Student miliarder w tanich sandałach

Jest młodzieńcem jak każdy inny choć w e-biznesie osiągnął już niemal wszystko. Na śniadanie jada płatki z papierowej miseczki. Zamiast luksusowych apartamentów woli swój pokój i materac na podłodze. Do szkoły chodził piechotą w wytartych już nieco sandałach. Ulubiony strój – sportowa bluza, ulubiona gra – scrabble.  Nieśmiały, zamknięty w sobie, z dziwnym poczuciem humoru. Jedyne co odróżnia Marka Zuckerberga od reszty jego rówieśników to tytuł najbogatszego studenta na ziemi. Jak więc wyglądała droga do sukcesu twórcy Facebooka?

Dla żółtodziobów

Mark Zuckerberg urodził się 14 maja 1984 r. w miasteczku Dobbs Ferry, w rodzinie amerykańskich żydów. Młodość jak każde dziecko spędzał głównie z rodzicami w domu i kolegami na podwórku. W jego życiu od młodych lat ważne miejsce zajmował komputer choć  na początku miłość ta przejawiała się wyłącznie w postaci godzin spędzanych nad grami komputerowymi.

Przełomowym momentem okazała się chwila, w której na biurku 11 letniego wówczas chłopca pojawiła się książka „C++ dla żółtodziobów”. Młodzieniec postanowił sobie wtedy, że dzięki niej posiądzie tajniki programowania. Po przeczytaniu kilku stron lektury zapał szybko zgasł. Jak dziś przyznaje „początkowo było to dla mnie zbyt trudne, więc to rzuciłem”. Jednak jak przystało na ambitnego nastolatka, po chwili kryzysu spróbował raz jeszcze i się udało. „Programowanie pochłonęło mnie bez reszty” – wspomina Mark.


Z pasji do Rzymu

Zdobytą wiedzę wykorzystał bardzo szybko tworząc komputerową wersją planszowej gry „Ryzyko”. Impulsem, który zrodził pomysł stworzenia gry była fascynacja historią rzymskiego Imperium i właśnie w tamtych czasach osadził jej akcję.  Wymyślił postać wirtualnego Juliusza Cezara, którego inteligencja była tak duża, że nawet sam twórca gry miał problemy z pokonaniem internetowego mędrca.
Super odtwarzacz

Jako szesnastolatek Mark trafił do renomowanej szkoły Phillips Exeter Academy w New Hampshire. Elitarna uczelnia pozwoliła młodzieńcowi rozwinąć programistyczne skrzydła, które ponownie dały o sobie znać na ostatnim roku szkoły. Właśnie  wtedy młodzieniec razem ze swoim przyjacielem Adamem D’Angelo(obecnym dyrektorem ds. technologii Facebook.com), uruchomili nowatorską aplikację do odtwarzania muzyki o nazwie Synapse. Innowacyjność projektu polegała na tym, że program potrafił rozpoznawać preferencje muzyczne właściciela na podstawie jego wcześniejszych wyborów. Swoje dzieło Mark i Adam udostępnili na stronie  Slashdot.org i o młodzieńcach zrobiło się głośno.

Fama o ciekawej aplikacji dwójki chłopców spowodowała, że do drzwi ich internatu zaczęły pukać takie firmy jak Microsoft czy AOL. „Codziennie mieliśmy oferty zakupu naszego programu. Niektórzy proponowali kwoty sięgające nawet 2 mln dol., ale wszystkie konsekwentnie odrzucaliśmy – przyznaje Mark. Jak później stwierdził w jednym z wywiadów „Nie lubię naklejać cen na rzeczach, które robię”.

Jeśli nie Oxford to Harvard

Po skończeniu elitarnej szkoły w Exeter, Mark  Zuckerberg kontynuował edukację na nie mniej renomowanym Harvard University. Nieoczekiwanie kierunkiem, który wybrał była psychologia. „Choć moją miłością wciąż było programowanie to nie mogłem tego robić 24 godziny na dobę” tłumaczy dziś swoją decyzję młodzieniec. „Nawet od kochanki trzeba odpocząć” – dodaje ze śmiechem Mark.

Na dywaniku

Na drugim roku studiów stworzył Facemash.com – internetowy ranking popularności studentów uczelni. Idea przedsięwzięcia była prosta. Studenci zamieszczali na portalu swoje fotografie, które następnie pozostali użytkownicy oceniali w skali od 1 do 10. Osoby, które uzyskały najlepsze noty trafiały na listę dziesięciu najfajniejszych mieszkańców danego akademika. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i szybko zyskał dużą popularność jednak pojawił się poważny problem. Oceniane zdjęcia pochodziły bowiem z akademickiej bazy danych studentów co administracja i władze uczelni uznały za naruszenie prywatności tych osób. Rozmowa z dziekanem i groźba usunięcia ze studiów szybko przekonały Marka do zamknięcia popularnego serwisu.

