Polak znalazł tani lot do Irlandii i tam rozkręcił własny biznes

Na pewno w Irlandii lżej niż w Polsce, bo urzędnik nie stoi nad nami z batem i nie zagląda nam ciągle w kieszeń. Tu jest prosta zasada – nie zarabiasz to nie płacisz podatków. I to jest duży plus. Wydawałoby się, że Irlandia jest bardzo przychylna przedsiębiorcom z powodu niskich podatków i nikłej biurokracji. Jednak człowiek nagle odkrywa, że biurokracja jest tak rozbudowana, że ostatecznie nikt nic nie wie i człowiek nagle sam głupieje przy załatwianiu prostych spraw– mówi Marcin Łazowski, który pewnego dnia porzucił pracę w Polsce za 1300 zł netto, by wyjechać do Irlandii i tam rozkręcić własny biznes. 


Grzegorz Marynowicz: Od kiedy mieszkasz w Irlandii  i jak to się stało, że wyjechałaś z Polski? 

Marcin Łazowski: W styczniu 2007 roku zadzwonił do mnie kolega i powiedział, że znalazł tanie loty do Irlandii i wylot jest za tydzień. Pracując wtedy w Szczecinie jako konserwator zabytków architektury za 1300zl/mc stwierdziłem, że nic tu po mnie. Spędzając całe dnie na rusztowaniu i robiąc naprawdę dobrą robotę jak wchodząc na kompletnie zrujnowany zabytek, a zostawiając go po paru miesiącach jako renesansową perełką dostać taką wypłatę było dla mnie poniżające. Wyjechaliśmy z kolegą bez planu, bez pieniędzy, bez języka, bez pracy i bez domu. 

Dlaczego zdecydowałaś się na założenie firmy w Irlandii zamiast pracy na etacie? 

Założenie własnego biznesu było moją ambicją już od lat młodzieńczych. Życie rzuciło mnie na Zieloną Wyspę, więc tutaj skupiłem się na moich biznesowych planach. Głównym motywatorem było dla mnie to, że zdałem sobie w końcu sprawę, że Polacy tutaj są niczym innym jak tanią siłą roboczą, która ma siedzieć cicho, cieszyć się z minimalnych płac, wynajmować mieszkania u Irlandczyków i spłacać w ten sposób ich kredyty. Przez wiele lat tak pracowałem jak większość Polaków tutaj. Przez wiele lat byłem ochroniarzem najpierw na obiektach transportu publicznego jak dworce kolejowe, port, zajezdnie autobusowe, a potem w zwykłych sklepach. Dublin to miasto, w którym miałem wiele problemów z ludźmi. Zdarzały się akty przemocy i wiele gróźb pod moim adresem. Mój irlandzki sen szybko się skończył. Nadszedł czas wziąć się za siebie.

Jaki biznes prowadzisz na Zielonej Wyspie?

Jestem chyba idealnym przykładem tego, że można robić, to co się lubi i jeszcze z tego żyć. Od zawsze pasjonuję się podróżami. Sam odbyłem ich dość sporo w różne dziwne części Świata. Lubię zwiedzać, odkrywać, jeździć, czemu by tego nie robić w Irlandii? Po przyjeździe tu wpadłem na pomysł, aby ją całą poznać. Zobaczyć jaka jest poza brudnym i głośnym Dublinem. Okazało się, że jest bajecznie piękna, magiczna. Skrywa w sobie tajemnice starożytnych ludów niegdyś tu żyjących oraz naturalnych formacji o nietypowych kształtach i kolorach. Chciałem to wykorzystać, aby pokazać piękno tej wyspy przybywającym tu Polakom oraz tych mieszkających na stałe. 

Uwaga: prowadzisz ciekawy biznes w Polsce lub za granicą? Napisz do nas na kontakt@mambiznes.pl

Mój biznes skupia się na organizowaniu wycieczek jedno i kilkudniowych po całej Irlandii dla grup zorganizowanych przez nas jak i prywatnych. W ofercie mamy także incentive, czyli imprezy dla firm, kursy jogi oraz trekingi górskie. Prowadzimy również przewóz osób, czyli wynajem busów z kierowcą. Operujemy limuzyną, minibusem oraz dużym autokarem. Współpracujemy z kilkoma irlandzkimi firmami transportowymi, co daje nam możliwość przewozu nawet kilkuset osób naraz jeśli jest taka konieczność. Dla irlandzkich klientów mamy również w ofercie turystykę medyczną, czyli organizujemy im wyjazdy do Polski na zabiegi medyczne, które są u nas tańsze, a jednocześnie bardziej fachowe. 

