Od ministra rolnictwa po owocowy biznes. Niezwykła historia „Malinowego Ogrodu”

Zmiana prawa często nie kojarzy się zbyt dobrze. Jednak nie dla Teresy Ambroziak, bowiem to właśnie dzięki temu zdecydowała się założyć własny biznes, wykorzystując do tego pasję. – Uważam, że dalej będę kroczyć tą drogą, kocham ludzi, kocham to co robię i sprawia mi to wielką przyjemność – mówi Teresa Ambroziak, założycielka „Malinowego Ogrodu”.

Teresa Ambroziak, założycielka „Malinowego Ogrodu”; Fot. Materiały prasowe

Do powstania tego biznesu przyczynił się Minister Rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, a właściwie jego podpis pod ustawą o handlu detalicznym. – Pomysł stworzenia „Malinowego Ogrodu” zrodził się cztery lata temu i była to decyzja spontaniczna. Obecny Minister Rolnictwa podpisał ustawę o Handlu detalicznym i to była alternatywa na niskie ceny owoców. Świeże owoce oddawaliśmy do chłodni i zysk nie był adekwatny do pracy i wkładu, natomiast końcowy produkt sprzedany konsumentowi pozwalał już osiągnąć godne gratyfikacje za nasz trud – mówi Teresa Ambroziak, twórczyni „Malinowego Ogrodu”.

Babcine przepisy

Pierwsze miesiące prowadzonego biznesu okazały się sporym wyzwaniem. Największym problemem nowej firmy było przebicie się z własnym produktem. – Prowadziłam kampanie reklamową wszędzie gdzie się zatrzymałam: w urzędach, na stacji paliw, w poczekalni u lekarza, na każdym spotkaniu towarzyskim, ale nigdy nie wątpiłam, że świat usłyszy o Malinowym Ogrodzie, a po nasze produkty będzie kolejka – wyjaśnia Teresa Ambroziak.

W rozruszaniu biznesu niewątpliwie pomogła „Malinowa Rozkosz”, czyli pierwszy syrop pochodzący z przepisu babci Teresy Ambroziak. Zresztą to nie był jedyny raz, kiedy zdecydowała się wykorzystać znane receptury członków swojej rodziny, jednak nie tylko. – Odwiedzam także gospodarstwa agroturystyczne w kraju i za granicą – mówi twórczyni „Malinowego Ogrodu”. Choć to nie był jedyny problem, z którym się zmagała. – Pierwszy rok wejścia w przetwórstwo był bardzo trudny, należało wdrożyć przepisy dotyczące handlu detalicznego, ale trudniejsze było wypromowanie marki i produktów. Dzisiaj już nie jest to dla mnie takim problemem, ponieważ produkt sam się broni, a na początku należało skłonić klienta, aby zaufał i wybrał właśnie nasz. Warto pokreślić, że jestem rolnikiem z tradycją, nie pochodzę ze wsi, ale los sprytnie wyznaczył mi drogi, które zaprowadziły mnie tu gdzie jestem. Mała wioseczka Lekowo a tak wiele mogłam tam zrealizować, kto by pomyślał? To moje miejsce, tu się realizuje, to moja pasja – dodaje. – dodaje.

Fot. Malinowy Ogórd

Rosnące zainteresowanie

W ostatnim czasie widać coraz większe zainteresowanie lokalnymi produktami. Zauważyła to także producentka przetworów. – Ostatnio obserwuję wyraźny trend powrotu do produktów tradycyjnych. Konsumenci bardziej świadomie dokonują wyboru przy zakupie żywności. Szukają smaków z dzieciństwa bez dodatków spożywczych, w postaci konserwantów, polepszaczy smaków, barwników. Wciąż grono naszych klientów rozrasta się błyskawicznie. Zadowoleni klienci powracają i przyprowadzają swoich znajomych i rodziny. Odwieczną prawdą jest, że poczta pantoflowa to najlepsza reklama. Klienci wymieniają się informacjami w social media  i tak nasze produkty zyskują kolejnych klientów.

Jak się okazuje na przeszkodzi w drodze do sukcesu nie stoją także duzi gracze na rynku. – Podobny asortyment z naszej oferty gości masowo na półkach sklepowych, jest dzisiaj wielu producentów i konkurencja jest silna. Ale prawda jest też taka, że klienci dzisiaj są coraz bardziej wymagający, świadomi i oprócz zaspokojenia głodu chcą również czerpać inne korzyści z jedzenia. Dzisiaj musi być smaczne, zdrowe, najmniej przetworzone i bez zbędnych dodatków. W moim przetwórstwie za marką stoi twarz, ludzie mogą zadzwonić, zapytać, przyjechać, zobaczyć. Zaprzyjaźniają się z nami. Robię krótkie serie i klienci czekają na nowości – mówi Teresa Ambroziak.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*