Opracowali aplikację „Usterka”. Start-up skróci czas naprawy

Aplikacja studentów i absolwentów z Politechniki Wrocławskiej i Poznańskiej rozwiąże problem z pojawiającymi się awariami. „Usterka” pozwala na zgłaszanie awarii. Jak mówią twórcy, aplikacja powstała w odpowiedzi na potrzebę klienta, który szukał narzędzia mobilnego do zarządzania zadaniami serwisowymi i pracą brygad technicznych, które te zgłoszenia obsługiwały.

Usterka

Zespół start-upu „Usterka”

O tym jak od pomysłu do biznesu przeszli twórcy aplikacji „Usterka” opwiedzą Patryk Włodarczyk i Michał Blacha.

Bartłomiej Godziszewski: Jesteście absolwentami z dwóch różnych uczelni, z Poznania i z Wrocławia. Jak się zeszły wasze drogi?

Patryk Włodarczak: Jako współtwórcy Usterki wywodzimy się z różnych Politechnik, ja kończyłem Politechnikę Poznańską, a Michał Błach Politechnikę Wrocławską. Obydwoje jesteśmy już inżynierami z wieloletnim doświadczeniem w swoich branżach, czyli odpowiednio w przemyśle, jak i IT. Nasze drogi zeszły się à propos realizacji wcześniejszego projektu – aplikacji VitaMind, do której szukałem co-foundera i tak trafiliśmy na siebie z Michałem na jednej z grup start-upowych na Facebooku. Michał prowadził już wówczas software house, gdzie w ramach jednego ze zleceń powstał pierwszy zalążek Usterki. Pomysł takiego produktu bardzo przypadł mi do gustu i od tego czasu obydwoje skupiliśmy się tylko na tym. Po krótkim czasie, gdy temat Usterki  zaczął się mocniej rozwijać, zaangażowaliśmy w to większość załogi Software Partner oraz rozszerzyliśmy team i tym sposobem skupiamy dziś na pokładzie niespełna 10 osób (również absolwentów Politechniki Wrocławskiej).

Skąd wziął się pomysł na taki biznes?

PW: Usterka powstała w odpowiedzi na potrzebę klienta, który szukał narzędzia mobilnego do zarządzania zadaniami serwisowymi i pracą brygad technicznych, które te zgłoszenia obsługiwały. Tak powstała pierwotna wersja systemu, którą później zdecydowaliśmy się szerzej wdrażać na rynek widząc, że problemy, które rozwiązuje były dość powszechne i to nie tylko w branży usług serwisowych, ale również m.in. w branży technicznego utrzymania nieruchomości, na której aktualnie bardzo mocno się skupiamy.

Jak dużo czasu minęło od pomysłu do biznesu? Czy dotychczasowe doświadczenie w biznesie pomogło w kolejnym?

PW: Stworzenie systemu dla pierwszego klienta zajęło kilka miesięcy, więc można uznać, że gdy stał się on zarówno pierwszym abonentem to Usterka stała się biznesem. Jednakże, zanim wyszliśmy później z usługą na otwarty rynek (IV kwartał 2019) spędziliśmy kolejne kilka miesięcy na gruntownym badaniu rynku, przeprowadziliśmy setki rozmów ze specjalistami z różnych branż i poświęciliśmy wiele godzin na dalszy development i rozbudowę Usterki. Formalnie Usterka działa jako produkt naszego software house’u, posiadając dedykowany team odpowiedzialny za jej rozwój, ale mamy w planach zawiązanie osobnej spółki, co jest uwarunkowane pozyskaniem odpowiednio dużej ilości klientów.

Jak długo zajął wam proces tworzenia aplikacji? Co sprawiło wam najwięcej problemów?

Michał Błach: Jak już wspominaliśmy stworzenie pierwszej wersji systemu (aplikacji mobilnej, serwera, panelu administratora), od wstępnych rozmów z pierwszym klientem do testowego wdrożenia zajęło kilka miesięcy. Przez ten czas pracowała nad tym grupa 3-4 programistów i jednej UI/UX. Największe i jednocześnie najciekawsze wyzwania polegały na tym, że znaliśmy tylko istotę problemu natomiast samo rozwiązanie, działanie systemu, dobór technologii i zachowanie aplikacji musieliśmy zaprojektować sami. System musiał być ergonomiczny, przejrzysty, łatwy w obsłudze, funkcjonalny i przyjazny dla oka. Myślę, że spełniliśmy powyższe warunki, ponieważ wdrożenie poszło bardzo sprawnie i nasz pierwszy klient praktycznie natychmiast odczuł znaczną poprawę całego procesu.

Usterka

Fot. Usterka

W jaki sposób sfinansowaliście wasz pomysł?

PW: Usterka jest finansowana tylko i wyłącznie ze środków prywatnych, a projekt pochłonął już naprawdę fajne, nowe auto.

Jak działa „Usterka”?

PW: Usterka służy przede wszystkim do optymalizacji procesu obsługi zgłoszeń. Możemy dzięki niej  naprawiać powstałe awarie, jak i wykonywać planowane zadania prewencyjne, przeglądy itd. Możliwe to jest dzięki ujednoliceniu i skróceniu łańcucha komunikacji, mobilności i automatyzacji czynności  administracyjnych. System składa się jednakowo z aplikacji mobilnej, która jest narzędziem operacyjnym dla pracowników oraz panelu webowego, który służy do czynności zarządczych. Dzięki temu klient panuje nad całym procesem, od zgłoszenia, przez delegowanie i obsługę zadań, po archiwizację i analizę danych. Branże, które wspieramy to m.in. techniczne utrzymanie nieruchomości, w tym obiekty hotelowe, gdzie nadal w większości przypadków zgłoszenia są zapisywane ręcznie, w zeszytach i panuje powszechna komunikacja telefoniczna i słowna. Usterka zmniejsza taką formę komunikacji do minimum, co dodatkowo wpływa na wyższy komfort i wydajność pracy. Poza tym prowadzimy wsparcie dla firm oferujących usługi serwisowe, służb utrzymania ruchu, czy producentów maszyn, gdzie świetnie sprawdza się np.  funkcja skanowania kodów QR, które naklejone w postaci etykiety na dostarczone do odbiorcy urządzenie pozwala zgłosić awarię bezpośrednio do systemu Usterka naszego klienta.

Czy nie obawiacie się konkurencji? A może właściwie jej nie macie?

MB: Oczywiście, konkurencja na rynku jest. Systemy do obsługi zgłoszeń w ogólnym znaczeniu istnieją od dawna i jest ich wiele. Wyróżnia nas już, chociażby to, że każde wdrożenie prowadzimy indywidualnie, omawiamy potrzeby z klientem, identyfikujemy problemy, doradzamy, ustalamy strategię, konfigurujemy system, uczymy obsługi i oddajemy gotowe do pracy narzędzie na okres testowy, oczywiście całkowicie za darmo. Ponadto, staramy się zrobić produkt jeszcze bardziej dopasowany do zmieniających się oczekiwań i potrzeb rynku. Usterka to dedykowana platforma, skupiona stricte na optymalizacji i wsparciu procesu obsługi zgłoszeń, łącząc w jeden system wszystkie ogniwa procedury od zgłoszenia, po analizę danych. Tworząc Usterkę stawiamy na mobilność i prostotę, dając pracownikom narzędzie, którego obsługi uczą się w parę minut, a samo korzystanie z aplikacji zabiera im minimalną ilość czasu.  Myślę, że to właśnie te czynniki sprawiają, że rynek i klienci coraz szerzej otwierają się przed nami.

Jak dużo firm korzysta z waszego rozwiązania? Jak dużo usterek zostało zgłoszonych za pośrednictwem aplikacji?

PW: Codziennie przez system przepływają setki zgłoszeń na kontach naszych klientów. Działamy już  praktycznie na terenie całego kraju, od Kołobrzegu po Szczyrk, a główny trzon stanowią klienci zarządzający utrzymaniem nieruchomości. Jeśli chodzi o efekty optymalizacji, to najwyższym wynikiem okazały się niespełna 4 godziny dziennie (50% czasu pracy) zaoszczędzone przez koordynatora technicznego u jednego z naszych klientów przy zgłaszaniu 90% usterek przez system i wprowadzeniu samoorganizacji brygad naprawiających, które nie czekały na delegowane zadanie, tylko same podejmowały kolejne zgłoszenia naprawcze, które wpadały do aplikacji. Poza tym możemy łatwo porównać sytuację, gdzie dzwonimy do pracownika technicznego (często przerywając mu pracę), aby wykonał naprawę w miejscu „X” przy okazji tłumacząc co i gdzie się zepsuło. Czasami pracownik musi podejść na miejsce, zweryfikować, wrócić po narzędzia i części, znów podejść do naprawy i na samą organizację „zjadamy” przynajmniej kilka minut. Zgłoszenie usterki przez aplikację mobilną zajmuje kilkanaście sekund, włącznie z wyborem lokalizacji i wskazaniem uszkodzonego elementu, zrobieniem zdjęć awarii, dodaniem krótkiego opisu i tym samym dostarczeniem precyzyjnych informacji pracownikowi technicznemu. W skali np. miesiąca składa nam się to na wyraźnie odczuwalne korzyści czasowe.

Usterka

Fot. Usterka

Jakie macie dalsze plany?

PW: Cały czas mocno skupiamy się na rozwoju Usterki i w najbliższym czasie pojawi się kilka nowych funkcjonalności, które w większości zaprojektowaliśmy wraz z naszymi klientami. Będzie to m.in. eskalacja priorytetu zaległych zadań, harmonogram zadań planowanych i cyklicznych, czy funkcja umożliwiająca zarządzanie wieloma obiektami jednocześnie.

Poza rozwojem w obecnych branżach chcemy również rozbudowywać portfolio naszych klientów o biurowce, rozproszone sieci budynków, zakłady produkcyjne, czy centra logistyczne.

W celu podniesienia standardu usług oferowanych przez naszych użytkowników chcemy umożliwić im udostępnienie Usterki również ich klientom, np. gość hotelowy będzie mógł wykorzystać aplikację, aby zgłosić problem bez kontaktu z recepcją, klient serwisu precyzyjnie zgłosi awarię dostawcy maszyny bez dzwonienia i wysyłania maili itd.

MB: Ciekawym case-m, którym chcemy się zająć w drugiej połowie roku jest sprawdzenia działania systemu w środowisku biurowym. Gdzie poza problemami i awariami, moglibyśmy zgłaszać zapotrzebowanie np. na brakujący sprzęt komputerowy (myszki, słuchawki, klawiatury…), ogólnodostępne rzeczy takie jak markery, papier, karteczki do notatek itp.

Pracujemy również na internacjonalizacją systemu (wiele języków) i pod koniec roku chcemy też zacząć działać na rynkach poza granicami Polski.

Macie może jakieś rady dla młodych start-upowiczów? Może chcecie przed czymś przestrzec, by nie popełnili tych samych błędów?

PW: Przede wszystkim dobrze zbadać grunt pod nogami, aby się przysłowiowo nie zapalił. Zanim zaczniecie robić cokolwiek trzeba zbadać rynek, własne możliwości, poszukać ludzi do współpracy, odpowiednio oszacować koszty (z dużym naddatkiem), stworzyć koncept… i najlepiej już na tym etapie poszukać klientów, czy użytkowników – nawet darmowych, ale z reguły pierwsze zderzenie z rynkiem wywraca nam nasze wizje do góry nogami, a lepiej doświadczyć tego na początku, gdy jesteśmy najbardziej elastyczni, niż za późno.

MB: Warto jest również skupić się na rozwiązywaniu problemów pewnej niszy zgodnie z tym co pisał Paul Graham w „Do things that don’t scale”, które początkowo mogą nie wydawać się globalne niż tworzyć kolejnego Facebooka lub inna alternatywę dla światowego giganta. Najważniejsze i chyba najtrudniejsze jest znalezienie odpowiedniego wspólnika, równie zaangażowanego i kompetentnego, który będzie idealnym uzupełnieniem naszych umiejętności lub cech. Na koniec coś pozornie banalnego i oczywistego, co jednak okazuje się złudne w rzeczywistości. Zwrot, który mówi się młodym pisarzom ,,żeby pisać trzeba pisać“ możemy również odnieść do młodych przedsiębiorców. Gdy mówimy o zakładaniu start-upów, chodzi o to, żeby faktycznie działać i robić coś w tym kierunku, a nie tylko mówić o tym, że się to robi. Nawet nie mając znacznych zasobów pieniężnych, wydaje nam się, że można wiele zdziałać.

Michał Błach

Współtwórca aplikacji „Usterka”

Bardzo zachęcamy jak największe grono osób do tworzenia swoich produktów i innowacyjnych usług. Z danych, na których się opieramy wynika, że obecnie jeszcze duża część gospodarki nie jest zdigitalizowana, co pozostawia miejsce na wiele ciekawych start-upów.

Dodatkowo przychylne są zmiany polegające na przechodzeniu wielu obszarów, a szczególnie dystrybucji oprogramowania, na model SAAS-owy (Software as a service), które pozwalają firmom na ciągłe utrzymanie i łatwiejsze planowanie przychodów i całej strategii biznesowej .

Osobiście, marzę, żeby jak największa część naszego kraju i jego społeczności, tworzyła własne produkty, opracowywała innowacyjne rozwiązania i usługi na skalę światową, co zapewniło by nam z pewnością większą atrakcyjność gospodarczą, przyspieszyło rozwój i spowodowało, że bylibyśmy  ciekawszym rynkiem pracy.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

Fdjb

6 marca 2020 Odpowiedz

Amerykanscy inwestorzy dzwonia do nich w dzien i w nocy…. Tak wlasnie wygladaja polskie „startapy”. Aplikacyjka ktora moglby napisac uczestnik kursu „programowanie dla pocxatkujacych.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*