206 to liczba firm, których upadłość w pierwszych sześciu miesiącach tego roku ogłosiły sądy. Rok wcześniej takich podmiotów było 207. Eksperci wskazują jednak, że te dane zaciemniają obraz dotyczący sytuacji finansowej przedsiębiorstw w Polsce. Obecnie część właścicieli jednoosobowych działalności gospodarczych zamiast upadłości firmowej wybiera bowiem upadłość konsumencką. Ta nie jest odnotowywana w powyższej statystyce.
Inny obraz ukazują także dane KRD. Zgodnie z nimi zadłużenie tegorocznych bankrutów to 44 mln zł. Oznacza to wartość o 40 proc. wyższą niż rok wcześniej.
Upadłość nie jest początkiem problemów
Statystyki pokazują, że kłopoty finansowe wielu firm były widoczne dużo wcześniej niż w fazie ich upadłości. W przypadku przedsiębiorstw, które ogłosiły bankructwo, 17 proc. figurowało w KRD już trzy lata wcześniej, 25 proc. dwa lata wcześniej, a 37 proc. rok przed tym procesem. To ważny sygnał – kłopoty z płatnościami nie pojawiają się nagle, a część sygnałów można zauważyć z dużym wyprzedzeniem.
„Moment ogłoszenia restrukturyzacji lub upadłości jest zwykle finałem problemu, a nie jego początkiem. Nasze najnowsze badanie „Typowy dłużnik” pokazuje, że 85 procent przedsiębiorców traktuje już pierwsze opóźnienia w płatnościach jako zapowiedź dalszych kłopotów. Mimo to wielu nadal liczy, że kontrahent sam ureguluje zaległości. Każdy kolejny miesiąc zwłoki zmniejsza szansę na porozumienie się, zabezpieczenie należności i odzyskanie pieniędzy. Dlatego przedsiębiorcy powinni reagować po pierwszych powtarzających się opóźnieniach: zadzwonić i ustalić przyczynę zaległości. Następnie konsekwentnie realizować dalsze kroki, czyli wysłać oficjalne wezwanie do zapłaty, uprzedzić, że sprawa zostanie skierowana do windykacji i w przypadku, gdy pieniądze nie wpłyną na konto, zrobić to” – zaleca Jakub Kostecki, wiceprezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy :)