Za 10 tys. zł rozkręcił biznes w internecie

Gdy zaczynał swoją przygodę ze sklepem internetowy miał 10 tys. zł oszczędności i 30 produktów w ofercie. Początki nie były łatwe, ale udało się utrzymać i rozwinąć e-sklep mający w ofercie obecnie 650 niecodziennych gadżetów, które wysłane były do tysięcy klientów. 

O tym, jak prowadzenie sklepu internetowego wygląda od kuchni, sposobach promocji sklepu, największych hitach sprzedażowych oraz radach dla osób, które myślą o sprzedaży w internecie opowiada Wojciech Latoszek, twórca sklepu 4gift.pl.

Grzegorz Marynowicz: Jaka była geneza tego, że postanowiłeś założyć internetowy sklep z giftami?

Wojciech Latoszek: Zanim zacząłem zajmować się startupami pracowałem w branży prezentowej. Uważałem, w sumie nadal uważam, że w jest tutaj ogromny potencjał do wzrostu i do wyróżnienia się na rynku. Ale wracając do początków w okolicy czerwca 2010, gdy zakończyłem przygodę z moim pierwszym startupem, razem z moją dziewczyną Kingą stwierdziliśmy, że fajnie byłoby uruchomić sklep internetowy z prezentami. Ja znałem trochę ten rynek, Kinga miała swoje doświadczenia, które bardzo przydały się na początku, i tak w telegraficznym skrócie od 15 listopada 2010 roku staramy się dostarczać Polakom oryginalne prezenty. Wchodziliśmy na mocno obsadzony rynek, który posiadał swoich liderów, ale od początku wierzyliśmy że jesteśmy w stanie dostarczyć klientowi wartość, która przekona go naszej firmy.

Ile środków pochłonęło uruchomienie sklepu i na co zostały przeznaczone?

Nasz budżet był śmiesznie niski i wynosił 10 tys złotych. Gdy teraz się nad tym zastanawiam to było trochę działanie na zasadzie „nie wiemy ile to może kosztować więc zrobimy to”. Większość środku poszła na zakup pierwszych produktów do sprzedaży. To co mogliśmy robiliśmy sami lub prosiliśmy o pomoc bardziej technicznych znajomych. Wystartowaliśmy z bardzo małą liczbą 30 produktów. Z perspektywy czasu gdybym usłyszał, że ktoś ma na start 10 tys. zł i planuje odpalić sklep w naszej branży z 30 produktami to nawet bym nie współczuł tylko od razu załamywał ręce.

Czy zaczynając przygodę z ecommerce miałeś jakieś doświadczenie w e-handlu, czy musiałeś się wszystkiego uczyć?

Tak, obydwoje mieliśmy doświadczenia, które bardzo przydały się na początku – wiedzieliśmy jak powinien funkcjonować marketing i magazyn oraz można powiedzieć, że trochę znaliśmy tę branżę. Ale to był oczywiście wierzchołek góry lodowej. Na przykład na początku nie mieliśmy pojęcia jak rozmawiać i negocjować z dostawcami. Dopiero z czasem uczyliśmy się takich kwestii jak kontraktowanie towaru i wszystkie związanego z zamówieniami. Była to typowa nauka na błędach, ale mam nadzieję opłaciła się. 

Generalnie obydwoje z Kingą lubimy się uczyć. Może to zabrzmi mocno idealistycznie, ale w dużej mierze po to prowadzimy firmę żeby ciągle się uczyć nowych rzeczy, żeby nie stać w miejscu i nie utknąć na stałym poziomie wiedzy. Nowości branżowe, to jak się zmienia e-commerce, nowe kanały marketingowe to rzeczy które nas motywują prawie tak mocno jak dostawa nowych gadżetów z uniwersum Star Wars 🙂

Jak wyglądały początki? Gdzie magazyn, ile osób, skąd towary?

Jak już pisałem nasz budżet był śmiesznie niski i wynosił 10 tys złotych. Z czego musieliśmy się też zatowarować. Wystartowaliśmy ze sklepem, który miał w ofercie 30 produktów. Gdy o tym teraz myślę, to widzę że to po prostu było porywanie się z motyką na słońce. Zapałem i determinacją nadrabialiśmy braki w finansach i wiedzy. 

Od początku postawiliśmy na produkty importowane z Wielkiej Brytanii, pozwoliło nam to na wyróżnienie się na rynku i zmniejszenie ilości potencjalnych konkurentów. To był zdecydowanie dobry ruch. Dopiero później zaczęliśmy dodawać gadżety z oferty polskich dostawców i rozszerzać asortyment, ale „core” naszej działalności na początku stanowiły przedmioty z UK.

Początki to też bardzo powolne budowanie marki. Od samego startu chcieliśmy wyjść z czymś nowym i ciekawym dla klienta. Takim naszym wyróżnikiem na początku była darmowa dostawa na terenie Warszawy. Niezależnie od wartości zamówienia, dostarczaliśmy paczki nawet tego samego dnia. Kosztowało nas to ogromną ilość pracy, ale uczyło też planowania i rozmawiania z klientami.

Sprzedajecie w internecie, ale macie także swój punkt offline. Który kanał generuje większe przychody? Czy widzisz w ogóle szanse rozwoju w uruchamianiu punktów stacjonarnych?

Zdecydowanie większe obroty generuje kanał onlineowy i chcemy żeby tak zostało. Online to większa dynamika, mierzalność i łatwiejsza skalowalność działań. Niemniej nie zamykamy się na oflline. Dokładnie rok temu otworzyliśmy nasz pierwszy showroom w Warszawie. Jest to odpowiedz na potrzeby klientów, od których mieliśmy bardzo dużo głosów i informacji o potrzebie szybkiego odbioru zamówienia, czy też chęci porównania i zobaczenia na żywo produktów.

Offline to zupełnie inny biznes i jak 6 lat temu uczyliśmy się działania w sieci tak teraz uczymy się na nowo działania poza nią. Ostatnio robiłem nawet prezentację na EastBiz w Białymstoku o naszym wyjściu w tradycyjną sprzedaż. Trochę danych, które mogę Ci przybliżyć – koszyk w sklepie stacjonarnym jest o prawie 25% wyższy niż w sklepie internetowym. Zupełnie inny jest cykl zamówień – ilość zamówień online jest największa na początku tygodnia (poniedziałek i wtorek), natomiast offline zdecydowanie przeważa w piątek i sobotę. Wynika to z cyklu dawania prezentów. Większość imprez jest w okolicy weekendu i nasi klienci wtedy potrzebują produktów.

Jak pozyskujesz dostawców? Czy taka współpraca jest trudna? Macie wszystkie towary na magazynie czy może wykorzystujecie dropshipping?

W tym momencie to dostawcy z Europy się do nas odzywają i proponują swoje produkty. Przez 6 lat zbudowaliśmy dosyć solidną pozycję na rynku gadżetów i to ile mamy produktów w ofercie wynika z faktu, że staramy się wybierać tylko takie, które są dla nas fajne, zaskakujące czy nietypowe. 

Na początku nie było tak prosto. Do jednej z brytyjskich firm dobijaliśmy się przez ponad pół roku i dopiero po tym czasie udało się złapać kontakt, który przeprowadził nas do etapu zakupu towaru. Próbowaliśmy wszystkiego – maile, telefony, facebook, linkeid. Z drugiej strony mamy firmy z Wielkiej Brytanii z którymi od pierwszego kontaktu do wysyłki towaru minęło kilkanaście godzin. W takich sprawach każdy przypadek jest inny i trzeba go rozpatrywać indywidualnie, ale na pewno przydaje się determinacja i potwierdzona historia. Jeżeli przychodzimy do firmy na której produktach nam zależy i mówimy, że pracujemy z tymi, tymi, tymi na takich mniej więcej warunkach, a na naszym rynku mamy określoną pozycję to jesteśmy inaczej postrzegani niż ktoś kto jest w branży „świeży” i przychodzi prosto z „ulicy”.

foto: alkoholowa ruletka, piwny kask, kubek Lord Vader, foremka do jajek na twardo, podgrzewacz 

Zasada, jaka od początku nam przyświeca to posiadanie w ofercie produktów, które wywołują u nas emocje. Nasze gadżety musza poruszać. To nie może być coś nudnego, sztampowego. Idealnie jest jeżeli stoi za nimi historia. Na przykład łyżeczka do cukru w kształcie czaszki – projekt z kickstartera, jeden z pierwszych, który wszedł do masowej produkcji.

Kolejne istotna rzecz, której trzymamy się od początku – wszystkie produkty mamy bezpośrednio w naszym magazynie. Nie korzystamy z dropshippingu, nie sprzedajemy przedmiotów z dłuższym czasem dostawy. Każdy produkt mamy u siebie i jesteśmy w stanie wysłać „od ręki”. Daje nam to pełną kontrolę nad produktem, jego stanem czy nawet opakowaniem oraz nad całym procesem wysyłki. Jeżeli coś nawali to jesteśmy w stanie reagować błyskawicznie i zlokalizować moment w którym nastąpił błąd.

Jakie metody dotarcia do klienta są z Twojego doświadczenia najbardziej efektywne? Jak promujecie sklep?

Puzzle marketingowe w większości biznesów są podobne i układa się je dopasowując całość do specyfikacji biznesu. Najbardziej efektywne pod względem kosztów są w naszej branży metody związane z marketingiem w wyszukiwarkach. Stosunkowo dobrze sprawdza się Facebook i wszelkiego rodzaju działania związane z social media. Nie możemy też pominąć e-mail marketingu i afiliacji.

