Kolor jako znak towarowy

Znaki towarowe powstały po to, aby producenci mogli przenieść własną renomę z jednego ze swoich produktów na drugi. Producent wybornych i uznanych na rynku ciastek może nie okazać się tak wybitny w produkcji mrożonych batoników, jednak własną renomą – jaką podprogowo konsumenci łączą z danym znakiem towarowym – może klientów skutecznie zachęcić do skoku w nieznane. Ta cecha znaku towarowego, która wyraża się w umożliwieniu budowania „pomostu” między znakiem towarowym a naszym przekonaniem o wysokiej jakości produktu nim oznaczonego, przesądza o wymiernym ekonomicznym znaczeniu znaków towarowych.

Skutkiem ubocznym wykorzystywania opisanej wyżej strategii sprzedażowej jest nasycenie lub nawet przesycenie rynków właściwych znakami towarowymi. W konsekwencji, znaki te posiadają coraz mniejszą zdolność wyróżniania na rynku właściwym. Znaki stają się coraz bardziej podobne do siebie, a konsument ma coraz więcej problemów z rozróżnieniem ich, ponieważ stają się również bardziej skomplikowane. Co więcej, zdarzają się również przypadki upodabniania lub wręcz kradzieży znaków towarowych w celu przejęcia klienteli konkurencyjnego przedsiębiorstwa.

Antidotum na te problemy ma być stosowanie znaków towarowych prostszych w formie, ale jednocześnie również skutecznie oddziałujących na ludzką psychikę. W tym celu przedsiębiorcy zwrócili się w stronę kolorów (barw). Zaczął się więc wyścig zbrojeń o zastrzeganie poszczególnych kolorów (barw) jako znaków towarowych. Kto z nas nie kojarzy dzisiaj soczystej czerwieni z marką Ferrari, czy tzw. lila fioletu (zarejestrowanego przez przedsiębiorstwo pod firmą Kraft Jacobs Suchard ) z czekoladą Milka.
W niniejszym artykule przyjrzymy się najistotniejszym problemom, jakie można spotkać na drodze do zastrzeżenia konkretnego koloru jako naszego znaku towarowego.

Prawne zastosowanie koloru

Rozpocząć należy od definicji znaku towarowego jako takiego. Ustawą, w której znajdziemy taką definicje jest ustawa z dnia 30 czerwca 2000 roku Prawo własności przemysłowej (tekst jedn.: Dz.U. z 2017r. poz. 776; dalej również jako: „Prawo własności przemysłowej” lub „p.w.p.”).

Zgodnie z treścią art. 120 p.w.p. za znak towarowy uznaje się „każde oznaczenie, które można przedstawić w sposób graficzny, jeżeli oznaczenie takie nadaje się do odróżnienia towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa”. W następnym ustępie artykułu 120-go p.w.p. odnajdujemy przykłady znaków towarowych: wyraz, rysunek, ornament, kompozycja kolorystyczna, forma przestrzenna, forma towaru, forma opakowania, melodia, inny sygnał dźwiękowy.

Reasumując istotę znaku towarowego, musi on spełniać łącznie następujące warunki: 1) musi być możliwy do przedstawienia w sposób graficzny (tzw. przesłanka zmysłowej postrzegalności), 2) musi mieć jednolity charakter, 3) musi charakteryzować się samodzielnością, oraz 4) musi mieć tę cechę, że odróżnia towary jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa .
Gdy mowa o zmysłowej postrzegalności, należy przez to rozumieć możliwość „spostrzeżenia” znaku towarowego za pomocą zmysłów. Pamiętajmy jednak, że postrzegać możemy nie tylko za pomocą oczu, ale również za pomocą uszu, nosa, rąk itd. W przypadku kolorów, przesłanka postrzegalności będzie spełniona.

Z kolei przesłanka jednolitości oznacza, że znak towarowy jest „zwarty”, „kompaktowy”, możliwy do rozpoznania jako znak towarowy za pomocą „jednego aktu poznawczego” . Im więcej elementów zawiera w sobie znak towarowy, tym trudniej go zapamiętać, rozpoznać, a przez to i przypisać mu charakter znaku towarowego. Należy przyjąć, że kolor spełnia również tę przesłankę. Problem może pojawić się tam, gdzie mamy do czynienia z kolorami podobnymi czy niemal identycznymi. Problem ten zostanie omówiony później.

Samodzielność znaku towarowego zakłada, że sam znak towarowy jest oznaczeniem produktu, a co za tym idzie nie może być samym produktem. Ujmując to inaczej, znak towarowy rozpoznawalnego proszku (logo, kolor itd.) musi być w umysłach konsumentów jasno oddzielony od samego produktu – tj. proszku właśnie. Mając na uwadze samą naturę koloru, również tę przesłankę należy uznać za spełnioną.

Przejdźmy do ostatniego z warunków, mianowicie do tzw. cechy odróżniającej. Jeżeli znak towarowy nie posiada tej zdolności odróżniającej, to brak mu również tzw. zdolności rejestrowej, co oznacza , że nie może być zarejestrowany. Co za tym idzie, nie będzie mógł korzystać z odpowiedniej ochrony przewidzianej w Prawie własności przemysłowej. Dość dobrze zdefiniował tę przesłankę Naczelny Sąd Administracyjny, wedle którego „wyróżniający charakter znaku (towarowego – przyp. M.M.) polega na wyposażeniu znaku w takie cechy, które w świadomości uczestników obrotu gospodarczego (w – przyp. M.M.) sposób niebudzący wątpliwości wskazują, że towar w ten sposób oznaczony pochodzi od określonego, tego samego przedsiębiorstwa (…)” . Pamiętajmy jednak również o tym, że posługiwanie się – przykładowo – zielenią PANTONE 15-0343 TCX – dla oznaczenia artykułów ogrodniczych, nie tylko nie uzyska ochrony ze względu na fakt, że możemy nie być na rynku obecni przez odpowiednio długi czas, ale również przez to, że zieleń kojarzy się wszystkim z produktami ogrodniczymi. Trudno oczekiwać więc od takiego koloru cech wyróżniających w stosunku do takiej gamy produktów. Z tym samym zjawiskiem mamy do czynienia w przypadku stosowania koloru pomarańczowego i czerwonego do oznaczania towarów/usług używanych w budownictwie. Nawet pierwszy producent sprzętu budowniczego, który obecny jest na polskim rynku przeszło 50 lat i konsekwentnie używa tych samym barw, może mieć duże trudności z rejestracją barwy czerwonej lub pomarańczowej w tym aspekcie. W praktyce przyjęło się bowiem, że sprzęt budowniczy ma właśnie taki kolor „ze swej istoty”. Co innego, gdybyśmy do tego celu chcieli zastosować matową czerń.

Dotychczas kolory pojmowane były raczej jako elementy zdobnicze, które nie służą odróżnianiu, a raczej upiększaniu towarów i usług. Sądy były więc bardzo sceptycznie nastawione do udzielania ochrony kolorom, jako znakom towarowym. Brakowało bowiem solidnych danych potwierdzających, że konsumenci rzeczywiście wiążą dany kolor wyłącznie z danym przedsiębiorstwem. Wyłomy w linii orzeczniczej czynione były stopniowo przez sądy zagraniczne i międzynarodowe, ze szczególną rolą Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (obecnie: Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej).

W ramach przykładu warto zwrócić uwagę na wyrok Trybunału Federalnego RFN z 04.09.2003r., który orzekł, że „Korzystanie z określonego koloru w sposób odpowiadający korzystaniu ze znaku towarowego nie może być jednoznaczne z uznaniem koloru za znak towarowy, nawet wtedy gdy używanie takiego koloru ma na celu oznaczenie (odróżnienie) pochodzenia danego dobra lub usługi”) , przy czym trzeba mieć na uwadze, że „ochrona powinna zostać przyznana zwłaszcza wówczas, gdy istnieją podstawy do stwierdzenia, że duży procent odbiorców uznaje kolor za wskazówkę co do przedsiębiorstwa”. Powyższa sprawa dotyczyła koloru „magenta” (RGB nr: 245,1,129; wszystkim nam zapewne dobrze znanego pod nazwą „T-Mobile magenta”), używanego przez przedsiębiorstwo działające pod firmą „Deutsche Telekom AG”. Trybunał Federalny zauważył, że kolor może w obrocie zmienić swoją funkcję z funkcji zdobniczej, na funkcję „rozpoznawczą” czy gwarancyjną. W praktyce dzieje się tak zazwyczaj w tych przypadkach, gdy dany przedsiębiorca przez niezwykle długi czas posługuje się niezmiennie jednym kolorem dla oznaczenia własnych dóbr lub usług w obrocie (20-30 lat). Możliwość zastrzeżenia koloru bez takiego „stażu” jest możliwa, ale niezwykle rzadka i uzależniona od tego: 1) czy liczba towarów/usług, dla których kolor miałby stać się znakiem towarowym, jest znikoma (tutaj duże znaczenie odgrywa fakt, ile klas towarów zaznaczyliśmy w zgłoszeniu rejestrowym) oraz 2) czy rynek właściwy jest bardzo specyficzny .

Od pewnego już czasu również pośród sądów polskich obserwuje się podobne zapatrywania. Przykładem niech będzie wyrok WSA w Warszawie z dnia 31.10.2006 roku, w którym stwierdził, że „w świetle przepisu art. 120 p.w.p. oraz art. 2 Pierwszej dyrektywy Rady nr 89/104/EWG z dnia 21 grudnia 1988 r. mającej na celu zbliżenie ustawodawstw Państw Członkowskich odnoszących się do znaków towarowych, pojedynczy kolor może teoretycznie nadawać się do odróżniania towarów i usług jednego przedsiębiorstwa od towarów i usług innego (tzw. abstrakcyjna zdolność odróżniająca – przyp. M.M.). Potwierdził to również w swoim orzecznictwie Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich (vide: pkt 41 wyroku ETS z dnia 6 maja 2003 r., sprawa C-104/01, Libertel”, jednak w konkretnej sprawie trzeba tę abstrakcyjną zdolność odróżniającą przeciwstawić interesowi publicznemu, który wyraża się w tym, aby bez dobrze uzasadnionej potrzeby, nie ograniczać sztucznie dostępności do kolorów dla innych przedsiębiorców .

Świeżym przykładem zmagania się TSUE z podobnym problemem jest głośna sprawa Christian Louboutin przeciwko Van Haren Schoenen BV, która dotyczyła stosowania „chińskiej czerwieni” (Pantone nr: 18-1663TP) dla oznaczenia obuwia dla kobiet .
Wtajemniczeni od razu skojarzą, że mowa o „Czerwieni Louboutin”, którą znany francuski projektant mody stosuje na podeszwach swoich butów w celu odróżnienia ich od butów konkurencji. W zgłoszeniu do urzędu patentowego dla krajów Beneluksu, Louboutin opisał swój znak towarowy w następujący sposób: „Znak towarowy utworzono z koloru czerwonego (Pantone 18 1663TP) naniesionego na podeszwę buta zgodnie z przedstawieniem (kontur buta nie stanowi części znaku towarowego, lecz służy wyłącznie uwidocznieniu umiejscowienia znaku towarowego)”.

Rysunek 1 Przedstawienie graficzne załączone do zgłoszenia rejestracyjnego znaku towarowego Louboutin; źródło: TSUE C-163/16

Sprawa Louboutin zawisła przed TSUE z powodu naruszenia chronionego znaku towarowego Lauboutin przez spółkę pod firmą „Van Haren” (Holandia), która w 2012 roku wprowadziła na rynek kobiece obuwie na wysokich obcasach z czerwoną podeszwą. Co istotne, już w tym samym roku sąd miejscowy stwierdził, że „znaczna część konsumentów nabywających dla kobiet obuwie na wysokich obcasach w Beneluksie mogła zidentyfikować obuwie [Christiana Louboutina] jako pochodzące z tej spółki i w konsekwencji odróżnić je od obuwia na wysokich obcasach dla kobiet [pochodzącego] z innych przedsiębiorstw”, w związku z czym w owej dacie – w odniesieniu do tych towarów – sporny znak towarowy był postrzegany jako znak towarowy”. Sąd zauważył również, że kolor czerwony na podeszwie znacznie zwiększa wartość obuwia i ma „ważną rolę przy podejmowaniu decyzji o zakupie tego obuwia”.

Sprawa więc wyglądała następująco – jeżeliby TSUE uznał „Czerwień Louboutin” (kolor) jedynie za kształt, który zwiększa znacznie wartość towaru – tj. zgodnie z art. 3 ust. 1 lit. e) pkt 3) Dyrektywy PE i Rady 2008/95/WE z 22.10.2008 roku mającej na celu zbliżenie ustawodawstw państw członkowskich odnoszących się do znaków towarowych (dalej również jako: „Dyrektywa 2008/95/WE”) – to musiałby unieważnić „Czerwień Louboutin” jako znak towarowy składający się nie tylko z koloru, ale również z kształtu.
TSUE stanął na stanowisku, że wobec braku tzw. definicji legalnych, trzeba odnieść się do słownikowego znaczenia wyrazu „kształt” i zdrowo-rozsądkowo przyznał, że kolor nie może być uznany za kształt.

