Od organizacji pogrzebów online do milionera. Marek Zmysłowski opowiada, jak podbił Afrykę

Biznesowe życie zaczynał od start-upu, który ułatwiał organizację pogrzebu online. Bilet do Afryki kupił mu właściciel Zalando, by rozwijał „Booking.com na Afrykę”. Projekt doprowadził do miana jednorożca i „afrykańskiego Amazona”. W międzyczasie udało mu się obronić przed wrogim przejęciem, ale konflikt o mało co nie doprowadził spółki do bankructwa. Trafił na listę poszukiwanych przez Interpol i zadarł z mafią Łowców Skór. Jak przyznaje Afryka to kontynent ogromnych kontrastów i różnic. Jest jedynym obcokrajowcem, który pozwał nigeryjską policję o nielegalny nakaz aresztowania i wygrał. To co u nas wydaje się absolutnym minimum, czyli prąd i bieżąca woda, tam jest luksusem – mówi Marek Zmysłowski. Milioner, twórca kilkunastu start-upów, znawca Czarnego Lądu, inwestor i mąż wicemiss świata opowiada, o tym, jak stał się jedną z najbardziej znanych postaci afrykańskiej branży IT.

Grzegorz Marynowicz: Pamiętam jak pierwszy raz pisaliśmy o Tobie na MamBiznes.pl w kontekście Twojego start-upu Mementis.pl, który umożliwiał zaplanowanie pogrzebu online. Od tego czasu sporo się wydarzyło w Twoim życiu, a co z tym projektem?

Marek Zmysłowski: Zmienił kilka razy właścicieli. Nie wypalił, na pewno nie tak jak chciałem. Marzyła mi się pierwsza ogólnopolska firma pogrzebowa, akwizycja istniejących spółek, restrukturyzacja, wejście na giełdę. To projekt, którego brak sukcesu mi najbardziej dokucza. W zeszłym roku o mało co nie odkupiłem serwisu od obecnego właściciela, by spróbować jeszcze raz. W ostatniej chwili zrezygnowałem. Nie byłem wtedy gotowy, miałem za dużo na głowie z Nigerią. Obawiałem się, że to już nie będzie to samo co wtedy. Dwa razy nie wejdzie się w końcu do tej samej rzeki.

Sam przyznajesz, że na kilkanaście start-upów tylko nieliczne wypaliły. Jak to jest zbankrutować i ponieść porażkę? Czy pamiętasz ile start-upów położyłeś zanim odniosłeś sukces?

Położyłem kilkanaście projektów, i czuję że położę jeszcze sporo. Ja tak naprawdę nie uważam się za człowieka sukcesu w biznesie. Wydaję mi się, że radzę sobie po prostu OK. Głodny nie chodzę. W lożach na lotniskach mają darmowe przekąski 🙂

Pewnie odpowiadałeś na podobne pytania wiele razy, ale przypomnij naszym czytelnikom jak to się stało, że znalazłeś się na Czarnym Lądzie i tam zacząłeś prowadzić biznes? Jak to się stało, że jesteś obecnie jedną z najbardziej znanych postaci afrykańskiej branży IT.

Do Nigerii wysłał mnie Rocket Internet, właściciel m.in. Zalando. Szukali akurat co-foundera do swojego „Booking.com na Afrykę”. Otworzyliśmy razem Jovago, które stało się największym serwisem do rezerwacji hoteli na czarnym kontynencie. Potem Jovago połączyło się z Jumią, nazywaną afrykańskim Amazonem. (Jumia planuje IPO na nowojorskiej giełdzie w tym roku) Po kilku latach nasze drogi się rozeszły, ale ja się w Afryce zakochałem i zostałem do dziś. Otworzyłem następnie HotelOga (potem nazwa zmieniła się na HotelOnline), spółkę produkująca software dla Hoteli, trochę inwestowałem, trochę doradzałem. A przy okazji dużo się udzielałem w afrykańskich mediach, i tak jakoś stałem się rozpoznawalny. Bo niewielu było wtedy białych gości z Europy w Afryce robiących “internety”. Łatwiej mi było się wybić.

Po udanej przygodzie z Jovago.com uruchomiłeś nowy start-up HotelOlga. Co to był za projekt. Mówię był bo niedawno go sprzedałeś. Jak doszło do transakcji?

HotelOga połączył się z konkurentem, Savanna Sunrise, połączona spółka zmieniła nazwę na HotelOnline (która była de facto nazwą naszej polskiej spółki, w której zatrudnialiśmy developerów). To właśnie w związku z tą transakcją miałem później przygody z nigeryjską policją.

U szczytu swojej kariery biznesowej trafiłeś do aresztu, a teraz przestrzegasz przed skorumpowanymi rządami, które wykorzystują Interpol. Czy rzeczywiście jest tak źle? Jaka była geneza tej historii?

