Polak postawił biznes na ostrzu noża. Sprzedał już noże na wszystkich kontynentach

Zaczęło się od kanału na YouTubie, a skończyło na dochodowym biznesie. Michał Sielicki, twórca kanału Trollskyy postanowił porzucić pracę w korporacji, by przekuć własną pasję w firmę. Uciekł od zgiełku miasta i zamieszkał w lesie, gdzie zaczął tworzyć unikatowe noże. Dziś z jego ostrzy korzysta m.in. Marcin Prokop czy też Adam Savage, znany z „Pogromców mitów”. – Przy produkcji noży panuje zasada „im mniej tym lepiej” – jestem człowiekiem prostym i myślę, że prostotę przelewam też na moje noże – mówi Michał Sielicki, twórca Trollsky Custom Knives

Fot. Instagram.com/trollsky_knives

Bartłomiej Godziszewski: Skąd takie zamiłowanie do noży?

Michał Sielicki: Kiedy dorastałem, w latach 80-tych każdy chłopak na podwórku miał nóż lub scyzoryk. To zasługa dziadka, wiedział co robi „pożyczając” mi pierwszy scyzoryk. Wychowywaliśmy się paląc ogniska i spędzając bardzo mało czasu w domu. Człowiek czuł się co najmniej 5 lat starszy mając starego wysłużonego Gerlacha w kieszeni. Od małego nabierało się do tego narzędzia szacunku, człowiek uczył się odpowiedzialności. Tak więc można powiedzieć że klinga w kieszeni pojawiła się bardzo wcześnie w moim życiu. Myślę, ze wiele osób czytających ten wywiad uśmiechnie się i szepnie sobie pod nosem „to tak jak u mnie” . Mając 18 czy 19 lat dość mocno wsiąkłem w rekonstrukcje historyczną, przełom 14 i 15 wieku. Obozując tydzień przed inscenizacją bitwy grunwaldzkiej natrafiłem na stanowisko kowala i stałem jak zaczarowany patrząc na wykuwanie prostych narzędzi takich jak noże i groty do strzał. Ogień, iskry i gorąca stal poddająca się pod młotem – wiedziałem ze w przyszłości zajmę się tym. Nie wiedziałem tylko, że hobby przerodzi się w sposób na życie.

Dlaczego zdecydowałeś się porzucić pracę w korporacji, na rzecz własnego biznesu?

Decyzja była ciężka, zbierałem się w sobie do jej podjęcia ładnych parę lat. Wychodzę z założenia ze „strefa komfortu” powinna być miejscem gdzie lądujemy na chwile po jakimś wyzwaniu, zbieramy siły do kolejnego ataku i gdy tylko się da trzeba ją ponownie opuścić. Nie można się w niej zasiedzieć bo nagle orientujemy się, że ostatnie 15 lat staliśmy w miejscu. Uznałem, że życie jest za krótkie żeby nie robić tego co się kocha, praca nie dająca satysfakcji i poczucia spełnienia bardzo mnie męczyła wewnętrznie. Po 8 godzinach w biurze miałem plik na pulpicie, teraz po 8 godzinach mam ostrze gotowe do hartowania, świadomość ze ktoś będzie używać tego narzędzia w przyszłości to wspaniałe uczucie. Decyzji nie podjął bym sam, żona wspierała mnie od samego początku godząc się na odpuszczanie noży po hartowaniu w naszym kuchennym piekarniku.

Przed jakimi wyzwaniami stanąłeś na początku działalności?

Kiedy zaczynałem czyli jakieś 13 lat temu było bardzo mało informacji na temat knifemakingu w sieci, do wielu rzeczy człowiek dochodził metodą prób i błędów. Dziś jest zgoła inaczej – internet pełen jest poradników i przydatnych informacji. Sam mam też kanał na youtube gdzie pokazuje tajniki tworzenia noży – uznałem, że chętnie się podzielę wiedza którą zgromadziłem przez te wszystkie lata. Na początku mojej walki ze stalą, dużym problemem były tez materiały – pierwszą stal pozyskiwałem z resorów a pierwsze drewniane rękojeści powstawały z desek parkietowych wykonanych z egzotycznego twardego drewna . Dziś jest zgoła inaczej – obecnie w Polsce funkcjonuje parę sklepów internetowych gdzie można się zaopatrzyć we wszystko co jest niezbędne do wykonania noża. Materiały pozyskuje tez na zagranicznych wystawach.

Fot. Instagram.com/trollsky_knives

Czy tylko talent pomógł Ci osiągnąć taki sukces?

