Legendarna marka zegarków z lat 60. powróciła

W latach 60. ubiegłego wieku zegarki Błonie stały się legendą i każdy chciał je mieć. Jednak jak szybko rozpoczęła się produkcja, tak również cała przygoda szybko się zakończyła. W tym krótkim czasie sprzedano łącznie ok. 1,2 mln zegarków. Po 40 latach marka wraca na rynek. – Błonie to pewna ikona polskiego przemysłu, której potrzebę wskrzeszenia widzieliśmy nie tylko w sobie, ale ogólnie wśród polskich pasjonatów, kolekcjonerów, czy zwykłych konsumentów, którzy cenią wyroby z polską historią – mówi Maciej Maślak, współwłaściciel marki Błonie.

Od lewej Maciej Maślak, Maciej Morawski i Michał Dunin

Michał Dunin oraz Maciej Maślak po wielu latach nieobecności na polskim rynku postanowili wskrzesić markę Błonie. Jednak to nie pierwszy ich biznes. – W roku 2010 zdecydowaliśmy się z Maciejem na założenie wspólnej firmy. Powstała wtedy agencja digitalowa WebTalk – mówi Michał Dunin, współwłaściciel marki Błonie. – Po pewnym czasie stworzyliśmy wspólnie jeszcze kilka innych projektów, a jednym z nich jest marka Błonie, nad którą zaczęliśmy pracować w 2012 r. – dodaje.

Krótka historia marki Błonie

Wszystko zaczęło się w latach 60. i trwało dość krótko. – Nazwa Błonie wywodzi się oczywiście od podwarszawskiej miejscowości, a pełna nazwa brzmiała „Zakłady Mechaniki Precyzyjnej Mera Błonie w Błoniu”. W 1956 roku decyzją polityczną rozpoczęto prace nad produkcją zegarków naręcznych – mówi Michał Dunin. Ówcześnie była to nowość dla polskiego przemysłu i jedynym sposobem na zdobycia know-how  w tamtym okresie było odbycie szkoleń przy moskiewskiej fabryce zegarków. – Polscy inżynierowie musieli być bardzo zdolnymi uczniami, ponieważ w niespełna 3 lata uruchomili produkcję zegarków złożonych całkowicie z części powstałych w Błoniu. Niestety, komuś nie pasował taki obrót sprawy, ponieważ w 1961 roku kolejną decyzją polityczną zlikwidowano produkcję własnych mechanizmów Błonie – podkreśla współwłaściciel marki. – W zakładach mogły nadal powstawać części takie jak koperta, tarcze, czy koronki, ale mechanizmy trzeba było importować z Moskwy. Istnieje teoria, że jakość polskich mechanizmów była wyższa od moskiewskich, przez co mogły stać się niepotrzebną konkurencją wewnątrz RWPG – dodaje.

W latach 1959-1969 wyprodukowano w Błoniu ok. 1,2 miliona zegarków. Było to kilkanaście nieznacznie różniących się od siebie modeli o wdzięcznych, rodzimych nazwach jak „Bałtyk”, „Błonie”, „Dukat”, „Lech”, „Wars”, czy „Delfin”.  – Niejasna jest historia zakończenia produkcji zegarków Błonie. W jakimś stopniu należy łączyć ją z wydarzeniami społeczno-politycznymi, które miały miejsce w kraju pod koniec lat 60’, jak i sytuacją gospodarczą – mówi Michał Dunin.

Początki wskrzeszenia

– Biznes zegarkowy jest dziedziną trudną z racji silnej konkurencji gigantycznych koncernów i marek o ugruntowanej już pozycji. Udaje nam się jednak przebić właśnie dzięki unikatowości i silnemu nawiązaniu do polskiej historii. – mówi jeden z właścicieli marki. – Na rynku zagranicznym z kolei Błonie są ciekawą alternatywą dla „oklepanych” marek szwajcarskich. – dodaje.

Jednak już od samego początki zetknęli się z dużymi trudnościami. Na starcie okazało się, że nie mogą produkować zegarków w pełni w Polsce. W kraju nad Wisłą brakuje części, które są precyzyjnie wykonane. Takie części są niezwykle ważne, chcąc aby te zegarki były „na lata”. Dlatego postanowili o

sprowadzaniu ich ze Szwajcarii, Niemiec, Japonii czy Hong Kongu. O tym jak ważne są poszczególne elementy, może świadczyć bardzo duża liczba wciąż działających pierwszych zegarków marki Błonie z lat 60-tych. – Doświadczenie produkcyjne musimy budować od zera opierając się na możliwościach innych manufaktur. Ta sytuacja się systematycznie zmienia i mamy nadzieję, że już niebawem będziemy w stanie zaproponować zegarki, które naprawdę mogą mieć na tarczy „Made in Poland” – mówi Maciej Maślak.

Projekt udało się sfinansować z własnych oszczędności. – Pracowaliśmy przez prawie dwa lata nad jednym modelem i gdy wszystko było już gotowe, ruszyła produkcja pierwszych 500 zegarków, które także w całości sfinansowaliśmy z własnych kieszeni – mówi Michał Dunin. W grudniu 2014 roku wypuścili pierwszą edycję, która spotkała się z ogromnym zainteresowaniem i entuzjazmem. – Dzięki temu mogliśmy rozpocząć pracę i przygotowania do produkcji kolejnych edycji. W tej chwili nadal wszystkie zdobyte środki ze sprzedaży przeznaczamy na inwestycje w kolejne projekty – podkreśla współwłaściciel marki.

Najbliższa przyszłość

– Jesteśmy dostępni w sieci poprzez nasz sklep internetowy oraz współpracujemy ze sklepami stacjonarnymi głównie w Warszawie, Szczecinie, Poznaniu, czy Błoniu – mówi Maciej Maślak. W ofercie można znaleźć obecnie tylko męskie zegarki i to właśnie mężczyźni są obecnie głównymi odbiorcami. Jednak zgodnie z zapowiedziami właścicieli, w przyszłości będzie można także zakupić damską wersję zegarków Błonie. Jednak to nie koniec nowości. – Obecnie skupiamy się także na jednym dużym projekcie, którym będziemy mogli się pochwalić zapewne pod koniec tego roku. Szykujemy zegarek z wyższej półki cenowej, który pomoże nam się szeroko otworzyć na rynek zagraniczny – zdradza Michał Dunin.

Stara marka przyciąga

– Wiele osób, które kupują zegarki marki Błonie, nabywają je m.in. ze względu na wspomnienia z młodości czy też kojarzą „zegarki swoich ojców i dziadków” – mówi Maciej Maślak. – Można powiedzieć, że mamy stałych sympatyków, fanów, którzy nieraz mają po kilka, jak nie wszystkie nasze modele – dodaje. O niezwykłości marki może świadczyć także fakt, że każdy zegarek Błonie posiada indywidualny numer, który często dla klientów ma bardzo wymowne znaczenie.  – Podczas premiery naszych zegarków w 2014 roku przekazaliśmy miastu Błonie egzemplarz o numerze 001/500. Obecnie stoi wyeksponowany w Sali Ślubów Ratusza. Zegarek o bardzo charakterystycznym numerze posiada również sam Burmistrz Błonia, Pan Zenon Reszka – 007/500 – mówi współwłaściciel marki.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Bartłomiej Godziszewski
MamBiznes.pl

Komentarze

Prol

18 maja 2018 Odpowiedz

Jakie tam legendarne ?

Grzesiek

18 maja 2018 Odpowiedz

Polski a części z całego świata. Jak dla mnie marketingowa sztuczka aby pograć na strunach narodowych, jakże modnych ostatnio. Nie wiem ile kosztowały za komuny, ale cena teraz na pewno nie jest dla każdego. … Ale co kto lubi…. Udaje im się zaistnieć gdzieś na świecie?- nie wiem dlaczego ale trochę wątpię, może nie słusznie. Notabene czytałem niedawno że Szwajcarzy sprzedają coraz mniej zegarków bo w derze smartfonów coraz mniej odczuwamy potrzebę ich posiadania. Dodam też że dotyczy to także tych droższych marek, nie tylko tych budżetowych. Nawet mi się podobają, ale ja nie kupię.

gość

18 maja 2018 Odpowiedz

to taki „zegarek dla husarów wyklętych śniących o Arrinerii” czekam jeszcze aż ktoś wymyśli toruńskie pierniki 🙂

Alek

18 maja 2018 Odpowiedz

Kiedyś było popularne hasło : Sprzedaj krowy, sprzedaj konie, kup sobie zegarek marki Błonie

Koba

18 maja 2018 Odpowiedz

A jak można zostać właścicielem takiej starej marki?

tata

18 maja 2018 Odpowiedz

kupio za 2 dolary u Chinczyka z Aliexpress i a potem sprzedadzo za 2oo zeta. hihi ale niech kombinujo bo głupich jest dużo

Irek

18 maja 2018 Odpowiedz

Fajny pomysł i ładne zegarki.
Patek musiał zaczynać w Szwajcarii, a przecież Polska zasługuje na własną markę zegarków.
Gratuluję konsekwencji w rozwijaniu biznesu i życzę dalszych sukcesów.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*