Polak w 24 godziny zebrał 100 tys. funtów na Kickstarterze

Zaczynał od malowania figurek kolekcjonerskich do planszowych gier fabularnych. Dziś z projektem gry planszowej próbuje podbić platformę Kickstarter. W ciągu jednej doby przekroczył zakładany cel zbiórki i na realizację ambitnego projektu zebrał ponad 100 tys. funtów. O genezie gry, specyfice tego biznesu, crowdfundingu jako dobrym sposobie sprzedaży produktów oraz o tym, jak zaistnieć na Kickstarterze opowiada Marcin Świerkot, założyciel firmy Awaken Realms. 

Grzegorz Marynowicz: Wystartowaliście wczoraj z kampanią na Kickstarterze. Powiedz proszę coś więcej o projekcie, na który zbieracie pieniądze?

Marcin Świerkot: Nasz projekt gra planszowa bazująca na jednej z najgłośniejszych gier komputerowych ostatnich lat: This War of Mine. Gra została stworzona przez polską firmę 11 bit studios notowaną na GPW. Autorzy gry Michał Oracz, Jakub Wiśniewski, moja firma oraz 11 bit studios postanowiliśmy wspólnie grę komuterową przenieść na planszę. To bardzo ambitna gra, mająca przybliżyć osobom temat wojny – nie od strony żołnierzy, jak robi to zdecydowanie większa ilość gier, a od strony cywilów. Gra pokazuje dramat wojny i dylematy moralne, które w ciężkich czasach trzeba rozpatrywać. To na prawdę bardzo cieszy, że taki ambitny projekt spotkał się z tak ciepłym przyjęciem na Kickstarterze. Dużo osób bardzo mocno zaangażowała się w projekt i pomaga zespołowi w promowaniu projektu czy chociażby oferuje się, żeby za darmo przetłumaczyć grę. 

Na co potrzebne są Wam środki z tej zbiórki? Na jakim etapie jest realizacja tego przedsięwzięcia? Chodzi o pieniądze na realizację prototypu?

Prototyp został już wykonany i choć wymaga jeszcze trochę pracy to jesteśmy zdecydowanie bliżej finalnego produktu. Żeby jednak ruszyć z produkcją seryjną trzeba zamówić minimum 1 000 sztuk gry z góry, inaczej koszty są olbrzymie (głównie narzędzi – form itd.). Na to potrzebne są pieniądze ze zbiórki, ale służy ona również do zebrania opinii o produkcie.

Skąd pomysł na crowdfunding, jako sposób na pozyskanie finansowania? 

Crowdfunding w mojej ocenie to jedna z najlepszych form „sprzedaży” nowego produktu obecnie dostępna na rynku. Oferuje bezpośredni kontakt z klientem na bazie prototypu, angażuje bezpośrednio ludzi w projekt, pokazuje czy jest zainteresowanie czy nie i przede wszystkim pozwala na dopracowanie produktu tak, żeby odpowiadał oczekiwaniom klientów. Na prawdę polecam taką formę zbierania środków każdej firmie, która myśli o wprowadzeniu nowego projektu na rynek. Wymaga trochę zaangażowania, ale ostatecznie oferuje dużo, dużo więcej niż tylko „pieniądze na start”. 

Zbiórka trwa zaledwie jeden dzień a Wam już udało się przekroczyć wyznaczony cel. Powiedz proszę jak znaczącym impulsem jest obecność na Kickstarterze? Obserwujesz, jak spływają e-maile, zainteresowanie klientów, kontrahentów? 

Tak. Pierwotnie ustaliliśmy docelową kwotę na poziomie 40 tys. funtów, ale po zaledwie 24 godzinach mamy na platformie ponad 100 tys. funtów zadeklarowanych przez 1,8 tys. internautów. Co do Kickstartera jako źródła kontaktów i feedbacku wystarczy spojrzeć na sekcję „komentarze”. Przez niecałą dobę aż 400 osób pytało się o różne kwestie. Nie doliczam tutaj prywatnych wiadomości, maili czy innych interakcji. Łącznie pewnie zebrałoby się około 1000. Strasznie dużo pracy, ale to całe piękno Kickstartera – bezpośredni dialog z klientami. Odzywają się również sklepy czy dystrybutorzy zainteresowani współpracą. Kickstarter daje świetną „widoczność” tak więc z takiej kampanii wychodzi się z dużą ilością kontaktów. 

Co oferujecie użytkownikom, którzy zadeklarują wpłatę? Rozumiem, że to zależy od wysokości kwoty?

Zgadza się. Można otrzymać: Grę, grę + artbook lub limitowaną wersję z podpisami i kolekcjonerskimi materiałami. 

Jakie działania zamierzacie podjąć w zależności o ostatecznej kwoty, którą uda się Wam zebrać? Zapewne macie jakieś warianty.

Będziemy z pewnością dodawać dużo dodatkowych przedmiotów, figurek i komponentów a nawet całe moduły. Bardzo dużo osób pyta o wersje językowe (w tym polskąą) tak więc na pewno też o tym myślimy. Ostatecznie chcemy, żeby gra, którą ludzie otrzymają na Kickstarterze miała w sobie dużo więcej komponentów niż standardowa wersja dostępna potem w sklepach. Tak właśnie działa Kickstarter – klienci płacą z wyprzedzeniem i muszą poczekać trochę na projekt i podejmują ryzyko, ale otrzymują za to dużo więcej w tej samej cenie. 

Aby uruchomić kampanię na Kickstarterze, trzeba się mocno napracować. Czy to prawda, że bez kontaktów się nie obejdzie? Jak Wam to się udało?

To nawet nie tyle kwestia kontaktów, co ciężkiej pracy i dialogu z ludźmi przed kampanią. Kampania sama z siebie nigdy nie „ruszy”. Zawsze za najlepszymi kampaniami stoją osoby, które wiedzą co robią. My zdobyliśmy już dużo doświadczenia przy poprzednich naszych projektach i to bardzo nam pomogło. Dodatkowo na pewno produkt jest wysokiej jakości, a dobry produkt sam się broni. 

Jakie warunki trzeba było spełnić, aby się dostać na Kickstarter?

Wbrew pozorom nie jest to trudne. Największym problem z perspektywy osoby żyjącej w Polsce jest potrzeba znalezienia zaufanego pośrednika, który jest mieszkańcem / firmą zameldowaną w Wielkiej Brytani, USA, Niemczech lub innych krajach. Na chwilę obecną nie ma możliwości wystartowania projektu bezpośrednio z Polski. Nie ma żadnych limitów, formalności czy papierologii. Wystarczy skan dowodu, dokumentów spółki i można ruszać ze zbiórką! 

Projekt This War Of Mine to nie pierwsze Wasze przedsięwzięcie w ramach firmy Awaken Realms. Skąd w ogóle Wasze zainteresowanie grami fabularnymi? 

To dla nas pasja i praca. Uważamy, że gry to niesamowicie silne medium, które w dzisiejszych czasach zostało sprowadzone do jedynie rozrywki. My w tym wszystkich chcemy przemycić ważny przekaz i wartości, stąd This War of Mine jest idealnym projektem dla naszej firmy. 

Powiedz proszę, jak od kuchni wygląda tworzenie tych niezwykłych figurek i innych elementów niezbędnych w każdej grze. Kto się tym zajmuje, jak wygląda cały proces. Robicie to w Polsce?

Robimy to w Polsce. Mało tego – robimy to u siebie! Kupiliśmy własną drukarkę 3D, zatrudniamy rzeźbiarzy, tak więc jesteśmy technologicznie w pełni przygotowani do tego typu wyzwań. Pozostałe elementy to raczej standardowe komponenty, które znajdują się w grach planszowych. Te produkowane są dla nas w polskich drukarniach. 

Przyznam, że dla mnie te produkty to zupełna abstrakcja. Jak się je promuje, jakimi kanałami sprzedaje? Do jakich krajów najczęściej sprzedajecie swoje produkty?

Promocja to trudne wyzwanie. Trzeba korzystać z mediów społecznościowych, wypowiadać się na forach, współpracować z portalami branżowymi a nawet udzielać się w grupach fanów czy pokazywać się na targach.  Kraje, do których głównie sprzedajemy to: USA, Europa Zachodnia, Australia, Chiny oraz Kanada. Miłośnicy tzw. planszówek są wszędzie. Jeśli chodzi o sprzedaż to wygląda ona podobnie jak innych branżach. Produkty sprzedawane są przez internet oraz lokalnych sklepach hobbystycznych.

Opowiedz coś o rynku, na którym działacie. Gdzie plasuje się na nim Wasza firma? Kto jest głównym konkurentem? 

Nasza firma zaczęła jako studio malujące figurki kolekcjonerskie a następnie dodaliśmy do portfolio: robienie modeli 3D, druk, odlewy żywiczne, tworzenie gier Tabletop czy tworzenie Dioram na wystawy. Działalność prowadzimy od niecałych dwóch lat więc jak widać dosyć szybko się to wszystko rozwija.

Co do głównego konkurenta to staramy się nie patrzeć na inne firmy. Po prostu robimy swoje i słuchamy klientów. Z resztą, bardzo dużo firm z branży ma bardzo podobne podejście. To nie jest rynek bardzo konkurencyjny. Jeżeli dany klient jest fanem danego gatunku, to jak wyjdzie jedna dobra gra, kupi ją. Jeśli natomiast wyjdą trzy dobre gry to kupi je wszystkie od trzech różnych firm.

Dziękuję za rozmowę

Komentarze

WP

12 maja 2016 Odpowiedz

„na prawdę”, „z resztą” – łącze sie w bulu i nadzieji

omgvoy

12 maja 2016 Odpowiedz

Brawo!

Janusz

20 lipca 2016 Odpowiedz

Komentarze

Aby dodać komentarz Zaloguj się lub Zarejestruj w MamBiznes.pl