Początki Web2.0

Młodzieniec nie rezygnował jednak ze swojego pomysłu platformy dla studentów. Dzięki przygodzie z Facemash.com wiedział, że w Internecie jest zapotrzebowanie na tego typu serwis. Do swojej idei wrócił niedługo po zamknięciu Facemash.com, kiedy to zgłosili się do niego trzej studenci Harvardu: Tyler i Cameron Winklevoss oraz Divya Narendra. Zaproponowali Markowi budowę portalu społecznościowego dla absolwentów Harwardu. Nowa witryna o nazwie HarvardConnection szybko ujrzała światło dzienne, ale nie odniosła już takiego sukcesu jak Facemash.com. Na domiar tego, trójka byłych wspólników oskarżyła później Marka o stworzenie Facebooka na należącym do nich kodzie serwisu HarvardConnection.

Startuje Facebook.com

Studia powoli mijały a Zuckerberg angażował się w międzyczasie w różne przedsięwzięcia. Jego oczkiem w głowie była jednak praca nad internetową książką studentów. Młodzieniec chciał przenieść do sieci zestawienia prezentujące zdjęcia poszczególnych studentów wraz z podstawowymi danymi na ich temat. Pomysłem podzielił się ze swoimi współlokatorami Dustinem Moskovitzem i Chrisem Hughesem i prace nad prototypem ruszyły. Serwis miał być prosty i przejrzysty. „Nie interesowały mnie graficzne fajerwerki, a funkcjonalność i prostota” – przyznaje Mark.

„Podobny projekt szykowała także nasza uczelnia dlatego musieliśmy się spieszyć – dodaje młodzieniec. Udało się. Serwis  Thefacebook.com wystartował po zaledwie dziesięciu dniach pracy. Mark i koledzy z pokoju założyli pierwsze konta po czym informację o portalu rozesłali swoim kolegom ze studiów. W pierwszym dniu na Thefacebook.com zalogowało się ponad 1200 studentów. Początkowo tylko studenci Harvard University mogli korzystać z serwisu, ale ten punkt regulaminu szybko został zniesiony.

Odpocząć od uczelni

Witryna zdobywała nowych użytkowników w bardzo szybkim tempie. Rosnący ruch na stronie powodował coraz to nowe problemy i wymuszał na młodzieńcach pracę po 14 – 16 godzin na dobę. 250 000 zarejestrowanych użytkowników stuknęło we wrześniu, a ogrom obowiązków spowodował, że Mark postanowił „odpocząć od uczelni”. „Po prostu nie dawałem już rady godzić studiów i pracy nad serwisem” – wspomina młodzieniec.

Miliarder w klapkach

Rosnąca popularność serwisu wymagała dużych inwestycji w infrastrukturę techniczną. „Potrzebne były pieniądze na lepsze serwery dlatego zdecydowaliśmy się na współpracę z inwestorem” – mówi Mark. Aniołem biznesu, który wyłożył niezbędne środki był Peter Thiel – współwłaściciel firmy PayPal. Biznesmen dofinansował portal Thefacebook.com kwotą 500 tys. dolarów, która pozwoliła wyjść młodzieńcom na prostą. Pieniądze pomogły także zakupić nową domenę Facebook.com.

Popularność serwisu przerosła najśmielsze oczekiwania jego twórców. Od początku 2007 roku na witrynie swoje konto zakładało dziennie około 250 tys. nowych użytkowników. Historia zatoczyła koło i po projekt Marka ponownie pytali najwięksi tego świata jak Microsoft czy Google. Temu pierwszemu udało się kupić jedynie 1,6 proc. udziałów Facebooka. Gigant zapłacił za mały pakiet witryny aż 246 mln dolarów.

Przeczytaj podobne historie sukcesu na MamBiznes.pl:

Milioner przed dwudziestką 

Sprzedają słowa w Internecie

Jak wieczny student został miliarderem

Na całym świecie z serwisu korzysta 1,2 mld użytkowników. W Polsce społeczność liczy już 10 mln internautów, co daje naszemu krajowi 23. miejsce w światowym rankingu Facebooka. Najwięcej kont na serwisie mają Amerykanie – 165 milionów. Na kolejnych pozycjach znalazły się Brazylia, Indie, Indonezja, Meksyk oraz Wielka Brytania. Popularne komentarze i i firmowy znak „Lubię to” – łącznie użytkownicy dodają około 3 miliardów dziennie. Pakiet posiadanych przez założyciela akcji czyni go jednym z najmłodszym miliarderem na ziemi. Mimo to, młodzieniec wciąż pozostaje taki sam. Ubiera sportową bluzę i maszeruje w tanich klapkach do sklepu po płatki śniadaniowe.

Grzegorz Marynowicz

wykorzystano Wikipedia.org, Wired.com. Mashable.com