Zarabia miliony na koszulkach

Johnny Earle swój biznes rozpoczynał w wieku 19 lat. Nikt poza nim nie wierzył wówczas sukces firmy, którą stworzył. Postawił na wydawałoby się konkurencyjny biznes jakim jest sprzedaż koszulek, ale dzięki innowacyjnemu podejściu szybko udało mu się zdobyć klientów. Jego przykład jest dowodem na to, że nie wielkie pieniądze a pomysł i zaangażowanie to klucz do sukcesu.

Początki jak zawsze nie były łatwe. Johnny Earle każdego dnia przychodząc do swojej pracy witany był przez swoich współpracowników na różne sposoby. Nazywali go “Johnny Appleseed”, “Johnny Pancakes” czy „Johnny Cupcakes”. Właśnie przez kolegów otrzymał ten ostatni przydomek, który się dość szybko przyjął.

W 2000 roku Johnny zamówił dla swojego zespołu grającego metal On Broken Wings T-shirty. W żarcie dostał je z nadrukowanym hasłem „Johnny Cupcakes”. Jego koledzy naśmiewali się z całego zdarzenia, jednakże zaczęli w nich występować na scenie. Ludzie w końcu chcieli mieć takie same koszulki jak ich bożyszcze, więc Johnny wpadł na pomysł stworzenia biznesu w postaci sprzedaży takowych koszulek. Wkrótce wszystko poszło po jego myśli i sprzedawał pół tuzina dziennie koszulek, co ciekawe – jako sklep służył mu bagażnik Toyoty Camry (dla fanów motoryzacji – rocznik ‘89).

Kupował tanie koszulki w lokalnym sklepie. Koszt takiej koszulki wraz z drukowaniem to 4-5 dolarów, pełen koszt wyprodukowania jednej koszulki to 8-10 dolarów. Stworzył nowe wzory, które bardzo przypadły do gustu klientom. Jak świeże bułeczki rozchodziły się m.in. koszulki ze Statuą Wolności.

Przeczytaj: Niecodzienny pomysł na biznes polskich absolwentów

Podczas tournee po Ameryce ze swoją grupą, po każdym koncercie, Johnny sprzedawał koszulki przy dość nietypowym stoisku, a właściwie bez niego. Wszystkie koszulki miał wyłożone w walizce – w końcu trzeba sobie jakoś radzić. Podróżując z zespołem w każdym miasteczku zostawiał swoje produkty w butikach. Zainteresowanie jego koszulkami ciągle rosło.

Wkrótce podpisał umowę ze sklepem internetowym Merchline.com. Mimo, że biznes kręcił się coraz lepiej Johnny mieszkał cały czas z rodzicami i to właśnie w domu było całe centrum dowodzenia. Jego rodzinny dom stał się nagle siedzibą firmy, w którą zaangażowana była cała rodzina. Znak towarowy „Johnny Cupcakes” stał się coraz bardziej rozpoznawalny wśród ludzi. Wtedy to Johnny pomyślał nad stworzeniem logo firmy… i rozpoczął masową produkcję.

W celu poprawy jakości swoich produktów, Johnny rozpoczął pozyskiwanie koszul z American Apparel w 2003 roku. Rok później światło dzienne ujrzał katalog T-shirtów jego marki, wynajął w Las Vegas stoisko na targach za 10 000 dolarów i udał się tam z kilkoma znajomymi. Odnieśli zamierzony sukces – jego produkty sprzedawane były w sklepach w Australii, we Włoszech, w Wielkiej Brytanii i w Kanadzie.

Johnny odszedł ze swojego zespołu i zajął się stwarzaniem czegoś wyjątkowego, czym nikt inny nie mógłby się pochwalić. Tak właśnie powstawały nowe kolekcje. Przeprojektował swoją stronę internetową wraz ze sklepem, ulepszył obsługę klienta, zaczął produkować numerowane koszulki w limitowanych edycjach. Firma wprowadziła aż 300 wzorów. Średnia cena za sztukę wynosiła 35 dolarów, tylko niektóre kosztowały dość sporo, bo aż 75 dolarów.

W 2005 roku Johnny wynajął garaż za 700 dolarów miesięcznie, gdzie urządził pierwszy oddział sprzedaży detalicznej produktów swojej marki. Rok później, dzięki otwarciu kolejnego sklepu w Bostonie, sprzedaż dalej rosła. Była to ogromna inwestycja – utrzymanie pomieszczenia o powierzchni 1100 stóp kwadratowych, które kosztowało miesięcznie 6500 dolarów, to nie lada wyzwanie. Johnny wierzył w możliwość sprzedawania wielkiej ilości koszulek, dlatego go to nie przerażało.

100 000 dolarów (z czego praktycznie cała suma pochodziła z kredytu bankowego) wydał na zaprojektowanie wnętrza i wyposażenie go w potrzebny sprzęt. Otwarcie sklepu było wielkim wydarzeniem. Co warte zaznaczenia, sprzedaż w pierwszym dniu wyniosła 300 procent miesięcznego czynszu.

Dziś firma Johnny Cupcakes to prężnie działające przedsięwzięcie. Jego historia to kolejny dowód na to, że pomysł w połączeniu z ciężką pracą i konsekwencją prawie zawsze prowadzą do sukcesu. Stworzona przez młodego chłopaka firma w 2008 roku wygenerowała 3,8 mln dolarów przychodu i ponad 1 mln dol. zysku. Johnny skromnie zapowiada, że to dopiero początek.

– Młody milioner rozrusza polski internet

Katarzyna Pura
MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

Adrian Nowak

5 sierpnia 2009 Odpowiedz

Całkiem ciekawa historia.

Avatar

lucky

26 sierpnia 2009 Odpowiedz

Bo ci co miei dowiesc zostali w barze 😀

Avatar

helper0

16 lipca 2012 Odpowiedz

http://www.chromablast.pl to Technologia pozwalająca na wykonywanie pełno kolorowych nadruków na bawełnie. Nie ma żadnych ograniczeń co do pliku graficznego (zdjęcia, wektory itd.). Obsługa jest intuicyjna, nie wymaga żadnego przygotowania specjalistycznego. Cały proces przebiega przez 3 kroki: przygotowanie grafiki, wydruk grafiki, wgrzanie nadruku w materiał przy użyciu prasy termotransferowej. Technologia jest tania w zakupie (już od 1608 zł. netto) w porównaniu z innymi metodami. Do stosowania technologii należy zaopatrzyć się w drukarkę Ricoh (modele SG 3110DN format A4 lub GX e7700N format A3), tusze Chromablast (4 szt. kolory CMYK), papier Chromablast i prasę termo transferową. Wykonanie nadrukutrwa mniej niż minutę.

Avatar

kum

28 października 2012 Odpowiedz

podejrzewam, że koszulkoweszalenstwo.pl nie zrobi takiej kasy.

Avatar

art

30 maja 2014 Odpowiedz

mam pieniądze, szukam pomysłu i wspólnika [email protected]

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*