Unia Europejska wprowadziła kolejny krok w walce z azjatycką konkurencją. Jak to często w jej przypadku bywa, działanie koncentruje się na utrudnieniu prowadzenia tego typu działalności. Unijni prawodawcy po raz kolejny nie skupili się jednak na krokaach, które mogłyby wzmocnić konkurencyjność europejskich podmiotów branży e-commerce. Wygląda na to, że ta strategia po raz kolejny nie przyniesie pożądanego skutku. Choć nie wszystko jest jeszcze stracone.
Chodzi o dodatkową opłatę celną, która od 1 lipca obejmuje niskowartościowe przesyłki spoza Unii Europejskiej. Choć początkowo wydaje się, że ograniczyła ona napływ zamówień z popularnych azjatyckich portali, to eksperci przekonują, że przesyłki z Chin trafią do odbiorców w nieco inny sposób. Co najważniejsze, odbędzie się to bez ponoszenia wspomnianego dodatkowego kosztu.
Przykład rumuński
Pierwsze reakcje rynkowe rzeczywiście ukazują ilościowy spadek wspomnianych przesyłek. Mateusz Pycia, prezes firmy Globkurier, która wspiera firmy w organizacji krajowych i międzynarodowych dostaw, przekonuje, że to jedynie chwilowa tendencja. Tego typu sytuacja miała już bowiem w przeszłości miejsce w jednym z europejskich krajów.
„Opłata 3 euro w krótkim terminie może ograniczyć liczbę paczek wysyłanych bezpośrednio z krajów trzecich do europejskich konsumentów. Podobny trend widać było choćby w Rumunii, która już wcześniej wprowadziła własną, choć działającą na podobnych zasadach opłatę w wysokości około 5 euro. Wolumeny importu przesyłek niskowartościowych początkowo zmniejszyły się nawet o 60-70 proc., jednak z czasem, gdy konsumenci i platformy dostosowały się do nowych kosztów, ponownie wzrosły” – przekonuje ekspert.
Zbiorcze przesyłki z Chin
Na czym miałoby polegać to dostosowanie się? Prawdopodobnie na szerszą skalę zostanie wprowadzony model, który już przed 1 lipca często funkcjonował na azjatyckich platformach sprzedażowych. Chodzi o zbiorczy import większej partii towaru, jego magazynowanie na terenie Unii Europejskiej i dostawę do klienta bezpośrednio z lokalnego rynku. Tego typu praktyka z pewnością zyska na skutek utraty części przewagi kosztowej przy bezpośredniej wysyłce z Azji.
Szansa dla lokalnych firm
Czy nowa opłata celna nie odniesie więc pożądanego skutku? Okazuje się, że w praktyce może ona jednak zwiększyć szansę rozwoju dla europejskich firm. Prawdopodobnie nie stanie się to jednak w sposób, jakiego oczekiwali tworzący nowe unijne prawo.
„Towary, które dotąd trafiały do konsumentów bezpośrednio z Chin, coraz częściej będą najpierw sprowadzane do magazynów w Unii Europejskiej, a dopiero później doręczane klientom. To oznacza szansę dla europejskich operatorów logistycznych, firm obsługujących magazyny, sprzedawców internetowych i podmiotów wspierających odprawy celne by odgrywać większą rolę w całym łańcuchu” – uważa Mateusz Pycia, prezes firmy Globkurier.
Z nową rzeczywistością mogą nie poradzić sobie jednak również mniejsi azjatyccy sprzedawcy. O ile masowy eksport towarów na teren UE nie będzie przeszkodą dla mających tam swoje magazyny gigantów, takich jak Temu, Shein, czy Aliexprees, o tyle mniejsi gracze z pewnością nie dostosują się do tych zmian w tym samym tempie. Dla polskich i europejskich firm sektora MŚP otwiera się więc możliwość przejęcia części rynku. Kluczową rolę w realizacji tej opcji odgrywa jednak czas.
„Także polskie firmy mogą skorzystać na przesunięciu części wolumenu do Europy, ale muszą szybko uporządkować procesy, które przy sprzedaży transgranicznej decydują o marży i czasie dostawy. Kluczowe są odprawy celne, integracja sklepu z logistyką, obsługa wielu przewoźników i kontrola kosztów doręczenia. Trzeba zaznaczyć, że okienko by wzmocnić swoją pozycję na rynku nie będzie długie. Z pewnością warto podjąć rękawice, gdyż inaczej także ten etap rynku przejmą najwięksi gracze” – podsumowuje Mateusz Pycia.
Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy :)