Polacy z Kataru sprzedają niecodzienne produkty na cały świat

Być może nie zabrzmi to profesjonalnie, ale nasze „magazyny” to garaże najbliższych, mojej siostry, rodziców i nasz. To oni też nam pomagają, ktoś wszywa metki, inny prasuje, kolejny dogląda wysyłek.  Tak właśnie w praktyce wygląda jednoosobowa firma – mówią Patrycja i Wojciech Ignatiuk. Swoją firmę prowadzą z Kataru, a nam opowiadają, jak połączyli zamiłowanie do podróży i rękodzieła z własną działalnością. 

Grzegorz Marynowicz: Na czym polega Wasza działalność?

Patrycja i Wojciech Ignatiuk: Jesteśmy małżeństwem wyszukującym unikatowe rękodzieło na całym świecie. W każdym kraju, jaki odwiedzamy, poszukujemy rzemieślników tworzących często zapomnianymi już technikami sztuki. Nasza filozofia opiera się na 3 x H: HANDS (dłonie), ponieważ wszystkie nasze produkty wykonywane są ręcznie, HEAD (głowa) – staramy się stworzyć biznes przynoszący profity z rękodzieła, które od wieków było jedynie pasją i przyjemnością naszych rzemieślników, HEARTS (serce) – uważamy, że przyjemność z brania mamy dopiero wtedy, kiedy dajemy. Stąd też procent ze sprzedaży każdego produktu przekazujemy do wybranej przez nas organizacji charytatywnej w kraju, z którego importujemy daną rzecz. To według nas nowoczesny, etyczny handel pomagający w rozwoju najbiedniejszych krajów.

Decyzja o założeniu BOHO swing kiełkowała we mnie od kilku lat. Obecnie czuję się spełnioną mamą, która intuicyjnie podchodzi do życia, był czas, jaki w pełni chciałam poświecić dzieciom, co dało mi wiele wolności twórczej, przemyśleń i spełnienia. Nie podejmowałam pracy, wiedząc, że mam tylko trzy pierwsze lata z każdym z moich dzieci, kiedy naprawdę mnie potrzebują i chciałam je dobrze wykorzystać. W tym czasie dużo podróżowaliśmy i zaczynałam się przygotowywać do otwarcia własnej działalności wraz z dniem, kiedy dzieci pójdą do przedszkola. W ten sposób 1 września 2017 oficjalnie założyliśmy BOHO swing.

Nie jestem klasycznym przykładem pracownika korporacji, który z całą swoją obszerną wiedzą stwierdza, że się wypalił lub jest wykorzystywany i teraz zacznie nowe życie. Od zawsze wiedziałam, że nie nadaje się do pracy w sztywnych ramach czasowych od 10:00 do 18:00. Praca na własny rachunek wymaga znacznie więcej poświeceń i czasu, ale nadal daje mi to możliwość wydzielenia czasu dla rodziny i przyjaciół. Dlatego też wstaję o 4 rano, by prowadzić rozmowy z Indonezją i pracuję do godziny 14, kiedy dzieci są w szkole. Po godzinie 20, kiedy już śpią, mam czas, by rozmawiać z inną częścią globu.

Dlaczego akurat taki biznes? Skąd pomysł na import i sprzedaż egzotycznych przedmiotów?

Moją pasją są podróże i wnętrzarstwo, zwiedzając z rodziną, uwielbiałam wyszukiwać obrazy, rękodzieło, biżuterię, jak i inne dodatki, które przywoziliśmy w prezencie dla rodziny i znajomych. Z czasem bliscy prosili, bym pomogła im w projektowaniu ich wnętrz, co jeszcze bardziej wyczuliło mnie ma wyszukiwanie unikatowego rzemiosła. Uwielbiam stragany, stare bazary, rzemieślnicze wioski i całą tą energię oraz miłość krążącą wokół tych pełnych pasji miejsc. Znajdujemy to nie tylko w egzotycznych zakątkach naszego globu, ale nawiązaliśmy również współpracę z polską rodzinną stolarnią, która czuje naszą filozofię.

Czy w momencie startu mieliście doświadczenie w tej branży? Jak wyglądały początki działalności?

Rozpoczynając działalność, nie mieliśmy doświadczenia w tej branży, ponieważ nie jest ona związana z naszym wykształceniem, kierowaliśmy się wyłącznie intuicją, pasją, potrzebą piękna. Od 5 lat mieszkamy w Katarze, który jest bardzo małym, ale multikulturowym krajem. Ta mieszanka narodowości naszych znajomych z pewnością byłą również impulsem do podjęcia takiej działalności.

Jakiej inwestycji wymagało uruchomienie biznesu i na co konkretnie potrzebne były środki?

Jak każdy nowy biznes, potrzebowaliśmy sporych środków, by działać na najwyższym poziomie, przez co szukaliśmy wsparcia w urzędach pracy i innych instytucjach. Jednak nie spełnialiśmy ich wymogów, ponieważ byłam już ponad 5 lat po studiach, a nasz pomysł uznano za mało atrakcyjny i niepotrzebny na rynku polskim. Jednym z pierwszych dużych kosztów był transport. W naszym przypadku kontener z indonezyjskiej wyspy Bali to kilkanaście tysięcy złotych, a pierwsze produkty nim wypełnione przekraczają 100 tysięcy złotych. Potrzebowaliśmy również strony internetowej, nad którą nadal trwają prace. Nie wliczamy tu kosztów naszych podróży, ponieważ od zawsze zwiedzamy świat we czwórkę i jest to formą naszych wakacji. Tak więc można powiedzieć, że pracujemy z dziećmi, co często przynosi wiele zabawnych i korzystnych sytuacji. Ostatecznie zainwestowaliśmy nasze wszystkie oszczędności i mogliśmy liczyć na wsparcie moich rodziców, którzy również prowadzą własna działalność i wprowadzili nas w cały system.

Jak wyszukujecie produkty i kontrahentów? O ile wiem, to dużą część czasu spędzacie poza Polską na spotkaniach z dostawcami?

Mieszkamy w Katarze, choć każdego roku odwiedzamy 2 nowe kraje i 3 miesiące wakacji spędzamy w Polsce. Katar jest dla nas doskonałym miejscem przez swoją wielonarodowość. Tylko w szkole nasze dzieci mają kolegów z około 80 różnych krajów. Stąd też planując nową destynację, pytamy u źródła, czyli rodowitych mieszkańców. Pytamy ich o sztukę, rzemiosło, nieturystyczne miejsca warte zobaczenia. Oczywiście też wertujemy internet, choć głównym czynnikiem jest intuicja.

Z jakich krajów sprowadzacie towary? Z jakimi trudnościami wiąże się taki import? Czy w zależności od kraju są to różne problemy?

Na pierwsze targi do Tajlandii zabrała mnie koleżanka z Kolumbii, gdy tylko usłyszała o moim pomyśle na biznes i to był jedyny raz, kiedy poleciałam bez dzieci i męża po biżuterię, a wróciłam z okularami vintage i japońskimi kimonami z lat 30. Z Kuby zwoziliśmy niesamowite bujane siedziska plecione makamą od rodziny, która nawet bawełnę miała z własnej uprawy. Niestety wysyłka z Kuby to nadal komunistyczne problemy. Zamówienia, design i jakość są fantastyczne, jednak zanim towar dotrze do Polski, zostanie całkowicie rozkradziony. Dopiero wypłynął nasz pierwszy kontener z Bali, który powinien już być w Polsce, tymczasem możemy spodziewać się go dopiero na początku grudnia. To właśnie jest wyspiarskie życie, gdy do niczego nie jest ci śpieszno i nikt nie rozumie, co znaczy deadline. Kolega z pracy mojego męża miał odebrać nasze wcześniej zamówione dywany vintage, gdy poleciał do rodzinnego Maroka. Jednak okazało się, że cztery z dziesięciu niepowtarzalnych, naprawdę wyjątkowych dywanów, sprzedawca oddał swojemu kuzynowi. Zapłacone, zważone, ale nieobecne.

Czy obserwujecie ciągły popyt? A może to się zmienia i od czego zależy?

Obserwujemy ciągłe zapotrzebowanie na autentyczny, bliski człowiekowi i naturze design. Myślę, że jest to związane z przesyceniem ogólnodostępnymi dobrami, gdzie każde jest identyczne, powtarzalne i wygląda niczym sklonowane. Ludzie zaczynają doceniać walory ręcznie robionych rzeczy, ich nieperfekcyjność jest luksusem spowodowanym ręką człowieka. Zaczynają rezygnować z masowej ilości, która ostatnimi laty przytłacza i decydują się na produkty z duszą.

Jak wygląda dystrybucja Waszych produktów? Jak sprzedajecie te niecodzienne produkty?

Pracujemy nad ukończeniem strony internetowej, która będzie głównym miejscem naszej sprzedaży wysyłkowej. Obecnie też sprzedajemy przez media społecznościowe. To właśnie na Instagramie sprawdzaliśmy zainteresowanie naszymi produktami i tu mieszczą się niemal wszyscy nasi klienci. Zaczęliśmy od torebek, biżuterii i huśtawek, a teraz wchodzimy z tym, co nam w duszy gra, czyli z meblami i wyposażeniem wnętrz. Współpracujemy również z architektami i planujemy stworzyć pierwszy katalog produktów we współpracy z blogerami.

Jak docieracie do klientów i które metody promocji są najbardziej efektywne?

Istniejemy niemalże wyłącznie na Instagramie, otrzymaliśmy aprobatę wspaniałych blogerek, co rozniosło się pocztą pantoflową, a poza tym to wolne dusze, artyści i ludzie ceniący naturalne piękno sami nas odnajdują. Tak więc niewiele możemy powiedzieć o promocji.

Być może nie zabrzmi to profesjonalnie, ale nasze „magazyny” to garaże najbliższych, mojej siostry, rodziców i nasz. Oni też nam pomagają: ktoś wszywa metki, inny prasuje, kolejny dogląda wysyłek. Wojtek, mój mąż, jest tą częścią praktyczną w tym zespole, poskramiając cyferki i kalkulując. Czasem też bywa niezbędna pomoc agentów mówiących w lokalnym języku i zawsze możemy liczyć na pomoc przyjaciół oraz znajomych. Tak właśnie w praktyce wygląda jednoosobowa firma.

Jakie produkty są bestsellerami?

Obecnie zdecydowanym bestsellerem jest torebka „okrągła 70” ręcznie wyplatana na Bali z trwałej trawy ate, która jest unikalnym materiałem w Indonezji. Ta naturalna trawa jest tkana w wybrany kształt, a następnie suszona w słońcu. Po czym dzieje się magia, by uzyskać ciepły kolor karmelu, każda torebka jest wędzona w mieszance miodu i kokosa. Torby te to prawdziwe dzieła sztuki lokalnych rzemieślniczek. Powstawanie każdej sztuki to długi i pracochłonny proces, przez co ich ilość jest ograniczona. Popularność torebki podbiły dodatkowo największe modowe magazyny, takie jak francuski Vogue, brytyjski Glamoure. Ponadto światowe blogerki zamiast promować otrzymywane w prezencie torebki od projektantów takich jak Chanel, Chloe czy Dior, pokazywały się publicznie z torebką „bez nazwy” zakupioną przez siebie na Bali. W świecie ciągłego lokowania produktów wywołało to olbrzymie zainteresowanie, przez co stale mamy zapotrzebowanie na te unikatowe torebki.

Opowiedzcie proszę o specyfice tego rynku – czym się charakteryzuje? Kto jest głównym klientem? Na co uważać, na co zwracać szczególną uwagę?

Nasi klienci to głównie artystyczne dusze z awangardowym podejściem do życia i sztuki. Osoby szukające unikatowych i oryginalnych rzeczy. Doceniające rękodzieło i naturę. Wchodzimy również w rynek wnętrzarstwa z wizją, iż styl bohemy to poddawanie się intuicji, nonszalanckie łączenie ze sobą paryskiego szyku, nowojorskiego minimalizmu i orientalnego klimatu Marakeszu. Dlatego też nasze produkty współgrają w harmonii z każdym domem i stylem. Nasi klienci to również osoby zastanawiające nad etyką kupowanych produktów i rezygnujące z fast fashion.

Czy tego rodzaju biznes charakteryzuje się sezonowością? Kiedy notujecie najwyższe przychody, a kiedy są okresy przestoju?

Produkty BOHO swing są ponadczasowe, a naszym marzeniem jest, by były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Przykładowo fotele peacock (pawie fotele) z naszej oferty to dzieła misternych splotów rattanu, na których kiedyś zasiadali królowie Azji, następnie Marlyn Monroe, Elizabeth Taylor czy Brigette Bardot. Obecnie w Europie pasjonaci designu wyszukują ich vintage wersji, a najwięksi projektanci mody, jak Roberto Cavalli, tworzą kolekcje w duchu bohemy inspirowane tym meblem.

Torebki i akcesoria BOHO swing sprzedajemy w bawełnianych ochronnych torbach, tak by nasze klientki dbały o nie i w przyszłości mogły przekazać je swoim córkom. Zaś materiał, z którego są wykonane, gwarantuje długowieczność. W Indonezji widzieliśmy te torebki jak wyglądają po kilkudziesięciu latach użytkowania i zmienił się jedynie nieco ich kolor, ciemniejąc niczym bursztyn. Splot i kształt zaś zostały bez zmian, pomimo ciągłego użytkowania. To właśnie ma charakteryzować BOHO swing – najwyższa jakość rzemiosła i ponadczasowość.

Czy przychody ciągle rosną, a może konkurencja powoduje, że jest coraz trudniej?

Przychody stale rosną, ponieważ informacja o naszej firmie rozchodzi się drogą pantoflową, do tego stopnia, że kontener, który jest obecnie na morzu, w połowie został już wyprzedany.

Jakie macie plany na przyszłość?

Myślimy, by za dwa lata Wojtek zakończył kontrakt w Katarze. Wrócilibyśmy do naszego mieszkania w Gdyni i wówczas moglibyśmy otworzyć stacjonarny sklep BOHO swing w jasnym, przestrzennym lofcie, gdzie poza możliwością zakupów do południa klientów będziemy częstować kawą z Luwaka (najlepsza kawa na świecie wybierana z odchodów zwierzęcia o nazwie Luwak). Po południu nigdy nie zabraknie orzeszków i lampki wina, a niezobowiązujący charakter i otwartość tego miejsca będzie ukojeniem zmysłów, przy ścianach pełnych nowoczesnej sztuki fotografii, malarstwa i rysunku młodych artystów. Będzie to miejsce wyróżniające się nastrojem dającym poczucie przytulności, zwiewności i wygody, jaką przekazujemy w naszych bohemistycznych produktach.

Na koniec powiedzcie proszę coś o warunkach prowadzenia biznesu w Katarze. Czy to kraj przyjazny przedsiębiorcom?

Już 5 rok żyjemy w Katarze jednak firmę zdecydowaliśmy się założyć w Polsce. Może zabrzmieć to nierozsądnie wiedząc, iż Katar jest znacznie przyjaźniejszy dla firm porównując chociażby całkowitą stawkę podatków dla firm która wynosi 11,3 %, i tym samym klasyfikuje katar na 2 pozycji na świecie pod względem Total Tax Rate, gdzie Polska z podatkiem 40,3 % znajduje się poza pierwszą pięćdziesiątką. Jedynym utrudnieniem jest fakt, ze w każdej firmie zakładanej w Katarze 51% udziałów musi przypadać Katarczykowi. Jednak nasze serce jest w Polsce i uważamy, ze jako Naród mamy niesamowite wyczucie estetyki i poczucie piękna stad tez firmę założyliśmy w Polsce.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Rozmawiał Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*