Prawne aspekty prowadzenia start-upa

Na początku swojej biznesowej drogi, twórcy start-upów często zapominają kwestiach prawnych. Ten błąd może mieć w przyszłości negatywne konsekwencje. O tym jak zabezpieczyć swój pomysł, kosztach ochrony prawnej oraz najczęstszych błędach opowiada Tomasz Palak, radca prawny z Profit Plus i autor bloga o prawie autorskim.

Grzegorz Marynowicz: Jak na początku swojej drogi start-up może zabezpieczyć swoje dzieło? Jakie minimum każdy start-up powinien zabezpieczyć?

Tomasz Palak: Zabezpieczenie trzeba podzielić nie trzy płaszczyzny – zabezpieczenie od konkurencji, inwestorów i nierzetelnych współpracowników. Odpowiednio dla każdej z nich minimum stanowi zastrzeżenie pomysłu i nazwy z logo, umowa o poufności (NDA) oraz zadbanie o prawne uregulowanie relacji między założycielami, wspólnikami. To w tym ostatnim dokumencie pojawić się powinny kwestie poufności czy zakazu konkurencji.

Grzegorz Marynowicz: Często spotykam się z pytaniem start-upów czy jest sens, by pomysłodawca zabezpieczał na starcie logo, nazwę i pozostałe elementy projektu skoro nie wiadomo czy projekt w ogóle wypali. Pomysłodawcy często traktują to jako zbędny wydatek odkładany na później.

Tomasz Palak: Tylko, że nigdy nie wiadomo, kiedy „później” to już za późno. W realiach start-upów czas gra rolę kluczową – po upływie kilku miesięcy projekt już dawno może przestać być jakkolwiek innowacyjny. Zamiast tracić ten czas czy całe lata na próby wykazania autorstwa idei, lepiej z góry jednoznacznie dla otoczenia je zaznaczyć. Wtedy w przypadku prób „zabrania” będzie można łatwo i natychmiastowo je wykazać.

Grzegorz Marynowicz: Z jakimi kosztami wiąże się taka ochrona zarówno w Polsce jak i za granicą? Rozumiem, że to zależy od zakresu ochrony? Ile kosztuje np.

Tomasz Palak: Ochrony udziela się w klasach, które w uproszczeniu oznaczają branże w jakich występuje dany produkt czy usługa. W Polsce przy zgłoszeniu online za zgłoszenie w jednej należy zapłacić 400 zł, a za każdą kolejną 120 zł. Za granicą polecam start-upom rozwiązanie w postaci unijnego urzędu EUIPO – dla jednej klasy to koszt 850 euro, dla drugiej jeszcze 50 i 150 za każdą kolejną. Zdecydowanie sugeruję to drugie rozwiązanie – start-up już od początku nie powinien zamykać się tylko na polski rynek.

Grzegorz Marynowicz: Czy fakt, że start-up nie zastrzegł swojego logo oznacza, że inna firma może je wykorzystywać bez żadnych konsekwencji? Czy aby chronić swój logotyp, projekt na stronie www czy jakikolwiek inny design muszę dokonać formalnego zgłoszenia?

Tomasz Palak: Tak jak już zapowiedziałem, nawet przy niezastrzeżeniu można walczyć o wykazanie swoich praw do używania logo. Wynika to z praw autorskich do niego, a ponadto podszywania się pod naszą firmę zabrania ustawa z zakresu nieuczciwej konkurencji. Mamy tu jednak do czynienia z reprezentowaniem autora logo lub naszych potencjalnie wprowadzanych w błąd klientów, co naturalnie powoduje przedłużenie procesu.

Prawne aspekty prowadzenia start-upa, Źródło: YAY Foto

Grzegorz Marynowicz: Zapewne masz wiele przykładów firm, które nie przypilnowały pewnych kwestii a później miały z tego tytułu problemy. Czy mozesz opowiedzieć o takich case-ach?

Tomasz Palak: Ostatnio coraz częściej dotyczy to podrabiania czy przejmowania fanpejdży. Przykładami może być długoletnie zdobywanie wiernej bazy fanów przez trenera, który następnie dowiaduje się o prowadzeniu przez konkurencję szkoleń pod taką samą nazwą. Inne to kłopoty restauracji po rozdzieleniu się wspólników i wzajemne konkurowanie „nowego” i „starego” fanpejdża. Albo biuro podróży mające oba te problemy naraz. Wielu z tych i podobnych sytuacji można byłoby uniknąć, gdyby od początku jednoznacznie zastrzec, kto jako jedyny ma prawo do używania określonych fraz.

Grzegorz Marynowicz: Czy fakt, że np. dana fraza jest zastrzeżona jako Trademark oznacza, że firma działająca w innej branży nie może używać tej samej nazwy? Jak to wygląda?

Tomasz Palak: Trzeba rozróżnić kilka „znaczków” – TM, R i C. „Ce w kółeczku” oznacza, że utwór jest chroniony prawem autorskim, a „er w kółeczku”, że znak towarowy został zarejestrowany. Natomiast „TM w rogu” może być używane przy niezarejestrowanych znakach towarowych. Żaden z tych znaków nie musi się pojawiać przy frazie, a jednak często je widzimy. Wynika to oczywiście z tego, że właściciele chcą jednoznacznie uprzedzić przed konsekwencjami użycia przez kogoś innego.

Grzegorz Marynowicz: Powiedz proszę, co start-up z kwestii formalnych może ogarnąć we własnym zakresie. Czy zawsze potrzebne jest pośrednictwo „drogiego prawnika”? Mówię zarówno o kwestiach patetnowych jak praw autorskich.

Co do kwestii praw autorskich przede wszystkim warto by start-up zrozumiały różnicę między ich przeniesieniem a udzieleniem licencji. Zaskakująco często zamiast tej drugiej konstrukcji następuje przeniesienie, które pozbawia praw pierwotnego twórcę. Odnośnie kwestii patentowych start-up może samodzielnie sprawdzić w dostępnych w internecie bazach, czy podobna nazwa lub logo nie zostały już zastrzeżone. W zależności od stopnia skomplikowania sprawy można też spróbować podjąć się samodzielnego zarejestrowania w tych bazach, w których jest to dostępne on-line.

Rozmawiał Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*