Ręcznie wytwarzane torby Polaka podbijają świat. „Zrobienie jednej torby to kilkaset czynności”

To zdecydowanie manufaktura. Bardzo dobrze zorganizowana, ale manufaktura. Chcemy pozostać przy takim modelu produkcji, bo zależy nam na jakości i na tym, żeby rzeczy miały swój charakter. Zrobienie jednej torby to łącznie kilkaset różnych czynności. Staramy się wykorzystywać mniejszą skalę jako atut, a nie problem. Możemy szybciej testować nowe pomysły, nowe rozwiązania techniczne, nowe skóry. Mamy w ofercie także produkty na indywidualne zamówienie, z szeroko zakrojonymi możliwościami personalizacji — mówi Mateusz Łohutko, założyciel firmy Sartolane. Od kilku lat prowadzi manufakturę skórzanych produktów, które znajdują klientów na całym świecie. Sprzedaje wyłącznie przez internet.

Fot. Sartolane

Grzegorz Marynowicz: Skąd pomysł, by zająć się produkcją galanterii skórzanej?

Mateusz Łohutko: Wszystko zaczęło się od pomysłu na markę, która będzie sprzedawać rzeczy jakości marek luksusowych, ale w rozsądnej cenie. Myśleliśmy o tym, jak ograniczyć koszty, które nie wpływają na jakość, a mocno podnoszą koszt produktu: droga powierzchnia handlowa, utrzymanie wysokich zapasów, reklama. Decyzja o tym, żeby ograniczyć się do rzeczy skórzanych, przyszła kilka miesięcy później, gdy okazało się, że tego jesteśmy najbardziej pewni i zapotrzebowanie na rynku jest spore.

Czy miał Pan wcześniej doświadczenie w tej branży czy uczył się wszystkiego od początku?

Miałem trochę doświadczenia w branży odzieżowej, ale zupełnie nie w skórzanej. Różnice są ogromne, więc można powiedzieć, że przeszedłem całą drogę od początku. Szukanie zakładu, który spełni wymagania jakościowe, dziesiątki dostawców komponentów do sprawdzenia, projektowanie produktów od zera i ciągłe modyfikacje. Żeby dobrze zrozumieć ten biznes, sam nawet spędziłem kilka miesięcy w zakładzie ucząc się szycia i innych technik kaletniczych. Jeździłem i jeżdżę dalej, na największe na świecie targi skór i komponentów do wyrobów skórzanych, dwa razy do roku w Mediolanie. Zresztą ja uważam, że uczę się cały czas — każda zmiana albo wprowadzenie nowego produktu tego po prostu wymaga 🙂

Jak wyglądały pierwsze miesiące od startu biznesu? Gdzie Pan produkował? Ile osób zatrudniał? Jakie były bariery i trudności?

Na szczęście jeden z pierwszych dziesięciu-piętnastu zakładów, do którego trafiliśmy, okazał się strzałem w dziesiątkę. To rodzinna, polska manufaktura, która współpracowała z markami luksusowymi, miała odpowiednie doświadczenie, park maszynowy i chęć, żeby robić rzeczy na wymaganym przez nas poziomie — ale pozyskanie komponentów i skór było już po naszej stronie. Poza produkcją wszystko robiliśmy we dwójkę, nie zatrudnialiśmy nikogo. Pierwsze miesiące rzeczywiście były dość ciężkie, wchodziliśmy na częściowo zagospodarowany rynek.

Główne problemy były trzy:
– przekonanie zagranicznych dostawców komponentów do marek luksusowych (kiedy zwykle okazywało się, że jesteśmy pierwszą polską marką, która się do nich odzywa), że dostarczanie ich do małej, dopiero startującej firmy, nie zaszkodzi im wizerunkowo,- uświadomienie klientów, że nasze produkty są warte swojej ceny (edukując ich przy okazji o jakości wyrobów skórzanych),
– utrzymanie pod kontrolą kosztów, ponieważ w tej branży bardzo łatwo przeinwestować, wkładając duże pieniądze w jakieś rozwiązanie, które wydaje się potrzebne, ale można się bez niego obyć.

Co cieszy się największym zainteresowaniem? Warto rozdzielić zainteresowanie i sprzedaż 🙂

Najwięcej uwagi przyciągają zdecydowanie torby konfigurowalne oraz te ręcznie malowane przez The Shine

 

Jeżeli chodzi o sprzedaż, to bestsellerami są zdecydowanie nasze klasyczne torby codzienne, paski i portfele.

Jak wygląda sama produkcja? Czy to typowa manufaktura? Z jakich etapów się składa?

To zdecydowanie manufaktura. Bardzo dobrze zorganizowana, ale manufaktura. Chcemy pozostać przy takim modelu produkcji, bo zależy nam na jakości i na tym, żeby rzeczy miały swój charakter. Zrobienie jednej torby to łącznie kilkaset różnych czynności. Zaczyna się od wykrajania elementów, w ogromnej większości ręcznie. Potem dochodzi do tego wiele innych etapów: zszywanie elementów, konstrukcja rączek, zabezpieczenie i malowanie krawędzi…

Niedawno ogłosiliście program odkupu starych toreb od klientów. Na czym to polega? Co zyskuje firma, a co klienci?

Każdy, kto posiada naszą torbę, może ją nam odsprzedać — a my zwracamy to w formie vouchera do naszego sklepu internetowego, do wykorzystania na dowolne zakupy. Klient dzięki temu oszczędza i zyskuje wygodną opcję na wymianę torby, jeśli jego dotychczasowa będzie już na przykład zbyt mała lub uzna, że jednak woli inny kolor. Więcej o programie można przeczytać tutaj: https://sartolane.pl/kategoria/co-zrobic-z-uzywana-torba. Dla nas to przede wszystkim element całej filozofii stojącej za marką Sartolane. Zależy nam na odpowiedzialnej konsumpcji i wydłużaniu cyklu życia produktów oraz wierzymy, że dobra obsługa posprzedażowa to ogromna wartość dla klienta. Oczywiście po odkupieniu torby zostaną poddane kompleksowej renowacji, zyskując drugie życie. W przyszłości takie torby będzie można kupić, wspierając ekologiczne i ekonomiczne podejście do zakupów.

Jakimi kanałami sprzedajecie swoje produkty?

Naszym głównym kanałem od początku jest nasza strona internetowa. Od roku eksperymentujemy także z różnymi formami współprac z fizycznymi sklepami, na przykład teraz nasz konfigurator toreb będzie dostępny stacjonarnie w Katowicach w sklepie Poszetka.com. Oprócz tego działamy w sektorze B2B, realizując zamówienia komercyjne oraz private label.

Ile sztuk do tej pory udało się sprzedać?

Dość ciężko oszacować łączna sprzedaż, ze względu na działanie i na rynku polskim, i zagranicznym, a także zamówienia komercyjne, np. prezenty gwiazdkowe dla firm, dedykowane wizytowniki, torby. Teraz dla ułatwienia identyfikacji startujemy z systemem wytłaczania na torbach numeru seryjnego, co ułatwi w przyszłości nam rozpoznanie, z jakiej partii pochodzi torba, z jakiej dokładnie jest skóry, jakie zostały użyte komponenty oraz kto i kiedy ją fizycznie robił.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Czy sprzedajecie także poza Polską?

Tak, dość szybko ruszyliśmy z naszym sklepem internetowym w anglojęzycznej wersji, skierowanej na zagraniczne rynki.

Co jest najtrudniejsze w tym biznesie?

Nieprzewidywalność — każda partia skóry jest inna, a w jej obrębie każdy płat. Trzeba pilnować wielu pojedynczych elementów, aby utrzymać stałą, wysoką jakość i powtarzalność produkcji. Oprócz tego oczywiście konkurencja z graczami o dużo większej skali produkcji.

Jak konkurujecie ze znanymi markami produkującymi skórzaną galanterię?

Staramy się wykorzystywać mniejszą skalę jako atut, a nie problem. Możemy szybciej testować nowe pomysły, nowe rozwiązania techniczne, nowe skóry. Mamy w ofercie także produkty na indywidualne zamówienie, z szeroko zakrojonymi możliwościami personalizacji. Staramy się współpracować z innymi markami o podobnym profilu klienta. Oprócz tego oferujemy klientom niespotykaną u konkurencji obsługę posprzedażową, proponując im chociażby bezpłatną renowację w ramach gwarancji, wspomniany program odkupu toreb oraz inne usługi.

Czy prowadząc biznes kiedykolwiek pojawiła się myśl, by zrezygnować i pójść do „zwykłej pracy na etat”?

Tak, pojawia się regularnie, ale potem przypominam sobie, że nie lubię zbyt wcześnie wstawać 🙂

Przeczytaj także na MamBiznes.pl