Zdjęcie: VStock_A/Shutterstock
Stablecoiny to instrumenty, które umożliwiają transfer wartości w sieciach blockchain przy zachowaniu powiązania z tradycyjną walutą, najczęściej dolarem. Do tej pory rozwiązanie to było znane przede wszystkim w sektorze cyfrowych aktywów finansowych. Najnowsze branżowe doniesienia świadczą jednak o tym, że wkrótce ta sytuacja może się zmienić. Tego typu rozwiązania wkrótce mogą wejść szerzej także do świata tradycyjnych finansów.
Globalne instytucje a własne stablecoiny
Jak donoszą media, grupa globalnych firm jeszcze w tym roku może powołać spółkę, która opracuje własne rozwiązanie oparte na stablecoinie powiązanym z dolarem. Inicjatywa rozwija się na tyle szybko, że nowy instrument może zostać zacząć stosowany już w pierwszej połowie 2027 roku.
Jeszcze w październiku 2025 r. projekt tworzyło 10 banków. Dziś za inicjatywą stoi już 21 instytucji finansowych. Wśród nich, obok Goldman Sachs, Bank of America, Citi i Deutsche Bank, znajdują się m.in. Wells Fargo, Santander, UBS, BBVA i MUFG Bank. Zdaniem ekspertów to sygnał wyraźnej zmiany.
„Najważniejsza zmiana nie polega na tym, że stablecoiny rosną. Zmienia się to, kto chce je emitować. Jeżeli do jednego projektu wchodzą Goldman Sachs, Bank of America, Citi czy Deutsche Bank, trudno nadal traktować stablecoiny jako eksperyment stojący obok tradycyjnych finansów. Banki zaczynają budować własną odpowiedź na rynek, który do tej pory rozwijał się przede wszystkim poza nimi” – mówi Jakub Żak, ekspert rynku aktywów cyfrowych i założyciel Hyllet.
Tego typu pogląd potwierdzają także deklaracje wyżej wspomnianej grupy. Ta chce docelowo rozwijać także stablecoiny denominowane w innych walutach państw G7. Jednym z priorytetów w tym kontekście ma być euro.
„Banki mają dziś niemal wszystko, czego potrzebują, żeby bardzo szybko wejść na ten rynek: klientów, kapitał, procedury AML i KYC, zarządzanie ryzykiem, relacje z regulatorami i istniejącą infrastrukturę finansową. Co więcej, MiCA daje instytucjom kredytowym możliwość wejścia w usługi krypto w ramach ścieżki notyfikacyjnej, bez konieczności przechodzenia standardowej ścieżki autoryzacji CASP. To ogromna przewaga nad firmami, które cały regulowany biznes muszą dopiero zbudować. Dlatego nie zdziwi mnie, jeśli w perspektywie kilku lat banki przejmą 20–30 proc. regulowanego rynku usług krypto w UE” – ocenia ekspert.
Europa nie chce zostać w tyle
Ożywienie w temacie stablecoinów widać także na rynku europejskim. Jednym z jego przykładów jest konsorcjum Qivalis. Projekt, który skupia obecnie 37 instytucji finansowych z 15 krajów, przygotowuje regulowany stablecoin denominowany w euro. Równolegle własne rozwiązania rozwija Eurosystem.
Już w tym miesiącu wystartować pilotaż Pontes. To rozwiązanie, które umożliwia rozliczanie transakcji opartych na technologii DLT w pieniądzu banku centralnego poprzez połączenie platform DLT z istniejącymi usługami TARGET. Widać więc, że stablecoiny mogą być nie tylko domeną podmiotów prywatnych.
W 2024 r. Eurosystem prowadził prace eksperymentalne obejmujące ponad 50 prób i eksperymentów z udziałem 64 uczestników. Transakcje przeprowadzone w ich ramach miały wartość około 1,6 mld euro i obejmowały dziewięć jurysdykcji. Doświadczenia z tych prac stały się podstawą dalszego rozwoju infrastruktury dla tokenizowanych rynków finansowych.
„Nie widzę tu prostego scenariusza, w którym stablecoiny zastępują banki albo bank centralny. Bardziej prawdopodobne jest powstanie kilku współistniejących warstw cyfrowego pieniądza: pieniądza banku centralnego, tokenizowanych depozytów i regulowanych stablecoinów. Wygrają rozwiązania, które będą dla użytkownika najprostsze i jednocześnie dadzą biznesowi szybkość, bezpieczeństwo oraz przewidywalność regulacyjną” – podsumowuje Jakub Żak.
Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy :)