Za 0,5 mln zł stworzyli startup, który rusza w świat

Poradników od osób, które osiągnęły sukces w Polsce i za granicą jest bardzo wiele. Zanim zacznie się własną działalność, warto przeczytać ich jak najwięcej. Bardzo lubię motto „albo ma się duże doświadczenie albo umie się czytać i słuchać” – mówi Krystian Dylewski, współzałożyciel 2Take.it. Wspólnie z kolegą wydali już 500 tys. zł na realizację swojego projektu internetowego, z którym ruszają na globalny rynek.

Jaki jest Wasz pomysł na biznes w internecie?

Stworzyliśmy platformę Customer Engagement o nazwie 2take.it, oferującą system lojalnościowy. Z badań marketingowych wynika, że firmy, które regularnie notują lepsze wyniki od konkurencji, cechuje wysoki współczynnik Net Promoter Score (wynik świadczący o stopniu lojalności klientów), a ten natomiast jest mocno zależny od zaangażowania klientów. Żeby wzmocnić zaangażowanie, wynagradzamy punktami nie tylko za lojalność przy zakupach, ale też za wszelkie inne korzystne dla marki czynności: dzielenie się kontentem danej firmy w mediach społecznościowych, udział w konkursach, komentowanie na forach, wypełnienie ankiety itp. Takich czynności nikt w Polsce dotąd nie powiązał w jeden spójny program.

Ciekawą technologią w naszym systemie jest też moduł lojalnościowy oparty o zdjęcia paragonów. Obsługa wydaje paragon, klient robi zdjęcie smartfonem i automatycznie naliczają mu się punkty lojalnościowe. 

Jaka jest geneza 2take.it? Jak zrodziła się idea stworzenia takiej platformy?

Pracując w agencji interaktywnej, wielokrotnie zajmowałem się organizacją konkursów wirusowych w mediach społecznościowych. Wielu uczestników naprawdę się napracowało. Zbierali czasem dziesiątki czy nawet setki głosów swoich znajomych. Byli lojalnymi klientami danej firmy i  mocno się angażowali. 

Chcieliśmy zacząć wynagradzać każdego, kto się zaangażował i motywować do dalszego działania w przyszłości, a nie nagradzać tylko tych, którzy wygrali konkurs. Oczywiście jeśli ktoś zebrał 10 głosów, nie miał szans na jakąkolwiek nagrodę. Wpadliśmy jednak na pomysł, że taka osoba może po prostu dostawać punkty. Jak weźmie udział w kilku konkursach, to po pewnym czasie nazbiera ich tyle, że będzie mogła dostać upominek. 

Kolejną metodą na zwiększanie liczby punktów jest udział w programie partnerskim – klient robi zakupy, a później poleca produkt. Do tego dodaliśmy jeszcze udostępnianie treści danej firmy w mediach społecznościowych , komentowanie, wypełnianie ankiet itp. Wszystko po to, by jak najbardziej angażować klientów.

W pewnym momencie u jednego z potencjalnych partnerów agencji pojawił się problem stworzenia systemu, który umożliwiałby zbieranie punktów za zakupy w świecie realnym i łączył ten fakt z działaniami użytkowników online. Widzieliśmy, że większość sklepów czy restauracji wciąż używa tradycyjnych pieczątek, podbijanych w momencie zakupu. Wpadliśmy wtedy na pomysł użycia paragonów fiskalnych.  Tak powstał 2Take.it. Jest to platforma, w której każdy przedsiębiorca, nawet bez wiedzy technicznej, będzie mógł niemal samodzielnie stworzyć własny system lojalnościowy, łączący świat wirtualny z zakupami na żywo. 

Kto jest docelowym użytkownikiem platformy? Jaką potrzebę zaspokajacie?

Platforma przeznaczona jest dla każdej firmy B2C – w szczególności takiej, wokół której funkcjonuje już jakaś społeczność. Naszymi partnerami będą sklepy internetowe, kawiarnie, restauracje, bary typu fast food, kwiaciarnie, salony kosmetyczne, fryzjerskie itp. Nasz produkt pozwala angażować społeczność i przełożyć to na lojalność wobec danej marki czy firmy. 

Ile kapitału zainwestowaliście na starcie? Na co zostały wydane te pieniądze?

Do tej pory zainwestowaliśmy 500 tys. zł w dwóch transzach. Środki posłużyły na rozwój produktu, a także do optymalizacji funkcjonalności. Wszystko po to, by jak najlepiej dopasować się do potrzeb klientów i użytkowników.  

Czym zajmowaliście się zanim uruchomiliście ten projekt?

2Take.it tworzyłem razem z Adamem Domańskim, który przez lata był dyrektorem administracji w dużych korporacjach. Ukończył studia Executive MBA. Obecnie jest aniołem biznesu, aktywnie wspiera startupy. Sam posiadam doświadczenie w business intelligence na stanowisku IT Project Manager. Jestem pasjonatem marketingu internetowego i technologii rozwoju aplikacji mobilnych. 
Czy wzorowaliście się na jakimś zagranicznym projekcie? Jakie wskazałbyś projekty działające w podobny sposób?

Pod wieloma względami 2Take.it przypomina SalesForce. Jest to platforma typu Customer Relationship Management, służąca do zarządzania relacjami z klientem. Rocznie osiąga przychód na poziomie 4 mld dolarów. 2Take.it to platforma typu Customer Engagement. Nie znamy podobnego projektu.  Od samego początku zależało nam, by odróżnić się od innych. Są na pewno platformy oferujące pojedyncze moduły, przypominające w wybranym obszarze 2Take.it np. platformy konkursowe czy lojalnościowe. Wynagradzanie klientów za wszystkie pozytywne dla danej marki czynności tymi samymi punktami jest jednak zdecydowanie nową koncepcją. 

 
Podobne podejście zaczyna stosować Payback, który działa w wielu krajach, również w Polsce. Samą technologię wynagradzania za paragony stosuje duża amerykańska firma segmentu loyalty, która osiąga wysoką rentowność. Jak przekonujecie klientów do korzystania właśnie z Waszego produktu?

Mamy bardzo dobre efekty. Wiadomo, że marketing wirusowy i rekomendacyjny okazuje się niezwykle wydajny, jeśli zestawimy efekty i koszty. 1 tysiąc użytkowników w naszym systemie zaprasza 15 tysięcy kolejnych. To robi wrażenie. 

Dodatkowo 2Take.it jest niezwykle przystępny dla przedsiębiorców. Nie muszą niczego instalować, a obsługa klienta nie musi wykonywać żadnych dodatkowych działań. Daje nam to przewagę nad działającymi do tej pory rozwiązaniami.  

Z czego platforma czerpie przychody? Na czym zarabiacie?

Obecnie sprzedajemy dostęp do platformy agencjom interaktywnym. Kiedy przychodzi do nas jakiś sklep internetowy lub kawiarnia z pytaniem o dostęp naszej oferty, odsyłamy do listy partnerów opublikowanej na stronie internetowej. 

Jakie macie pomysły na promocję platformy? 

Będzie to marketing online 360 stopni: Buzz, Viral, ePR, SEO, CPM/CPC, Affiliate. Mamy też kilka całkowicie unikalnych pomysłów na marketing, których jeszcze nie mogę zdradzić.

Czy macie już pierwszych klientów? Możesz się pochwalić jakimiś liczbami?

Tak, obecnie mamy 10 klientów, którzy płacą za naszą usługę, są to przede wszystkim agencje interaktywne. Na platformie zarejestrowało się ponad 3 tys. użytkowników, którzy zaprosili wirusowo prawie 50 tys. osób. Wyniki te napawają nas optymizmem.

Rozumiem, że myślicie o globalnym rozwoju? Stawiacie sobie w tym zakresie jakieś cele?

Tak, chcemy mieć do końca następnego roku kilka tysięcy klientów na całym świecie. 

Co mógłbyś poradzić osobom, które myślą o biznesie w sieci. Od czego zacząć, na co zwracać szczególną uwagę?

Poradników od osób, które osiągnęły sukces w Polsce i za granicą jest bardzo wiele. Zanim zacznie się własną działalność, warto przeczytać ich jak najwięcej. Bardzo lubię motto „albo ma się duże doświadczenie albo umie się czytać i słuchać”.  Można znaleźć wiele autorytetów z konkretnej branży, które osiągnęły sukces. Warto przestudiować jak najwięcej wypowiedzi i kejsów. 

Wchodzenie na rynek, tworzenie produktu bez dużej wiedzy to jak wejście amatora na boisko rugby pierwszej ligi – może być ciężko i boleśnie. W internecie konkuruje się obecnie z całym światem, również z korporacjami.  

Na pewno trzeba angażować się wyłącznie w bardzo innowacyjne przedsięwzięcia – o wiele łatwiej zainteresować nimi rynek, klientów itp. Należy jak najwięcej rozmawiać z potencjalnymi klientami i użytkownikami – pokazywać im modele, koncepcje, fragmenty interfejsu. Trzeba przy tym nastawić się na zmiany w biznesie i dopasowanie go do rynku. Potrzebna jest tu duża elastyczność. Żeby móc dostosować produkt czy model biznesowy trzeba mieć spore zaplecze finansowe, bo tzw. product fit osiąga się średnio przy 3-5 spinie, czyli zmianie w przyjętych założeniach biznesowych. 

Od samego początku warto rozwijać sieć kontaktów. W pewnym momencie wszystko zaczyna toczyć się bardzo szybko i dobrze mieć wtedy do kogo się zwrócić. Należy dbać równolegle zarówno o rozwój produktu, jak i sposoby dotarcia do rynku, efektywność sprzedaży itp.  

Kontakty w Dolinie Krzemowej i rozmowy z osobami, które tam prowadzą startup mogą otworzyć oczy na różne kwestie. Obecnie to tam powstają najszybciej rozwijające się startupy. Osobiście, gdybym miał zaczynać startup jeszcze raz, starałbym się dostać do akceleratorów biznesu w Dolinie Krzemowej. Pieniądze to naprawdę nie wszystko. Know how jest na wagę złota. 

– Zaczynał od sprzedaży gier. Dziś jego firma warta jest 120 mln zł

– Polak ma kosmiczny pomysł na biznes

– Od dwuosobowej firmy do biznesowego sukcesu

Dziękuję za rozmowę

Komentarze

E-COMMERCE

5 sierpnia 2015 Odpowiedz

W Polsce rynek e-commerce jest chory, przyzwyczajanie kilienta do darmowej dostawy, punkty, bony,dalej opine,ceneo allegro z marżą 10zł, a teraz jeszcze to. Takie bzdury tylko w Pl aha zgżyt zębami jak się nie ma na ZUS !! Prowadzę biznes e-commerce w polsce i po w kilku innych krajach Eu i tam są normale marże i normalna konkurencja.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*