Dzięki ich pomysłowi każdy może zostać na kilka dni polskim arystokratą. „Często jest więcej chętnych niż miejsc”

Fikcja literacka, czy też odległa przeszłość może stać się rzeczywistością. Dzięki larpom tworzonym przez Szymona Borutę i Mikołaja Wichra, na kilka dni wiele osób zamienia się w młodego czarodzieja z Hogwartu, czy też staje się przedstawicielem polskiej arystokracji z okresu międzywojennego. – Z roku na rok widać rosnące zainteresowanie. Nasza branża powoli wychodzi z cienia, a giganci już zaczynają wprowadzać rozwiązania inspirowane na naszych grach – mówi Mikołaj Wicher, współzałożyciel Turbolarp.

Na zdjęciu Mikołaj Wicher i Szymon Boruta

Bartłomiej Godziszewski: Na samym początku proszę opowiedzcie czym jest larp?

Szymon Boruta: Larp jest jak gra, tylko że na żywo. Bez komputera czy planszy. To gra, w której uczestnik bierze udział całym sobą, można tak powiedzieć, wcielając się w rolę. Na chwilę udaje, że jest kimś innym. Naszą “planszą” jest prawdziwy świat, jego ciekawy wycinek dobrany pod kątem danej rozgrywki.

Mikołaj Wicher: Larp jest też jak film — każdy uczestnik jest bohaterem swojej własnej opowieści i na wydarzeniu będzie mieć szansę podjąć dramatyczne wybory czy brawurowe akcje. Emocje są o wiele większe niż w kinie. Nasze kostiumy i nasza scenografią są na poziomie filmowym. Nie ma za to żadnego “scenariusza” w filmowym rozumieniu, którego trzeba by się ściśle trzymać. Uczestnicy mają pełną dowolność akcji, które mogą podjąć. Nie ma też reżysera, kamery, czy widowni. To gra, która odbywa się tylko między uczestnikami, za zamkniętymi drzwiami – więc nie ma tremy.

Jak zaczęła się Pana przygoda z waszym pomysłem na biznes, wykorzystującym larpy?

Szymon Boruta: Nasza historia zaczęła się od hobby. Jako wolne atomy uczestniczyliśmy w larpach, potem jako stowarzyszenie, organizowaliśmy i promowaliśmy tę formę wydarzeń. Wraz z rozpoczęciem współpracy z duńskim podmiotem, nasza pasja przerodziła się w profesjonalną działalność. Doświadczenie, które uzyskaliśmy dzięki temu, pozwoliło nam samym rozwinąć skrzydła i otworzyć spółkę w Polsce. To co robimy to projektowanie doświadczeń i interakcji.

Larp to narzędzie, które za granicą jest wykorzystywane w edukacji, wojsku, szkoleniach czy nawet w terapii. To nie tylko otwarte, biletowane wydarzenia, ale też szyte na miarę zgodnie z potrzebami klienta. Tutaj trzeba być nie tylko elastycznym organizatorem, ale przede wszystkim twórczym projektantem.

Mikołaj Wicher: Jesteśmy pewni, że istnieje nisza na rynku na tę formę rozrywki, a kolejne zastosowania larpów jako narzędzia pokazują, że jest to perspektywiczna działalność. Prowadzimy konsultacje, projektujemy szkolenia (byli u nas ludzie z Disney’a, IKEA, producenci z Hollywood, Meow Wolf itd.),  tworzymy narzędzia marketingowe, współpracujemy z branżą gier komputerowych. Larpy i ich elementy można wykorzystać prawie wszędzie.

Kiedy zapadła konkretna decyzja? Na własne oczy widzieliśmy jak takie doświadczenie wpływa na ludzi. Zdarza się, że uczestnicy mówią nam, że nasze gry zmieniły ich życie. Dla takich chwil to robimy.

Fot. materiały prasowe

Od jak dawna tworzycie tego typu wydarzenia?

Szymon Boruta: Od 2014 tworzymy profesjonalnie wydarzenia tego typu, początkowo jako stowarzyszenie i we współpracy z duńskimi podmiotami, a od zeszłego roku pod własnym szyldem. Przez 5 lat wyprodukowaliśmy 37 dużych, międzynarodowych eventów, w których udział wzięło ponad 4000 uczestników. Projektowaliśmy i produkowaliśmy gry w przeróżnych lokacjach — od pięknych historycznych obiektów jak Zamek Czocha, Książ i wspomniana Moszna, po statki na Morzu Bałtyckim.

W tym roku również przygotowujecie dużego larpa. Co będzie tematem przewodnim tegorocznego wydarzenia? W jakie postacie wcielą się uczestnicy?

Mikołaj Wicher: Akcja larpa będzie toczyć się w marcu 1920 roku w odrodzonej Rzeczpospolitej Polskiej. Gracze wcielą się w role arystokracji i zasmakują życia tamtego okresu. Aktorzy i organizatorzy przyjmą role głów rodzin oraz służby, zadbają o budowanie atmosfery,  realizm symulacji relacji społecznych oraz będą moderować całość wydarzenia. Organizatorzy przygotują 100 zróżnicowanych postaci (bazujących na życzeniach uczestników) oraz kilkugodzinne warsztaty przed grą.

Gracze wcielą się w swoje postacie na czas trwania larpa (od piątku rano do soboty wieczorem, nie licząc czwartkowych przygotowań) i jako postacie będą żyli, ucztowali, rozmawiali, tańczyli i uczestniczyli w zorganizowanych aktywnościach. Zaangażowanie uczestnika będzie zależeć od niego samego, to on zadecyduje czym będzie się zajmował, jak bardzo zanurzy się w historii i które atrakcje go zainteresują.

Organizatorzy zadbają o scenografię, rekwizyty i atmosferę, tak aby, jak najwierniej oddać estetykę lat 20 XX wieku. Nie będzie to gra historyczna, ale inspirowana historią, co oznacza, że nie wymagana jest dokładna znajomość realiów epoki czy dat wydarzeń historycznych.

Naszym celem jest stworzenie immersyjnego doświadczenia, które pozwoli uczestnikom przenieść się w czasie i zaznać życia polskiej arystokracji w okresie międzywojennym. Nie zapominamy jednak o najważniejszym — chcemy, aby nasi goście spędzili niezwykły weekend wypełniony dobrą zabawą.

Pałac w Mosznej to chyba nieprzypadkowa decyzja?

Szymon Boruta: Zdecydowanie nieprzypadkowa. Sam kształt, wystrój i atmosfera miejsca, wpasowują się idealnie do konwencji arystokratycznej opowieści. Tutaj naprawdę można poczuć się jak za dawnych czasów. Nie potrzeba do tego wehikułu czasu.

Z zamkiem współpracujemy już od kilku lat. Jest to idealnie miejsce na tego typu wydarzenie. Wszyscy rozumieją tutaj czym jest larp i na czym polega. Widzą w tym również potencjał biznesowy (wynajmujemy lokację poza sezonem turystycznym) oraz reklamowy. Tysiące osób, szczególnie z zagranicy,  dowiedziało się o tym zamku, właśnie dzięki organizowanym tutaj larpom. Setki z nich przybyło tutaj i zakochało się w tym miejscu.

Podobnie sprawa miała się z Zamkiem Czocha, który kiedy nasz event College of Wizardry uderzył viralowo stał się najczęściej wyszukiwanym zabytkiem w Polsce, przebijając nawet Wawel. Larpy robiliśmy już w opuszczonych fabrykach; wynajmowaliśmy statki, aby zorganizować piracką przygodę; udawaliśmy zespół rockowy, aby wraz z ich ekipą przejechać amerykańską Route 66, dając po drodze koncerty. Mamy szalone pomysły i niezły rozmach.

Fot. materiały prasowe

Jak długo trwa przygotowanie takiego larpa?

Mikołaj Wicher: Tworzenie tego typu larpa, można porównać do produkcji filmowej. Wymagany jest scenariusz, scenografia, planowanie skomplikowanej logistyki, noclegi, wyżywienie, ogromna rzesza aktorów, ekipa filmowa i wiele innych kwestii. To oznacza wielomiesięczne przygotowania prowadzone przez zgrany i doświadczony zespół.

W centrum wydarzenia jest doświadczenie. To uczestnik jest najważniejszy. Starannie projektujemy każdy najdrobniejszy szczegół, żeby jego przeżycie było jak najciekawsze, najpełniejsze. Gra to nie tylko “wcielanie się w role” – to też podejmowanie akcji, które powinny tworzyć ciekawą przygodę. Pisząc scenariusz gry przygotowujemy sie na potencjalne akcje każdego uczestnika, żeby zapewnić interaktywność świata.

Właśnie to szycie na miarę, indywidualne podejście do uczestnika oraz nieprzewidywalne sytuacje mogą stanowić największą trudność. Na szczęście, nie jest to nasz pierwszy raz i wiemy co robimy. Nasza firma wyrosła z naszej pasji. To również pomaga w przezwyciężaniu trudności.

Co sprawia, że ludzie chcą na kilka dni wcielić się w jakąś postać?

Szymon Boruta: Powodów jest sporo. Najważniejszy z nich to dobra zabawa. Z tego samego powodu oglądamy filmy czy gramy w gry komputerowe. Rozrywka jest nam wszystkim potrzebna jak powietrze.
Są ludzie, którzy traktują to jako urlop, podczas którego mogą zupełnie zapomnieć o swoim codziennym życiu, odłożyć na bok wszystkie sprawy i naprawdę poczuć “jak by to było”, gdyby urodzili się w innym miejscu czy czasie.

Inne powody? To chyba najlepszy sposób na poznawanie nowych ludzi, jaki można sobie wymarzyć. W końcu od pierwszej chwili udajesz z kimś, że się znacie, jeśli wasze postaci się znają. Potem przeżywają prawdziwe przygody, rozwiązujecie problemy. Czasem ktoś, z kim grasz w dwudniową grę potrafi stać się bliższy niż wieloletni znajomy.

Jak dużo chętnych jest osób do wzięcia udziału w takim wydarzeniu? 

Mikołaj Wicher: Z roku na rok widać rosnące zainteresowanie. Nasza branża powoli wychodzi z cienia, a giganci już zaczynają wprowadzać rozwiązania inspirowane na naszych grach. Nowo otwarty hotel Disneya wprowadza elementy larpa — goście zanurzeni są w 360-stopniowej iluzji świata przedstawionego i podczas pobytu wcielają się w postaci. To oczywiście bardzo uproszczona wersja oferowanej przez nas rozrywki, ale dla nas ważny sygnał, że tworzy się nowy trend.

Fot. materiały prasowe

Jak wygląda popularność larpów poza granicami Polski?

Szymon Boruta: Docierają do nas informacje, że w wydarzenia tego typu dzieją się już na prawie każdym kontynencie. Europa i Ameryka Północna posiadają dość duże grupy pasjonatów, wokół których powoli zaczyna rozwijać się cały ekosysytem — od producentów gadżetów i strojów po firmy zajmujące się profesjonalnymi efektami specjalnymi.

Z krajów europejskich niewątpliwie Skandynawia i Niemcy wiodą prym, jeśli chodzi o liczbę osób grających w larpy i rozpoznawalność tego zjawiska. W Danii larpowanie jest 4 najpopularniejszym hobby wśród dzieci w szkołach podstawowych. Ich publiczna telewizja nakręciła nawet serial młodzieżowy, którego bohaterowie grają w larpy.

Warto tutaj wspomnieć, że Polska na tym tle wypada bardzo pozytywnie. Dzięki dostępności wspaniałych lokacji, profesjonalnej organizacji i stosunkowo niskim kosztom transportu stała się ona Mekką graczy z całej Europy, którzy używają naszych produkcji jako pewnego punktu odniesienia.

Jakie macie plany na przyszłość?

Przede wszystkim więcej produkcji larpowych. Osadzonych w najróżniejszych realiach — od historycznych, przez obyczajowe, po fantastykę. W tym zakresie nasze plany są bardzo zależne od tego, z jakimi partnerami uda nam się nawiązać współpracę. Aktywnie kontaktujemy się z firmami posiadającymi prawa do najróżniejszych marek i IP (Intellectual Property). Marzy nam się wielkie wydarzenie w klimacie “Gry o Tron” lub “Czarnobyla” (seriali) lub z naszego podwórka – “1983” (Netflix)

Chcemy aktywnie eksperymentować z tym modelem biznesowym również przez uniezależnienie się od lokacji i wdrożenie bardziej skalowalnego modelu uczestnictwa, tańszego, bardziej przystępnego dla człowieka “z ulicy”. Naszą inspiracją w tym obszarze jest firma Secret Cinema z UK. Naszym największym celem w średniej perspektywie jest stworzenie dedykowanej wielkoformatowej lokacji, która mogłaby być aranżowana pod dowolny scenariusz.

Oprócz tego będziemy korzystając z nabytego doświadczenia dalej pomagać firmom i instytucjom wdrażać u siebie interaktywne rozwiązania, które dają klientom większą satysfakcję i zaangażowanie.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl