Zdjęcie: Andrei_R/Shutterstock
8 lipca 2026 roku Państwowa Inspekcja Pracy zyskała nowe uprawnienia. Te dają jej możliwość wydawania poleceń, a ostatecznie decyzji administracyjnych, nakazujących z urzędu przekształcenie umowy cywilnoprawnej w etat. Co ważne, lipcowe zmiany nie wprowadziły zmian prawnych w samej definicji stosunku pracy. Ten nadal jest wyznaczany przez art. 22 Kodeksu pracy. Reforma PIP i nowe uprawnienia organu okazały się jednak wystarczającym argumentem, który skłonił firmy do podjęcia konkretnych działań.
Zmiany w uprawnieniach Państwowej Inspekcji Pracy
Należy zauważyć, że wraz ze zmianami, transformacji uległy narzędzia weryfikacji i skala ryzyka, jakie ponoszą przedsiębiorcy omijający przepisy. Oprócz prawa do wydania decyzji o istnieniu stosunku pracy, inspekcja zyskała bowiem szerszy dostęp do danych systemowych, nowe narzędzia analityczne oraz uprawnienie do przeprowadzania wielu czynności kontrolnych w trybie zdalnym.
Zaostrzeniu uległy również możliwe sankcje za naruszenia praw pracowniczych. Maksymalny pułap grzywny grozącej pracodawcy to obecnie aż 60 tys. zł.
„Zmiana, która weszła w życie 8 lipca 2026 r., nie polega na wprowadzeniu nowych kryteriów rozróżniania umowy o pracę od umowy cywilnoprawnej. Zasadniczo zmieniło się natomiast ryzyko związane z niewłaściwym doborem formy zatrudnienia oraz skuteczność działania Państwowej Inspekcji Pracy. Dla przedsiębiorców oznacza to przede wszystkim konieczność zwracania większej uwagi nie na samą treść umowy, ale na rzeczywisty sposób organizacji pracy. Dobrze skonstruowana umowa zlecenia nie zabezpieczy firmy, jeżeli w praktyce zleceniobiorca pracuje stale w określonych godzinach, w miejscu wskazanym przez firmę, pod bieżącym kierownictwem przełożonego i bez realnej swobody co do sposobu wykonywania powierzonych mu czynności” – tłumaczy Artur Kornatowski, dyrektor działu prawnego i administracyjnego w Smart Solutions HR.
Reforma PIP – reakcja rynku
Choć w związku z nowymi uprawnieniami, rynek pracy spodziewał się dużej ilości decyzji nakazujących zmiany umów pomiędzy pracodawcą a pracownikami, obecne dane nie wskazują na taki trend. Co więcej, wynika z nich, że do 18 sierpnia nie wszczęto jeszcze postępowań zakończonych wydaniem ostatecznej decyzji administracyjnej. Nie oznacza to jednak, że do zmian w umowach już nie doszło.
Przeciwnie, te często są inicjowane przez samych pracodawców. Do tej pory inspektorzy odnotowali aż 201 przypadków, w których firmy samodzielnie zmieniły umowy na etatowe jeszcze zanim organy zakończyły szczegółowe ustalenia kontrolne.
Pozytywny trend
Tego typu reakcja ma swoje proste uzasadnienie. Jest nim, wprowadzony wraz ze zmianą przepisów, 12-miesięczny okres abolicyjny. Oznacza on, że przedsiębiorcy, którzy z własnej inicjatywy przekwalifikują nieprawidłowe umowy do 8 lipca 2027 r., unikną sankcji finansowych. To zachęca firmy do natychmiastowego audytu, czyniąc ryzyko prawnie nieopłacalnym.
„Firmy zaczynają więc zmieniać swoje podejście. Coraz częściej nie ograniczają audytu do sprawdzenia samych umów, lecz analizują cały proces wykonywania zadań: instrukcje dla kierowników i brygadzistów, sposób planowania obecności, system raportowania godzin, zasady zastępstw, sposób wydawania poleceń, komunikację ze zleceniobiorcami oraz podział kompetencji pomiędzy agencją i pracodawcą użytkownikiem. I właśnie to jest, moim zdaniem, najważniejsza konsekwencja reformy” – uważa Artur Kornatowski.
Jak widać, przedsiębiorstwa robią wiele, by przed końcem okresu abolicji dostosować swoje praktyki do nowych reguł. Kolejny większy moment na wyciągnięcie wniosków z reformy PIP nastąpi więc za niecały rok. Wtedy także liczba kontroli może ulec kolejnemu, znaczącemu zwiększeniu.
Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy :)