Stworzyli salon męskiej urody. „60 proc. naszych gości korzysta z manicure”

Jeszcze kilkanaście lat temu Panowie omijali szerokim łukiem salony męskiej urody, a hasła takie jak manicure czy pedicure odstraszały nie jednego twardziela. Teraz za sprawą warszawskiego lokalu ma się to zmienić. – Uważam, że polscy mężczyźni są już na to gotowi, ale do tej pory nie mieli możliwości i świadomości tego typu potrzeb – mówi Konrad Grabowski, współzałożyciel warszawskiego „Badger Men’s Grooming Club”. Wspólnie z Adamem Borowskim stworzył jeden z pierwszych w Polsce salonów męskiej urody.

Od lewej Adam Borowski i Konrad Grabowski, założyciele „Badger Men’s Grooming Club”

Bartłomiej Godziszewski: Skąd wziął się pomysł na taki biznes?

Konrad Grabowski: Pomysł należy do mojego wspólnika Adama. Był on klientem Truman’s Gentlemens Groomers w NY przez kilka lat. Kiedy przeprowadził się do Warszawy, irytowało go to, że aby o siebie zadbać, najpierw musi spędzić półtorej godziny u barbera, później iść na pół godziny do kosmetyczki. Siedzieć w niewygodnej pozycji, w miejscu stworzonym dla kobiet, z atmosferą zupełnie nieadekwatną do męskiego gustu. Następnie znalezienie pucybuta graniczyło z cudem. Innymi słowy znalezienie usług z których korzystał w NY wymagało od niego masę czasu i energii, a i tak nie był zadowolony.

„Rzucił” mi ten pomysł na naszym drugim spotkaniu, od razu się do tego zapaliłem i już tydzień później tworzyliśmy biznesplan i szukaliśmy lokalu.

Nie tak dawno Polskę opanowali barberzy, którzy zajmują się jednak tylko włosami na głowie i brodą. Jednak wasza usługa jest znacznie szersza…

Od początku mieliśmy swoją wizję i pomysł na Badgera. Nie chcieliśmy nikogo naśladować i powielać. Uważamy też, że nowoczesny, świadomy mężczyzna rozumie, że zadbane włosy, broda, dłonie czy cera wpływają na samopoczucie, pewność siebie, postrzeganie przez kobiety (robimy to także dla nich oczywiście ;)) a nawet zdrowie.

Wygląd dłoni, cery czy butów decyduje często o tak bardzo ważnym, pierwszym wrażeniu. Dlatego też postanowiliśmy przygotować ofertę, która zaoferuje naszym gościom dużo więcej niż barbershop.

Czy uważasz, że polscy mężczyźni są gotowi na manicure, pedicure? Jaki był odzew początkowo na wasz biznes?

Uważam, że polscy mężczyźni są na to gotowi, ale do tej pory nie mieli możliwości i świadomości tego typu potrzeb. 90% naszych gości decyduje się u nas na manicure po raz pierwszy w życiu. My wykonujemy to w tym samym czasie co strzyżenie włosów czy brody, a usługa ta jest skrojona pod mężczyzn. Siedzi się w wygodnym fotelu barberskim, a w drugiej dłoni można trzymać szklankę z kawą, wodą czy bourbonem. Do tego nie tracimy czasu.

Fot. Badger Men’s Grooming Club

Jak sądzisz czy wasz pomysł na biznes zaowocuje nowy trend na rynku i zaczną powstawać salony męskiej urody w każdym mieście?

Mam nadzieję, że tak. Oznaczałoby to, że w pewien sposób wyznaczyliśmy trend, a do tego takie miejsca są najzwyczajniej w świecie potrzebne. Chcemy, aby umarła opinia o tym, że mężczyzna powinien być zarośnięty, nieuczesany i używać jednego kosmetyku do wszystkiego. Według nas męskość to samoświadomość, dbanie o swój wygląd, zdrowie (wspieramy Distinguished Gentlemens Ride) , ubiór, a także bycie gentlemanem każdego dnia.

Kto najczęściej odwiedza wasz lokal? Jak dużo osób was odwiedza?

Przekrój naszych gości jest bardzo szeroki. Odwiedzają nas aktorzy, youtuberzy, celebryci, ale także przedsiębiorcy, kucharze, kelnerzy, dziennikarze czy studenci. Odwiedza nas obecnie około 600 gości miesięcznie. Biorąc pod uwagę jakość naszych usług i naszą ofertę (darmowy parking, ponad 20 rodzajów alkoholu, świetne kosmetyki) jesteśmy paradoksalnie sporo tańsi niż tradycyjne barbershopy.

Z jakich najczęściej usług korzystają wasi klienci?

Wciąż największą popularnością cieszy się strzyżenie włosów i brody. Około 60 proc. naszych gości korzysta z pakietów zawierających manicure. Często wystarczy, że namówimy kogoś na to po praz pierwszy, przekonuje się, że to nic strasznego, a wręcz przeciwnie i już nie wyobraża sobie obcinać samodzielnie paznokcie w domu. Komfort, wygląd dłoni i jakość usługi jest nieporównywalna. Coraz więcej mężczyzn przychodzi także na pedicure, jednak tutaj jeszcze bardzo dużo pracy przed nami, szczególnie w kwestii uświadamiania i sugerowania potrzeb

Fot. Badger Men’s Grooming Club

Jak sfinansowaliście wasz pomysł na biznes? Zdradzicie sumę, którą musieliście przeznaczyć na wasz biznes?

Biznes finansowaliśmy z oszczędności zarobionych w pracy w korporacji. Do tego potrzebowaliśmy pożyczki, w trakcie mieliśmy także inwestora na dalszy rozwój. Nie chcemy mówić o konkretnych liczbach, ale była to kwota pięciokrotnie mniejsza niż byłaby potrzebna do otwarcia takiego salonu w Nowym Jorku.

Czy zmagaliście się z jakimiś problemami, które pojawiały się w trakcie prowadzenia firmy?

Problemów była masa od samego początku. Już na etapie remontu okazało się, że w naszym lokalu nie ma wentylacji i prądu. W ciągu pierwszego roku działania, mieliśmy też ogromne trudności ze znalezieniem spełniających nasze oczekiwania barberów. Tak naprawdę z mojej perspektywy biznes to jedna wielka lekcja życia i codzienne wychodzenie ze strefy komfortu. Każdego dnia robi się coś po raz pierwszy, każdego dnia czegoś trzeba się nauczyć, a często od naszej determinacji i zaangażowania zależy czy firma przetrwa.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

Na pewno nie chcemy otwierać kolejnego Badgera. Skupiamy się na tym, aby jakość naszych usług była coraz wyższa. Budujemy też sukcesywnie silny i zgrany zespół. Naszym celem jest, aby w tym roku zatrudniać 8 barberów i 2 kosmetologów. Do tego niebawem ruszamy z Badger Craft Academy. Będziemy uczyć naszych kursantów strzyżenia, golenia, ale także podstaw wiedzy o kawie czy alkoholu.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl