Rosnące koszty paliwa, zmniejszenie zysków, czy kłopoty z niezawodnością nowych silników – to wszystko tematy, które poruszono w czasie spotkania Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA). Analizując jego przebieg trudno nie odnieść wrażenia, że branża lotnicza znajduje się w wyjątkowo trudnej sytuacji.
Czy rzeczywiście jest aż tak źle i czy zagrożenie dla jej płynnego funkcjonowania jest realne?
Branża lotnicza zyskuje, ale mniej
W ostatnim czasie zyski branży znacząco zmalały. Od początku wojny, którą Izrael i USA prowadzą z Iranem, w niektórych obszarach koszty paliwa wzrosły ponad dwukrotnie. To oczywiście skutek zamknięcia Cieśniny Ormuz.
Zgodnie z danymi IATA, światowe linie lotnicze na całym świecie muszą pokryć wzrost kosztów paliwa kwotą 100 mld dolarów. To w połączeniu z częściowym zamknięciem przestrzeni powietrznej może zmniejszyć ich tegoroczne zyski o połowę. Będzie tak nawet pomimo podwyższenia cen biletów lotniczych. Te nie są w stanie pokryć całości kosztów.
Mimo to branża wciąż zarabia. Jej prognozowany zysk netto za 2026 rok ma wynieść 23 mld dolarów wobec 45 mld dolarów rok wcześniej.
Na ratunek popyt
Tym, co sprawia, że branża lotnicza radzi sobie dobrze jest stabilny popyt. Przedstawiciele linii Etihad Airway poinformowali CNBC, że obecnie liczba sprzedawanych biletów utrzymuje się na podobnym poziomie co przed rokiem, pomimo spadków na początku konfliktu.
Prezes United Airlines potwierdził, że 20-procentowy wzrost cen biletów nie zatrzymał zainteresowania podróżnych. Scott Kirby przewiduje jednak, że to nie koniec podwyżek cen. Ich dalszy wzrost może sprawić, że wsparcie ze strony pasażerów się wyczerpie.
Producenci samolotów zacierają ręce
Kryzysu nie odczuwają także producenci samolotów. Ich przedstawiciele nie obawiają się spadku zainteresowania linii lotniczych w związku z dalszymi podwyżkami cen paliwa. Zachowanie przedstawicieli branży wskazuje raczej na FOMO na rynku sprzedaży.
Antonoaldo Neves, dyrektor generalny grupy Etihad Aviation Group, w rozmowie z CNBC przyznał, że planuje zakup powyżej 10 maszyn, by uzupełnić swoją flotę. Linie lotnicze zazwyczaj o rozbudowie decydują z wieloletnim wyprzedzeniem. Plany poszczególnych linii również nie zwiastują więc kryzysu w branży.
Nowe rozwiązania i pozorne oszczędności
Kwestią, która podczas spotkania w Rio De Janeiro wybrzmiała wyjątkowo głośno, było niezadowolenie prezesów linii lotniczych z charakterystyki nowoczesnych silników. Te według producentów cechować mają się niższym zużyciem paliwa. Przedstawiciele branży zwracają uwagę, że w ślad za pozornymi oszczędnościami idzie koniecznosć częstszego serwisowania urządzeń.
„Gdy przekraczamy granice możliwości, czasami dzieje się to kosztem niezawodności. Wszyscy widzimy, że te silniki muszą przechodzić nieplanowane przeglądy znacznie częściej niż poprzednie generacje silników” – powiedział Alexis von Hoensbroech, dyrektor generalny kanadyjskiej linii lotniczej WestJet w wywiadzie dla CNBC.
Czy to problem, który miałby zatrzymać rynek lotniczy? Mocno wątpliwe.
Z dużej chmury mały deszcz?
Czy rzeczywiście jest więc źle? Linie lotnicze same potwierdzają, że w dalszym ciągu osiągają zyski. Negatywny przekaz ze spotkania branży może dawać do myślenia.
Nie sposób nie odnieść wrażenia, że jej przedstawiciele szykują grunt pod kryzys, który może dopiero nadejść. Sposobem na zniwelowanie jego skutków z pewnością będzie więc przerzucenie rosnących kosztów na pasażerów. Jeśli jednak linie lotnicze „zduszą” w ten sposób wciąż zadowalający popyt, będą miały prawdziwy problem. I to wywołany niejako przez siebie samych.
Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy :)