Skompresowane załączniki maili, archiwum ze zdjęciami, pliki z ulubioną rozrywką. Znów trzeba coś spakować lub rozpakować. Przy każdej tej czynności w programie WinRAR pojawia się on – ekran przypominający o wygasłej licencji oprogramowania. Zamykasz, zapominasz i tak do następnego spotkania. Czasem tylko pojawia się refleksja, w jaki sposób przy tym modelu twórca programu może zarabiać?
Niespotykanie cierpliwy człowiek
A zarabia i to naprawdę dobrze. Wróćmy jednak do początku tej historii. Program WinRAR powstał w 1995 roku, choć sam algorytm kompresji miał zostać stworzony już dwa lata wcześniej. Jego twórcą jest Rosjanin, Jewgienij Roszal. Od nazwiska pochodzi także nazwa programu – Windows Roshal Archiver. Roszal ma obecnie 54 lata.
Jak za każdym genialnym odkryciem, także za programem WinRAR stała potrzeba. Tą było zapotrzebowanie na szybszą i wydajniejszą kompresję danych niż oferowana przez format ZIP. Choć nowe rozwiązanie w wielu przypadkach charakteryzowała o połowę lepsza efektywność, trudno było przypuszczać, że finalnie zyska ono tak dużą popularność.
Czy wierzył w to sam Roszal? Analiza zastosowanego przez niego modelu biznesowego pozwala na przypuszczenia, że oprócz niespotykanych pokładów cierpliwości już na starcie cechowała go gigantyczna wiara w swój sukces.
Fenomen próbnej wersji WinRAR
Model ten jest także kolejnym ze znaków rozpoznawczych programu. Mowa o nietypowym rodzaju licencji shareware. Gdy okres próbny, który trwa przez 40 dni od instalacji zakończy się, WinRAR wyświetla komunikat przypominający o konieczności zakupu licencji. Dalsze korzystanie z programu bez dokonania tego nie wiąże się jednak z żadnymi ograniczeniami.

Źródło: WinRAR
I tu właśnie pojawia się moment, w którym część użytkowników myśli o naiwności twórcy, który zmarnował swoją szansę na naprawdę wielkie pieniądze. Jednak nic bardziej mylnego. Choć dane dotyczące przychodów firmy win.rar GmbH nie są jawne, to szacuje się, że ich roczna suma mieści się w przedziale od 20 do 40 mln dolarów. Jak to możliwe?
Genialna strategia
Jest tak między innymi dzięki każdemu z użytkowników WinRARa, niezależnie od tego, czy wykupił licencję po wspomnianych 40 dniach, czy nie. Wszystko za sprawą ogromnej popularności, jaką cieszą się program i sam format .rar. Użytkownicy, oprócz poszczególnych parametrów, doceniają również prostotę użytkowania i przyjazny interfejs. Czy byłoby tak, gdyby korzystanie z rozwiązania wiązało się z opłatą? To już temat na osobną dyskusję.
Ogromna baza korzystających z oprogramowania stworzonego przez Roszala sprawia, że niejako muszą używać go także firmy i korporacje. W ich przypadku obowiązkiem jest również zakup licencji po upływie okresu próbnego. W sytuacji przedsiębiorstwa, w którym liczba użytkowników programu przekracza 100 osób, koszt ten liczony jest już w tysiącach dolarów. A tego typu klientów jest naprawdę sporo.
Z pewnością także część klientów indywidualnych, doceniając elastyczność firmy, w ramach wdzięczności za nią, wykupują licencję. Ci jednak swoją część pracy dla programu wykonali głównie popularyzując to rozwiązanie.
WinRAR lekcją dla każdego przedsiębiorcy
Oczywiście faktem jest też, że ta popularność mogłaby przełożyć się na większe zyski. 20, czy nawet 40 mln dolarów rocznych przychodów to obecnie suma, którą przekracza niemal każda runda finansowania obiecującego startupu. Sam WinRAR przeżył już jednak niejeden z takich projektów. I z pewnością niejeden jeszcze przeżyje.
Należy pamiętać także o tym, że projekt oprócz bieżących aktualizacji bezpieczeństwa nie wymaga także dużych nakładów pracy zespołu deweloperskiego. Marketing, o czym wielokrotnie w tym tekście była mowa, najlepiej wykonali zaś sami użytkownicy.
W czasach wszechobecnych subskrypcji, z historii programu WinRAR, niczym z archiwum, wyłania się więc przesłanie, że by w długim okresie wyciągnąć więcej, warto na początku samemu dać coś za darmo.
Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy :)