Osiąga większe zyski, bo zrezygnowała z opakowań

Małgorzata Staniszewska ideę zero waste postanowiła przekuć w biznes, tworząc Naturofakturę i BIOrę. Jak się okazało niestosowanie opakowań zwiększa dochody firmy – Wszystkie te aspekty: niższa cena, elastyczność, ekologiczne podejście –  wpasowują się w oczekiwania współczesnego rynku, co może się przełożyć na wielkość sprzedaży i przychodów – mówi Małgorzata Staniszewska, założycielka BIOrę.

Fot. Katarzyna Ostrowicka

Bartłomiej Godziszewski: Skąd u Pani takie zamiłowanie do idei Zero Waste?

Małgorzata Staniszewska, BIOrę: Nie wiem czy zamiłowanie to dobre określenie. Na pewno jestem ogromnym zwolennikiem stosowania idei Less i Zero Waste i propaguję obie idee, jak tylko mogę. Wynika to z poczucia odpowiedzialności za działania ludzi na świecie.

Ziemia bardzo ucierpiała w starciu z człowiekiem. Wycinane lasy, wyjałowione gleby,  tony betonu, asfaltu, plastiku i przelewające się od nadmiaru wysypiska śmieci – to są niepowetowane szkody, które my ludzie wyrządziliśmy światu. Prawdopodobnie na tyle duże, że nigdy nie uda nam się ich naprawić. Nie dość, że to co zrobiliśmy Ziemi, jest zupełnie nieetyczne. Na dodatek podejmowane przez człowieka działania są nielogiczne i autodestrukcyjne – jesteśmy przecież uzależnieni od zasobów naturalnych, do których wyniszczenia doprowadzamy (woda, gleba, powietrze, lasy). Nie zamierzam się pod tym podpisywać i robię wszystko, żeby pokazać inne rozwiązania, zaproponować inny styl życia i bycia – stąd podejście Less i Zero Waste. Uważam, że spotkał mnie ogromny przywilej mieszkania na przepięknej planecie – zamierzam o nią dbać najlepiej, jak potrafię.

Początkowo uruchomiła Pani Naturofakturę. Na czym ten biznes polega?

Naturofaktura to niewielka rodzinna marka. Powstała z szacunku do przyrody. Proponujemy estetyczne i ekologiczne produkty codziennego użytku – worki zakupowe, które są świetną alternatywą dla powszechnie dostępnych i niszczących zaśmiecających środowisko „foliówek”, torby na zakupy, bawełniane woreczki na chleb. Nasze produkty dostarczamy do sklepów sprzedających produkty na wagę i wnętrzarskich, prowadzimy też sprzedaż przez Internet. Marka cieszy się sympatią i pojawiają się liczne zapytania o współpracę, co nas niezmiernie cieszy.

Skąd wziął się pomysł na taki biznes?

Pomysł na Naturofakturę powstał z potrzeby serca. To marka z misją, która ma inspirować Klientów do stosowania pro-ekologicznych rozwiązań, zwolnienia tempa codziennego życia, zatrzymania się na chwilę i rozejrzenia wokół siebie, docenienia świata. Brzmi górnolotnie, ale wizja lepszego i szczęśliwego świata była przyczyną powstania tego biznesu i nadal jest jego motorem do działania. Natomiast pomysł związany z dystrybucją zdrowej żywności na wagę przyszedł mi do głowy nieco później. Uznałam, że jest to idealne uzupełnienie moich dotychczasowych proekologicznych działań. Poza tym śledziłam działalność takich sklepów w innych krajach i chciałam się przekonać czy w Polsce też już jest na to rynek.

Dość istotnym argumentem przy podejmowaniu decyzji o rozpoczęciu biznesu była także chęć posiadania stałego dobrego dostępu do zdrowej wysokojakościowej żywności dla siebie i moich bliskich.

Z jakimi trudnościami musiała się Pani zmierzyć?

Najtrudniejsze było dla mnie przyjęcie do wiadomości faktu, że nie jesteśmy w stanie wynegocjować ze wszystkimi dostawcami poszanowania idei Zero Waste – dostawy mimo próśb i starań nieraz przychodzą do nas w folii stretch lub z plastikowymi wypełniaczami. Staramy się rozmawiać i przekonywać – jesteśmy jednak jedną z nielicznych firm, która kupuje żywność w zbiorczych opakowaniach, więc dostosowanie się do naszych potrzeb nie jest priorytetem dla importerów i hurtowników. Trudne jest też nieraz znalezienie odpowiedniego wyposażenia do sklepów – np. długo szukaliśmy sposobów na dystrybucję płynnych kosmetyków dla domu, takich jak płyn do mycia naczyń czy mydło do rąk. Znaleźliśmy finalnie rozwiązanie, ale marzą mi się dalsze usprawnienia, które jednak wymagałyby dalszych inwestycji.

Kiedy Pani zdecydowała się na kolejny biznes i dlaczego?

BIOrę to dwa sklepy stacjonarne oraz sklep internetowy. Początkowo mieliśmy tylko punkt na ul. Garbary 44. Sklep odwiedzali Klienci z całego Poznania, ale też z jego okolic. Kupowali u nas zarówno Polacy, jak i Klienci zagraniczni. Znaczną część osób robiących zakupy w BIOrę na Garbarach stanowili lokalni mieszkańcy.  W związku z rosnącą sprzedażą i chęcią poszerzenia dotarcia do szerszej grupy klientów, a także rozwojem sprzedaży internetowej, zdecydowaliśmy się na otwarcie drugiego punktu na ul. Kościelnej 15. Byliśmy ciekawi, czy w jednym mieście jest przestrzeń dla dwóch sklepów o tym samym profilu. BIOrę na Kościelnej 15 działa od września 2018 i jak dotąd wyniki wskazują, że dla obydwu punktów jest w Poznaniu miejsce, co niezmiernie nas cieszy. Naszym marzeniem jest, by sklepy takie jak BIOrę – czyli sprzedające wysokiej jakości żywność bez opakowań – były dostępne w każdej dzielnicy każdego miasta.

Fot. Katarzyna Ostrowicka

Czy udało się Pani przekonać poznaniaków do zakupów bez używania plastiku?

Myślę, że udaje nam się przekonywać naszych Klientów do rezygnowania z plastiku. Wiele odwiedzających nas osób jest już zwolennikami podejścia Less i Zero Waste, ale też wiele osób przekonuje się do zakupów na wagę po odwiedzinach w BIOrę. Dowiedziawszy się o stojącej za naszą działalnością idei, Klienci często podsumowują wizytę w sklepie zdaniem „No i tak to powinno wszędzie wyglądać!”. Osoby sceptycznie podchodzące do tematu sprzedaży nieopakowanego jedzenia często są zdziwione, że sprzedaż żywności na wagę może być… higieniczna. Po zapoznaniu się ze sposobem działania naszego sklepu, zmieniają często zdanie. Jest też wiele osób, które twierdzą, że nasze jedzenie smakuje lepiej – niektórzy wiążą to ze sposobem przechowywania jedzenia i brakiem jego styczności z tworzywami sztucznymi. Coraz większa liczba Poznaniaków kupuje u nas produkty do własnych opakowań! Takie zakupy nagradzamy zawsze 5 proc. rabatem.

Dlaczego Pani skupiła się tylko na produktach EKO?

Nie mogę powiedzieć, że TYLKO na produktach EKO. Choć faktycznie wśród surowców w moim sklepie 99 proc. produktów jest certyfikowanych. Mamy jednak w ofercie także sprawdzone, lokalne, niecertyfikowane produkty. Wyznacznikiem jest dla mnie wysoka jakość. Zanim wprowadzę produkt do oferty sklepów, zawsze sprawdzam pochodzenie składników, z których jest zrobiony i sposób jego powstawania. To samo zresztą dzieje się z surowcami – zanim dopracowałam asortyment sklepu, porównywałam ze sobą najróżniejsze towary, także konwencjonalne z certyfikowanymi. Jakość stała za tymi drugimi, więc to one znalazły się w ofercie BIOrę.

Czy myśli Pani może o uruchomieniu kolejnych sklepów, nie tylko w Poznaniu, ale także w innych częściach kraju?

Tak, myślę o kolejnych punktach w innych miastach. Część działań jest już w fazie realizacji. Za wcześnie jednak, żeby zdradzać szczegóły.

Czy uważa Pani, że niestosowanie opakowań (sprzedaż na wagę) może zwiększyć przychody? Dlaczego?

Tak uważam. Dlaczego? Przepakowanie jedzenia do jednostkowych małych opakowań to konkretne koszty – właściciel sklepu, decydując się na taki towar, musi je pokryć. Przy zakupie niekonfekcjonowanych surowców te koszty odpadają, w związku z czym żywność jest tańsza. Co prawda zatowarowanie się wymaga większych inwestycji, jednak finalnie można zaoferować lepszą cenę produktów Klientowi końcowemu. Atrakcyjna cena za produkty wysokiej jakości jest wymiernym argumentem dla zainteresowanych zdrowym żywieniem Klientów. Ponadto przy takiej dystrybucji Klient sam może zadecydować o tym, jaką ilość produktu zakupi. Dodatkowo duże znaczenie ma proekologiczna strona sprzedaży bez opakowań. Wszystkie te aspekty – niższa cena, elastyczność, ekologiczne podejście – wpasowują się w oczekiwania współczesnego rynku, co może przełożyć się na wielkość sprzedaży i przychodów.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

Roo

6 lutego 2019 Odpowiedz

Wszystko fajnie idea szczytna.
Ale jak czytam o foliówkach, że są be i że najlepiej mieć torbę wielorazową, to niech się ktoś zastanowi do czego wyrzuca śmieci.
Chyba do worka na śmieci, który … też jest foliowy.
Ja do każdych zakupów kupuję reklamówkę, za 0,3 gr, która służy mi za worek na śmieci…. i jestem tak samo eko.

