Mały stok na Roztoczu przyciąga narciarzy nie tylko z Polski. „Zaryzykowałem i udało się”

Większość uważa, że stoki narciarskie mogą powstawać tylko w wysokich górach. Jednak Dariusz Bojar przekonuje, że tak nie musi być. W 2005 roku stworzył własną bazę narciarską w Jacni na Roztoczu, która okazała się biznesowym strzałem w dziesiątkę. – Na naszym stoku można spotkać ludzi z całego świata – mówi prezes firmy prowadzącej Stok Narciarski w Jacni.

Fot. Stok narciarski JACNIA

Bartłomiej Godziszewski: Skąd pojawił się pomysł na stworzenie narciarskiego biznesu?

Dariusz Bojar: To był czysty przypadek. Myślałem o tym i stwierdziłem dlaczego by nie spróbować. Namówiłem mojego przyjaciela i postanowiliśmy zaryzykować. Powołaliśmy spółkę Nekon sp. z o.o. i rozpoczęliśmy przygotowania do uruchomienia stacji narciarskiej na Roztoczu.

Pierwszy wyciąg uruchomiliśmy w grudniu 2005 roku. Był to mały, bez podporowy wyciąg o długości 200 metrów. Stok nie posiadał wtedy nawet stałego zasilania w energię elektryczną.  Rok później  powstał klasyczny wyciąg talerzykowy o długości 460 metrów z pełną infrastrukturą stacji narciarskiej. Oprócz dużego wyciągu stok został wyposażony w oświetlenie tras, sztuczne naśnieżanie i ratrak. Powstała też mała wypożyczalnia i szałas dla narciarzy z zapleczem gastronomicznym. W następnych latach stacja była stale doposażana, rozwijana w tym o tor do pontonów śnieżnych. Powstała też szkółka narciarska. W 2012 roku oddaliśmy do dyspozycji narciarzy nowoczesny budynek gastronomiczny z miejscami noclegowymi, stanowiący równocześnie bazę dla wszystkich przebywających na stoku.

Jak wyglądały początki tego biznesu?

Początki jak zwykle były trudne. Pomysł to dopiero początek drogi, która w naszym kraju jest szczególnie trudna ze względu na przerośnięte wymagania administracyjno-formalne i cały szereg utrudnień w porównaniu np. do krajów alpejskich, gdzie sprawy turystyki, jako gałęzi gospodarczej traktowane są priorytetowo. Konieczność pozyskania wszelakich zezwoleń była i ciągle jest bardzo trudna. Można by o tym napisać całą książkę. Wraz ze stowarzyszeniem Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne podejmujemy próby łamania barier rozwoju narciarstwa i turystyki nie tylko zimowej w Polsce.

Fot. Stok Narciarski JACNIA

Czy był to kosztowny pomysł na biznes ?

Nasza stacja to mały narciarski biznes. Marząc o własnej chociażby małej stacyjce musimy przygotować na inwestycję co najmniej kilka milionów złotych, a końca nie widać nigdy.

Z reguły stoki narciarskie w Polsce powstawają w Tatrach, Sudetach czy Beskidach, a więc w wysokich górach. Dlaczego decyzja padła na Roztocze, gdzie wysokość względna dochodzi maksymalnie tylko do 150 m?

Roztocze to idealna kraina turystyczna. Zimą były tu kiedyś dwa wyciągi narciarskie ale zostały totalnie zaniedbane. Małe tradycje więc są. Ważniejsze jednak jest samo położenie geograficzne i warunki wysokościowe. Chociaż niezbyt wysokie – Roztocze to jednak bardzo stare, niewielkie pasmo górskie zbudowane z wapieni. Wysokości nad poziom morza dochodzą prawie do 400 metrów. Ważniejszy jednak jest sam mikroklimat – całkiem sprzyjający narciarstwu.

Czy w tym samym czasie, istniały również inne mniejsze stoki narciarskie?

W czasie gdy powstawała JACNIA, na Roztoczu w pobliżu były dwa wyciągi narciarskie. Stan ich przygotowania do sezonu pozostawiał wiele do życzenia. Były to bardziej wyciągi niż stacje narciarskie. My stworzyliśmy właśnie Stację Narciarską.

Jak długo trwa sezon?

Na Roztoczu sezon trwa od grudnia do marca. W różnych latrach układa się to różnie. Był rok, w którym jeszcze w kwietniu były u nas doskonałe warunki narciarskie, jednak wtedy to już myślimy o rowerach. Zasadniczo jeździmy od połowy grudnia do początku marca.

Czy stok funkcjonuje w okresie letnim, może nie koniecznie jako stok narciarski. Czy też jest to okres przestoju?

We wcześniejszych latach stok funkcjonował tylko w zimie. Od 2012 roku mamy pensjonat z restauracją i przyjmujemy turystów też latem.

Czy w waszej historii zdarzyły się już „ciepłe zimy”, tzn. okres gdy na stoku praktycznie nie ma śniegu. Co wtedy?

Największą przeszkoda jest brak mrozu. Nasza stacja wyposażona jest w cały system sztucznego śnieżenia i jak jest mróz to robimy śnieg. Do tej pory nawet te najcieplejsze zimy miały mroźne dni. Oczywiście im zima ładniejsza, śnieżna i zarazem słoneczna tym lepiej.

Fot. Stok Narciarski JACNIA

Na początku wspomniałem o dużych stokach narciarskich. Jak mogą konkurować mniejsze, takie jak Jacnia z dużymi stokami? Co jest waszą przewagą?

Główną naszą przewagą jest sam charakter stacji. To stacja rodzinna, rekreacyjna, mała i bezpieczna. Z naszego tarasu widać cały stok i trudno się zgubić. Znacznie mniejsza ilość narciarzy niż na dużych stacjach pozwala nam natychmiast zapoznać się z gośćmi, którzy nas odwiedzają. Nie bez znaczenia jest też kompleksowość naszej oferty. Można tu przyjechać i praktycznie w całości oddać się narciarstwu. Cały projekt jest nakierowany na narciarzy oraz ich wygodę i zadowolenie.

Jak dużo osób i skąd pochodzą osoby, które przyjeżdżają na stok?

Na naszym stoku można spotkać ludzi z całego świata. Główni klienci pochodzą jednak z najbliższej okolicy. Ci z dalsza to głównie mieszkańcy Lubelszczyzny oraz Warszawy, Krakowa, Katowic i Wrocławia. Tak, Tak z Krakowa i Śląska. Do Jacni jest bardzo dobry dojazd autostradą A4, a czas dojazdu do nas z Krakowa czasami jest krótszy niż z Krakowa do Zakopanego. Ponadto na roztoczańskim stoku tłumów nie ma, a stworzone warunki rekreacyjnego narciarstwa powodują, że niektórzy wybierają właśnie Jacnię a nie nasze góry.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Blisko Jacni znajduje się granica z Ukrainą. Czy udało się Państwu również przyciągnąć turystów zza wschodniej granicy?

Mamy narciarzy z Ukrainy. Jednak to mała grupa. Główną przeszkodę stanowi granica – ciągle trudna i kosztowna do przekroczenia przez przeciętnego Ukraińca.

Jakie Państwo macie plany na najbliższą przyszłość?

Plany są zawsze. W skrócie polepszać to co jest i rozwijać. Udało nam się zrobić już wiele ale mamy plany i marzenia. Jednym z większych – niezależnych niestety od nas to oczekiwanie na drogę gminną, na którą czekamy już 13 lat. Do nas jest doskonały dojazd poza właśnie ostatnimi 500 metrami szutrowej drogi gminnej. A te zależne od nas, choć nie w 100 proc., bo formalności z dokumentacją i planem zagospodarowania czasami ciągną się w nieskończoność (to te bariery, o których wspomniałem wcześniej) to budowa nowych wyciągów, urozmaicanie łączek do nauki jazdy na nartach, stałe podnoszenie wydajności systemu naśnieżania, doposażanie wypożyczalni i serwisu, szkolenie instruktorów, propagowanie narciarstwa i akcji „Bezpieczny Stok” wśród dzieci i młodzieży.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*