Kontuzja odmieniła jej życie. Projektuje kostiumy dla tancerzy i sprzedaje je na cały świat

Wypadek zaprzepaścił jej wszystkie plany związane z tańcem. Jednak nie poddała się i stworzyła własny biznes powiązany z jej największą pasją. Agnieszka Malczyk projektuje stroje dla tancerzy, które sprzedaje m.in. do Japonii, USA, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Rosji, Australii i Wielkiej Brytanii.

Na zdjęciu Agnieszka Malczyk, założycielka Senga Dancewear; Fot. Jakub Gadzalsk

Bartłomiej Godziszewski: Skąd takie zainteresowanie tańcem?

Odnoszę wrażenie, że ja się urodziłam już tancerką 😊 Odkąd pamiętam to zawsze tańczyłam: w domu, w przedszkolu, w szkole, z rodzicami (głównie z mamą).

Myślę, że przełomowym momentem, w którym podjęłam ostateczną decyzję o tym czym chciałabym się zajmować w życiu, było założenie przez moich rodziców telewizji kablowej, dzięki której obejrzałam niemiecki turniej tańca towarzyskiego.  Pobiegłam wtedy do mamy, która coś „pichciła” w kuchni i wykrzyknęłam: „Mamo, mamo ja już wiem kim będę w przyszłości… Tancerką”!

Czasy były wtedy nieco inne, ciężko było znaleźć szkołę tańca w pobliżu naszego osiedla, ale po 2 latach poszukiwań udało się, byłam przeszczęśliwa.

Tak zaczęła się moja „kariera” taneczna. Od tego momentu przez kolejne 15-ście lat najważniejsze były (oczywiście poza szkołą) tylko treningi taneczne oraz wyjazdy na szkolenia i turnieje. Jeździłam gdzie mogłam i na ile mogli sobie pozwolić moi rodzice. Tak w ogóle to bez ich pomocy nie byłabym teraz tu gdzie jestem. Taniec jest dosyć drogim sportem, do tego angażującym czasowo, więc zdawałam sobie sprawę z tego jak wiele dla mnie poświęcili. W późniejszym okresie kiedy byłam już starsza mogłam „odciążyć” rodziców finansowo i zarabiać ucząc tańca i biorąc udział w pokazach tanecznych.

Na pewno nie udało mi się zrobić wszystkiego w tańcu o czym marzyłam, niemniej jednak mogę pochwalić się klasami mistrzowskimi „S” w tańcach standardowych i ,,A” w tańcach latynoamerykańskich. Posiadam w swoim dorobku tanecznym liczne zwycięstwa zdobyte na turniejach zarówno polskich jak i zagranicznych.

Kontuzja dla tancerza to chyba dramat. Jednak dla Pani oznaczał raczej nowy etap w życiu?

Tak, moja kontuzja zakończyła całkowicie moją sportową karierę związaną z tańcem. Był to wtedy dla mnie dramat myślałam, że moje życie się skończyło. Problemy z kręgosłupem spowodowały, że podjęłam się wykonania zabiegu, który miał mi umożliwić poruszanie się bez odczuwania bólu, ale ciągle dręczyły mnie pytania typu: „co z moim tańcem, jak będę trenować, jak będę szkolić innych i przekazywać im to, czego się przez tyle lat nauczyłam”? To były pytania, na które nie mogłam znaleźć odpowiedzi.

Po zabiegu czekały mnie 3 miesiące intensywnej rehabilitacji, ale tak naprawdę potrzebowałam 3 lat, żeby dojść do satysfakcjonującego poziomu sprawności. Co prawda nie udało się mi powrócić do formy sprzed kontuzji i sportowej rywalizacji, niemniej jednak mogłam przynajmniej wrócić  do prowadzenia zajęć. W ten oto sposób rozpoczął się  mój nowy etap w życiu, w którym spełniałam się zawodowo jako instruktorka tańca.

Skąd pomysł, by zająć się szyciem ubrań? Już wcześniej Pani się tym zajmowała?

To jest znowu ciekawa historia w moim życiu… Ucząc tańca moje kursantki cały czas narzekały i ciągle powtarzały: „Aga nie mamy w co się ubrać na zajęcia, nic nie ma ciekawego na rynku, wszystko jest takie pospolite”. Myślałam o tym co mówiły, aż w końcu wpadłam na pomysł, że może zacznę projektować stroje treningowe do tańca. Oczywiście pojawiło się wiele obaw typu jak ja to wszystko narysuję, zaprojektuję, uszyję, skoro nie mam ani stosownego wykształcenia, ani doświadczenia; skąd wezmę pieniądze na otwarcie firmy, zakup materiałów, opłacenie krawcowej itp.

W końcu po dwóch latach wydarzyło się coś co popchnęło do przodu realizację moich „nowych” marzeń o stworzeniu własnej kolekcji ubrań do tańca. Pomogła mi moja ciocia, z którą się nie widziałam od kilkunastu lat. To właśnie jej opowiedziałam o swoim marzeniu i o problemach, z którymi się borykałam. W odpowiedzi usłyszałam: „POMOGĘ CI”!!! I tak zaczęła się historia powstania mojej marki SENGA!

Senga Dencwear; Fot. Jakub Gadzalski

Jak wyglądały początki tego biznesu?

Jak to zwykle bywa początki były trudne. Wszystkiego musiałam się uczyć na bieżąco i sporo rzeczy wykonywać samodzielnie, jak to zazwyczaj bywa przy działalności na tzw. własny rachunek.

Pierwszymi klientkami były moje Kursantki, które niecierpliwie czekały na moją pierwszą kolekcję.

Później zaczęłam odnawiać kontakty z moimi starymi znajomymi tancerzami, którzy nadal są związani z tańcem. Jeździłam na organizowane przez nich turnieje, na których wystawiałam stoisko z moimi produktami. Dzięki temu biorący tam udział tancerze mogli poznać stroje marki Senga. Zresztą do dzisiaj obecność na turniejach tanecznych jest jedną z głównych form promocji marki i dotarcia do głównej grupy docelowej.

Nieoceniony kanał dotarcia do nowych klientów stanowią social media.

A co było dla Pani najtrudniejsze w realizacji tego pomysłu na biznes?

Ze względu na moją ciągłą chęć ulepszania i doskonalenia tego co robię, na pewno ciągle potrzebuję większych środków finansowych do realizacji swoich planów. Uwierzcie mi, że mam jeszcze wiele pomysłów, które czekają na realizację. Poza tym myślę, że pomimo różnych trudności to i tak mam dużo szczęścia. Współpracuję z najlepszymi tancerzami w Polsce, którzy bardzo chętnie promują moją markę, mam cudownych przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć, a przede wszystkim rodzinę, która mnie zawsze wspiera w moich szalonych pomysłach.

Skąd czerpie Pani inspiracje?

Modą interesowałam się całe życie.  Każdego dnia śledziłam to co się działo na światowych wybiegach, zresztą robię to do dzisiaj. Głównie skupiam się na światowych trendach. Polska nie jest dla mnie wyznacznikiem mody, myślę że jeszcze wiele musimy się nauczyć, ale na pewno z roku na rok jest już dużo lepiej. Dużo moich Klientek mi powtarza, że moją przewagą w porównaniu z konkurencyjnymi firmami jest to, że potrafię wykorzystać najnowsze trendy modowe ze światowych wybiegów w swoich projektach. Muszę jednak cały czas pamiętać o funkcjonalnej stronie moich produktów — w tych strojach się tańczy, więc muszą być przede wszystkim bardzo wygodne, podkreślać ruch w tańcu, być wykonane z elastycznych oraz oddychających materiałów. To wszystko staram się połączyć w całość, która ma sprawić, że moi Klienci będą się czuli komfortowo i wyjątkowo!

Jak wiele ubrań o Pani sprzedaje? Czy można mówić o jakiś bestsellerach?

Z roku na rok sprzedaż rośnie. Głównymi odbiorcami są klienci indywidualni, ale również współpracujemy ze sklepami tanecznymi. Sukcesywnie pozyskujemy klientów zagranicznych, praktycznie z całego świata (Japonii, USA, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Rosji, Australii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i wielu innych).

Bestsellery? Oj tak, oczywiście, że są i to nawet całkiem sporo. Cieszę się, że praktycznie w każdej kolekcji znajdzie się jakiś „hicior”, z którym później jest kojarzona moja marka SENGA.

Taka ciekawostka — kilka moich bestsellerów kupiły również gwiazdy tańczące w „Dancing with the Stars”.

Jak wygląda konkurencja w tej branży?

Konkurencja na pewno daje mi większy napęd do działania i tworzenia przeze mnie lepszych projektów. Zdarza się, że firmy konkurencyjne kopiują charakterystyczne dla mojej marki elementy, ale w dzisiejszych czasach nie da się tego raczej uniknąć. Wydaje mi się, że tworzę oryginalne rzeczy, które na pewno nie muszą się podobać wszystkim. Tancerze zazwyczaj kochają czerń, szczególnie w przypadku strojów treningowych, natomiast ja staram się wprowadzić do swoich projektów trochę koloru. Moje produkty, zwłaszcza sukienki, które chyba najbardziej lubię projektować, są kupowane przez Klientki nie tylko z przeznaczeniem do tańca na treningach i turniejach, ale również na różnego rodzaju imprezy okolicznościowe (wesela, przyjęcia itp.) czy wakacyjne wyjazdy. Myślę, że to też wyróżnia produkty SENGA spośród konkurencji.

Jakie ma Pani plany na najbliższą przyszłość?

Gdybym tu miała mówić o wszystkich swoich planach mogłoby zabraknąć czasu. Pamiętam, że ponad rok temu udzielałam wywiadu do gazety i musiałam odpowiedzieć na identyczne pytanie. Z dumą mogę powiedzieć, że osiągnęłam wszystko, co wtedy planowałam, więc mam nadzieję, że i tym razem wszystko uda mi się zrealizować.

W tej chwili moim największym marzeniem jest otworzenie kilku stacjonarnych sklepów na terenie Polski, które będą zaprojektowane zgodnie z moją wizją marki. Po zrealizowaniu tego planu chciałabym otworzyć podobne sklepy w największych miastach w wybranych przeze mnie krajach. Myślę, że plany są duże, a moje marzenia jeszcze większe!

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*