Avatar

Marrryjka

7 lutego 2019 Odpowiedz

Jeśli się odpowiednio sortuje odpady (wraz z selekcją bioodpadów), to śmieci, które trafiają do domowego kosza są suche. Wiadro się nie brudzi i nie trzeba stosować dodatkowego worka. Trzeba się tylko pofatygować z wiadrem do kontenera na śmieci, ale w końcu ruch to zdrowie.

Avatar

Amon

7 lutego 2019 Odpowiedz

Nie, nie jesteś Eko. Jeszcze w latach 80-tych nie było w ogóle ani foliówek, ani worków na śmieci. Śmieci wyrzucało się bezpośrednio z kosza do zsypu lub kubła. Kosze myło się co jakiś czas. Mleko przynosił mleczarz w butelkach szklanych, zabierając puste butelki sprzed drzwi. Teraz nie dość że ludzi jest coraz więcej, to każda rzecz jest zapakowana w 15 różnych opakowań, zabawki są w większości plastikowe (z Chin) i na baterię. Dziecko bawi się tym chwilę, a potem te baterie i te plastiki trafiają na wysypisko na setki lat. Chyba, że dziecko akurat jest z domu, gdzie tatuś zainstalował kocioł na paliwo stałe – wówczas te baterie i te plastiki trafiają do paleniska i potem do atmosfery. (Dziecko potem dostanie raka od tego, ale to dopiero za ileś lat a na razie tatuś jest dumny z siebie, że jest taki zaradny bo nie płaci za śmieci ani za opał). Dodatkowo, każda taka zabawka jest w kartonie i w folii, a jeszcze często zapakowana na prezent w papier i siatkę prezentową. „This is the road to hell” jak śpiewał Chris Rea, ale żeby się o tym przekonać, ludzkość musi spotkać prawdziwa globalna tragedia.

Avatar

Dorka

7 lutego 2019 Odpowiedz

Niestety świadomość ludzka jest mierna, żeby nie powiedzieć żadna. Wygodnictwo wzięło górę. Najlepiej nie wiedzieć, nie widzieć, nie interesować się, nie uświadamiać się, bo po co. Przecież każdy jest zadowolony. Producent wyprodukuje , handlarz kupi i sprzeda. Oboje zarobią. Przecież chodzi tylko o zysk. Konsument kupi i spożytkuje i myśli, że wszystko jest ok. A to że są uboczne skutki w postaci zatrucia naszej ziemi, naszej planety, to każdy uważa, że to nie jest jego sprawa. Niech się inni tym zajmą. Uważamy ,że są ci inni, którzy dbają o to, aby wszystko było w porządku. Tylko kto to są ci inni? Przecież to nikt inny tylko my sami, my wszyscy przyczyniamy się do niszczenia naszego wspólnego domu jakim jest nasza Planeta. Co zostawimy naszym dzieciom, wnukom? Co o nas będą myśleć przyszłe pokolenia? Jakie one będą, w jakich warunkach przyjdzie im żyć? Przecież nasza planeta nie jest z gumy i nie jest niezniszczalna. Ktoś w końcu musi posprzątać po nas, jeżeli my się za to nie weźmiemy . Musimy zacząć od samych siebie, od naszego myślenia, naszego działania. Przecież to my jesteśmy końcowym odbiorcą wyprodukowanych rzeczy, żywności itp. To my decydujemy czy chcemy mieć zapakowane np. jedzenie w folię czy może w ekologiczne torby. Zacznijmy więc od siebie i zacznijmy wymagać od innych. Zmieniajmy ten świat na lepszy dla naszych dzieci i następnych pokoleń.

Avatar

EkoCfaniaki

7 lutego 2019 Odpowiedz

Hehe ciekawe w jakiej postaci (w co zapakowane) dostarczaja im te produkty do sklepu zanim przesypia je do szklanych opakowan 😀

Avatar

Tomasz96

15 lutego 2019 Odpowiedz

Bardzo ciekawa kwestia. Świat już od jakiegoś czasu idzie w tym kierunku, więc dobrze, że są ludzie, którzy to wykorzystują. Nawet jeśli coś stałoby się w transporcie, to przecież jest protokół szkody wzór, dzięki temu możecie uniknąć niepotrzebnych opłat. Warto o tym wiedzieć.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*