O ile wiem to nie było łatwo? O mało nie zbankrutowałeś. Opowiedz coś więcej o tym jak zaczynałeś, o swoich trudnościach. 

To było trzy lata temu, kiedy zarejestrowałem ten biznes i pojawiły się pierwsze schody. Byłem wtedy świeżo po półrocznej wyprawie dookoła Azji skąd wróciłem totalnie spłukany. Szybko popadłem w długi, a pracę miałem tylko na pół etatu. To jednak nie zniechęciło mnie i zacząłem małymi krokami wdrażać swój plan stworzenia biura turystycznego. Strategia była prosta-śpiesz się powoli. W Irlandii nie trzeba pod przymusem płacić składek ubezpieczenia społecznego, jeśli firma nie zarabia, więc mogłem powoli skupiać się na kontynuowaniu swojego dzieła. Zacząłem organizować pierwsze wycieczki. 

Na początku korzystałem tylko z usług firm transportowych do przewozu moich klientów, ale to było zbyt drogie, więc musiałem samemu zrobić kwalifikacje, żeby kupić minibusa i jeździć nim legalnie. Okazało się to drogą przez piekło. I kosztowną, bo za same uprawnienia do przewozu osób musiałem wydać 5000 euro. Kupiłem minibusa i nie było już odwrotu. Prawo jazdy i kwalifikcaje zawodowe na przewóz osób dla kierowcy okazały się niewystarczające. Musiałem mieć jeszcze certyfikat menagera transportu, czyli odbyć półroczny kurs i zdać bardzo trudny egzamin państwowy. Nie zdałem go. Musiałem czekać kolejne pół roku na kolejny egzamin. Minibusa musiałem ubezpieczyć za bardzo duże pieniądze i okazało się, że on też potrzebuje certyfikatów, których łatwo się nie zdobędzie. Nie przeszedł jeszcze bardzo rygorystycznych i drogich przeglądów technicznych. Naprawy były również bardzo kosztowne. Dziura budżetowa rosła z dnia na dzień i nie było jej końca. Byłem pewny, że jest już po mnie i po biznesie. Ostatnią deską ratunku miała być dotacja unijna. W odpowiednim urzędzie zapewniali mnie, że ją dostanę jak tylko przedstawię im biznes plan. Zamówiłem go w profesjonalnym biurze za również niemałe pieniądze i okazało się, że urzędnik się pomylił, bo na turystykę, czy transport nie przyznają dotacji.  Kolejna klapa. Kolejne załamanie i wyrzucone pieniądze w błoto. Pomyślałem wówczas, że teraz to już jestem skończony. 

Zacząłem rozmyślać, że niepotrzebnie z tym zaczynałem. Za te stracone pieniądze mógłbym kupić sobie nowy porządny motocykl i jeszcze starczyłoby na niezły samochód. Teraz nie mam nic. Mijały tygodnie i stwierdziłem, że skoro już gorzej być nie może to może być, tylko lepiej. Zamiast zamartwiać się, co dalej po prostu dokończyłem wszystko, co zacząłem. Dopełniłem formalności, pozdawałem kursy, zrobiłem minibusa. Otrzymałem certyfikaty i licencje. Mogłem już działać w pełni profesjonalnie. Zacząłem organizować pierwsze wycieczki i usługi transportowe już w pełni niezależnie co pozwoliło mi zarabiać pierwsze pieniądze. Nagle przydarzył mi się wypadek motocyklowy z winy kierującego samochodem. Szpital, leczenie, koszta. Na kolejne trzy miesiące byłem znów wstrzymany. Jak tylko wróciłem do zdrowia wziąłem się ostro za biznes i nagle posypały się nie wiem skąd oferty, propozycje współpracy, aż w końcu mogłem jak to się mówi pójść na swoje.

Proszę powiedzieć, jak od strony procedur wygląda zakładanie firmy w Irlandii? Z jakimi kosztami to się wiąże? Ile trwa? Podjęcia jakich kroków oraz wizyty w jakich urzędach wymaga?

Procedura zakładania działalności gospodarczej w Irlandii jest banalnie prosta. Wystarczy pójść do urzędu zwanego Company Registration Office (biuro rejestracji firm) i wypełnić druczek, gdzie umieszczamy informacje dotyczące naszej działalności tj. jej rodzaj, czyli działalność jednoosobowa, partnerstwo, czy z ograniczoną odpowiedzialnością. Następnie należy udać się do Urzędu Skarbowego ”Revenue”, w którym również uzupełniamy formularze. Zakładanie firm jest darmowe lub w niektórych przypadkach płaci się grosze i można zrobić to w jeden dzień. Trzeba tylko poczekać do kilku tygodni na listy potwierdzające wpisanie nas do CRO i Revenue.

Co możesz powiedzieć o urzędnikach w Irlandii. Jaki mają stosunek do osób prowadzących biznes?

Urzędnicy są sympatyczni i pomocni. Przyjaźnie nastawieni do nowych przedsiębiorców i nie odnosi się wrażenia, że robią coś dla nas jakby z wielką łaską, a my nie czujemy się jak złodzieje, którym patrzą na ręce. Wiele wybaczają i jak ktoś się z czymś pomyli to dają czas i służą pomocą, żeby naprawić jakiś problem, czy to podatkowy, czy innej natury. Z drugiej jednak strony są bardzo niedoinformowani. Często pracują tam młodzi niedoświadczeni ludzie i wielu urzędników wprowadza w błąd interesanta jak było to ze mną w przypadku dotacji unijnych. Takich sytuacji miałem więcej. Zazwyczaj urzędnik woła kogoś innego, a tamten kolejną osobę, a ta radzi przejść się do innego urzędu lub sprawdzić sobie w internecie. 

Jaki jest ogólny klimat, warunki do prowadzenia działalności w tym kraju? Jakie są plusy i minusy?

Wydawałoby się, że Irlandia jest bardzo przychylna przedsiębiorcom z powodu niskich podatków i nikłej biurokracji. Jednak człowiek nagle odkrywa, że biurokracja jest tak rozbudowana, że ostatecznie nikt nic nie wie, o czym już wspomniałem i człowiek nagle sam głupieje przy załatwianiu prostych spraw. Jednak na pewno jest tutaj lżej niż w Polsce, bo urzędnik nie stoi nad nami z batem i nie zagląda nam ciągle w kieszeń. Tu jest prosta zasada-nie zarabiasz to nie płacisz podatków. I to jest duży plus. Drugą stroną medalu jest to, że niestety Irlandczycy nie lubią konkurencji z zagranicy. Nie pokazują tego po sobie, ale dają odczuć, że wielu nie lubi też Polaków. Moim znajomym zamknęli pizzerię z powodów ”higienicznych”, ale Irlandzka pizzeria brudna i obskurna w budynku obok działa do dziś. Na drogach spotykam dosłownie jeżdżące trupy. Minibusy i autokary z lat ’90 pordzewiałe i poobijane i jakoś przechodzą przeglądy techniczne. Mi zawsze robią problemy. Pewien irlandzki inżynier motoryzacyjny powiedział mi, że zależy kim jesteś, skąd jesteś i co robisz? To często decyduje, czy utrzymasz się w danej branży. Dublin to duża wioska i tutaj wszyscy Irlandczycy znają się od dziecka i ręka rękę myje. Polak zawsze będzie miał trudniej. Z tego powodu dużo polskich biznesów adresowanych jest głównie do samych Polaków. 

Jak się nazywa w Irlandii odpowiednik polskiego ZUS-u. W jakiej wysokości składki odprowadzasz?

Irlandzkim ZUSem jest Social Insurance Fund (Fundusz Ubezpieczenia Społecznego) i nie jest to żaden szklany biurowiec z marmurowymi posadzkami, a zwyczajny departament jako część urzędu Social Welfare, czyli Opieki Socjalnej. Zazwyczaj jest to maleńki budynek, najczęściej przypominający samotnie stojący sklep spożywczy na polskiej wsi. Social Welfare odpowiada za ogół świadczeń przyznawanych osobom bezrobotnym, inwalidom, czy rencistom lub emerytom. Składki na ten cel nazywają się  PRSI (Pay Related Social Insurance- składka ubezpieczenia społecznego) i wynosi od 4%-10% naszych dochodów w zależności od wielu czynników życiowych, zawodowych i oczywiście zarobkowych. Urząd przypisze nam odpowiednią klasyfikację, ale zazwyczaj jest to 4%. Natomiast kiedy zatrudniamy ludzi i mamy większą firmę z większymi dochodami składka może wynieść wtedy 10%.Istnieje jeszcze dodatkowy podatek ubezpieczenia socjalnego zwany Universal Social Charge i wynosi od 1%-8% w zależności od wysokości dochodów np. zarabiający 60tys euro rocznie zapłaci 5% USC.

Jakie stawki podatku płaci osoba prowadząca jednoosobową działalność?

W Irlandii mamy dwa progi podatkowe tj. 20% dla zarabiających do 33 800 euro rocznie lub 40% dla zarabiających powyżej tej kwoty. Żeby zarobić na czysto te 33 800 euro to trzeba się bardzo postarać, ponieważ musi to wyjść po odjęciu wszelkich kosztów prowadzenia firmy. Istnieje szereg ulg i ustępstw podatkowych tj. status związkowy, dzieci, zaciągnięte kredyty i wtedy podatek zostaje pomniejszony o te ulgi tzw. tax credits i często wychodzimy na zero. Nie płacimy nic lub dosłownie grosze. VAT natomiast płaci się obowiązkowo za usługi kiedy mamy roczne obroty ponad  35 000 euro lub za sprzedaż dóbr z obrotami powyżej 70 000 euro. Podstawowa stawka podatku Vat w Irlandii wynosi 21%, a stawka obniżona 13.5% dotyczy głównie usług hotelarskich, turystycznych, budowlanych, remontowych, dostaw gazu i prądu oraz gazet i czasopism. Występuje również stawka 0%, którą opodatkowane są np. ubrania i obuwie dla dzieci poniżej 11 roku życia, niektóre książki itp. 

Czy administracja w Irlandii pomaga jakoś młodym firmom? Czy są dotacje dla młodych biznesów lub inne formy wsparcia?

Jak już wspomniałem wcześniej biurokracja jest dosyć rozbudowana w Irlandii, ale to zależy też w jakiej branży się siedzi. W mojej jest tego dużo. Druczki, papierki i bieganie za zgodami, certyfikatami, licencjami. Jednak lżejsze życie mają Ci, co zakładają małe biznesy typu kawiarenka, butik, czy mała firma budowlana. Administracja jest przychylna mimo wszystko. Istnieje również wiele programów rozwojowych i dotacji lecz nie dla każdego rodzaju działalności. Najlepiej mają Ci, co siedzą na bezrobociu i chcą z niego się wydostać zakładając własną firmę. Wtedy Social Welfare we współpracy z urzędem pracy FAS organizują kursy dla interesantów, dają gotówkę na wyposażenie firmy i jeszcze płacą normalny zasiłek przez cały rok w wysokości 196e/tydz. Jeśli chcemy kogoś zatrudnić to dostaniemy także pieniądze na wypłatę dla naszego pracownika. Część tych pieniędzy pochodzi z dotacji unijnych, a część z irlandzkiego budżetu. 

Na koniec chciałbym zachęcić wszystkich do zakładania własnych biznesów, bo nie jest to takie straszne jak mogłoby się wydawać. Trzeba tylko mieć pomysł, trochę odwagi i charyzmy, a szczęście w końcu samo do nas przyjdzie. Wiąże się to często ze stresem, nieprzewidzianymi wydatkami, ale taka jest cena niezależności i poczucia wolności.

 

Dziękuję za rozmowę

Komentarze

GrzechuTrójmiasto

10 sierpnia 2017 Odpowiedz

A jak się nazywa firma bohatera artykułu ?Jaka jest strona interetowa ? Jak będę w Irlandii chętnie zobacze interesujące miejsca 🙂

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*