i z mojego doświadczenia wynika, że samochody elektryczne krytykują najbardziej te osoby, które nigdy nimi nie jeździły. Fanami samochodów elektrycznych stają się znowu wtedy, gdy do auta elektrycznego wsiądą po raz pierwszy. Z tego prosty wniosek – to jest choroba, którą trzeba się zarazić – a potem już tylko nie należy się z tego leczyć.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

xxx

14 marca 2019 Odpowiedz

pełen podziw

Avatar

CK

15 marca 2019 Odpowiedz

System zachęt i korzyści? W postaci braku ładowarek skutkujące kompletna niepraktycznoscią czy palowanie się ze wspólnotami o rozdział przyłącza pod ładowarkę.

Komentarze

Pozostaw odpowiedź CK Anuluj pisanie odpowiedzi

*
*