Nasz lokalny inwestor próbował przejąć kontrolę nad spółką. Udało nam się obronić, ale konflikt o mało co nie doprowadził nas do bankructwa. Połączenie z konkurencją było sposobem na ratunek. Lokalny inwestor odrzucił opcję cash outu, którą mu zaproponowaliśmy, nie chciał też objąć udziałów w nowej spółce powstałej po połączeniu. Uznał, że zaproponowaliśmy mu za mało.  Po kilku miesiącach wystosowano za mną nakaz aresztowania z Nigerii, który z automatu wrzucony został do systemu Interpol. I tak trafiłem na listę Most Wanted. Następnie skontaktowali się ze mną prawnicy lokalnego inwestora i przestawili ofertę rozwiązania moich problemów, o ile pokryję koszty prawne. Wynosiły akurat tyle, ile wcześniej chciał ode mnie inwestor.

 

W swojej książce „Goniąc czarne jednorożce” piszesz o tym, że zadarłeś z mafią stojącą za Aferą Łowców Skór. W niezłym towarzystwie się obracałeś;-) A tak zupełnie serio o co chodziło?

Mementis był postrzegany jako “ukryta opcja niemiecka”. Mieliśmy być finansowani przez zagraniczny kapitał, by wykupować lokalne zakłady i przejmować kontrolę nad rynkiem. Byłem zaproszony na kilka bardzo dziwnych spotkań z potentatami polskiej branży pogrzebowej, otrzymywałem również dziwne telefony. Ale nie chcę psuć czytelnikowi frajdy.

Czym się teraz zajmujesz? O ile wiem zainwestowałeś w firmę która zajmuje się obsługą procesu uzyskiwania obywatelstwa poprzez inwestycje. Możesz powiedzieć coś więcej na ten temat.

Ostatni rok spędziłem na walce o sprawiedliwość i pisanie o tym książki. Siłą rzeczy biznes zszedł na dalszy plan. Jestem jedynym obcokrajowcem, który pozwał nigeryjską policję w sądzie federalnym, o nielegalny nakaz aresztowania i blokadę środków bankowych. I wygrałem. Doradzam obecnie dużym spółkom technologicznych dokonującym ekspansji w Afryce. Oraz zgadza się, zainwestowałem w Migronis, firmę która pomaga uzyskiwać drugie obywatelstwo przez inwestycje. Ten rynek przeżywa ogromny boom. Kraje zaczęły traktować paszport jak produkt, i słusznie.

Mówisz o Afryce „tutaj robi się to inaczej”. Co to znaczy? Co jest najtrudniejszego w robieniu interesów na Czarnym Lądzie. Jakie są różnice między np. Europą? Jaka specyfika, ludzie, zwyczaje?

Trzeba przyzwyczaić się do różnic. Wszystko dzieje się wolniej. Nikt nie szanuje kontraktów, acz biurokracja jest ogromna. To co u nas wydaje się absolutnym minimum, czyli prąd i bieżąca woda, tam jest luksusem. Natomiast w Afryce posiadanie sprzątaczki i kucharza jest absolutnie normalne w rodzinie z klasy średniej, a u nas zdecydowanie nie. Zaskoczyło mnie również jak bardzo (czasem aż za bardzo) religijni są tam ludzie (niezależnie od rodzaju wyznania) oraz jak wielopokoleniowe i liczne są rodziny. W Nigerii irytował mnie brak punktualności, za to najbardziej podoba mi się u każdego Nigeryjczyka taka wewnętrzna motywacja, by zmienić swoje życie na lepsze, która potem przekłada się na ciężką pracę. Uwielbiałem też uśmiech na dzień dobry, on nic nie kosztuje i tego mi często w Polsce brakuje. Orzeźwiającą była też obserwacja z jaką otwartością okazuje się tam emocje, czy to pozytywne, czy np. złość. Mimo wszystko, jest nam zdecydowanie bliżej kulturowo do Afryki, niż np. Azji.

Czy w ogóle można mówić o Afryce jako jednym miejscu? Domyślam się, że co kraj to inna charakterystyka? Jakie Ty kraje poznałeś?

Afrykę można generalizować tylko jeśli mówimy o potencjale. Cała reszta to ogromna różnorodność. 54 kraje, setki języków, tysiące plemion. W ramach jednego kraju mamy więcej różnic niż między nacjami w Europie. Biznesowo skupiałem się na Afryce Subsaharyjskiej, a w szczególności świętej trójcy, czyli Nigerii, Kenii, RPA. Często też odwiedzałem Ghanę, Tanzanię, Rwandę, Ugandę, Etiopię, Senegal, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kamerun.

Najtrudniejszy moment w Twoim biznesowym życiu to?

Odejście z Jumia Travel. Zostawiałem team 400 osób który zbudowałem od zera.

Gdybyś mógł cofnąć czas czy dziś coś zrobiłbyś inaczej?

Poszedł bym rok do korporacji pomiędzy rzuceniem studiów a pierwszym biznesem. Ten rok mógłby oszczędzić mi połowy moich pierwszych błędów.

Rozmawiał Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Avatar

Polak

28 lutego 2019 Odpowiedz

Eskimos

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*