Beza od Hrabiny pomysłem na biznes

Cukier, słodkości i różne śliczności – tak zaczynała się czołówka popularnej kreskówki dla dzieci o trzech dziewczynkach obdarzonych supermocami. Tak może się też jednak zaczynać historia tego „Pomysłu na biznes”. Zobaczcie cukiernię z hrabiną w roli głównej.

Pomysł na własną cukiernię zrodził się w głowie Mariusza Kiewesza w 2010 roku, jednak marka Hrabina Chce Jeść powstała dopiero pięć lat później. Nietypowa nazwa oraz logo, to już dzieło jego żony.
– Nasz produkt dedykowany jest kobietom. To one są naszymi głównymi klientkami, a ponieważ chcemy traktować je jak hrabiny, to jakość tego produktu też musi być wyjątkowa. Tak powstał też pomysł na nazwę – mówi Mariusz Kiewesz, właściciel cukierni Hrabina Chce Jeść.

Cukierniczy biznes kojarzy się wyjątkowo słodko, jego prowadzenie wiąże się jednak z wieloma trudnościami.

– Produkt, na którym pracujemy jest specjalnie wyselekcjonowany i bardzo trudny w obróbce. Bazujemy na naturalnych składnikach, które teraz, mimo iż mamy XXI wiek, naprawdę trudno kupić. Wydawałoby się, że wystarczy iść do sklepu, jednak od jakiegoś czasu coraz trudniej jest kupić dobry produkt. Musimy poszukiwać mleczarni, która zrobi twaróg tylko dla nas, bez żadnych dodatków w postaci dziwnych olejów czy konserwantów – mówi Mariusz Kiewesz.

Kolejną trudnością, z którą mierzy się przedsiębiorca, jest brak rąk do pracy. Brakuje zwłaszcza wykwalifikowanego personelu, rzemieślników.

– Przez to, że kiedyś zlikwidowano szkoły zawodowe i technika, teraz mamy duży problem. Odbudowanie tego będzie trwało dziesiątki lat. Wszyscy chcieli studiować, a nie ma osób, które rzemieślniczo by się zajmowały takimi rzeczami jak my. Za chwilę będzie jeszcze gorzej i wszystko będzie jeszcze droższe, bo będzie trzeba odpowiednio zapłacić pracownikowi, żeby chciał pracować – mówi właściciel cukierni.

Biznes cukierniczy to trudne przedsięwzięcie. Nakłady finansowe są spore, a konkurencja duża, jednak jak mówi Mariusz Kiewesz – jakość obroni się sama.
– Kupujemy dobry jakościowo sprzęt, dobre produkty i to nam się odwdzięcza w smaku, w tym jak pracujemy, w szybkości produkcji. Jestem zwolennikiem kupowania dobrych rzeczy. Jest takie stare powiedzenie, że biednego nie stać na kiepskie rzeczy i ja się tego trzymam.

Koszty inwestycyjne związane z uruchomieniem słodkiego biznesu są spore. Na samo wyposażenie cukierni w odpowiedni sprzęt potrzeba kilkuset tysięcy złotych. Nie możemy oczywiście zapominać też o samym lokalu.

– Najdroższe z tego wszystkiego są piece, które trzeba kupić naprawdę dobre. W tej chwili montujemy u nas kolejny piec. Koszt jednego to około 40 tys. zł. My w tej chwili mamy dwa takie piece plus trzeci inny i to już wychodzi około 100 tys. zł. Do tego lodówki, chłodnia, blaty robocze i robi się z tego 300 tys. zł. Do tego wentylacja, klimatyzacja. Takie 300 tys. zł niewyjęte na dzień dobry – mówi właściciel cukierni Hrabina Chce Jeść.

Więcej na temat słodkiego biznesu w materiale wideo.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Justyna Smolińska

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*