Jednak absolutnie najlepsza forma promocji to zadowoleni klienci i marka. To są rzeczy na które pracuje się latami i których budowa jest bardzo żmudna, ale z czasem te działania zwracają się najlepiej. 

Rozmawiałem kiedyś z właścicielem sklepu działającego w podobnej branży i zdradził, że grudzień i święta to czas, kiedy generuje nawet 30-40 proc. całorocznych przychodów. Jak to wygląda u Ciebie? Czy są inne dni w roku, które charakteryzują się wzmożonym zainteresowaniem klientów?

Grudzień to w naszej branży istne szaleństwo. Śmiejemy się, ze zamykamy się w magazynie, ograniczmy kontakty na zewnątrz i już tylko wysyłamy paczki. W okresie świątecznym, który zaczyna się u nas około 15 listopada i trwa do gwiazdki, obsługujemy większą ilość zamówień niż przez pozostałe 10,5 miesiąca. Przygotowanie się na taki skok zamówień to ogromne wyzwanie, szczególnie że prezenty często są kupowane na ostatnią chwilę i choćby się waliło i paliło muszą one dotrzeć na gwiazdkę.

foto: zaparzaczka do herbaty, stemple do ciastek oraz wieszak ninja, 4gift.pl

Z ciekawy okazji w związku z którymi w naszej branży widać zwiększony ruch mogę wymienić Walentynki oraz Dzień Dziecka. Są one dosyć oczywiste i łatwe do przewidzenia. Mniej typowy jest Dzień Chłopaka, który przypada na 30 września i generuje u nas większą sprzedaż niż Walentynki. 

Powiedz co jest teraz sprzedażowym hitem? Jakie bestsellery mógłbyś wskazać?

Świetnie sprzedają się wszelkiego rodzaju akcesoria do whisky. Widać, że jest to popularny trend, który bardzo mocno rośnie. Nietypowe szklanki, chłodzące kamienie czy inne drobiazgi dla miłośników szkockiej to hit ostatnich Świąt. U naszych dostawców coraz popularniejsze stają się gadżety do rumu, natomiast w Polsce tego jeszcze nie widać.

Z przedmiotów bardziej kobiecych sprawdzają nam się zaparzaczki do herbaty w różnych kształtach i formach. Bez względu na płeć czy wiek nieustająca popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju kubeczki – zarówno te w kształcie zwierzaków (kotki, liski, pandy) jak i te z limitowanych serii związanych ze światem kina – Batman, SuperMan, Star Wars.

Od 2 lat bardzo popularne są mapy zdrapki, na których jak sama nazwa wskazuje można zdrapywać odwiedzone kraje. Świetny prezent dla podróżnika, po który klienci wielokrotnie do nas wracają. 


foto: mapa zdrapka, 4gift.pl
 

Czy liczyłeś kiedyś ile towarów wysłałeś od startu sklepu?

Nie liczyłem tego dokładnie, ale ilość produktów idzie w setki tysięcy.

Powiedz coś o liczbach? Ile towarów macie obecnie w sklepie? Ilu klientów do tej pory obsłużyliście? Jaki macie najtańszy a jaki najdroższy towar w ofercie?

Mimo, że w naszej branży jesteśmy w top 3 sklepów to ciągle odstajemy od konkurencji ilością produktów w ofercie. W tym momencie mamy bazę około 650 gadżetów i stopniowo zwiększamy ich ilość. Do końca bieżącego roku planujemy zbliżyć się do 1000 pozycji. Najtańsze przedmioty na 4gift są w cenie kilkunastu złotych, natomiast najdroższe to wydatek około 400-500 złotych.

Powiedz na koniec osobom, które myślą o własnym e-sklepie na co powinny zwrócić szczególną uwagę? Kilka złotych zasad.

Przede wszystkim nie zaczynajcie biznesu sami. Warto mieć drugą osobę, którą pociągnie projekt jeżeli Wy wpadniecie w dołek. To jest mega istotne. Macie z kim przegadać pomysły i szybko zweryfikować założenia.

Kolejna kwestia w przypadku e-commerce to zwrócenie uwagi na platformę z której się korzysta. Warto poświecić na to dłuższą chwilę, wypisać potrzeby, założenia i dokonać testów. Sprawa jest o tyle istotna, gdyż później każda migracja wywołuje problemy i stres. 

Na koniec zostaje determinacja. Jest wiele przykładów, które pokazują, że nie wolno się załamywać i trzeba iść do przodu. Dobrze określone cele i plan działania na pewno w tym pomogą. 

– Znalazł niszę, jak zarobić w sieci na zużytych bateriach

– Pomysłowa Polka sprzedaje wałki do ciasta na cały świat

– Polak prowadzący biznes w UK: nie wrócę do Polski

Dziękuję za rozmowę