Polak ma pomysł, który może zawojować świat

Ludzie nauki rzadko budują biznes w oparciu o swoją wiedzę i innowacyjne pomysły. Główną barierą są wysokie koszty i brak biznesowej wiedzy. Twórca Apeiron Synthesis dr Michał Bieniek pokazuje jednak, że na nauce można zarobić.

Jak zaczęła się pana przygoda z biznesem?

Jestem chemikiem z wykształcenia – skończyłem Politechnikę Warszawską, Wydział Chemiczny, a później tak mi się spodobała chemia, że postanowiłem zrobić jeszcze doktorat, w Instytucie Chemii Organicznej Polskiej Akademii Nauk. Gdy byłem na drugim roku studiów doktorskich zgłosiła się do naszego zespołu amerykańska firma farmaceutyczna. Pytali nas, czy mamy w naszym portfolio katalizator, który mogą wykorzystać do syntezy swojego leku.

Dlaczego zwrócili się akurat do was?

Nasz zespół, grupa profesora Greli pracuje w tym obszarze już siedem lat i jest bardzo rozpoznawany na świecie. Głównie ze względu na liczne publikacje oraz wystąpienia na konferencjach, również międzynarodowych. Stąd owa firma farmaceutyczna dowiedziała się o tym, co robimy. Tak się akurat złożyło, że wróciłem wówczas z Francji, gdzie pracowałem nad częścią doktoratu i w czasie mojego pobytu udalo mi się otrzymać nowy, dość aktywny katalizator, który nie był jeszcze opatentowany. Wysłaliśmy amerykańskiej firmie ten katalizator i po kilku miesiącach dostaliśmy odpowiedź, że katalizator jest super, że bardzo dobrze im działa, nawet lepiej niż ten, który testowali wcześniej od konkurencji.

– Jak zdobyć pieniądze na własną firmę

– Poszukaj swojego anioła biznesu

– Jak zdobyć kapitał od inwestora

– Zobądź kapitał na własny e-biznes

Na czym miała polegać współpraca Instytutu Polskiej Akademii Nauk z firmą farmaceutyczną?

Oni nie chcieli know how, oni po prostu chcieli nawiązać trwałą współpracę z firmą, która będzie mogła dostarczać ten katalizator do procesu produkcyjnego. Swoje zapotrzebowanie szacowali na około dziesięć kilogramów rocznie.

Czy transakcja doszła do skutku?

Niestety nie. Ten kontrakt był bardzo ciekawą ofertą, ale nie mogliśmy sprostać tak dużemu zamówieniu. Aparatura, którą posiadaliśmy mogła wyprodukować kilkanaście gramów, maksymalnie kilkadziesiąt, była więc potrzebna inna skala produkcyjna. Wtedy nie udało się, firma zaczęła pewnie szukać innych rozwiązań, ale nie wiem jak ta sprawa się potoczyła. Z tego co wiem, firma miała uruchomić produkcję w Irlandii – to miał być lek zupełnie nowej generacji.

Czym właściwie jest ten katalizator?

To jest taki proszek, trochę jak cukier tylko, że zielony. Ten właśnie proszek jest używany do syntezy i ma to duże spektrum możliwych zastosowań, – mogą być farmaceutyki, polimery, środki zapachowe, to mogą być dodatki w przemyśle papierniczym ma bardzo wiele zastosowań.

Ale gdzie leży jego biznesowe zastosowanie?

Na świecie jest właściwie jedna firma amerykańska, która wytwarza katalizatory tego typu, a ostatnio jeszcze dwie duże firmy zaczęły wchodzić na ten rynek. Atrakcyjna jest jego produkcja ze względu na cenę. Na światowym rynku kilogram tego katalizatora kosztuje pół miliona dolarów. A firma farmaceutyczna, która się do nas zgłosiła miała zapotrzebowanie na dziesięć kilogramów. Wtedy postanowiłem, że po zakończeniu doktoratu zajmę się komercjalizacją wyników moich badań. W czasie mojego doktoratu wyniki badań zostały objęte trzema patentami. Były to patenty zgłaszane przez firmy zagraniczne.

Czemu nie przez Instytut?

Instytutu nie było stać na zgłoszenie tej ochrony. Powiem jeszcze, że światowy patent na katalizator tego typu, to koszt w granicach dwustu tysięcy euro. Na takie koszty mogą sobie pozwolić tylko duże firmy.

I tu zaczęła się pana przygoda z Business Angles?

W marcu zeszłego roku oddałem pracę doktorską do recenzji i wtedy właśnie podjąłem decyzję, że zacznę się rozglądać na rynku. Jestem chemikiem, nie miałem ani wykształcenia, ani wiedzy biznesowej. Traf chciał, że podczas ubiegłorocznej konferencji, w Szkole Głównej Handlowej pod nazwą Startery Biznesu poznałem Jacka Błońskiego z Lewiatan Business Angels. Wtedy przedstawiłem tylko wizję i potencjał, jaki może mieć firma zajmująca się tego typu produktami. Zaczęliśmy się spotykać, rozmawiać i pracować nad stworzeniem biznesplanu oraz nad stworzeniem modelu biznesowego. I zaczęliśmy się rozglądać za finansowaniem przedsięwzięcia.

Czy napotkał Pan jeszcze jakieś problemy na drodze do utworzenia swojej firmy, poza kwestią finansowania?

Właściwie wszystkie problemy w przypadku tworzenia firmy potrzebującej dużego kapitału na start wiążą się finansami. Sprawą, z którą się zderzyłem i kolejnym problemem było miejsce, gdzie mógłbym ulokować własną firmę i aparatura, która jest mi konieczna do produkcji. Koszt takiej aparatury to 1-1,5 miliona złotych. Jest to kwota dość duża jak na start-up i powyżej możliwości finansowych własnych i rodziny.

Pojawił się jeszcze problem, że inwestorzy, nawet inwestując własne środki, nie są zainteresowani inwestowaniem w sprzęt. Jest to duża inwestycja, nie wiadomo czy biznes wypali, jeśli nie to inwestor zostaje ze sprzętem, który na wolnym rynku jest nic nie wart, bo trudno znaleźć firmę, która będzie potrzebowała takiego sprzętu. Jedynym sensownym rozwiązaniem są parki technologiczne, które w Polsce zaczynają powoli, powoli powstawać. Na Mazowszu nie udało mi się znaleźć żadnego ani parku, ani instytucji, ani ośrodka akademickiego, które byłyby zainteresowane tym, żeby pomóc mi w zbudowaniu firmy i wyposażeniu laboratorium. Kilka miesięcy zajęły rozmowy, zastanawianie się gdzie można ulokować firmę.

Ale w końcu dało się panu znaleźć takie miejsce…

Tak. Nie udało się nigdzie na Mazowszu, ale postanowiłem szukać dalej i tak trafiłem do Wrocławskiego Parku Technologicznego. Tam przedstawiłem swój projekt prezesowi parku, pomysł się spodobał i zawarliśmy umowę. Park postanowił wyposażyć laboratorium chemiczne w potrzebny, na razie podstawowy, sprzęt i w trakcie rozwoju firmy będzie doposażał laboratorium. Będę miał też coraz więcej miejsca na rozwój. Firma nie będzie inwestowała w sprzęt, jest to dla mnie bardzo ważne – te inwestycje poczyni tylko park, my po prostu wynajmujemy powierzchnię razem z urządzeniami. Jest to model, o który mi chodziło od samego początku.

Gdzie jeszcze szukał pan finansowania?

Gdy mieliśmy już miejsce założyłem spółkę kapitałową. Jeszcze w 2008 roku złożyłem projekt do Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, która prowadzi ma program Innowator – jest on skierowany do młodych doktorantów i doktorów, którzy właśnie skończyli, bądź kończą studia doktorskie i chcą zająć się komercjalizacją wyników badań. W marcu 2009 roku zostałem laureatem programu Innowator i otrzymałem wsparcie w wysokości siedmiuset tysięcy złotych na rozwinięcie projektu. Na początek są to wystarczające środki by projekt popchnąć do przodu. Złożyliśmy też już w roku 2009 wniosek do programu operacyjnego Innowacyjna Gospodarka jako projekt celowy na badania, a później na wdrożenie.

To teraz wystarczy tylko ruszyć z produkcją na wielką skalę…

W tej chwili kończymy wyposażenie parku we Wrocławiu. Mamy już podpisaną umowę o licencjonowanie jednego z patentów z dużą niemiecką firmą farmaceutyczną, mamy możliwość produkcji i sprzedaży katalizatora na całym świecie. Sprzedajemy już produkt, firmy go testują. Wysłaliśmy niedawno katalizator do dużej firmy w Anglii, nawiązaliśmy kontakty w Stanach Zjednoczonych, duża firma chemiczna w Niemczech również testuje nasze produkty i wyniki są bardzo obiecujące.

– Na śniadaniach można zarobić

– Jak zarobić na prasowaniu koszul

– Otwieramy prywatne przedszkole

– Jak zarabiać na domenach

Firmy, które testują zgłaszają zapotrzebowanie w granicach dwudziestu, trzydziestu kilogramów rocznie. Gdy laboratorium będzie wyposażone planujemy w trakcie roku, półtora, zrobić przeskalowanie, żeby osiągnąć moc produkcyjną kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu kilogramów rocznie i być w stanie zaoferować ten produkt na rynku.

– Zrobili biznes na niezwykłym pomyśle

– Student z milionem w kieszeni

– Współtworzył Onet.pl, Grono.net i Merlin.pl

– Robi biznes na Kubicy

– Od pucybuta do milionera

Rozmawiał Paweł Kubisiak, foto: lba.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*