Co jednak w sytuacji, gdy kolor został naniesiony na konkretną część towaru (jak to ujął TSUE „w szczególnym miejscu na danym towarze”)? Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że dla odpowiedzi na to pytanie, istotne znaczenie ma treść zgłoszenia rejestrowego. Jeżeli bowiem z treści tej wynikało, że ochronę ma zyskać kolor, to niepodobna twierdzić, że Louboutin chciał chronić kształt.

Ujmując to prostymi słowami. Kształt produktu jest niebywale istotny przy interpretowaniu znaczenia koloru. Wynika to z prostego założenia, że kolor jest gdzieś (na czymś) umiejscowiony (przedstawiony). Nie można pomalować „w próżni”, zawsze malujemy „coś” lub „na czymś”. Nie oznacza to jednak, że oznaczenie (znak towarowy), które chcemy zarejestrować i objąć ochroną, składa się również z tego kształtu, czyli również z medium na którym malujemy. Takie rozumienie pozbawione jest logiki i uniemożliwia rejestrowanie kolorów jako znaków towarowych właśnie. Tylko w sytuacji, gdy z treści samego zgłoszenia jasno wynika, że przedsiębiorca chce chronić kształt, moglibyśmy założyć, że kolor i kształt stanowią jedność i zastanawiać się, czy takiego znaku towarowego nie unieważnić na mocy art. 3 ust. 1 lit. e) pkt 3) Dyrektywy 2008/95/WE.

Reasumując – Louboutin zarejestrował jako znak towarowy tylko kolor, a nie kształt podeszwy wraz z kolorem („w opisie tego znaku towarowego wyraźnie wskazano, że kontur buta nie stanowi części wspomnianego znaku towarowego, lecz służy wyłącznie uwidocznieniu umiejscowienia wskazanego w zgłoszeniu czerwonego koloru”), co znaczy, że jego chroniony znak towarowy nie podlega unieważnieniu. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zamknął więc następną „furtkę”, która mogła być wykorzystywana przez nieuczciwych konkurentów do unieważniania znaków towarowych przedsiębiorców, które składały się z koloru (barwy).

Podsumowując

Ilość towarów i usług, jaką mamy obecnie do dyspozycji na sklepowych pułkach jest przytłaczająca. Przedsiębiorcy zdają sobie z tego sprawę i próbują na coraz to nowsze sposoby zwrócić na swoje produkty (usługi) naszą uwagę i zatrzymać ją na dłużej.
Jednocześnie z powodu nasycenia przestrzeni milionami znaków towarowych, przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na korzystanie ze znaków prostszych w formie, ale również skutecznych. Do tego celu służą im przede wszystkim barwy (kolory).

Prawo własności przemysłowej uzależnia zdolność rejestrową znaku towarowego od jego zdolności odróżniającej, tzn. od posiadania przez określone oznaczenie takich cech, które pozwalają konsumentom bez zawahania przypisać dany towar do danego przedsiębiorstwa.
Kolory (barwy) z samej swej istoty mogą mieć zdolność rejestrową, choć bardzo rzadko będą miały tzw. pierwotną zdolność rejestrową. Częściej zdarza się, że zdolność tę zyskają wraz z upływem czasu. Jednocześnie ustawodawstwo krajowe i międzynarodowe sztucznie nakładają na przedsiębiorców dodatkowe warunki, dopiero których spełnienie daje możliwość zarejestrowania danego koloru (barwy) jako znaku towarowego, chroniąc w ten sposób interes publiczny, wyrażający się w prawie dostępu innych uczestników obrotu gospodarczego do dowolnie obranych kolorów. W praktyce to na przedsiębiorcy spoczywa obowiązek uwiarygodnienia twierdzenia, że konsumenci w przeważającej części kojarzą dany kolor właśnie z towarami (usługami) pochodzącymi od przedsiębiorcy żądającego ochrony.

Mając na uwadze dalej istniejące trudności w rejestracji kolorów jako znaków towarowych – z jednej strony – i korzyści płynące ze skutków takiej rejestracji – z drugiej – warto zainwestować w profesjonalnego pełnomocnika, który doradzi, jaki kolor może być w ogóle potencjalnie zarejestrowany, szybko przeprowadzi proces rejestracji i skutecznie będzie dochodził roszczeń na rzecz przedsiębiorcy, w przypadku naruszenia jego monopolu gospodarczego do konkretnej barwy (znaku towarowego).

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Marcin Mroziński
aplikant radcowski
KPRF Law Office

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*