Niestety talent to za mało, to tyczy się wszystkich dziedzin naszego życia. Bez ciężkiej konsekwentnej pracy nie ma mowy o jakości . Moje pierwsze noże były małymi koszmarkami, myślę że nie rokowałem za dobrze. Ale byłem zawzięty, starałem się żeby każdy kolejny nóż był lepszy od poprzedniego, nie wielkie skoki w jakości wykonania lecz małe kroczki do celu. Zycie to maraton a nie sprint i trzeba cierpliwie i powoli przeć do przodu. Mój kolega Rafał Brzeski, który robi dużo lepsze noże ode mnie opowiedział mi o regule 10 tysięcy godzin – mniej więcej tyle trzeba żeby dojść w danej dziedzinie do bardzo wysokiego poziomu. Upór i konsekwencja – to jest recepta żeby być w czymś dobry, talent podobno tez się przydaje natomiast ja jako osoba która raczej go nie miała gdy zaczynała stwierdzę, że nie jest on niezbędny.

Co wyróżnia twoje noże?

Chyba nie mi to oceniać. Ludzie twierdzą, że mają dusze, są wyjątkowe i bardzo szybko wytwarza się więź między użytkownikiem, a jego narzędziem. Każdy jest odrobinę inny, ich wspólnym mianownikiem są proporcje i kształt, ponieważ jako osoba dużo czasu spędzająca w lesie oraz często używająca noża wiem co powinien posiadać dobry nóż użytkowy. Tutaj panuje zasada „im mniej tym lepiej” – jestem człowiekiem prostym i myślę, że prostotę przelewam też na moje noże.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Dlaczego unikasz reklamy? Jak zatem o Twoich nożach dowiadują się odbiorcy?

Nie lubię reklam, niezbyt się nimi sugeruje w życiu więc postanowiłem, że nie będę na siłę się reklamował. W przypadku rękodzieła bardzo często najlepiej działa „marketing szeptany” – ktoś kto kupił u mnie nóż i jest z niego zadowolony sam będzie wyrażał opinie o przedmiocie, czy to podczas ogniska ze znajomymi czy otwierając konserwę w schronisku górskim. To nadaje autentyczności. Nowe prace pokazuję głównie na Instagramie, ponieważ uważam, że w tej chwili jest to najlepsza aplikacja do dzielenia się swoją pracą z osobami zainteresowanymi tematem. Prawda jest taka, że w taki nóż zrobiony własnoręcznie zaklina się odrobinę swojej osobowości i fajnie jest czasem pokazać co człowiek robi poza warsztatem, że jest istotą z krwi i kości, a nie anonimowym szlifierzem. Co bardzo lubię w swojej pracy to kontakt z ludźmi – czasami dostanę zdjęcie z drugiego końca świata z moim nożem wbitym w orzecha kokosowego lub z obozu traperskiego na Alasce – człowiek wie wtedy, że dobrze wykonał swoją prace i że nóż spełnia powierzone mu zadania.

Do jakich państw zawędrowały już Twoje noże?

Czasami klienci podczas rozmowy piszą gdzie nóż będzie używany, licząc że coś doradzę. Myślę że moje noże pracowały już na każdym z kontynentów. Często nóż leci w prezencie do odległych krajów jako prezent dla dawno niewidzianego brata czy kolegi. Dość sporo noży zostaje nabytych przez kobiety – dla chłopaka lub męża który zna moje filmy z youtube i wiem że zazwyczaj jest to wielka niespodzianka i bardzo trafiony prezent.

Fot. Instagram.com/trollsky_knives

Jak dużo noży już sprzedałeś? Czy są może znane osoby, firmy, które ich używają?

Nie liczyłem ich nigdy choć to pytanie pojawia się dość często. Marcin Prokop kupił ode mnie nóż zaraz po wywiadzie, wysłałem też nóż z przekutego klucza oczkowego Adamowi Savage znanemu jako jeden z „Pogromców mitów” – film z powstawania noża wylądował na jego stronie co spowodowało, że nagle stał się bardzo popularny, obejrzało go bardzo dużo ludzi i chciałem się jakoś odwdzięczyć, więc wysłałem mu go w prezencie.

Jakie plany masz na najbliższą przyszłość?

Ciężka praca 🙂 Cały czas podnosić jakość. Patrzeć się na lepszych od siebie bo tylko grając z lepszymi graczami można się czegoś nauczyć 🙂 Odkąd dużo przebywam z Rafałem Brzeskim i Marcinem Słyszem (twórcy jednych z lepszych noży składanych na świecie) gdzieś w głowie pojawiła się myśl, że kiedyś i ja chciałbym spróbować noży składanych, chociaż to inny świat niż moje noże, dokładności do dziesiątych milimetra, tytan i sterylna czystość na warsztacie. Czas pokaże.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl